nowy post
Posty: 3 strona: 1 z 1
zatrzymaj avki
Lokatorzy: Dylan Seo
Awatar użytkownika
31 y/o
165 cm
hello, it's me
zimzalabambam here's your local witch with italian take-away. we don't serve americano, it's a crime against humanity

Post Liz Cassano »

outfit

- Figlia! Preparati per la scuola o farai tardi!* - krzyknęła, otwierając z hukiem drzwi do sypialni swojej córki. Dziewczynka jęknęła nieszczęśliwie i naciągnęła na twarz kołdrę - You! What does it mean? Are you sick? No! Then get ready, young lady. Chop, chop!!! - ściągnęła z niej kołdrę, w akompaniamencie szczekania psa, który wpadł do pokoju, zaalarmowany podniesionym głosem. Takie poranki zdarzały się często, jako że Chiara miała ogromny problem ze wstawaniem. Może powinna była zabrać jej ten cholerny telefon, żeby nie przeglądała internetu do późna? - We’ll talk later about your bad sleeping habits. And now go, I made you breakfast. Quick, quick! Bus won’t wait for you, principessa - pchnęła dziewczynkę w kierunku kuchni, kręcąc głową z politowaniem. Co za dziewczyna. Co prawda mogłaby podrzucić ją do szkoły, bo planowała zjawić się w restauracji dopiero po południu, ale inaczej nie nauczy jej obowiązkowości. Podczas gdy Chiara jadła śniadanie, Liz pakowała jej coś do przekąszenia w szkole. To była jej ulubiona część bycia matką, nie dość, że miała pewność, że jej córka będzie zdrowo się odżywiać, to jeszcze mogła przygotować jej coś smacznego i estetycznego. Ile razy koleżanki Chiary prosiły ją by przygotowała też coś dla nich. A kim była Liz by odmawiać? - I packed some sugar-free cakes for your friends. Are they still coming over after school? - zapytała, na co młoda pokiwała głową. - Good. I’ll make you something delicious for dinner. But you’re walking the dog! - zerknęła na córkę z uniesioną brwią. - Mamma, stop bullying me. I always walk the dog after school - jęknęła, odchodząc od stołu. Złapała za torbę i skierowała się w stronę wyjścia. - Where do you think you’re going? - nigdy nie wypuszczała jej z domu bez buziaka. Na szczęście autobus odjeżdżał z przystanku pod domem, więc nie bała się puszczać jej samej. W końcu miała już prawie dziesięć lat. Nim Chiara zdążyła wyjść, po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka. - Strange… I didn’t invite anyone - Liz zmarszczyła czoło i sięgnęła po kuchenny nóż. Lepiej być przygotowanym. Zwłaszcza, że ostatnio w okolicy działy się dziwne rzeczy. Powoli podeszła do drzwi i lekko je uchyliła, chowając za plecami nóż. W progu stał jakiś młody mężczyzna. - Hello. How can I help you, mister…?

*ital. Daughter. Get ready for school or you'll be late


Jay Huang

Awatar użytkownika
27 y/o
190 cm
hello, it's me
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars?

Post Jay Huang »

outfit

— Sorry sir but your card has been declined. — Jay zmarszczył brwi na słowa ekspedientki, unosząc brew. Co u licha działo się z jego pieprzoną kartą? W poprzednim sklepie również nie działała, ale początkowo uznał że to po prostu problem z terminalem. — Try again. — Rzucił objętnie, ignorując różne szepty za swoimi plecami. Będąc każdego weekendu na okładach gazet z każdym kolejnym nowym skandalem zdawał sobie sprawę, że ludzie mówili za jego plecami i zdecydowanie nie były to dobre rzeczy. Tego właśnie chciał, by tak go postrzegali. Wszystko byleby dopiec ojcu. — Still nothing sir. Are you sure you have enough funds on you account? — Prychnął, opierając się rękami o blat. — Do you see what you’re holding in your hands or are you blind? It’s a black fucking card, you know what that means? — Uśmiechnął się triumfalnie widząc jak ta przełyka ślinę i lekko kiwa głową. Jay wyrwał jej kartę z rąk, rzucając spojrzeniem na terminal. — Repair this shit. — Rzucając jej chłodne spojrzenie, nałożył na nos okulary po czym wyszedł z pomieszczenia, ignorując wszystkie telefony skierowane na niego. Szykował się kolejny skandal.. idealnie. — Moon, why the fuck my card doesn’t work? What do you mean he blocked all of them? The fuck are you sayi—hello? — Odsunął od ucha telefon, przeklinając pod nosem na widok przerwanego połączenia. W tym samym momencie na ekranie pojawiła się wiadomość z video. Nic nowego, grono jego przyjaciół już zdążyło zobaczyć do czego doszło w sklepie i podrwić sobie z Jaya.
Wrzucając telefon do kieszeni, przymknął na chwilę powieki, kierując się w stronę auta. — Moon, I want you to do me a favor. I want you to track my sister. Where is she right now. — Rzucił do telefonu, patrząc na zdjęcie dziewczyny które trzymał schowane w portfelu. — I’m going to pay her a visit.
Rozglądając się po okolicy, ściągnął okulary z nosa. — What in the actual fuck is this place. — Rzucił, wyciągając z torby nawilżaną chusteczkę by wytrzeć ręce. Ostatni raz publicznego transportu używał w towarzystwie swojego przyjaciela. Na samo wspomnienia o nim czuł ogromne ukłucie w sercu, tak bardzo chciałby móc ponownie z nim porozmawiać. — You! Yes you, come here. — Zmierzył wzrokiem od góry do dołu jakiegoś chłopaczka. — Gdzie znajdę ten adres? — Kiwnął tylko głową na pomoc po czym chwytając za walizkę, skierował się w stronę budynku w którym mieszkała siostra. Już na samym wejściu przywitał go duży napis out of service na jedynej windzie w budynku. — Perfect. — Chwytając za walizkę, wszedł po schodach na trzecie piętro, stając przed drzwiami mieszkania w którym rzekomo mieszkała jego siostra. Dzwoniąc dzwonkiem, przełknął ślinę gdy drzwi lekko uchyliły się a za nimi pojawiła się dziewczyna. — Hello Mei. — Rzucił z lekkim uśmiechem. — It’s me.. Jay.
Liz Cassano

Awatar użytkownika
31 y/o
165 cm
hello, it's me
zimzalabambam here's your local witch with italian take-away. we don't serve americano, it's a crime against humanity

Post Liz Cassano »

Mei. Nikt nie nazywał jej tym imieniem od wielu lat. Zmarszczyła czoło, a kiedy mężczyzna przedstawił się imieniem jej brata… Nie, niemożliwe. Skąd miałby wiedzieć gdzie teraz mieszkała? I co w ogóle miałby tu robić? W dodatku ta walizka? O co do cholery chodziło?
- Mamma! I’ll be late for school, can I finally go? Why are you holding a knife?! - rozległ się za nią głos dziewczynki. Liz wzięła głęboki oddech, nim zamknęła drzwi i oparła się o nie plecami, uśmiechając do córki.
- I was about to chop the tomatoes when I heard the bell, why? And yes, you can go, just uhm… wait a second - co miała zrobić? Wypuścić ją? Facet nie wyglądał na groźnego, ale nie przyjrzała mu się na tyle by mieć pewność co do tego czy był tym, za kogo się podawał. Dlatego otworzyła drzwi jeszcze raz, przyglądając mu się uważnie przez szparę, nim zamknęła je ponownie. Wyglądał… inaczej. Dojrzalej. Ale to musiał być Jay, nie było mowy o pomyłce. Chiara patrzyła na nią jak na wariatkę, kiedy tak miotała się przy tych cholernych drzwiach. Odłożyła nóż na szafce i pchnęła ją w stronę drzwi, które tym razem otworzyła szeroko.
- Remember about the dog. I’m going to work later so you need to take care of him - przypomniała jej, na co dziewczynka wywróciła oczami. Zatrzymała się jednak na widok mężczyzny z walizką. - Uhm, mamma who is this man?
- Him? It’s... our neighbor’s friend. The one that you always share cookies with, remember? Go! You’ll be late - pchnęła ją w kierunku schodów, a Chiara zdążyła rzucić tylko szybkie Hello mister! nim zaczęła zbiegać po schodach by zdążyć na autobus. Liz spojrzała z rezerwą na brata. Brata, którego nie widziała od trzynastu lat. - What do you want, Jay? Money? I don’t have it. Whatever it is you’re looking for, you won’t find it here - rzuciła, krzyżując ręce na piersi. Dopóki mieszkali razem, Liz starała się być dla niego dobrą starszą siostrą. Szkoda, że rodzice szybko wpoili mu do głowy inne wartości. Teraz? Byli sobie zupełnie obcymi ludźmi, i jako takiego zamierzała go traktować.

Jay Huang