nowy post
Posty: 100
zatrzymaj avki
paradise
Ulica
Awatar użytkownika
32 y/o
185 cm
hello, it's me
Pół roku temu wrócił po latach do Hope Valley; na co dzień grzebie w komputerach, bawi się w prywatnego detektywa i doprowadza do ruiny rodzinny bar.

Post Chet Callaghan »

Chet niestety nie miał czasu zastanawiać się nad tym, czy to się dzieje naprawdę; choć nie była to pierwsza zagrażająca życiu sytuacja, w jakiej miał okazję się znaleźć. Pewnie powinien do tego przywyknąć, i właściwie do pewnego stopnia tak było: widok krwi nie wywoływał u niego reakcji takiej, jak u większości ludzi, potrafił też zachować większy spokój i nie ulegać panice, mimo że obecne okoliczności jak najbardziej takowej sprzyjały. I mężczyzna skłamałby, gdyby powiedział, że był spokojny. Nie był, ale nie ze względu na wykrwawiającego się na ulicy człowieka, nie ze względu na traumę, jaką zafundował obserwującej to wszystko Rosalie. Ale ze względu na siebie. Zabicie przypadkowego człowieka, nawet jeśli był to wypadek, ciągnęłoby się za nim jak smród. A on - pomimo ewidentnej pogardy, jaką odczuwał wobec niedoszłego gwałciciela, który zasadził się na młodą kobietę, gdy ta nie potrafiła się sama obronić - wcale nie chciał tak tego rozwiązywać. Zareagował brutalnie, bo musiał tak zareagować, jeśli miał mieć szanse z dwoma napastnikami. A w każdym razie tak mu się w tym momencie wydawało. Może jednak tak naprawdę wcale nie był lepszy od nich. A raczej: był tylko nieznacznie lepszy. Może dziewczyna słusznie się go bała.
Zerknął kontrolnie na drugiego napastnika, by uznać go za unieszkodliwionego, po czym, z jedną ręką przyciśniętą odruchowo do krwawiącego boku, Chet sięgnął do kieszeni spodni, by odszukać swój telefon. Przesunął palcem po ekranie, rozmazując po nim czerwoną smugę, a słysząc kobiecy głos, drgnął lekko i zamrugał oczami, unosząc wzrok na Rosalie jakby zaskoczony, jakby na sekundę zapomniał, że ona też tu była.
- Głównie... głównie jego - odparł, spoglądając w dół, na swoje zaplamione ubranie. Paradoksalnie Callaghan nie przejmował się w tej chwili swoją raną - uderzenie adrenaliny skutecznie go teraz znieczuliło - z której wciąż sącząca się powoli krew wsiąkała w materiał koszulki, bo choć konieczne było jej opatrzenie, to nie zagrażała ona bezpośrednio jego życiu i raczej nie wymagała natychmiastowej pomocy. W przeciwieństwie do paskudnej rany kłutej w brzuchu drugiego faceta, co do którego - dopóki jeszcze oddychał, a tkwiący w jego ciele nóż działał jak czop tamujący krwawienie - Chester chciał wierzyć, że to przeżyje. - Co z tobą? - pytał o to, czy tamci coś jej zrobili i czy potrzebowała pomocy medycznej. Wzywając pogotowie wolał to wiedzieć.

Rosalie Hepburn
https://i.imgur.com/KUUaQ55.gif')">

Awatar użytkownika
21 y/o
170 cm
hello, it's me
Była tancerka, która przez kontuzję straciła marzenia o wielkiej karierze, obecnie studentka weterynarii, która kocha zwierzęta i swoją nową pasję, do niedawna podkochująca się w swoim przyjacielu, teraz jednak otwiera swoje serce na nowo

Post Rosalie Hepburn »

Chet Callaghan

Rose miała względnie dobre życie, oprócz jednej dużej kontuzji, która zakończyła się pobytem w szpitalu, operacją i długą rehabilitacją, kiedy to na nowo uczyła się chodzić to nie miała jakichś większych urazów. Nigdy też nikt jej nie napadł, nigdy nikt nie próbował jej wykorzystać, aż do dnia dzisiejszego. I była naprawdę wdzięczna mu za to, że ją uratował przed tym, przed czym sama nie miała szansy się obronić, ale z drugiej strony się go bała. Mężczyzna podczas bronienia jej był taki brutalny, dlatego też bała się, że jest jednym z nich i że chce ją skrzywdzić tak samo, jak ci dwaj leżący w tym ciemnym zaułku. Ale gdy wyjął telefon to poczuła swego rodzaju ulgę, bo może on chciał zadzwonić po pomoc, wezwać karetkę? Szkoda że ona o tym nie pomyślała. Puściła zatem ten gaz pieprzowy, pozostawiając go z tyłu za sobą, nabierając przy tym choć odrobinę zaufania wobec Callaghana. Oby się pod tym względem nie pomyliła.
- Wydaje mi się, że ciebie też trzeba będzie opatrzyć. - z trudem próbowała podnieść się z ziemi, obserwując jak na jego koszulce plama krwi jednak się zwiększa, a nie pozostaje taka sama. A może to takie złudzenie? Wróciła wzrokiem do telefonu w jego dłoni.
- Wzywasz karetkę? Ułożenie noża wskazuje na to, że przebiłeś mu aortę brzuszną. Co jeśli go nie odratują? Przecież stanąłeś w mojej obronie, nie mogą ci za to nic zrobić, prawda? - chyba zaczynała z tego wszystkiego panikować, nagle wzrosło w niej poczucie winy. Jeżeli ten człowiek umrze im na sali operacyjnej to jej bohater będzie za to karany, a przecież nie był niczemu winni. Ona zresztą też nie, ale w tej chwili pomyślała że go skazała na areszt przez to, że sama pojawiła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Spojrzała po sobie.
- Nie krwawię, nie zdążyli mnie skrzywdzić. Wszystko mnie boli, ale to będą raczej siniaki, nic groźnego, jednak jak upadłam to mocno uderzyłam w głowę i potwornie mnie teraz boli, poza tym zostałam mocno uderzona w brzuch i w kontuzjowaną nogę. - starała się myśleć w miarę logicznie mimo tej narastającej w niej paniki, co ją właściwie boli? Wszystko na raz, ale jakby mogła wybrać tylko najważniejsze bodźce bólowe to ograniczały się one do głowy, brzucha i nogi.
- Ale nie chcę do szpitala, nie chcę być sama, chcę do domu. - zadecydowała niezależnie od tego, czy byłaby to dobra decyzja, czy pokierowana jedynie paniką i szokiem, przez jaki przechodziła.
- Czy możesz mnie zabrać do domu? - zapytała tak jakby była pewna swojej decyzji odnośnie tego, że nie chce być dotykana obecnie przez nikogo, ani badana czy przepytywana przez jakiekolwiek lekarza, wiedziała jednak że sama nie chciałaby wybierać się w jakąkolwiek podróż, nie odwracając się ze strachem za siebie. A skoro ją uratował to może będzie mógł się nią zaopiekować? W końcu nie okazał się taki zły, jak oceniła go na początku.
https://64.media.tumblr.com/cb4a2fdbe1c ... 8_100.gifv')">

Awatar użytkownika
32 y/o
185 cm
hello, it's me
Pół roku temu wrócił po latach do Hope Valley; na co dzień grzebie w komputerach, bawi się w prywatnego detektywa i doprowadza do ruiny rodzinny bar.

Post Chet Callaghan »

- Nic mi nie jest - odpowiedział niemal machinalnie, kręcąc głową, i dosięgnął odruchowo dłonią do krwawiącego miejsca w okolic żeber. Choć nie było to nic, to Callaghan miał obecnie większe zmartwienia, wobec których owa rana po nożu stawała się mniej istotna. Z drugiej strony - on lekarzem nie był i wykształcenia medycznego jako takiego nie posiadał, poza tym jego osąd mógł być w tym momencie nieco zachwiany i nie mógłby chyba ręczyć za to, że się właśnie nie wykrwawiał. Skoro trzymał się jednak na nogach i nie miał mroczków przed oczami - nie mogło być źle, prawda? Spojrzał ponownie na Rosalie, z każdym kolejnym jej słowem czując, jakby trudniej mu się oddychało; jakby ciężar świadomości kładł się na nim, naciskając na mostek i wgniatając w ziemię. Nabrał powietrza do płuc i przełknął nerwowo ślinę. - Nie martw się tym - odparł, siląc się na spokój. Ostatnie, czego było im jeszcze trzeba, to żeby dziewczyna zaczęła panikować. I chociaż sytuacja istotnie nie malowała się najlepiej, to Chet nie mógł winić nieznajomej o to, co zaszło. Po pierwsze, nikt mu nie kazał interweniować - jeśli nie liczyć tego popapranego poczucia obowiązku czy moralności, które z jakiegoś powodu musiało uaktywnić się akurat w tamtym momencie. A po drugie, ona była tu ofiarą i obrzucanie jej winą za to, że - co? dała się zaatakować? - było co najmniej niemądre. Jeśli ktokolwiek był tutaj winny, to tych dwóch facetów i pod tym względem Chet absolutnie nie żałował nawet tego, że jeden z nich mógł przypłacić to życiem. Żałował tylko tego, jakie mogło to mieć konsekwencje dla niego samego. I nawet nie chodziło o wyrzuty sumienia, bo na sumieniu miał już niejedno. Ale zabicie kogoś na służbie nie było tym samym, co (przypadkowe) wbicie komuś noża w brzuch. Chociaż okoliczności właściwie wiele się nie różniły, a on wciąż działał w czyjejś obronie.
Skinął tylko nieznacznie głową na odpowiedź Rosalie, i wybrał numer alarmowy, po czym z telefonem przy uchu ukucnął przy leżącym na ziemi, rannym mężczyźnie, sprawdzając, co z nim, i tak stonowanym głosem, na jaki tylko mógłby się zdobyć w obecnych okolicznościach, opisał rzeczowo sytuację oraz stan jej uczestników. Po krótkiej konwersacji rozłączył się i ponownie przeniósł wzrok na dziewczynę, zaskoczony nieco jej prośbą. Choć to, że nie mając większego wyboru, postanowiła zaufać akurat jemu, wydawało się uzasadnione.
- Może nie chcesz, ale oboje potrzebujemy lekarza. To nie potrwa długo. Później odwiozę cię do domu. Dobrze? - jego spojrzenie złagodniało nieco, gdy przechylił lekko głowę, przyglądając się jej. Domyślał się, że chciała jak najszybciej znaleźć się w domu, ale nie mogli zostawić tu wykrwawiającego się nieznajomego. Z pewnością policja również będzie chciała z nimi mówić, ale to już Chet przemilczał, nie chcąc dodatkowo zachęcać jej do ewentualnego oddalenia się stąd na własną rękę. Choć wyglądała na to, że miałaby teraz trudność ze sprawnym poruszaniem się, to brunet nie mógłby też zatrzymywać jej tu na siłę, a mimo wszystko... czuł się za nią częściowo odpowiedzialny. Skoro już jej pomógł, to chciał mieć pewność, że była bezpieczna. - Zaraz przyjedzie karetka - zapewnił, odruchowo zerkając w stronę głównej ulicy.

Rosalie Hepburn
https://i.imgur.com/KUUaQ55.gif')">

Awatar użytkownika
21 y/o
170 cm
hello, it's me
Była tancerka, która przez kontuzję straciła marzenia o wielkiej karierze, obecnie studentka weterynarii, która kocha zwierzęta i swoją nową pasję, do niedawna podkochująca się w swoim przyjacielu, teraz jednak otwiera swoje serce na nowo

Post Rosalie Hepburn »

Chet Callaghan

Dla niej wcale nie wyglądało to tak, jakby mężczyźnie nic nie było. W końcu on również krwawił, może nie tak intensywnie jak pozostali, przez co nie było to aż tak dużym zagrożeniem, jednak utrata krwi zawsze była zagrożeniem, nawet ta niewielka w dłuższym okresie czasu.
- Jak uważasz. Czy już ci podziękowałam za to, że mi pomogłeś? Sama bym sobie nie dała z nimi rady. - aż wzdrygnęła się na tę myśl, że Callaghan nie przyszedłby z pomocą na czas, a nawet że nikt nie przybył jej z pomocą. Ale skoro on uważał, że z nim nic nie jest to nie spierała się z mężczyzną, nie mając najzwyczajniej w świecie siły na jakiekolwiek potyczki, nawet i te słowne. W zamian za to podziękowała mu, bo nie była już pewna czy w ogóle to zrobiła wcześniej. I jak miała się nie martwić, skoro to ona wpakowała go w tarapaty?
- Przepraszam, jednak nie potrafię się chyba tak po prostu nie martwić. To poniekąd ja wpakowałam cię w to bagno, dlatego czuję się odpowiedzialna. - tak, ofiary miały to do siebie, że w takich sytuacjach często się obwiniały. Może miała zbyt duży dekolt, zbyt krótką spódniczkę, zbyt wyzywający makijaż? Może jak śmiała się podczas rozmowy przez telefon to ich sprowokowała? Może zbyt bogato się ubierała, przyciągając na siebie uwagę napastników? Tak wiele mogłaby sobie wmówić w tym momencie, choć tak naprawdę winna niczemu nie była, tylko temu że pojawiła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Nieznajomy wydawał się niezwykle opanowany tą sytuacją, nie to co ona, która miała ochotę spanikować i uciec jak najdalej stąd, gdyby tylko miała taką możliwość. A skoro on potrafił podejść do sprawy tak bez uczuciowo to może często miał styczność ze śmiercią, z ranami? Pomyślałaby że jest lekarzem bądź patologiem, ale wtedy byłby bardziej świadom tego, jaki zadał cios, a widziała ten dziwny cień przemykający przez jego twarz gdy powiedziała o aorcie brzusznej. Może zatem był policjantem? Albo trenerem samoobrony.
- Czy mogę cię o coś zapytać? Znaczy się i tak zapytam, możesz zwyczajnie nie odpowiedzieć. Tak łatwo sobie z nimi poradziłeś, jesteś jakimś ochroniarzem, policjantem czy trenerem samoobrony? - zapytała, podając trzy najbardziej prawdopodobne według niej opcje zawodowe mężczyzny. Obserwowała go bacznie, coraz bardziej utwierdzając się w fakcie, że warto było mu zaufać na tyle, na ile mogła w danym momencie.
- Dobrze, niech będzie. - a że jak wcześniej wspomniałam, szatynka nie miała sił by się o cokolwiek wykłócać, tak więc się z nim zgodziła, w oczekiwaniu na karetkę. Wpatrywała się w gościa z nożem wbitym w brzuch i coraz bardziej robiło jej się niedobrze.
- Co z tym drugim, oddycha w ogóle? - po chwili spojrzała znów na nieznajomego bohatera, wiedząc że sama nie będzie w stanie podejść do któregokolwiek z napastników, by jakoś im pomóc, ale chciała wiedzieć czy żyją, czy Chet nie będzie miał ich na sumieniu z jej winy. Tak tak, ona wciąż widziała w tym swoją winę, ale jak każda ofiara, będzie musiała to przetrawić, by zrozumieć jak było naprawdę.
https://64.media.tumblr.com/cb4a2fdbe1c ... 8_100.gifv')">