Awatar użytkownika
36 y/o
188 cm
long story short
You are surrounding all my surroundings,
Sounding down the mountain range of my left-side brain,
You are surrounding all my surroundings,
Twisting the kaleidoscope behind both of my eyes.

they call us lucky, but i think we might be cursed

Post Teddy Westfield »

Ani trochę się nie wyspał. Chociaż przeniesienie się z salonowej kanapy na wygodne łóżko w salonie gościnnym dobrze zrobiło jego plecom, to po pobudce czuł się gorzej niż dzień wcześniej. Gorzej niż podczas kilkugodzinnej odsiadki w celi i gorzej niż w czasie bójki z najlepszym przyjacielem. Ledwie zmusił się do wstania z łóżka — noga, ta nieszczęsna noga, po której został tylko poszarpany odcinek uda, irytowała bardziej niż zazwyczaj. Nie pomogła nawet kąpiel w ciepłej wodzie, nowy okład ani bania czystej na dzień dobry.
Przez krótką chwilę zastanawiał się, czy nie zadzwonić do Candace i przyznać, że potrzebuje pomocy. Że ta cholerna noga daje mu o sobie znać i sam już nie wie, co powinien z nią zrobić. Że jego głowa nie pracuje już tak, jak powinna. Później zastanawiał się, czy nie powinien zniknąć; zostawić po sobie krótką notatkę z podziękowaniami, przeprosinami i życzeniem szczęśliwego życia. Wciąż uważał, że bez niego... cóż, wszystkie te dramaty ostatniej doby nie miałyby miejsca. Eddie wciąż miałby u Candy szansę — może nawet ten pierścionek, który trzyma w mieszkaniu, w końcu ozdobiły dłoń Whitely. Znalazł nawet długopis i jakiś stary zeszyt, usiadł na tej nieszczęsnej kanapie i... cóż, na tym jego wena się skończyła.
"Kochana Candace" brzmiało bardzo obłudnie, skoro właśnie zamierzał od niej odejść.
"Candace" było bezpłciowe, jakby ostatnia noc i to, co ich połączyło, w ogóle nie miało znaczenia.
"Matko mojego dziecka" było ostatnim pomysłem, na który wpadł i szybko zrozumiał, że z liściku nici. Postanowił, że powie jej prosto w twarz, w cztery oczy, szybko i prawie bezboleśnie.
I możliwe, że tak właśnie by zrobił — wyjaśniłby Candy, dlaczego nie mogą być parą i dlaczego Eddie będzie lepszym ojcem dla Winnie. Później przyjąłby na klatę jej żal, łzy i prośby, by jej nie zostawiał i w końcu zamknąłby za sobą drzwi, wyjeżdżając... może do innego stanu? Zacząłby nowe życie. Poszedłby na terapię, albo wreszcie ze sobą skończył.
Tylko że godzinę temu zaczął się czuć okropnie.
Głowa mu pęka, wysoka temperatura gwałtownie daje o sobie znać i nim Teddy się orientuje, leży na sofie przykryty kocem, szczękając zębami i nieświadomie rozmasowując obolałe udo. Proteza stoi na górze — w sypialni, w której spędził ostatnią noc. Nie ma siły jej założyć, nie ma siły udawać, że jest w stanie zrobić kolejny krok. A jednocześnie... nie wie, czy wytrzyma spojrzenie Candy. Co będzie się kryło w jej oczach? Obrzydzenie? Odraza? Strach?
rura na miasto#7921
WŁADZA The Best Coder of 2020 BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! SŁODKIEGO, MIŁEGO ŻYCIA - dla każdego, z okazji trzech miesięcy aktywności forum! SIR - dla wszystkich Panów z okazji Dnia Chłopaka 2020! SZÓSTY MIESIĄC MASZ, UŚMIECH DAJ NA TWARZ - dla każdego, z okazji pół roku aktywności forum! Hope Valley ma głos! BOGATE CV Trying my best UNIVERSAL PERSON DUSZA TOWARZYSTWA Adam i Ewa Oh shit Sej łaaat? I killed Laura Palmer PRZYJEZDNY W ZWIĄZKU MAŁŻEŃSKIM Jesteśmy identyczni

candace whitelyBay Heights


Awatar użytkownika
28 y/o
163 cm
long story short
Once you choose Hope, everything is possible.

they call us lucky, but i think we might be cursed

Post Candace Whitely »

Mija kilka godzin, zanim Candy w końcu wraca do domu. Po wyjściu od Eddiego wie, że powrót do Westfielda to zły pomysł. W końcu widziała zarówno na jego twarzy jak i Spence’a jak mogłoby się to skończyć, gdyby zobaczył ją we łzach. A doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie potrafiłaby skłamać, nie przed Teddym. Sama nie była do końca pewna jak mężczyzna to robił i kiedy dokładnie posiadł tę szamańską umiejętność, ale zawsze potrafi wyciągnąć z niej prawdę. Niezależnie od tego jaka była.
Pchając wózek, kieruje więc swoje kroki do parku, gdzie pozwala emocjom na finalne opadnięcie i uspokojenie się. W drodze powrotnej zahacza jeszcze o sklep i kupuje składniki potrzebne na makaron z serem, ich ulubioną i wybitnie skomplikowaną potrawę. Kiedyś potrafiła przyrządzić tylko to. I choć teraz jej zdolności kulinarne mocno wystrzeliły w górę, decyduje się na odrobinę nostalgii w tym co zaserwuje Teddiemu na kolację. Pomyślała, że potrzebowali czegoś, co na nowo osadzi ich w pewniejszych fundamentach.
Nie śpieszy się. Chce dać Teddiemu czas na odpoczynek, zregenerowanie się i tak zwaną chwilę dla siebie.
Do domu dociera więc mniej więcej trzy godziny po tym jak opuściła go rano. Cieszy się, że mimo wszystko ma pokarm na kryzysowe sytuacje, ponieważ zdołała nakarmić małą w plenerze. Teraz smacznie posapuje w wózku.
– Teddy? – woła, zamykając za sobą drzwi wejściowe. Nikt jej nie odpowiada, dochodzi więc do wniosku, że może jeszcze drzemie. Nie chcąc budzić dziecka, zostawia je w wózku i kieruje swoje kroki najpierw po książkę, którą zaczęła czytać kilka dni temu, a następnie w stronę kanapy, na której dostrzega mężczyznę. Na pierwszy rzut oka widać, że nie wygląda dobrze – Teddy? – szepcze i kuca przy brunecie, delikatnie przykładając wierzch dłoni do jego czoła. Jest rozpalone i lekko wilgotne, niewątpliwy znak na to, że ma gorączkę. Kiedy to się stało? Przeziębił się w areszcie? Przecież jeszcze wczoraj wyglądał jak okaz zdrowia… no, lekko poobijany – Kochanie, jak się czujesz? – pyta, czule gładząc go po skroni.
Po chwili podnosi się, zerka kontrolnie w stronę Winnie, po czym znika w kuchni, gdzie w jednej z szafek trzyma dobrze zaopatrzoną apteczkę. Jak na kogoś z wykształceniem pielęgniarskim oraz matkę przystało. Sięga po termometr i od razu wyjmuje również paracetamol. Wraca do Teddiego i wsuwa termometr pod jego pachę, w oczekiwaniu na znajome piknięcie, sygnalizujące koniec pomiaru. Nagle żałuje, że powrót od Eddiego zajął jej tyle czasu. Jak długo Westfield leżał tu w takim stanie? I przede wszystkim dlaczego po nią nie zadzwonił? A może? Sięga po telefon, ale nie ma na nim żadnego nieodebranego połączenia. Nie ma również żadnej wiadomości od Spence’a. Nie, żeby jakiejkolwiek się spodziewała. Czy ich znajomość była już definitywnie zakończona? Dalej czuła palący dotyk jego warg na swoich ustach, w nawet najmniejszym stopniu nie było to przyjemne wspomnienie.
cukier#5091
BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! THE CHOSEN ONE BOGATE CV DOPIERO SIĘ ROZKRĘCAM That's a start TUBYLEC MAM CÓRKĘ WCIĄŻ CZEKAM NA LIST Z HOGWARTU ROMANTYK ŁAMACZ SERC PACYFISTA WIELBICIEL FAST FOODÓW I LOVE YOU, BABY! NA KAŻDĄ RĄCZKĘ

Awatar użytkownika
36 y/o
188 cm
long story short
You are surrounding all my surroundings,
Sounding down the mountain range of my left-side brain,
You are surrounding all my surroundings,
Twisting the kaleidoscope behind both of my eyes.

they call us lucky, but i think we might be cursed

Post Teddy Westfield »

Teddy nie może wyzbyć się przekonania, że gdyby od razu powiedział Candy o nodze, wszystko byłoby prostsze. Ona powiedziałaby, że nie przyjmie do domu kaleki, on odparłby, że doskonale to rozumie. Eddie poklepałby go pocieszająco po plecach i zaprowadził do terapeuty, jednocześnie informując, że Winnie tak naprawdę jest jego, nie Westfielda, więc może sobie odpuścić ojcostwo i zająć się... upijaniem w tanich barach.
— Dobrze — kłamie i przychodzi mu to zaskakująco prosto. Kiedyś nie ośmieliłby się spojrzeć Candace w oczy, łżąc na jakikolwiek temat. To kolejna rzecz, która się w nim zmieniła... szczerość, tak, wciąż potrafił się do niej zmusić, ale udawanie weszło mu w krew. — Nic mi nie jest — mamrocze, wyraźnie zmęczony. Termometr wskazuje ponad trzydzieści osiem stopni, krople potu gromadzą się na czole Theoroda i wszelkie znaki nieba i ziemi zdają się mówić, że nie jest dobrze.
— Candace, muszę ci coś powiedzieć — mamrocze, otumaniony gorączką i bólem obu nóg. Zwilża językiem spierzchnięte wargi, chwyta ukochaną za nadgarstek i powoli podnosi się do siadu, ciaśniej zakrywając się kracianym kocem. Odchrząkuje, poklepuje miejsce obok siebie i czeka, aż Whitely usiądzie. Ma dziwne wrażenie, że informacje, które dla niej przygotował, są w stanie rzucić kobietę na kolana.
— Mam ci... dużo do powiedzenia. I wiem, że jestem ci winny przeprosiny. Za to, jak się ostatnio zachowuję i za to, że unikam twoich pytań, ale... — Westfield wzdycha i kręci głową, przecierając policzki zewnętrzną częścią dłoni. — Cholera, Candy, nawet nie wiem, jak mam ci to przedstawić. Myślałem o tym od rana, odkąd tylko podniosłem się z łóżka i coś tam sobie przygotowałem w głowie — mamrocze bez ładu i składu, zbyt zmęczony, by zastanawiać się nad słowami, które wypowiada.
— Candy, Candy... — szepcze, pochylając ciało w jej stronę. Opiera skroń na jej ramieniu i pojękuje z bólu, stawiając nogi — nogę — na ziemi. — Musisz mi obiecać, że to niczego nie zmieni. Musisz. — Ściska jej dłoń, splata jej palce z własnymi i przyciska wargi do każdego z osobna. — Proszę, obiecaj mi.
rura na miasto#7921
WŁADZA The Best Coder of 2020 BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! SŁODKIEGO, MIŁEGO ŻYCIA - dla każdego, z okazji trzech miesięcy aktywności forum! SIR - dla wszystkich Panów z okazji Dnia Chłopaka 2020! SZÓSTY MIESIĄC MASZ, UŚMIECH DAJ NA TWARZ - dla każdego, z okazji pół roku aktywności forum! Hope Valley ma głos! BOGATE CV Trying my best UNIVERSAL PERSON DUSZA TOWARZYSTWA Adam i Ewa Oh shit Sej łaaat? I killed Laura Palmer PRZYJEZDNY W ZWIĄZKU MAŁŻEŃSKIM Jesteśmy identyczni

candace whitelyBay Heights


Awatar użytkownika
28 y/o
163 cm
long story short
Once you choose Hope, everything is possible.

they call us lucky, but i think we might be cursed

Post Candace Whitely »

Uśmiecha się pod nosem, kiedy na jej pytanie uzyskuje odpowiedź, której poniekąd się spodziewała. Nigdy otwarcie nie przyznawał się do tego, że coś mu dolegało, co na swój sposób było jednocześnie pociągające i cholernie denerwujące. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że tym razem naprawdę nie jest dobrze i jak najszybciej musi znaleźć tego przyczynę. Szczególnie, kiedy spogląda na cyfry na termometrze. Klnie pod nosem i chce pospiesznie wstać i przygotować zimny okład, ale Teddy udaremnia jej to, chwytając za nadgarstki. Posłusznie siada więc obok niego, a z jej twarzy nie znika mieszanina niepokoju i troski.
– Teddy, to nie może poczekać? Jesteś naprawdę rozpalony, muszę spróbować zbić gorączkę… – szepcze, przyglądając się jak z trudem podnosi się do pionu. Jej umysł pracuje teraz na najwyższych obrotach. Czy jest to pokłosie wczorajszej bójki? Czy wczoraj coś przeoczyła, bardziej zajęta poddawaniem się pożądaniu i tęsknocie za ukochanym?
Kiedy mężczyzna podejmuje kolejną próbę wyjaśnienia jej czegoś, marszczy brwi i rzuca mu czułe, aczkolwiek jednocześnie ostrzegawcze spojrzenie.
– Skarbie, masz gorączkę, wysłucham wszystkiego co masz do powiedzenia, obiecuję, ale teraz muszę zacząć pracować nad tym, żeby ją zbić – brzmiała odrobinę tak, jakby tłumaczyła coś dziecku. Najwyraźniej matczyny instynkt pojawiał się automatycznie po narodzinach dziecka. W dalszym ciągu nie rusza się jednak z miejsca, przytrzymywana przez kurczowy uścisk Westfielda. Czule kładzie dłoń na skroni bruneta, kiedy werbalizuje prośbę. Nie ma pojęcia o co może mu chodzić.
– Nie zmieni czego? – pyta, zanim złoży obietnicę. Czuje jak serce zaczyna mocniej tłuc się w klatce piersiowej, a ją całą przepełnia lekkie poddenerwowanie. W tej samej chwili Teddy siada, stawiając nogi na podłodze. A właściwie nogę.
W pierwszej chwili umysł Candace nie jest w stanie tego przetworzyć. Nie potrafi jednak również racjonalnie wytłumaczyć braku lewej nogi ukochanego. Podnosi spojrzenie na twarz Teddiego, a w jej ciemnych oczach kryje się pytanie. Sama nie potrafi teraz wydusić z siebie ani jednego słowa. Termometr, który do tej pory trzymała w dloni, wyślizguje się na podłogę, na którą opada z cichym łoskotem. W odczuciu Candy brzmi on jednak jak głośny wybuch. Uwalnia rękę z uścisku bruneta, ale nie po to, aby się odsunąć. Sięga po koc i odchyla go, ukazując to przed czym jej umysł tak zaciekle się bronił. Racjonalne wyjaśnienie tego, że na podłodze znalazła się tylko jedna stopa Westfielda.
– Jak? – pyta tylko, tak cicho, że prawdopodobnie większe powodzenie miał z odczytania ruchu jej warg. Jest kompletnie oszołomiona, na moment zapomniała o zbijaniu gorączki, o Winnie, o wszystkim. Świat zatrzymał się, pozostawiając w ruchu jedynie ich dwójkę.
cukier#5091
BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! THE CHOSEN ONE BOGATE CV DOPIERO SIĘ ROZKRĘCAM That's a start TUBYLEC MAM CÓRKĘ WCIĄŻ CZEKAM NA LIST Z HOGWARTU ROMANTYK ŁAMACZ SERC PACYFISTA WIELBICIEL FAST FOODÓW I LOVE YOU, BABY! NA KAŻDĄ RĄCZKĘ

Awatar użytkownika
36 y/o
188 cm
long story short
You are surrounding all my surroundings,
Sounding down the mountain range of my left-side brain,
You are surrounding all my surroundings,
Twisting the kaleidoscope behind both of my eyes.

they call us lucky, but i think we might be cursed

Post Teddy Westfield »

— Nieważne "jak" — mamrocze pod nosem, co chwilę przymykając oczy. Głowa mu pęka, oczy nie potrafią dostosować się do zbyt jasnego światła dobiegającego z zaświeconej lampy, Teddy ma nawet wrażenie, że prąd w gniazdkach buzuje tak głośno, że zagłusza jego własne słowa. Przełyka ślinę i znowu szuka dłonią palców Candace, bo jeśli teraz nie będzie miał z nią kontaktu fizycznego, to na pewno zwariuje. Zwariuje, albo... podda się i chociaż w dwudziestym pierwszym wieku trudno umrzeć od prostego zapalenia, to będzie się modlił o szybką śmierć.
— Candy, nigdy nie chciałem, żeby do tego doszło. — Oczywiście, że nie, idioto, nikt nie chce, żeby rosyjscy lekarze niezdarnie obcinali mu nogę. — I naprawdę, naprawdę mi przykro. Wiem, że to musi być dla ciebie ciężkie. — Nawet teraz, kiedy przedstawia jej prawdę o sobie, prawdę o tym, co mu się przydarzyło w ciągu ostatniego roku, stawia Candace na pierwszym miejscu. Nie obchodzi go, jak potoczy się jego życie: czy kiedykolwiek spojrzy na siebie bez odrazy, czy kiedykolwiek jeszcze zaakceptuje swoje ciało. Nie wie, czy uda mu się przespać choć jedną noc, nie budząc się co dwie, trzy godziny, by zaspokoić pragnienie, by zwilżyć gardło zdarte krzykami, które wydobywają się z niego tylko w śnie. Najważniejsze jest to, czy Candy będzie w stanie go zaakceptować jako... jako kogo właściwie? Jako swojego chłopaka? Przyszłego męża? Jako ojca swojej córki?
Czy byłaby w stanie z dumą stanąć przed ołtarzem i przyrzec mu miłość do końca życia, w zdrowiu i w chorobie, w złym i dobrym czasie? Czy byłaby w stanie powiedzieć rodzinie, własnym siostrom, że co prawda wrócił z wojska, ale nie w jednym kawałku? Teddy doskonale wie, co Audrey, Emma i każda z Whitelych by powiedziała. "Eddie był lepszą opcją". "Nie wiesz, co straciłaś". "Jesteś jeszcze młoda, Candace, nie możesz opiekować się kaleką".
— Wydaje mi się, że to przez to mam gorączkę — mamrocze, opierając dłoń na nodze. Rana po szyciu jest ciemna, miejscami fioletowa, tak jakby nie zdążyła się dobrze zagoić. Całe udo brzydko spuchło, prawdopodobnie w wyniku ich wczorajszych ekscesów. Może faktycznie powinien był powiedzieć jej wcześniej.
rura na miasto#7921
WŁADZA The Best Coder of 2020 BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! SŁODKIEGO, MIŁEGO ŻYCIA - dla każdego, z okazji trzech miesięcy aktywności forum! SIR - dla wszystkich Panów z okazji Dnia Chłopaka 2020! SZÓSTY MIESIĄC MASZ, UŚMIECH DAJ NA TWARZ - dla każdego, z okazji pół roku aktywności forum! Hope Valley ma głos! BOGATE CV Trying my best UNIVERSAL PERSON DUSZA TOWARZYSTWA Adam i Ewa Oh shit Sej łaaat? I killed Laura Palmer PRZYJEZDNY W ZWIĄZKU MAŁŻEŃSKIM Jesteśmy identyczni

candace whitelyBay Heights


Awatar użytkownika
28 y/o
163 cm
long story short
Once you choose Hope, everything is possible.

they call us lucky, but i think we might be cursed

Post Candace Whitely »

Powoli kiwa głową. Tak, ma rację, teraz to nie jest istotne jak, teraz liczyło się to, żeby zapanować nad gorączką. Candy czuje się tak jakby nagle zatraciła wszelkie zdolności organizacyjne, z których przecież na co dzień słynęła. O których nasłuchała się komplementów na kursie pielęgniarskim, które pozwoliły jej w miarę porządnie zarządzać Hope Creek Inn. Teraz nie potrafi zmusić się do wykonania choćby jednego ruchu. Tkwi więc tuż przy Teddim, ściskając jego dłoń, czerpiąc spokój ducha z ciepła płynącego z ich splecionych palców. Ta chwila wystarcza, aby wrócił jej zdrowy rozsądek.
Spogląda na zwilżone potem czoło mężczyzny i przez chwilę, która zdaje się trwać wieczność, błądzi wzrokiem po jego twarzy, jakby w obawie, że to czego dowiedziała się przed chwilą coś zmieniło. Nic takiego nie ma jednak miejsca, w jej oczach dalej widnieje tylko bezgraniczna miłość w stosunku do mężczyzny oraz troska o jego zdrowie, które w tym momencie zdaje się nie być w najlepszej formie.
– Ćśś… – szepcze więc, chcąc w ten sposób uciąć ich dialog. Każda kolejna mijająca minuta była teraz na wagę złota. Musiała zacząć reagować jak lekarz, a nie zrozpaczona kobieta, widząca swojego mężczyznę w rozsypce – To nie twoja wina, Teddy – dodaje jeszcze cicho, przypuszczając, że w tej chwili potrzebował takiego zapewnienia. Na moment opiera swoje czoło o jego, nie zważając na to, że jest lepkie od potu. Teraz liczy się tylko zapewnienie mu komfortu psychicznego. On stawiał na pierwszym miejscu ją, a ona jego. Nie wyobrażała sobie tego w żaden inny sposób.
– To bardzo prawdopodobne. Mogę? – pyta nieśmiało, odsuwając materiał dresowych spodni tak, aby móc lepiej zobaczyć ranę. Przygryza wargę, ponieważ to co widzi ściska ją za serce. Delikatnie dotyka napuchniętej kończyny, wodząc opuszkami palców po sinej bliźnie. Bardzo, bardzo źle zrośniętej bliźnie. Przełyka ślinę, chcąc jednocześnie pozbyć się ewentualnego drżenia głosu w jaki mógłby wprawić ją ten widok. W końcu nie codziennie ogląda się swojego mężczyznę w takim stanie rozczłonkowania. W dodatku marnie wykonanego – Jak długo taka jest? – pyta, spoglądając Teddiemu w oczy. Ma nadzieję, że w jej spojrzeniu widać tylko troskę, jednak gdzieniegdzie przedziera się strach. Nie z powodu jego okaleczonej nogi, strach o Theodora. Pospiesznie podnosi się do pionu i znika na moment, wracając z paracetamolem i szklanką wody do popicia tabletki. Wózek z Winnie ustawia obok kanapy, żeby w razie czego mieć na nią oko. Na karku układa mu również kuchenną ścierkę, zwilżoną zimną wodą – Poleż chwilę, zobaczymy, czy to coś da – zarządza, po czym sama siada obok, tak że finalnie Teddy opiera głowę na jej kolanach. Gładzi go miarowo po ciemnych włosach, chcąc ukoić myśli mężczyzny. Nim orientuje się co robi, zaczyna cicho nucić Highlight of my life Dolly Parton.
cukier#5091
BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! THE CHOSEN ONE BOGATE CV DOPIERO SIĘ ROZKRĘCAM That's a start TUBYLEC MAM CÓRKĘ WCIĄŻ CZEKAM NA LIST Z HOGWARTU ROMANTYK ŁAMACZ SERC PACYFISTA WIELBICIEL FAST FOODÓW I LOVE YOU, BABY! NA KAŻDĄ RĄCZKĘ

Awatar użytkownika
36 y/o
188 cm
long story short
You are surrounding all my surroundings,
Sounding down the mountain range of my left-side brain,
You are surrounding all my surroundings,
Twisting the kaleidoscope behind both of my eyes.

they call us lucky, but i think we might be cursed

Post Teddy Westfield »

Kiedy Candace pyta o zgodę, Teddy przez chwilę się waha, ale w końcu kiwa głową. Pozwala, by podwinęła spodnie i sam wbija wzrok w koc, nie potrafiąc teraz spojrzeć ukochanej w oczy. Wytrzymuje wszystko — jej nierówny oddech, przyglądanie się ranie, nerwowe spojrzenia, które posyła w jego kierunku. Reaguje, dopiero gdy palce Whitely zbliżają się do uda. Chwyta jej nadgarstek w ruchu, zatrzymuje na kilka milimetrów od blizny i kręci głową, nie pozwalając się dotknąć.
— Zostaw — prosi, znowu zaciągając spodnie na udo. Wstydzi się tego, że jest wybrakowany i wie, że jeśli Candy fizycznie poczuje, że noga, kiedyś tak sprawna, teraz nagle zniknęła, to ta świadomość przeważy na sposobie, w jaki widzi Theodora. Jest kaleką. Wie o tym. Ale za wszelką cenę pragnie, by Whitely traktowała go normalnie.
Niechętnie wypuszcza jej rękę z uścisku, ale wie, że bez leków szybko odpłynie. Przyjmuje więc paracetamol i wodę, dziękując czymś w rodzaju mruknięcia. Oddycha coraz ciężej, coraz wolniej otwiera oczy. W końcu całkowicie je zamyka, kładąc głowę na kolanach Candace.
Początkowo nie reaguje na płynącą z jej ust melodię. Dopiero gdy rozpoznaje poszczególne wersy, jego usta układają się w niezgrabny uśmiech.
— You're the one I always think about
And you're the one I couldn't live without — szepcze, trochę wybijając Candy z rytmu, bo daleko mu do profesjonalnego piosenkarza. Ale były przecież w ich wspólnej historii takie momenty, gdy Teddy — właśnie dla niej — zmuszał się do robienia czegoś, na co niekoniecznie miał ochotę. Tak jak kilku(nasto)krotne wyjścia na karaoke, upijanie się do nieprzytomności i śpiewanie do białego rana, kiedy jeszcze byli dzieciakami i wszystko wydawało się prostsze.
Wers, który nuci, zdaje się idealnie oddawać jego uczucia. Candy w istocie jest kobietą, o której myśli zawsze. Kobietą, której już dawno oddał swoje serce, nawet bez ślubnej przysięgi. I nieważne jak bardzo Teddy lubi wmawiać sobie, że jest samowystarczalny, to Whitely jest powodem, dla którego przeżył. Gdyby nie związane z nią wspomnienia, gdyby nie miłość, która ich łączyła, poddałby się podczas którejkolwiek z przeżytych przez ostatni rok tortur. Gdyby tylko na sekundę przestał walczyć, gdyby zamknął oczy i poczekał na śmierć, ta w końcu by nadeszła.
— Kocham cię, Candy. — To on? Czy to gorączka przez niego przemawia?
rura na miasto#7921
WŁADZA The Best Coder of 2020 BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! SŁODKIEGO, MIŁEGO ŻYCIA - dla każdego, z okazji trzech miesięcy aktywności forum! SIR - dla wszystkich Panów z okazji Dnia Chłopaka 2020! SZÓSTY MIESIĄC MASZ, UŚMIECH DAJ NA TWARZ - dla każdego, z okazji pół roku aktywności forum! Hope Valley ma głos! BOGATE CV Trying my best UNIVERSAL PERSON DUSZA TOWARZYSTWA Adam i Ewa Oh shit Sej łaaat? I killed Laura Palmer PRZYJEZDNY W ZWIĄZKU MAŁŻEŃSKIM Jesteśmy identyczni

candace whitelyBay Heights


Awatar użytkownika
28 y/o
163 cm
long story short
Once you choose Hope, everything is possible.

they call us lucky, but i think we might be cursed

Post Candace Whitely »

Cofa rękę, kiedy w dość zdecydowany sposób zakazuje jej bliższego obcowania z kończyną. Szanuje jednak jego decyzję i nie próbuje na siłę badać nogi. Zresztą byłoby to całkowicie zbędne, ponieważ nie ma przecież odpowiedniego wyszkolenia. Potrafi tylko opatrzyć prostsze rany i założyć szwy. Noga Teddiego jest czymś, co powinien obejrzeć lekarz, najlepiej chirurg ortopeda. W głowie powoli analizuje odległość jaka dzieliła ich od szpitala w Cape Coral i jak dawno karmiła Winnie. Dadzą radę. Jeśli za chwilę wyruszą, mała nie powinna zrobić się głodna.
– Darlin' you're the highlight of my life – odpowiada, nieco bardziej melodyjnie, nie przestając gładzić włosów Theodora. Po chwili odsuwa się jednak bardzo niechętnie i ponownie sięga po termometr, podnosząc go z podłogi. Musi sprawdzić, czy temperatura jakkolwiek spadła, jednak wspomnienie nadwyrężonej rany powoduje, że zaczyna wątpić w powodzenie tej domowej akcji.
Działa teraz na najwyższych obrotach, adrenalina spowodowana odkryciami dzisiejszego wieczora nie pozwala jej rozpaść się na tysiąc kawałków. Musi stanąć na wysokości zadania i pomóc Teddiemu. Na płacz przyjdzie czas później.
– Ja ciebie bardziej – odpowiada jak zwykle na jego wyznanie miłości. Uśmiecha się zadziornie, ponieważ nawet kiepska sytuacja w jakiej się aktualnie znajdowali nie była w stanie zepsuć pewnych tradycji, które ustanowili wiele, wiele lat temu. Romantyczny moment przerywa termometr, który wskazuje blisko trzydzieści dziewięć stopni. Candace zaciska usta w wąziutką linię, po czym bardzo niechętnie zsuwa głowę Teddiego z kolan i wstaje.
Chwilę wykonuje skomplikowane rachunki matematyczne, ale szybko dochodzi do wniosku, że szybciej dojadą sami. Przyjazd karetki byłby zbyt mocno odwleczony w czasie, a oni ewidentnie nie posiadali takiego komfortu jak możliwość czekania blisko dwadzieścia minut.
– Teddy – szepcze, kucając przed brunetem i zmuszając go do skupienia uwagi (czy jej resztek) na swoich słowach – Zawiozę cię do szpitala, temperatura nie spada – i zaczynam się o ciebie cholernie bać, myśli, ale nie dodaje tego na głos. Nie chce niepotrzebnie niepokoić Westfielda, który i tak przelewa jej się praktycznie przez palce.
Zaczyna pospiesznie krzątać się po domu, zbierając najpotrzebniejsze rzeczy dla Lily. Co i rusz zerka nerwowo na Teddiego, obawiając się pogorszenia jego i tak kiepskiego stanu.
– Nie zamykaj oczu, zostań ze mną, skarbie – powtarza jak mantrę. W końcu przed nimi pozostawało najtrudniejsze zadanie jakim było przetransportowanie go do samochodu.
Kiedy z powodzeniem zapakowała Winnie do fotelika i zainstalowała w samochodzie, wróciła do domu po Teddiego. Kucnęła przed nim i zmusiła do tego, aby usiadł – Wiem, że nie masz siły, ale musisz ze mną współpracować. Dasz radę dla mnie wstać? – miała nadzieję, że pozostały w nim jeszcze jakieś rezerwy, które pomogą dostać się do samochodu.
cukier#5091
BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! THE CHOSEN ONE BOGATE CV DOPIERO SIĘ ROZKRĘCAM That's a start TUBYLEC MAM CÓRKĘ WCIĄŻ CZEKAM NA LIST Z HOGWARTU ROMANTYK ŁAMACZ SERC PACYFISTA WIELBICIEL FAST FOODÓW I LOVE YOU, BABY! NA KAŻDĄ RĄCZKĘ

Awatar użytkownika
36 y/o
188 cm
long story short
You are surrounding all my surroundings,
Sounding down the mountain range of my left-side brain,
You are surrounding all my surroundings,
Twisting the kaleidoscope behind both of my eyes.

they call us lucky, but i think we might be cursed

Post Teddy Westfield »

Trudno zachować przytomność, kiedy pokój wiruje, powieki wydają się zbyt ciężkie, a w głowie wybuchają barwy, których nie potrafi się nazwać. Teddy mruczy tylko coś, co przypomina przeciągłe "tak", ale i tak z ledwością nie opada na kanapę. Na prośbę ukochanej próbuje wstać, opiera się na jej ramieniu i nawet nie zauważa, kiedy ląduje na przednim siedzeniu w samochodzie Candace. Nie pamięta też momentu wyjechania z parkingu ani kilkunastominutowej drogi do szpitala w sąsiednim mieście.
Budzi się dopiero w wyniku gwałtownego szarpnięcia, kiedy troje pielęgniarzy ładuje go na fotel transportowy i próbuje zabrać od Candy. Wyciąga więc rękę, chwyta jej dłoń i przez ułamek sekundy w jego spojrzeniu przejawia się trzeźwe rozumowanie. Boi się. Pierwszy raz od... wielu, wielu lat, naprawdę się boi. Nie zdążył jeszcze pogodzić się z utratą połowy nogi, nie wie, czy przeżyje, jeśli obetną to, co po niej zostało.
— Musi go pani puścić — informuje jedna z pielęgniarek, ostrożnie łapiąc Candace za ramię. — Przed nami jeszcze kilka punktów w formularzu. — Zerka na zebrane już informacje: w ciągu tych minut, kiedy Theodora siłą wyciągano z wnętrza samochodu, zdążyła zadać podstawowe pytania: o jego imię i nazwisko, wiek, różne pierdoły ważne z medycznego punktu widzenia. — Proszę powiedzieć — ręką wskazuje na znajdujące się w korytarzu siedziska, sugerując, by obie zajęły miejsce — w jaki sposób pan Westfield stracił kończynę? Kiedy do tego doszło, w jakich okolicznościach, w jaki sposób o nią dba? Jakiego rodzaju protezy używa, jeżeli w ogóle? Cokolwiek, co mogłoby pomóc. — Pielęgniarka patrzy na Candace z nadzieją, bo nie wypełnia tego formularza dla swojego widzimisię. Wszystkie informacje, które w nim zapisze, mogą pomóc w uratowaniu tego, co zostało z nogi pacjenta.
— I proszę powiedzieć — stuka długopisem o trzymane na kolanach kartki — kim dla pani jest pan Westfield?
rura na miasto#7921
WŁADZA The Best Coder of 2020 BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! SŁODKIEGO, MIŁEGO ŻYCIA - dla każdego, z okazji trzech miesięcy aktywności forum! SIR - dla wszystkich Panów z okazji Dnia Chłopaka 2020! SZÓSTY MIESIĄC MASZ, UŚMIECH DAJ NA TWARZ - dla każdego, z okazji pół roku aktywności forum! Hope Valley ma głos! BOGATE CV Trying my best UNIVERSAL PERSON DUSZA TOWARZYSTWA Adam i Ewa Oh shit Sej łaaat? I killed Laura Palmer PRZYJEZDNY W ZWIĄZKU MAŁŻEŃSKIM Jesteśmy identyczni

candace whitelyBay Heights


Awatar użytkownika
28 y/o
163 cm
long story short
Once you choose Hope, everything is possible.

they call us lucky, but i think we might be cursed

Post Candace Whitely »

Choć nigdy się do tego nie przyzna, sama ledwo pamiętała drogę do szpitala, co może brzmiało dość drastycznie zważywszy na to, że prowadziła samochód ze swoim ledwo żywym niedoszłym mężem i ich wspólnym dzieckiem, ale taka była prawda. Poziom stresu kilkakrotnie przekraczał normy, a Whitely myślała tylko o dotarciu do szpitala i przekazaniu Teddiego w bardziej kompetentne ręce. Szczególnie, że z każdą kolejną mozolnie mijającą minutą stan mężczyzny się pogarszał.
Wszystko dzieje się tak szybko, że ledwo rejestruje słowa, kierowane do niej przez lekarzy oraz pielęgniarkę. Mocno ściska rękę Westfielda, kiedy ten odszukuje jej drobną dłoń, niemal po omacku. Nachyla się nad noszami, na których leży i składa przelotny pocałunek w rozpalone czoło.
– Wszystko będzie dobrze, jestem tutaj – szepcze, odsuwając się od Theodora dopiero po nacisku pielęgniarki. Przepełniona po brzegi emocjami i stresem, rzuca jej mordercze spojrzenie – Proszę mi dać chwilę! – wcale nie chce być niemiła, ale nieprzyjemny ton sam bierze górę nad wypowiedzią brunetki. Nie jest głupia, wie, że musi puścić Teddiego, ale nie teraz. Nie jest na to gotowa, on nie jest na to gotowy. Tylko, czy kiedykolwiek będą? W końcu niechętnie rozplata ich palce i od razu sama obejmuje się ramionami. Spogląda w bok, na Winnie która dalej znajduje sie w foteliku, w samochodzie. Obudziła się i powoli zaczyna wykrzywiać maleńką buźkę do rozpoczęcia arii. Chce do niej podejść i jakoś ją uspokoić, ale pielęgniarka zadaje jej masę pytań, które brzmią jak seria z karabinu. Na każde z nich odpowiada coraz bardziej zrozpaczonym nie wiem. Nie miała odpowiedzi na żadne z tych pytań, nie wiedziała kompletnie nic, co działo się z Westfieldem przez ostatni rok. A ewidentnie działo się wiele, w dodatku niedobrego.
– Nie wiem… pojawił się w moich drzwiach zaledwie kilka dni temu… w takim stanie, ja… nie wiem, naprawdę – ostatnie słowa gubią się w zduszonym szlochu, który przebiega przez ciało dziewczyny. Jej wzrok cały czas wbity jest w Teddiego, tak jakby od tego zależało ich życie – Uratujecie go, prawda? – w końcu przenosi przerażone spojrzenie na twarz pielęgniarki – To mój narzeczony – odpowiada pospiesznie, kłamiąc jak z nut, ale równie dobrze mogłaby powiedzieć, że jest jej mężem, byle tylko móc być blisko niego w trakcie całego tego horroru. Tak naprawdę nie musieli stanąć fizycznie przed ołtarzem, żeby czuła się jego żoną. Chyba nigdy nie przestała, nawet wtedy, kiedy zniknął.
cukier#5091
BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! THE CHOSEN ONE BOGATE CV DOPIERO SIĘ ROZKRĘCAM That's a start TUBYLEC MAM CÓRKĘ WCIĄŻ CZEKAM NA LIST Z HOGWARTU ROMANTYK ŁAMACZ SERC PACYFISTA WIELBICIEL FAST FOODÓW I LOVE YOU, BABY! NA KAŻDĄ RĄCZKĘ

Awatar użytkownika
36 y/o
188 cm
long story short
You are surrounding all my surroundings,
Sounding down the mountain range of my left-side brain,
You are surrounding all my surroundings,
Twisting the kaleidoscope behind both of my eyes.

they call us lucky, but i think we might be cursed

Post Teddy Westfield »

— Proszę pani — pielęgniarka przeciera czoło brzegiem fartucha i kieruje na Candace zmęczone spojrzenie — będę z panią szczera. — Takie rozmowy nigdy nie kończą się dobrze. — Pani narzeczony ma bardzo silny stan zapalny. Zanim przygotujemy go do operacji, musimy zbić gorączkę. Bardzo możliwe, że w trakcie zabiegu chirurg będzie musiał usunąć całą nogę. — Pielęgniarka sięga po dłoń Whitely i zamyka ją w ciepłym, silnym uścisku. Chce ją pocieszyć, bo zbyt wiele razy widziała pełnych żalu ludzi, którzy tłoczyli się w tym małym szpitalu, czekając na jakiekolwiek wieści. Choć początkowo ma się nadzieję na te dobre, bo w końcu straszne rzeczy dzieją się tylko w filmach, to gdy godziny mijają, dzień zamienia się w noc, a z sali operacyjnej wciąż nie dochodzą żadne wiadomości, człowiek błaga o cokolwiek.
— Jego życiu nic nie grozi. — Tego nie wie na pewno, ale widok łez gromadzących się w oczach brunetki chwyta ją za serce. Sięga ręką do kieszeni, wyciąga paczkę chusteczek i podaje rozmówczyni. — Chce się pani czegoś napić? — proponuje, odkładając na chwilę formularz. Jest późny wieczór, połowa personelu od dawna siedzi w domu. Ale ta garstka, która została pełnić dyżur, na pewno nie pozwoli, by Theodor tak szybko zawinął się z tego świata.
— I jest pani pewna, że nie wie nic więcej? Nic o okolicznościach, w jakich doszło do utraty części kończyny? To był wypadek samochodowy, narażenie zdrowia w pracy, świadome okaleczenie? — Ostatnie słowa wypowiada prawie szeptem, starając się utrzymać uwagę Candace. Wciąż widzi jej zdenerwowanie, spojrzenie uciekające w stronę korytarza, w którym zaledwie sekundy wcześniej zniknął Teddy i tabun lekarzy. Gdyby wybór należał do niej, odpuściłaby te pytania. Ale tutaj chodzi o ludzkie życie i Whitely musi się skupić.
Nim pielęgniarka otworzy usta, by kolejny raz przemaglować Candy, z samochodu zaparkowanego przed szpitalem dobiega głośne zawodzenie. Odwraca głowę w kierunku wyjścia i macha do małej Winnie, która za wszelką cenę stara się znaleźć mamę.
— Nie musi pani tutaj czekać — mówi, jeszcze na chwilę zatrzymując Whitely w miejscu. — Jeśli zostawi mi pani do siebie jakiś kontakt, zadzwonię zaraz po zabiegu i dam znać, czy pan Westfield czuje się na siłach, by panią zobaczyć. — Choć zapewniła Candace, że wszystko będzie dobrze, gdzieś w jej głowie gromadzą się myśli, że zawsze jest pewne ryzyko komplikacji. Dlatego unika takich sformułowań jak "kiedy wszystko dobrze się skończy" albo "kiedy pan Westfield dojdzie do siebie", bo doskonale wie, że każde "kiedy" musiałaby zamienić na "jeśli".
rura na miasto#7921
WŁADZA The Best Coder of 2020 BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! SŁODKIEGO, MIŁEGO ŻYCIA - dla każdego, z okazji trzech miesięcy aktywności forum! SIR - dla wszystkich Panów z okazji Dnia Chłopaka 2020! SZÓSTY MIESIĄC MASZ, UŚMIECH DAJ NA TWARZ - dla każdego, z okazji pół roku aktywności forum! Hope Valley ma głos! BOGATE CV Trying my best UNIVERSAL PERSON DUSZA TOWARZYSTWA Adam i Ewa Oh shit Sej łaaat? I killed Laura Palmer PRZYJEZDNY W ZWIĄZKU MAŁŻEŃSKIM Jesteśmy identyczni

candace whitelyBay Heights


Awatar użytkownika
28 y/o
163 cm
long story short
Once you choose Hope, everything is possible.

they call us lucky, but i think we might be cursed

Post Candace Whitely »

Kiwa głową jak pieski, stawiane niegdyś w samochodach. Słowa pielęgniarki wpadają jednym uchem, a wypadają drugim, a kobieta nie może na niczym skupić się na dłużej. Jej myśli krążą wokół Teddiego, którego lekarze zabrali gdzieś w głąb szpitala. W końcu jakby wyrwana z letargu, odwraca się w stronę rozmówczyni.
– Całą nogę? – jej wzrok zsuwa się na dłoń pielęgniarki, którą chwyciła ją za rękę. Pociąga nosem i przełyka ślinę – Ale… – jej głos niknie gdzieś, a Candy nie dodaje nic na ten temat. Ciężko jej w to wszystko uwierzyć i jakoś to przeprocesować. Dopiero co dowiedziała się o kalectwie Teddiego, jeszcze tak naprawdę to do niej nie dotarło, a to co ma właśnie miejsce bardziej przypomina koszmar niż jawę.
– Dziękuję – mamrocze, kiedy uprzejma kobieta podaje jej paczkę chusteczek. Pośpiesznie ociera policzki, ale na niewiele się to tak naprawdę zdaje, ponieważ już chwil później ponownie zwilżają ją nieprzerwanie płynące łzy. Dzielnie ściska jednak w dłoni darowaną chusteczkę. Tak na zaś. Na propozycję czegoś do picia, jedynie kręci przecząco głową. Nie jest pewna, czy dałaby radę cokolwiek przełknąć. Gardło ma nieprzyjemnie ściśnięte odkąd tylko wyruszyli z domu do szpitala.
Patrzy na pielęgniarkę z lekkim wyrzutem w spojrzeniu, słysząc jej ostatnie pytanie. Doskonale wie, że to nie jej fanaberia, a po prostu przestrzega szpitalnego protokołu, zadając pytania, jednak mimo wszystko jest to dość niekomfortowe. Szczególnie to ostatnie, które zawisa nad nimi na dłuższą, chwilę, która zdaje się trwać godzinami. Teddy nigdy dobrowolnie i świadomie by się nie okaleczył, ani nie targnął na swoje życie, była tego pewna. Nie zostawiłby jej. A jednak… nie miała też pojęcia o tym, że jeszcze kilka dni temu stał przed jej własnym barem, celując do siebie z broni palnej. Swojej broni. Bardzo świadomie.
– N-nie. On… jest żołnierzem, przypuszczam, że… – tylko na tyle ją stać w obecnej chwili. Pochyla głowę i na moment pozwala zmęczonym powiekom opaść. Pospiesznie jednak wraca do stanu pełniej mobilizacji, kiedy jej uszu dobiega płacz dziecka.
– Zostanę – ucina krótko i wyjątkowo zdecydowanie jak na to w jaki sposób się aktualnie prezentuje. Podnosi się i znika na moment, wracając z Winnie, której nosidełko ustawia na krześle obok – Nie mogę go teraz tutaj zostawić, nie potrafiłabym – mruczy, nie wiadomo do kogo bardziej kierując swoje słowa. Wyciąga dziewczynkę z nosidełka i zaczyna krążyć z nią w tę i z powrotem, próbując uspokoić. Na pewno zapach szpitala nie wpływa na nią kojąco. Zastanawia się do kogo mogłaby zadzwonić z prośbą o pomoc przy Winnie. Normalnie byłby to Eddie, jednak teraz nie ma tego luksusu – Ile to może potrwać? – pyta pomiędzy pokrzykiwaniem zmęczonego niemowlęcia.
cukier#5091
BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! THE CHOSEN ONE BOGATE CV DOPIERO SIĘ ROZKRĘCAM That's a start TUBYLEC MAM CÓRKĘ WCIĄŻ CZEKAM NA LIST Z HOGWARTU ROMANTYK ŁAMACZ SERC PACYFISTA WIELBICIEL FAST FOODÓW I LOVE YOU, BABY! NA KAŻDĄ RĄCZKĘ