Zablokowany
Teddy Westfield
Posty: 2 • strona: 1 z 1
Awatar użytkownika
36 y/o
188 cm
long story short
— You strike me as a woman who has never been satisfied.
— I’m sure I don’t know what you mean, you forget yourself.
— You’re like me. I’m never satisfied.
— Is that right?
— I have never been satisfied...

Teddy Westfield

Post Teddy Westfield »


Theodor Christian
Westfield
data i miejsce urodzenia
14 listopada 1990, Hope Valley
orientacja seksualna
biseksualny
miejsce i stanowisko pracy
do niedawna oficer Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, obecnie bezrobotny
narracja
trzecia osoba / czas teraźniejszy
wizerunek
Jackson-Cohen Oliver
about me
— Wygodnie ci?
Powolne skinienie głowy jest jedyną odpowiedzią, na jaką może liczyć lekarz.
— Chciałbyś się czegoś napić?
Mruknięcie, które wydobywa się z gardła Teddy'ego, trudno nazwać słowem. W głowie pana Spencera rozbrzmiewa jednak jako jednoznaczna odmowa. Nauczyli się porozumiewać w ten sposób.
Gustowny, starszy mężczyzna rozsiada się na skórzanym fotelu i krzyżuje nogi. Lada chwila podniesie z szafeczki okulary o zbyt cienkich oprawkach i zbyt grubych szkłach, a następnie otworzy żółty notes, w którym od tygodnia zapisuje każde słowo Theodora.


I AM NOT THE ONLY TRAVELER WHO HAS NOT REPAID HIS DEBT


— Zaczniemy od początku — decyduje terapeuta, stukając końcówką ołówka o kolano. — Wiem, że już o tym rozmawialiśmy, ale chciałbym, żebyś raz jeszcze opowiedział mi o swoim dzieciństwie. Pamiętasz, jakie relacje łączyły cię z rodzicami?
Theodor kieruje zmęczone spojrzenie w stronę okna. Słońce zaczyna chować się za koronami wysokich drzew, więc wyciąga szyję i pozwala ostatnim promieniom musnąć zmarszczone czoło. Otwarcie się przed obcym człowiekiem jest cholernie trudne. Sprawia, że Teddy czuje się... bezbronny. A po wszystkim, co go spotkało, tego uczucia nienawidzi najbardziej.
— Urodziłem się tutaj, w Hope Valley — 14 listopada 1990 roku, gdzieś około siedemnastej. Nigdy nie przywiązywał do tego uwagi. Urodziny były po prostu tym dziwnym dniem, kiedy wszyscy składali mu życzenia, śpiewali wesołe piosenki i wciskali do kieszeni znacznie więcej cukierków, niż kiedykolwiek mógłby zjeść. — Miałem dwójkę rodzeństwa, całkiem dobrze się dogadywaliśmy. — Najmłodsze z dzieci Westfieldów zmarło, gdy Teddy miał dziesięć lat. Siostrzyczka, która dopiero uczyła się chodzić, zginęła w strasznym wypadku samochodowym. I choć z całej siły starał się szybko o tym zapomnieć, przez całe życie żałował, że nie był wtedy na jej miejscu.
— Rodzice... — z gardła Westfielda wydobyło się głośne westchnienie. — Matkę kocham nad życie — zapewnił, kierując spojrzenie na rozmówcę. — Z ojcem nie było tak kolorowo. — Odkąd Theodor pamięta, w ich domu obecna była ogólna, wszechstronna niechęć do wszystkiego, co nie odpowiadało standardom głowy rodziny. Dzieci nie mogły wychodzić na dwór po dwudziestej, każdy z nich oglądał telewizję tylko przez godzinę dziennie, a na wakacje zawsze wyjeżdżali w to samo miejsce — do małego domku nad jeziorem, gdzie ojciec mógł oddać się wędkarstwu, a dzieciaki wraz z matką spędzały czas na rozwiązywaniu krzyżówek, skakaniu przez gumę i ogromnej nudzie.
— Nie mówię, że był złym człowiekiem. Po prostu... czasem trochę się gubił. — Teddy doskonale pamięta, jak raz czy dwa oberwał z najgłupszych powodów. Żeby chronić młodsze rodzeństwo, brał na siebie winę nawet za przypadkowe zrzucenie widelca podczas obiadu, czy zapomnienie o wyrzuceniu śmieci.
— Czujesz wobec niego żal? — pyta terapeuta, wyrywając Westfielda z krzątaniny myśli.
— Większy czuję do matki. Bo zmarnowała sobie życie, będąc z człowiekiem, którego nawet nie kochała. — Wiele razy powtarzał jej, że nie ma nic złego w rozwodach. Że nawet jeśli obawia się o przyszłość swoich dzieci, to Teddy we wszystkim jej pomoże. Pani Westfield upierała się jednak, że skoro przyrzekła, że zostanie u boku męża "na dobre i na złe", to musi tej obietnicy dotrzymać.


I CAN TELL MYSELF: "WHAT THE HELL I'M SUPPOSED TO DO?"


— A później? — ciągnie lekarz, rozpoczynając drugą kartkę notatek.
— Później... no, później chodziłem do liceum. Było całkiem spoko, biorąc pod uwagę fakt, że HV to straszna pipidówa i dzieciaki w moim wieku można było zliczyć na obu dłoniach. — Theodor zmusza się do delikatnego uśmiechu, bo miło wspomina czasy młodości. Mówi się, że szkoła średnia i studia to najlepszy okres w życiu człowieka. I faktycznie, w jego przypadku to powiedzenie się sprawdziło.
W szkole radził sobie nieźle. Co prawda nie wyjeżdżał na olimpiady przedmiotowe i daleko mu było do perfekcyjnej średniej, ale nadrabiał charyzmą, sprawnością fizyczną i łatwością nawiązywania kontaktów. Choć nigdy nie chciał być tym "najpopularniejszym dzieciakiem w szkole", to często, wchodząc do budynku, zbijał piątkę z każdą spotkaną osobą.
Lubił imprezować. Wbrew zakazom ojca, wymykał się przez okno z pokoju i pojawiał pod drzwiami mieszkania Candace — najlepszej przyjaciółki, której mógł powiedzieć wszystko i dla której zawsze pozostawał wsparciem. Razem szaleli na parkietach, razem upijali się do nieprzytomności i ostatecznie razem wylądowali w łóżku, trochę w tym wszystkim zagubieni i bardzo, bardzo niewinni.
— Na ostatniej sesji wspominałeś o... — pan Spencer kartkuje notes, aż w końcu uderza palcem o podkreślone trzykrotnie imię — Candace. Chcesz mi powiedzieć coś więcej?
Teddy krzywi się i nieświadomie rozmasowuje lewe udo. Choć noga w tym momencie nie sprawia mu kłopotu, to gest wszedł mu już w nawyk.
— Szczerze mówiąc, nieszczególnie. — Trudno jest mówić o czymś, co kiedyś wydawało się całym życiem, a po czym zostało tylko kilka pięknych wspomnień. Swego czasu Westfield wierzył, że gdy tylko wróci z tej jednej, najważniejszej misji, w końcu rzuci się przed panną White na kolana i oświadczy, dzierżąc w dłoni bukiet białych róż i pierścionek, na który odkładał od liceum.
— Candy... to znaczy: Candace, była... jest... dla mnie wszystkim — wyznaje cicho i opiera czoło na wnętrzu dłoni, rozmasowując skronie. To o niej myślał każdej nocy przez ostatnie... ile to minęło? Osiemnaście miesięcy? Dwadzieścia? W pewnym momencie stracił rachubę. — To dla niej wróciłem. Dla niej żyję — mamrocze, wgapiając się we własne buty i bojąc się spotkać osądzające spojrzenie terapeuty.


I HAD ALL AND THEN MOST OF YOU, SOME AND NOW NONE OF YOU


— To jej twarz widziałem, wijąc się z bólu na zimnej podłodze rosyjskiego więzienia. To jej głos słyszałem, kiedy poddawali mnie torturom i oczekiwali uzyskania informacji, których nawet nie posiadałem. Nie słyszałem konkretnych słów, pamiętałem tylko... brzmienie jej głosu. Zawsze stawał się taki miękki, tak słodki, kiedy wypowiadała moje imię. Pamiętałem, jak lewy kącik ust drżał jej za każdym razem, gdy próbowała nie śmiać się z moich żałosnych żartów. Pamiętałem zapach jej perfum i dotyk dłoni na policzkach, kiedy powtarzała mi raz za razem, że powinienem się ogolić. Candace jest najlepszym, co mnie w życiu spotkało. — Jedna łza wypłynęła spod przymkniętej powieki Teddy'ego, a on nawet nie próbował jej powstrzymywać. Nie pamiętał, kiedy ostatnio płakał. Jako więzień rosyjskich wojsk, nie miał sił na płacz. Żyjąc o jednym, marnym posiłku dziennie, modląc się, by w utraconą nogę nie wdało się zakażenie, nie miał w sobie energii, która uwolniłaby wszystkie negatywne emocje.
— Chcesz powiedzieć więcej o... tych czasach? — Lekarz pociera szyję, nie do końca wiedząc, jak ugryźć ten temat. To jego pierwszy tak skrajny przypadek i dla podstarzałego Spencera Teddy stanowił nie lada wyzwanie.
— O Rosji? — pyta Westfield, próbując ratować doktorka z opresji.
— O swojej pracy w ogóle — proponuje terapeuta, krzyżując ręce na piersi. Jednocześnie kątem oka rzuca na zegar, by zbadać, jak długo mogą prowadzić tę rozmowę.
Theodor powoli kiwa głową i ociera z policzka mokrą strużkę. Przeżył rzeczy, o których ludziom się nie śniło. Widział wojnę, której można było zapobiec. Widział ciała przyjaciół, którzy już nigdy nie wrócą do domu. Nie wolno mu płakać.
— W zasadzie nigdy nie planowałem iść do wojska. Interesowałem się lotnictwem, jasne, bo za dzieciaka składałem modele fantastycznych samolotów, później cały pokój oblepiłem ich plakatami, a w szkole średniej tworzyłem swoje, bezprzewodowe modele, które faktycznie latały, ale nie ciągnęło mnie do tych wszystkich patriotycznych bzdur. Swego czasu myślałem, że za ten kraj nie warto walczyć. Rozumie pan, wydawało mi się, że każde państwo armię utrzymuje tylko dla własnych korzyści. Głupi był ze mnie facet. — Teddy kręci głową na wspomnienie młodzieńczych lat. — Trudno mi wyjaśnić, co się zmieniło. Na studiach poznałem kilku gości, którzy faktycznie mieli na siebie plan: najpierw inżynierka, później wojsko. Chcieli być pilotami, chcieli naprawiać te maszyny i samemu w nich latać. Widziałem w nich bohaterów — wyznaje, z odrobinę rozmarzonym wyrazem twarzy. Większość przyjaźni, które nawiązał na uniwerku, wciąż była silna. Niektórzy oddali życie na wojnie, niektórzy wrócili do domów. Inni nadal są porozrzucani po bazach na całym świecie, święcie wierząc, że walczą w słusznej sprawie.
— Zaciągnęliśmy się do wojska razem. Pięciu chłopa, wie doktor. Najlepsi przyjaciele, teraz i na wieczność. Najtrudniejsze w tym wszystkim było wytłumaczenie się przed Candace. Obiecywałem jej, że po studiach wreszcie wspólnie zamieszkamy, że się nią zaopiekuję, znajdę sobie porządną pracę i będziemy szczęśliwi. Widziałem, że trochę się na mnie zawiodła, ale w tamtej chwili czułem się jak prawdziwy bohater. Jak Kapitan Ameryka. — Teddy przerywa na chwilę, wsłuchując się w skrobiący po kartce grafit. Pan Spencer zdaje się wsłuchiwać w każde słowo pacjenta i przykładać wagę do wszystkiego, o czym rozmawiają.
— Trudno powiedzieć, że wszystko zawsze szło po mojej myśli. Wojsko jest... ciężkie. Ale, cholera, i bogowie mi przy tym świadkami, nigdy nie żałowałem swojego wyboru. Pisałem do Candy co tydzień. Przy każdej możliwej przepustce pędziłem do Hope Valley, żeby spędzić z nią chociaż kilka godzin. I obiecywałem, że niedługo wrócę. — Z każdym słowem Theodor wydaje się coraz bardziej blaknąć. Jakby wypływało z niego całe życie, jakby energia, którą kumulował w sobie od ostatniego spotkania, miała się lada chwila wyczerpać.
— Wie doktor, kiedy ostatnio ją widziałem? — wtrąca, patrząc prosto w oczy pana Spencera. Chwilę później odsłania ukryty pod rękawem ciemnej koszuli zegarek i przez chwilę przelicza coś w myślach. — Prawie dwanaście miesięcy temu. Cały rok minął od dnia, w którym ostatni raz trzymałem ją w ramionach. Moi rodzice sądzili, że nie żyję. Moi przyjaciele sądzili, że nie żyję. Prawie cały ten cholerny kraj o mnie zapomniał. I nie łudzę się, że z nią jest inaczej. To dlatego tak boli. Dlatego tak cholernie boję się zapukać do jej drzwi, chociaż adres znam na pamięć. Pójdę do jej domu, stanę na progu i co jej powiem? "Cześć, Candace, ja żyję! Wróciłem, zobacz, prawie cały i prawie zdrowy"?
Theodor w jednej chwili zrywa się na równe nogi i robi kilka okrążeń dookoła gabinetu. Musi pomyśleć. Ból w lewym udzie łagodzi jego myśli — zdążył się do tego przyzwyczaić, ten ból jest prosty, znajomy, czysto fizyczny.
— Ostatnie dwanaście miesięcy spędziłem sam. Gdzieś na cholernej Syberii, w strzeżonym więzieniu, oskarżony przez rosyjskie władze o szpiegostwo. Wie doktor, jakie wyroki zapadają przy takim oskarżeniu? Śmierć. Zesłanie. Czasem, tak jak w moim przypadku, dożywotnie więzienie. Miałem tu nigdy nie wrócić, rozumie pan? — Teddy coraz ciężej oddycha. Zatrzymuje się przy oknie i opiera czoło o szybę, potrzebując choć odrobiny świeżego powietrza. Ilekroć pomyśli o ostatnich miesiącach, znowu czuje wokół siebie zapach stęchlizny. Jego palce zaczynają się lepić od obrzydliwej mazi, która swego czasu była mieszaniną krwi, wymiocin i odchodów. Czuje w ustach metaliczny posmak jedzenia, które wciskano w niego na siłę. Miał żyć. Chcieli, by żył. By nienawidził samego siebie za to, że ośmielił się przyjść na świat.
— Siedziałem tam, dzień za dniem, w kompletnym odosobnieniu. Trudno było mi pojąć, że w ogóle tam skończyłem i trudno było pogodzić się z myślą, że... — Westfield ciężko wzdycha i podchodzi do krzesła, z którego niedawno wstał. Stawia stopę na siedzeniu i podciąga nogawkę, ukazując tę część siebie, której wstydzi się najbardziej.
W gabinecie zapada cisza. Doktor Spencer wpatruje się w marnie zbudowaną protezę, która zajmuje miejsce niegdyś sprawnej kończyny.
— Nie wiem, jakim cudem wróciłem do domu — przyznaje cicho Teddy, pociągając nosem. — Wiem tylko, że gdyby nie interwencja prezydenta, gdyby nie rozmowy, które przeprowadzali ambasadorzy... ani ja, ani cała reszta amerykańskich żołnierzy, nigdy nie zobaczylibyśmy swoich rodzin.


TAKE ME BACK TO THE NIGHT WE MET


— I gdybyś mógł cofnąć czas — odzywa się nagle lekarz — gdybyś mógł znowu stać się nastolatkiem... wybrałbyś inną drogę?
Teddy poprawia nogawkę, strzepuje kurz z krzesła i ponownie zajmuje swoje miejsce.
— Nie. Nie zmieniłbym niczego.

MIDTOWN AVENUE
rura na miasto#7921
WŁADZA The Best Coder of 2020 BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! SŁODKIEGO, MIŁEGO ŻYCIA - dla każdego, z okazji trzech miesięcy aktywności forum! DŻENTELMEN - dla Panów, z okazji Dnia Chłopaka! BOGATE CV ONE BIG FAMILY MAN UP! UNIVERSAL PERSON DUSZA TOWARZYSTWA I killed Laura Palmer PRZYJEZDNY W ZWIĄZKU MAŁŻEŃSKIM Jesteśmy identyczni

Awatar użytkownika
00 y/o
000 cm
long story short
Once you choose Hope, everything is scary.

Teddy Westfield

Post Hope Valley »

Twoja karta została zaakceptowana!


Cieszymy się, mogąc Cię gościć w Hope Valley. Prosimy, czuj się u nas jak w domu! Aby ułatwić Ci rozpoczęcie rozgrywki, przygotowałyśmy listę tematów, które powinieneś odwiedzić w pierwszej kolejności:
> relacje zapewnią Ci niekończące się możliwości rozwoju postaci;
> telefon pozwoli Twojej postaci kontaktować się z przyjaciółmi;
> w kalendarzu możesz porządkować swoje rozgrywki, by już zawsze pamiętać o odpisach.

Koniecznie zerknij też do forum z odznakami i wybierz te, które chciałbyś zobaczyć w swoim profilu! I pamiętaj — w razie jakichkolwiek wątpliwości, nie wahaj się z nami kontaktować!
miejscowypowodzenia!
administrator
WŁADZA BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! SŁODKIEGO, MIŁEGO ŻYCIA - dla każdego, z okazji trzech miesięcy aktywności forum!