nowy post
Posty: 25
zatrzymaj avki
Droga dojazdowa do miasteczka
hope valleyhope valley


Awatar użytkownika
00 y/o
000 cm
hello, it's me
<3

Post Hope Valley »

Obrazek
WŁADZA BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! SŁODKIEGO, MIŁEGO ŻYCIA - dla każdego, z okazji trzech miesięcy aktywności forum! Przeżyłem koniec świata w styczniu 2021 roku

Awatar użytkownika
19 y/o
176 cm
hello, it's me
Once you choose Hope, everything is possible.

Post cotton nam »

#2
Powiedzieć, że od paru dni chodził podminowany, to jak nie powiedzieć nic. Nikogo w domu to nie dziwiło - po pierwsze, jego humorki nie były dla nich niczym niespotykanym (dosadniej mówiąc, były wręcz normą). Po drugie, doskonale zdawali sobie sprawę z tego, w czym i dlaczego leży problem, więc już na dzień dobry mogli oczekiwać od niego takiej, a nie innej reakcji. Odkąd go poznali miał dość ciężki charakter i choć typowo szczeniacki gniew i żal do całego świata, którego nawet nie starał się wtedy zahamować, nie trzymały się go już aż tak, to wciąż miewał… No, swoje momenty. Bo bez względu na to, jak bardzo się zmienił przez ostatnie parę lat, to wciąż pozostawał tym samym, sfrustrowanym dzieciakiem, który każdy dzień spędzał w poczuciu, że jest niechciany przez świat; a to przekładało się na to, jak ten świat traktował i jak podchodził do osób spoza jego małej, bezpiecznej bańki. Mówiąc prościej, źle znosił wszystko, co było mu obce. Każdego, kto nie był częścią jego bliskich, traktował z rezerwą - czasem wręcz wrogością, na granicy czego aktualnie stąpał, powstrzymywany jedynie obecnością Theo i faktem, że to on przyprowadził źródło jego aktualnego kryzysu egzystencjalnego do ich domu. Gdyby to był ktokolwiek inny, nie hamowałby się specjalnie w tej kwestii, o ile w ogóle podjąłby próbę ostudzenia własnej irytacji, ale tutaj… Za dużo mu zawdzięczał, żeby teraz strzelać fochy o takie rzeczy. To może nie były identyczne sytuacje, ale jego w końcu też Cheon kiedyś przygarnął pod swoje skrzydła; też pozwolił mu u siebie zostać, kiedy nie miał gdzie się podziać. Cotton, nawet jeśli nie przyznałby tego głośno i raczej nie okazywał tego specjalnie na co dzień, widział w nim kogoś na wzór głowy rodziny i autorytetu, nawet, jeśli nie był od niego o wiele starszy. Co nie oznaczało rzecz jasna, że zamierzał się zachować w tym wszystkim dojrzale. Oczywiście, że nie.
Nocna zmiana z reguły była raczej nudna; nie działo się zbyt wiele, jedynie od czasu do czasu ktoś konkretnie pijany próbował robić problemy, ale nigdy nie było to nic, z czym nie poradziłby sobie sam. Cotton miał już za sobą całą masę mniej lub bardziej podpitych (czasem całkiem trzeźwych!) osób, które próbowały zdobyć jego numer za ładny uśmiech, ale i to było rozrywką na zaledwie parę minut. Mimo to właściwie lubił swoją pracę. Lubił spokój, grające w tle radio, rutynę przy sprawdzaniu i rozkładaniu towaru na półki. Lubił też obserwować odwiedzających stację ludzi - lubił sobie dopowiadać, czemu wylądowali tutaj zlani trupa czy z rozmytym od płaczu tuszem do rzęs, a czasem słuchać historii, które z siebie wylewali podczas płacenia. Kiedy więc usłyszał, jak rozsuwają się drzwi, automatycznie uniósł spojrzenie znad magazynu, który przeglądał… I natychmiast się lekko skrzywił. Nie była to niechęć do spotkania z Theo, a raczej manifestacja złości, która w nim siedziała od kilku dni. W innych warunkach by go zagadał, tym razem jednak dość ostentacyjnie wrócił do przerzucania stron trzymanej gazetki i mamrotania pod nosem czegoś o zdrajcach.
BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! BOGATE CV LGBT+ BARAN KOCIARZ

Awatar użytkownika
23 y/o
170 cm
hello, it's me
naczelny baran wśród baranów » zamiata kino za pieniądze » chaotic neutral » anarchista po godzinach » no chill club » ciepła klucha, ale się nie przyzna

Post Theo Cheon »

1 cotton nam

W przeciągu paru ostatnich lat, odkąd otrzymał przywilej legalnego kupowania alkoholu a starsze kobiety przestały nazywać go “chłopcem”, Theo powoli dochodził do coraz to nowszych wniosków, które kiedyś wydałyby się mu absolutną głupotą. Jeszcze nie potrafił zdecydować czy miały stać się kluczowe dla jego egzystencji, czy po prostu zostać bezużyteczną obserwacją, ale i tak powoli kolekcjonował je w swojej głowie. W końcu nie raz, nie dwa, zdarzało mu się debatować nad nimi przez kilka dobrych godzin, czasem nawet i dni.
Co prawda, jego ostatnia obserwacja, która dotyczyła wieczornych maratonów filmowych, mogła mieć więcej wspólnego z jego aktualną pracą, niż z wiekiem, jednak zamierzał przymknąć na to oko. Jakby nie patrzeć, nawet gdyby mógł cieszyć się bezrobociem, i tak nie wyobrażał sobie zostać na nogach do godziny trzeciej rano, by w miejscowym kinie oglądać tandetne hity z Hollywood. Skupienie się na tyle czasu, kiedy w dodatku cały popcorn skończy się już w połowie reklam, wydawało się czymś, czemu by nie podołał; mózg doznałby absolutnego przeciążenia, o pęcherzu nawet nie wspominając. A kiedy jeszcze musiał dopilnować porządku na sali, umyć śmierdzącą toaletę i na koniec wygrzebać popcorn z dywanu pod siedzeniami, wszystko to grubo po północy, doszedł do solidnego wniosku. Kinowe maratony to zło wcielone, które powinno zostać zlikwidowane w najbliższej przyszłości. Bo jeśli nie, to sobie kulturalnie rostrzaska głowę, przed czym nie uratuje go nawet stawka z nadgodzin, która z owymi maratonami się wiązała.
Tego konkretnego dnia, chwilę po przegonianiu ostatniej obściskującej się parki z sali filmowej, przyszła do niego wiadomość od przyjaciółki. Ot, ta doskonale zdawała sobie sprawę, że o tej godzinie Theo jeszcze spać – przez cholerne Gwiezdne Wojny, a jakże! – nie będzie, więc postanowiła go wykorzystać. I choć Theo jeszcze rok temu nie spodziewał się, że w środku nocy potulnie zgodzi się zaopatrzyć jakąś kobietę w awaryjne podpaski, to Alana otrzymała krótkiego smsa: przyjadę jak tylko zamknę.
Jak na złość, jedynym otwartym o tej godzinie sklepie w okolicy, jeśli nie w całym mieście, była stacja benzynowa. Stacja, na której kasie powinna siedzieć osoba, która z uśmiechem naplułaby Theo do hot-doga, jeśli akurat postanowiłby owego zamówić. Nie oznaczało to jednak, że ta możliwość go powstrzyma; z jednej strony, po prostu miał to głęboko w dupie, a z drugiej… Cotton był, cóż, Cottonem. Theo miał świadomość, że nieważne jak bardzo wejdzie chłopcu na nerwy, to ten najwyżej go obszczeka, tak jak szczeniaki mają w zwyczaju. Nie znaczyło to oczywiście, że całe życie chciał robić Namowi na złość; ot, w przypadku Sandy’ego, Cheon po raz pierwszy miał zamiar wykorzystać swój autorytet, jakim Cotton go obdarzał.
Jego uwadze nie umknęła pasywna agresja, jaką Nam promieniował już na wejściu i nie zamierzał ukrywać, że w sposobie, w jaki ten przerzucał kartki gazetki, nie było nic denerwującego. W związku z tym, Theo odpuścił sobie powiedzenie choćby głupiego “cześć”, momentalnie zapominając o swoim wieku i domniemanej dojrzałości. Koniec końców, był o wiele bardziej podobny do Cottona, nawet jeśli dzieliło ich kilka lat. Ot, niedaleko pada baran od barana.
Te, cotton candy, podaj mi jeszcze paczkę papierosów – zagaił, kiedy po szybkim obejściu sklepu, na ladzie położył swoje zakupy. Po drodze, poza produktami do higieny intymnej, Theo zaopatrzył się w butelkę wina oraz gigantyczną tabliczkę czekolady; wydawało się to odpowiednim zakupem, jeśli jego przyjaciółka miała paskudny humor bądź organizm, tak po prostu, postanowił jej dokopać. Założył ręce na piersi, z uniesioną brwią czekając na jakąkolwiek formę obsługi.
BOGATE CV LGBT+ BARAN CZARNA OWCA

Awatar użytkownika
19 y/o
176 cm
hello, it's me
Once you choose Hope, everything is possible.

Post cotton nam »

Faktem było, że Cotton w wielu aspektach musiał dojrzeć o wiele szybciej, niż jego rówieśnicy. Wcześniej w końcu został zmuszony do tego, żeby zadbać o siebie samego - jakby nie patrzeć jego rodzice nie byli z tych, którzy staraliby się mu nieba uchylić i bardziej skłonni byli zapomnieć o jego istnieniu niż upewnić się, że ma zapewnione wszystko, czego potrzebował. To była jedna z tych rzeczy, nad którymi sam nigdy się nie zastanawiał; nie lubił wracać myślami do przeszłości, nie chciał tego roztrząsać i w miarę możliwości wypierał tamten okres z pamięci, a już na pewno nie poruszał tego tematu w rozmowach z innymi. Nie zmieniało to jednak faktu, że sytuacja rodzinna niesamowicie na niego wpłynęła i była fundamentem tego, jaką osobą był aktualnie. A, jak wiadomo, większość osób, które swoją tożsamość zbudowały wokół traum z młodości potrafi być dość… Ciężka, ładnie to określając. Jego bycie ciężkim objawiało się między innymi tym, że choć dojrzały owszem, w wielu kwestiach był, bo być musiał, to odbijał to sobie często wychodzącą na wierzch dziecinadą emocjonalną. Objawiało się to przede wszystkim w jego problemach ze złością i strzelaniem fochów, co doskonale prezentował chociażby teraz.
To była jedna z tych sytuacji, gdzie w bardzo oczywisty i w pewnym sensie przedramatyzowany sposób okazywał, że coś mu nie pasowało. W takich chwilach ciężko było na niego spojrzeć i nie pomyśleć, że mimo względnej dorosłości, w którą przyszło mu wejść o wiele wcześniej niż niektórym, to nadal jest dzieciak.
Bardzo chciał go zignorować; obsłużyć bez wypowiedzenia choćby jednego słowa, nawiązywania kontaktu wzrokowego, czegokolwiek. Skupiał wzrok na czymkolwiek się dało, żeby tylko nie okazać Theo cienia uwagi, ale cały plan legł w gruzach razem z momentem, w którym ten podszedł w końcu do kasy. Cotton nie był w stanie już powstrzymać spiorunowania go spojrzeniem; przez chwilę debatował sam ze sobą, czy po prostu podać mu papierosy, bo wiedział przecież, jakie ten palił najczęściej, ale koniec końców uznał, że to by było za proste. I skróciło wizytę Cheona, ale o tym już, naturalnie, nie pomyślał. - Jakich papierosów? - spytał, siląc się na obojętny ton i bardzo, bardzo powoli skanując produkty, które ten przed nim położył. Przy paczce podpasek zatrzymał się na moment, uniósł brwi, ale tego nie skomentował. Cisnął mu się na usta jakiś komentarz, którym mógłby zahaczyć o Sandy’ego i zasugerować, czysto złośliwie, że to pizda i pewnie dla niego je kupił, ale cudem się przed tym powstrzymał.
BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! BOGATE CV LGBT+ BARAN KOCIARZ

Awatar użytkownika
23 y/o
170 cm
hello, it's me
naczelny baran wśród baranów » zamiata kino za pieniądze » chaotic neutral » anarchista po godzinach » no chill club » ciepła klucha, ale się nie przyzna

Post Theo Cheon »

cotton nam

W porównaniu do swoich rówieśników – osób, z którymi przyjaźnił się szkole, które dopiero co ukończyły studia, nadal finansowo wspieranych przez rodziców; napotykanych każdego dnia w pracy dwudziestolatków, niezdolnych do zachowania porządku i pozbawionych kultury osobistej – Theo był dojrzały. Poza faktem, że takie właśnie o sobie miał mniemanie, wszyscy zdawali się tak go postrzegać. Jakby nie patrzeć, jeszcze parę lat temu, Cheon musiał dojrzeć – w wielu kwestiach była to dla niego sprawa życia lub śmierci. Mógł znaleźć się na samym końcu łańcucha pokarmowego, dać się pożreć kapitalizmowi, pójść na dno przez błędy rodziców albo… skoczyć na głęboką główkę i mieć nadzieję, że jakoś wypłynie na powierzchnię.
W związku z tym, Theo szybko nauczył się wielu rzeczy, które przychodzą do człowieka dosyć późno, niekiedy i po trzydziestce. Rozumiał ile wart jest pieniądz, więc umiejętne rozporządzanie swoim “majątkiem” przychodziło mu z łatwością. Nie ignorował obowiązków ani nie odkładał ich w czasie. Potrafił zaopiekować się nie tylko sobą, ale także innymi, czego najlepszym dowodem była jego mała dysfunkcyjna rodzina. Nie wątpił, że robił lepszą robotę niż rodzice tych dzieciaków.
Sprawa miała się jednak inaczej, kiedy chodziło o dojrzałość emocjonalną, jaką mógł wykazać się właśnie w sytuacjach podobnych do tej. Jakiekolwiek konflikty dotyczące jego osoby pokazywały, jaki jest z niego nadal okropny dzieciak, mogący co najwyżej popisać się mentalnością przedszkolaka. Poważna rozmowa i zachowywanie się jak ktoś, kto rano nie narobił w majtki i nie pomalował ściany kredkami, nie wchodziły wtedy w grę. Na szczęście, w najbliższym otoczeniu Theo nie było nikogo, kto mógłby mu wytknąć błędy oraz nazwać zakichanym gówniarzem. A już w szczególności nie zrobiłby tego Cotton.
Słysząc pytanie chłopaka, Theo teatralnie wywrócił oczami. Jeśli chciał się z nim podroczyć w ten sposób, to w porządku, żaden problem. Cheonowi zostało tylko poczekać na dobry moment, by mógł odbić piłeczkę.
A co mi szkodzi, zaskocz mnie – uśmiechnął się złośliwie, z uwagą przyglądając się przyjacielowi, szukając zaczepki. Jedna na pewno znajdzie się, jeśli Nam poda mu jakieś paskudne fajki, ale każda inna, choćby druga czy trzecia, też będzie dobra.
Okazja nadarzyła się o wiele szybciej, niż się spodziewał, jeszcze zanim Cotton nachylił się, by wyjąć zza lady paczkę papierosów. Theo zawsze był dobrym obserwatorem, a więc ta chwila zawahania nad podpaskami sprawiła, że musiał ugryźć temat.
Tak, Cotton, podpaski dla ciebie. Zakładam, że okres się zbliża, skoro stroisz humorki – mruknął, podnosząc wzrok znad produktów, by popatrzeć chłopcu w oczy.
BOGATE CV LGBT+ BARAN CZARNA OWCA

Awatar użytkownika
27 y/o
167 cm
hello, it's me
Miałam być dancing queen, a uczę seniorów aerobicu na plaży, w wolnej chwili robiąc przekręty w kasie na stacji benzynowej.

Post jack danielsen »

[3]

Znudzonym wzrokiem obserwowała jak starsza pani, z chustką owiniętą wokół głowy, stoi już piątą minutę przed lodówką, czytając etykiety piw. Tak, liczyła każdą minutę, bo każda kolejna zbliżała ją do wyjścia z tego piekielnego grajdołka. Staruszka miała na oko z sześćdziesiąt lat. Albo sto. Po pięćdziesiątce według Jack życie się kończyło, a człowiek stał już jedną nogą w grobie. Wydawało się być to bardzo płytkie, ale gdzieś w tym toku myślenia czaiła się głębia. Naprawdę. Może to dlatego, że poczuła na sobie jej wzrok, a może z innych mniej znanych powodów, kobieta obróciła się w stronę blondynki i zmierzyła ją karcącym spojrzeniem. Potem podeszła, dzierżąc dwie puszki piwa w każdej ręce i postawiła je na ladzie, tym razem gapiąc się oskarżycielsko.
- Które z nich to mleko? - zapytała, dobijając kolejny gwóźdź do trumny wśród męczących klientów. Przez chwilę Jack chciała wskazać którekolwiek, no bo co to za różnica, ale odezwał się cichy głos rozumu. Nie sumienia. To odzywało się wyjątkowo rzadko. Jeśli pani wróci tu ze skargą, ona może stracić pracę, a fitness dla seniorów nie był wcale wielce rentowny.
- Żadne - odpowiedziała krótko, a gdy po kilku długich sekundach nie dodała nic więcej, urażona staruszka sobie poszła, zostawiwszy puszki na ladzie. Jack nienawidziła takich klientów równie mocno jak tej pracy, ale nie mając większego wyboru, wzięła piwo i odstawiła z powrotem. Jeszcze tylko kwadrans został jej do skończenia zmiany.
Drzwi po raz kolejny się rozsunęły, przyprawiając ją niemalże o ból głowy. Na szczęście zza nich wychynęła znajoma twarz. Zaraz jednak zorientowała się, że powinna być zła, więc skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i wlepiła nienawistne spojrzenie w swoją siostrę.
- Ktoooo Zostawiiiiił SOS DO MIĘSA W LODÓWCE, NIE INFORMUJĄC, ŻE TEGO NIE DA SIĘ PIĆ? - zapytała na wstępie, robiąc bardzo groźną minę. W końcu to ona wstając rano, sięgnęła po naczynie do lodówki i bez namysłu zaczęła z niego pić. Nie było to najprzyjemniejsze doświadczenie tego dnia. Zwłaszcza, że dzień wcześniej piła z Alaną i nie skończyło się na "szybkim piwku".

Sanika Danielsen
SŁODKIEGO, MIŁEGO ŻYCIA - dla każdego, z okazji trzech miesięcy aktywności forum! TEMAT MIESIĄCA - SIERPIEŃ BOGATE CV LUBIĘ ZIÓŁKO MARUDA WOLONTARIUSZ

Awatar użytkownika
24 y/o
175 cm
hello, it's me
Once you choose Hope, everything is possible.

Post Sanika Danielsen »

Czasem bywały dni, w jakich w Sanice budziły się uczucia rodzinne, a ten właśnie takim był! Przecież postanowiła odebrać siostrę, z pracy! Ot taka była dobra. Dlatego też pojawiła się w umówionym miejscu o umówionej porze i zapewne siedziałaby w samochodzie, gdyby nie znajomy odgłos żołądka, jaki zmusił ja do wtargnięcia na teren wroga, jakim był sklep na stacji.
I tak oto pojawiła się w całej swojej okazałości w chwili gdy rozsuwane drzwi wpuściły ją do środka czym wzbudziła podziw wśród przebywających klientów płci męskiej, gdyż w większości tacy zatrzymywali się na stacjach oraz nienawiść w oczach starych kobieta jak ta, jaką minęła. Sani bowiem nie była przeciętna, a wprost przeciwnie. Ktoś kiedyś użył w stosunku do niej słów, iż wygląda jak gwiazdka porno. Przecież nie przejmowała się zbytnio tym, co na siebie włoży, a skoro zawsze było jej ciepło, to zawsze nosiła się tak, iż wszystko, co trzeba było podkreślane odpowiednio tak jak i tym razem. Krótkie szorty zakryte o dwa rozmiary większa bluzką bez rękawów, jaka ukazywała więcej niż powinna stanowiło piękne podkreślenie jej burzy włosów wyglądających tak jakby co dopiero wstało z łóżka po bardzo intensywnej nocy.
-Na mnie nie patrz! Ostatnie co piłam, to marynata!- odkrzyknęła w stronę sprzedawczyni posyłając jej uroczy uśmiech po czym zniknęła za pułkami z produktami. Przez chwilę dało sie słyszeć stłumione przekleństwo aż w końcu wyłoniła się ponownie niosąc w rekach zapas jedzenia dla wojska.
-Plan jest taki-rozpoczęła rozkładając na małej ladzie masę batonów proteinowych, parę mrożonek, paluszków, chipsów, rogali - Skasujesz mnie i spadamy, a następna zmiana niech się martwi o dokładanie towaru!- Mówiąc, to obróciła się napięcie szybko uciekając w stronę pólek z napojami, by po chwili powrócić z dwoma zgrzewkami izotoników, zgrzewką energetyka, jakie oczywiście wcisnęła z trudem na ladę -Dolicz do tego jakieś dobre wino, zgrzewkę piwa i co tam chcesz dla siebie... A i w sumie jakiegoś hot-doga mogę zjeść- Zamilkła i widząc spojrzenia osób, jakie ustawiły się za nią w kolejce oraz zapewne wzrok siostry dodała. - No co jeszcze nic nie jadłam... - jej mina przypominała jedną, z tych z malowideł w kaplicach, a dokładniej mówiąc przybrała wyraz niewinnego aniołka, jaki był niczemu niewinien, bo przecież tak było!
I nastała niezręczna sytuacja... Ludzie w kolejce zdawali się być poirytowani jej zachowaniem. Część natomiast patrzyła na nią z niedowierzaniem, a jeszcze inni zaczęli posapywać niczym starsze panie, lecz Sanika miała, to gdzieś. Liczył się przecież w tej chwili jej głód, jaki drażnił jej trzewia, a do tego miała naprawdę niezły ubaw, gdy zerkała mało dyskretnie za siebie. Co zrobi, z tym faktem jej siostra? Nieważne. Ważnym był fakt, iż Sani przyglądała się jej z tymi dziecinnymi iskierkami wymalowanymi w oczach oraz lekkim uśmiechem, jaki pojawił się na twarzy. Przecież tak na dobrą sprawę dowiedziała się o jej przyjeździe jakiś czas temu, a teraz miała ją w końcu cała dla siebie! Była szczęśliwa, a zarazem nie wiedziała jak ma się zachować. Przecież jest to drugi członek rodziny, jakiego widzi od czterech lat na oczy tak więc... Była sobą.
jack danielsen
SŁODKIEGO, MIŁEGO ŻYCIA - dla każdego, z okazji trzech miesięcy aktywności forum!

Awatar użytkownika
27 y/o
167 cm
hello, it's me
Miałam być dancing queen, a uczę seniorów aerobicu na plaży, w wolnej chwili robiąc przekręty w kasie na stacji benzynowej.

Post jack danielsen »

Przez chwilę jeszcze przyglądała się podejrzliwie potencjalnej winowajczyni, aż wreszcie wzruszyła ramionami i wróciła za ladę.
- W takim razie to Charlie musi dostać solidny opierdol - wydała werdykt, strzelając palcami w powietrze. Siostra już zniknęła za półkami, ale miała nadzieję, że usłyszała to co Jack miała do przekazania. W końcu fajnie byłoby otwierać lodówkę bez obaw o to, że kolejna rzecz może się okazać zarodkiem kurczaka w kubku albo innym obrzydlistwem. Nie mogła wyjść z podziwu, obserwując jak brunetka zbiera na rękach solidną listę rzeczy, a góra jedzenia wcale nie maleje. Tego samego zdania chyba byli również inni klienci stacji, bo przystanęli, obserwując kobietę w zakupowym szale. Oczywiście do czasu, w którym zrozumieli, że to za nią będą potem stać w kolejce, bo rzucili się tłumnie do kasy. Na próżno. Sanika była pierwsza.
- Ty to wszystko jesz? - zapytała, wybałuszając oczy. Co prawda sama nie miała wcale mniejszego apetytu kiedy łapało ją gastro, ale wydawało jej się, że i tak wpychała w siebie jedną czwartą ze zbiorów Saniki.
- Czyli będziemy duzo pić - mruknęła bardziej do siebie, patrząc na dwie zgrzewki izotoników, które z trzaskiem wylądowały na ladzie. I wcale nie chodziło jej o nie, a raczej to co będą nimi potem zapijać. Zaczęła kasować już pierwsze produkty, ignorując niecierpliwe posapywania klientów z kolejki. Właściwie im głośniejsze się robiły, tym wolniejsze były ruchy Jack. - Jasne, mi to pasuje. W zasadzie to po tym rozpierdolu, który tu zrobiłaś, nawet nie śmiałabym się do tego dotknąć. Znienawidzą mnie - powiedziała to zupełnie tak jakby jeszcze ktoś w tej pracy ją lubił. No dobrze, może ten pryszczaty chłopak, który na zmianie gapił się na nią tak jakby za chwile miał zniknąc na zapleczu, w wiadomym celu.
- Jedno nie starczy - skomentowała kwestię wina i sięgnęła po dwa, po czym doliczyła całą resztę i hot doga. Oczywiście do najuczciwszych nie należała, więc gdzieś tam mimochodem udało się jej siostrze złapać mały rabacik. Nie za duży co by nie beknęła, ale wystarczający żeby złodziejska sieciówka oddała jej to co się należy, nie?
- Nigdy nie przestaniesz mnie zadziwiać. Jak tam minął Ci dzień? A i jakie sosy do hot doga? - zaćwierkała radośnie, doprowadzając kilka osób z kolejki do utraty cierpliwości. Tak trzymać.

Sanika Danielsen
SŁODKIEGO, MIŁEGO ŻYCIA - dla każdego, z okazji trzech miesięcy aktywności forum! TEMAT MIESIĄCA - SIERPIEŃ BOGATE CV LUBIĘ ZIÓŁKO MARUDA WOLONTARIUSZ

Awatar użytkownika
24 y/o
175 cm
hello, it's me
Once you choose Hope, everything is possible.

Post Sanika Danielsen »

Satysfakcja. To właśnie czuła Sanika w chwili, gdy wszystkie zamówienia wylądowały na ladzie robiąc przy tym majestatyczny kopiec, nad jakim stała ona! Zdobywczyni świata przetworów spożywczych.
-Owszem-odparła automatycznie by zaraz dodać, z rozbawieniem -Jestem przecież bez śniadania... Wiesz ostatnio boje się otwierać lodówkę naszego szefa dziwnych napoi- Na samo wspomnienie ostatniego sosu do marynowania skrzywiła się, a nieprzyjemny chłód oblał jej ciało. Trwało, to chwilę jednak wspomnień tak szybko nie była w stanie wyrzucić, z pamięci, a były one straszne prawie jak wspomnienie wizyt u lekarzy, jakie miała swego czasu.
-Ja?! O co Ty mnie podejrzewasz! Ja przecież jestem dobrym klientem. Nabijam wam przecież dobrą kasę, a tobie premię- gdyby potrafiła się gniewać na rodzinę zapewne w tej chwili byłaby najbardziej ofochaną osobą w całym mieście, lecz niestety bądź sety Sanika nijak nie potrafiła się gniewać na nich więc podeszła do sprawy, z sobie znaną beztroską. Przecież miała racje. Właściciel zyskał, kasjerka również, a że ktoś inny będzie musiał tutaj dołożyć towar... cóż za to im płacą więc co się będzie przejmować! Ona w podobnej sytuacji robi swoje i nie marudzi, lecz zapewne jest to wina tego, że na swój sposób kocha swoją pracę nie to, co inni ludzie, jakich już zdążyła poznać w tym jakże uroczym mieście.
-Dwa?-Spytała nieznacznie przy tym unosząc brew ku górze co znaczyło tylko jedno. -Rozumiem, że długo mnie nie było, lecz czy przypadkiem nie uważasz, że przyda się więcej promili co by nadrobić stracony czas?- Drobna sugestia. Nic więcej. Przecież nie przyzna się siostrze, że ma drobne problemy z oporem alkoholowym oraz, że miała ochotę ją dziś sponiewierać tak by przynajmniej jutro wzięła wolne. Tak Sani miała plan bazujący na bardzo intensywnym dniu, a może nawet i nocy? Nocami przecież najwięcej się dzieje, a ona jest tego żywym dowodem. Ile już razy egzystowała przez całą noc, by później pojawić się w domu czy pracy w stanie wskazującym na bardzo ciężkie przemęczanie organizmu. Jednak była młoda. Musiała się wyszumieć oraz zapomnieć, o wszystkim, co działo się wkoło jej życia.
-Będę zadziwiać Cię nawet po śmierci- Odparła, z rozbawieniem malującym się w głosie, jaki spowodowany był faktem iż pomimo przerwy w więzach rodzinnych ona również zachowywała się jakby widziały się wczoraj, a nie parę lat temu. -Daj najostrzejszy, jaki masz oraz jakąś torbę- dodała zdając sobie sprawę, z faktu, ze nie zbierze się w rękach, ze wszystkimi. Ba mogła kursować w te i z powrotem, lecz po co? -Drodzy państwo spokojnie... to trochę potrwa- Rzuciła za siebie obdarzając ludzi najbardziej uroczym uśmiechem, jaki była w stanie wykrzesać, z siebie, a jaki również mogła zauważyć siostra, po czym wróciła spojrzeniem w stronę kasy. -Dzień? Nie kładłam się od czterdziestu ośmiu godzin- stwierdziła, z rozbawieniem zaczynając powoli pakować w siatkę najwolniej jak umiała rzeczy już skasowane co by w jakiś sposób ulżyć biednej kolejce, w jakiej w najbliższym czasie zostaną zapewne sami faceci, jakim najwyraźniej nie przeszkadzała. Możliwe, że było to spowodowane faktem jej wyglądu oraz drobnymi zagrywkami ciała, jakie oczywiście uskuteczniała oczywiście nieświadomie! -Plan jest także, że przez koleją dobę też nie będe spać, a Ty wraz, ze mną... Zabieram Cię na wycieczkę powiązaną z niespodzianką! I radze weź na jutro wolne, chyba że chcesz umrzeć w tym miejscu.
jack danielsen
SŁODKIEGO, MIŁEGO ŻYCIA - dla każdego, z okazji trzech miesięcy aktywności forum!

Awatar użytkownika
27 y/o
167 cm
hello, it's me
Miałam być dancing queen, a uczę seniorów aerobicu na plaży, w wolnej chwili robiąc przekręty w kasie na stacji benzynowej.

Post jack danielsen »

Pokiwała głową ze zrozumieniem, bo po dzisiejszych sensacjach i ona będzie miała traumę na dłuższy czas, przed otworzeniem po raz kolejny drzwi od lodówki. Coraz częściej zastanawiała się czy ten szalony pomysł nagłej przeprowadzki, nie był nieco zbyt pochopny. Zwaliła się bratu na głowę, kiedy Sanika już u niego siedziała, a we trójkę ciężko było warunki, w której sobie by nie wchodzili na głowę. No i te sosy do marynaty. Zdecydowanie podzielała zdanie siostry i było to w pełni zrozumiałe, że ta wolała się stołować na mieście.
- No dobra, trafiłaś w punkt. Ja chyba też powinnam zrobić takie zapasy i zdecydowanie trzymać napoje wszelakie obok łóżka. I z dala od Charliego. Żeby wiesz, nie przerobił ich na... - nie dało się dokończyć, bo kolejny grymas wykrzywił jej twarz. Miała równie paskudne wspomnienia jak siostra i nie chciała do nich wracać. Gdyby miała je gdzieś uplasować, na pewno znalazłyby się na podium gdzieś poniżej wypadku.
- Tak, tak, masz rację - pokiwała głową i uśmiechnęła się do siostry żeby złagodzić jej oburzenie. Nie chciała dalej ciągnąć tematu i mówić, że to nie do końca tak wygląda, bo w sumie ani właściciel, ani współpracownicy takich gestów nie doceniają. Zwłaszcza współpracownicy. Gdyby mogli, siedzieliby za kasą i przeglądali telefon, raz na jakiś czas wymieniając tindera na jakąś apkę zakupową. Między innymi dlatego nie miała tu żadnych znajomych. Ludzie często opowiadali o przyjaźniach jakie zabierali z pracy, ale jedyne co a chwilę obecną miała ochotę zabrać to pensję i dupę, i tyle by ją widzieli. Niestety na horyzoncie poza tematem tabu nie pojawiła się żadna inna oferta, więc musiała siedzieć tutaj i odbębniać swoje jak ostatni przegryw.
- Zapomniałam, że przy Tobie nie muszę chować swojego wewnętrznego alkoholika w kieszeń - skomentowała z uśmiechem, zadowolona, że siostra myśli tak jak ona. Sięgnęła więc z powrotem do półki, dobierając alkoholu tak, aby nie musiały planować nocnych eskapad do monopolowego za rogiem. - Oczywiście na wszystko jest wytlumaczenie, nie robimy niczego złego, każdy musi nadrobić stracony czas - rzuciła usprawiedliwienie, ale bardziej dla nich samych, niż w stronę ludzi którzy mieli coraz bardziej nietęgie miny, przysłuchując się konwersacji. Sanika nie musiała nawet namawiać Jack do wzięcia wolnego następnego dnia, bo ta już w myślach układała wymówkę, którą zaserwuje szefowi biorąc urlop na żądanie. W najgorszym wypadku nie przyjdzie do pracy i przerzuci się na kasę do spożywczego. Nie zależało jej jakoś mocno na tym pracowniku miesiąca. Premia nawet nie była wcale wysoka, a i nie była pewna czy nie wypłacali jej w kuponach.
- W to nie wątpię - siostry Danielsen chyba miały to do siebie, że lubiły zaskakiwać innych. Na przykład taka Jack... Kto by się spodziewał, że tak zmarnuje swój potencjał? Przynajmniej Sani jechała na jakiś pozytywnych wibracjach, to może i ją trochę tym zarazi. - Się robi - rzuciła, sięgając po dedykowany sos. Pachniał spalonym przełykiem i nie tylko. Raz go próbowała i niemalże pożegnała się z życiem doczesnym, ale Jack miała delikatne kubeczki smakowe, więc to zrozumiałe. Sięgnęła też pod ladę po ogromną, solidną torbę, która nie była wcale na sprzedaż. Należała chyba do Dana albo Chada, czy jak mu tam było. Trzymał ją chyba na odbiór jakiejś paczki, ale w razie czego będzie udawać, że nie wie o co chodzi.
- Aż tyle? - wybałuszyła na nią oczy. Kiedy to ostatni raz sobie na coś takiego pozwoliła? No w zasadzie to często, ale to przez pracę, a nie jakieś przyjemności. - Czemu mnie ze sobą nie zabrałaś? - zapytała, udając naburmuszenie. Na szczęście siostra wpadła jej w słowo i już trochę mina jej się rozpogodziła. - No okej, taki stan rzeczy mnie satysfakcjonuje. Czy mam się ubrać jakoś specjalnie? - no bo teraz przecież stała w tym okropnym uniformie stacjowym. - A. O to się nie martw, już wiem co robić - uśmiechnęła się iście diabelsko, bo jak tylko wyjdą, poinformuje szefa o tym biednym kocie, z którym spędziła całą noc u weterynarza, a i babcia wypadek miała, więc teraz siedzi z nią w szpitalu. No same nieszczęścia, a na horyzoncie jeszcze czai się zatrucie pokarmowe!

Sanika Danielsen
SŁODKIEGO, MIŁEGO ŻYCIA - dla każdego, z okazji trzech miesięcy aktywności forum! TEMAT MIESIĄCA - SIERPIEŃ BOGATE CV LUBIĘ ZIÓŁKO MARUDA WOLONTARIUSZ



hello, it's me

Post Emma Whitely »

#new!

Nie jest w najlepszej formie życiowej. Jest bardzo zmęczona – znajdźcie kogoś, kogo poranne rzyganie jako rytuał od przeszło miesiąca nie doprowadziłoby do stanu rezygnacji z życia – i trudno jest jej się skoncentrować. Poza tym w jej głowie trwa nieustająca bitwa myśli pt. co robić, na boga, niekoniecznie świętego. Kiedy bierze od ojca samochód, jest już mocno spóźniona. Musi dojechać do szpitala w Cape Coral na podstawowe badania i już sam ten fakt czyni ją myślami nieobecną. Przejeżdża przez kilka skrzyżowań niekoniecznie w pełni skupienia – ktoś nawet trąbi, ale Whitely nie bierze sobie tego do serca. Nigdy nie przypuszczała, że na jej barki spadnie taka odpowiedzialność – odpowiedzialność, której musi się podjąć albo pozbyć. Ta decyzja była dla niej niemal niepodejmowalna. Dużo łatwiej przyszło jej zdecydować, że teraz i właśnie teraz powinna nieoczekiwanie skręcić z głównej drogi w Midtown w prawo. I może byłby w tym jakiś sensowny plan, jak ominięcie korka wywoływanego o tej porze roku przez masowo napływających do miasteczka turystów, gdyby nie to, że wjechała w inny samochód. Jej van odbił się od zderzaka poprzedzającego jej auta i zgasł.
Najpierw w szoku zacisnęła palce na kierownicy i wpatrywała się niemo przed siebie, wpatrując się w jasny dym wyłaniający się spod maski pożyczonego samochodu. Potem nawiedził ją stan lekkiej paniki i przerażenia. CO SIĘ NA BOGA ROBI W TAKICH SYTUACJACH?! Chciała wyjść i przepraszać, albo w panice dzwonić do ojca, kiedy zauważyła wściekłego mężczyznę, który wysiadł z fury. Dobrze, jesteśmy obok stacji benzynowej, więc mnie nie odstrzeli, jeśli ma pozwolenie na broń, bo miałby świadków – jej umysł w panice weryfikuje fakty, a blondynka powoli wysiada z auta. Unosi lekko ręce, trochę w ramach uspokojenia drugiego kierowcy, a trochę pokazując, że może i wgniotła zderzak jego auta, ale przychodzi w pokojowych zamiarach.
To zazwyczaj tylko źle wygląda, tak na pierwszy rzut oka! Widzisz? – nie przejmuje się specjalną kurtuazją i bezpardonowo przechodzi na ty –Wystarczy go ładnie wyklepać i… – kiedy dotyka dłonią zderzaka, ten odpada. Jej źrenice rozszerzają się i od razu przenosi wzrok na czerwonego ze złości mężczyznę. Jezu, Whitely, zawsze musisz rozwalać fury przystojnym gościom?


Cory Willoughby ha, jednak udało mi się pierwszej! <3

Awatar użytkownika
40 y/o
188 cm
hello, it's me
Wykładowca historii, który niedawno sie rozwiódł i sam wychowuje Trevora.

Post Cory Willoughby »

Po ciężkim okresie w swoim życiu, który trwał dość długo Cory w końcu mógł powiedzieć z pełnym przeświadczeniem, że teraz już jest dobrze, co nie zmienia faktu, że w pewnym momencie myślał, że nie da rady. Na początku nie zauważył, że jego małżeństwo zaczęło się psuć. nie było idealne, ale nigdy o sobie tak nie myśleli. Sprzeczali się co było normalne, bo gdyby spijali sobie z dziubków przytakując sobie na wszystko to nie byłoby to zdrowe. Nigdy, nawet choćby przez chwile nie pojawiła się w jego umyśle myśl, że jego żona, która zawsze była dla niego najważniejsze potraktuje go w tak okropny sposób. Zabolało. Jednak podczas tego wszystkiego czuł się strasznie zmęczony, dusił się i nie czuł się już dobrze w swoim własnym domu, ale jak się okazało dla kobiety były to wyrzuty sumienia, ale on się nie poddał. Miał swoje życie, które było dobre, dobrą pracę i cudownego syna, którego teraz musi wychowywać sam i tak jest dobrze, bo przecież nikt nie powiedział, że będzie łatwo, a Cory to człowiek, który się nie poddaje. Zawsze ma jakiś plan B, dlatego też się przeprowadził do nowego mieszkania, które nawet zaaprobował jego syn, z czego był zadowolony. Dla niego to najważniejsze.
Musiał zjechać na stację benzynową podczas powrotu do domu, bo nie zrobił tego przed wyjazdem do pracy i na konsoli pojawił mu się znaczek, który informował, że jego samochód już jeździ na rezerwie. Naprawde nie sądził, że cos złego się wydarzy dopóki niepoczuł jak ktoś wjeżdza w tył jego samochodu. Nie jest szybko denerwującym się facetem, ale no lekko się wkurzył.
- Nie wygląda tak źle? - powiedział spokojnie chociaż mu się gotowało, kiedy spojrzał na swoje auto, które niedawno odebrał od mechanika. Nie chciał wypowiadać jakichś stereotypowych komentarzy pod adresem kobiety, ponieważ to nie leży w jego naturze. Cały tył mojego samochodu jest zniszczony. - dodał. Dobrze, że nie było Trevora w tym aucie. - Nawet nie hamowałaś. - dodał patrząc na nią uważnie swoimi jasnymi oczami.

Emma Whitely
SŁODKIEGO, MIŁEGO ŻYCIA - dla każdego, z okazji trzech miesięcy aktywności forum! SIR - dla wszystkich Panów z okazji Dnia Chłopaka 2020! Ręce do góry! To jest napad! - za rozegranie wyzwania z "Challenge me!" BOGATE CV DOPIERO SIĘ ROZKRĘCAM BAŚNIOPISARZ Trying my best ONE BIG FAMILY I AM NOT CRAZY MAN UP! For all mankind MŁODY SCENARZYSTA I killed Laura Palmer ROZWODNIK/ROZWÓDKA MAM SYNA PAN NA WŁOŚCIACH - WAVE HILL MAM WIĘCEJ NIŻ 180 CM WZROSTU PRACA W OŚWIACIE WIELBICIEL FAST FOODÓW THANK YOU, NEXT! NOTHING BREAKS LIKE A HEART