nowy post
Posty: 59
zatrzymaj avki
paradise
Grass beach
Plaża oddalona od centrum
Awatar użytkownika
33 y/o
185 cm
hello, it's me
Rzucił pracę, która była dla niego wszystkim, i wrócił po latach do Hope Valley; na co dzień grzebie w komputerach i z nudów doprowadza do ruiny rodzinny bar. Poza tym okazjonalnie pakuje się w gówno i odpycha od siebie każdego, na kim zaczyna mu zależeć, ale Jordana w końcu mu wybaczyła, że był idiotą i teraz jest jej idiotą.

Post Chet Callaghan »

To nie tak, że Chet nie cieszył się, mając ją blisko - w swoich ramionach, co przecież do niedawna było zjawiskiem całkowicie abstrakcyjnym, gdy Jordie nie miała ochoty, by brunet jakkolwiek się do niej zbliżał, a nawet powiedziała mu wprost, aby nigdy więcej jej nie dotykał. I w tamtym momencie jak najbardziej prawdopodobnym wydawało się to, iż tak właśnie między nimi będzie - że wszystko to, co było dobre, już minęło, i że już zawsze osoba Callaghana będzie w niej budziła wyłącznie niechęć. Ba, nawet jeszcze przed chwilą posiadał pewne opory przed zainicjowaniem jakiegokolwiek kontaktu fizycznego, nie mając pewności, czy Jordie by sobie tego życzyła. Szczerze? Momentami sam dochodził do wniosku, że była dla niego zbyt dobra, skoro po tym wszystkim była skłonna dać mu kolejną szansę; i chociaż wiedział, że na nią nie zasługiwał, to - chciał na nią zasłużyć. By wyzbyć się tego przeświadczenia, że nie był dla niej wystarczająco dobry; że należało jej się więcej, niż on jej dawał. Nawet jeśli jedynym, co mógł jej obecnie dać, były te drobne, w gruncie rzeczy może zupełnie nieistotne, gesty. Bo gdyby zależało mu wyłącznie na seksie - a nie na niej - to nie poświęcałby jej swojego czasu, atencji, zainteresowania, kiedy ewidentnie w tej materii nie miał tu obecnie na co liczyć. Nie starałby się odbudować relacji z nią, i nie robiłby wszystkiego, aby zyskać w jej oczach. Najwidoczniej jednak Halsworth wciąż nie dowierzała, jakoby jego deklaracje były szczere i że nie rzucał słów na wiatr tylko po to aby ją znów omamić. Tym razem jednak nie mogła dostrzec grymasu rozczarowania, jaki w ułamku sekundy przemknął przez jego twarz. - Sugeruję... że mam liberalny stosunek do okruchów w pościeli - odparł równie przekornie, nie do końca rozumiejąc właściwie, czy Jordie dziwiła się temu, że mieliby spędzić wspólnie całą noc, i po prostu spać razem w jednym łóżku zamiast wymykać się zaraz po zaliczonym numerku; czy temu, że w ogóle mieliby wylądować jeszcze kiedyś razem w łóżku. - Jeżeli sprawi ci to przyjemność, to ja też tego chcę - uznał jednak w temacie kwiatów i innych randek, niezrażony tym, jak niewielkie oczekiwania miała wobec nieco Jordie, i że być może... wcale nie widziała w nim mężczyzny, w towarzystwie którego chciałaby budować jakąś przyszłość, i nie uważała go za mężczyznę, z jakim zbudowanie czegokolwiek trwalszego w ogóle byłoby możliwe. Prawda była jednak taka, że dotychczas tworzyli ten układ we dwoje i oboje nie dali sobie nawzajem odczuć, jakoby pragnęli czegoś więcej niż seks. I chociaż Chet nie przykładał do romantyzmu aż tak wielkiej wagi, to chciał dla odmiany zrobić coś, co faktycznie by brunetkę uszczęśliwiło. Nie tak jak do tej pory... O ile, rzecz jasna, i ona tego chciała. Ustalili bowiem jedno: koniec uszczęśliwiania jej na siłę. Tym bardziej, że nie mógł jej przecież zmusić do tego, aby z nim była, i nie zamierzał trzymać jej przy sobie na siłę: może to zatem nie on usiłował uciec, wypuszczając jej dłoń ze swojej, lecz umożliwiał tę ucieczkę Jordanie. Pokiwał tylko nieznacznie głową, w niemej zgodzie z jej stwierdzeniem, jakoby ów człowiek sam był sobie winien, bo w gruncie rzeczy Chet nie odczuwał w związku z tym, co się stało, wielkich wyrzutów sumienia - owszem, wolałby, aby nie musiało do tego dojść i żałował tego, ale głównie z egoistycznych pobudek. Dla niego samego bowiem mogło się to zakończyć znacznie gorzej - więzieniem lub śmiercią (sam chyba nie umiałby stwierdzić, co byłoby gorsze) - i tym również nie chciał jej martwić. Znali się od niespełna roku, i tylko w tym czasie co najmniej dwukrotnie Chet znalazł się w sytuacji, z której mógł nie wyjść żywy - a nawet kot ma tylko dziewięć żyć - najrozsądniej było zatem trzymać się zasady, że im mniej osób było mu bliskich, tym mniej osób cierpiałoby, gdyby w końcu jednak przypłacił tę brawurę życiem. Kiedy Jordie wyswobodziła się spomiędzy jego ramion i obróciła do niego przodem, brunet przechylił lekko głowę w bok, patrząc jej w oczy, gdy sam opuścił ręce, pozwalając, by jego dłonie wylądowały bezwiednie na ciepłym piasku. - Nie myślałem, że byś odeszła. Ale że powinnaś... - opuścił na moment spojrzenie gdzieś w dół, czując jak dłoń Jordany prześlizgnęła się z jego włosów na okraszony szorstkim zarostem policzek. - Chodzi o to, że wszystko, co robię, tak się kończy. Nawet jeśli tego nie chcę - ale o tym Jordana powinna już coś wiedzieć; wszak to, jak Chet spieprzył ich relacje, tylko potwierdzało jego słowa. Odetchnął, na powrót jednak zawieszając zaraz wzrok na wysokości jej ciemnych oczu. - Nie mogłem od ciebie wymagać, żebyś przy mnie była, nie mogłem niczego od ciebie wymagać. To były moje problemy, nie twoje - zauważył; tak jakby wspieranie drugiej osoby i trwanie u jej boku było przykrym obowiązkiem. Poniekąd jednak takim było, a oni przecież nie ślubowali sobie nigdy żadnego "na dobre i na złe", nie byli nawet w związku, nie mieli wobec siebie żadnych zobowiązań, zaś to - zapewne - popchnęłoby ich relacje na zupełnie inne tory. A Chet przez lata nauczył się samodzielnie radzić sobie z tego typu sytuacjami, nigdy nie mówił z nikim o swoich problemach, nie odczuwał potrzeby wygadania się, a raczej zwykł tłumić to wszystko w sobie; po części trochę więc obawiał się tego, że Jordana nie zrozumiałaby tej potrzeby, że chciałaby przy nim być na siłę, przez co on szybko miałby jej dosyć i koniec końców nawzajem by się znienawidzili, gdyby odepchnął ją po tym, jak ona chciała mu pomóc. Nie powiedział jednak tego na głos, by jej znów nie urazić. Po prostu: zakończenie tej znajomości w tamtym momencie wydawało się więc prostszym planem i miało przebiec bezboleśnie, skoro nic więcej ich nie łączyło... - Ale teraz to bez znaczenia. Wiem już, że nie powinienem był tego tak rozwiązywać - dodał. Co nie zmieniało faktu, że Chet postąpił tak, a nie inaczej, i nic już w tej kwestii nie dało się zrobić. Zmarszczył zaraz lekko brwi, jakby odrobinę zaskoczony jej pytaniem. - Ja... w porządku. Nic mi nie jest - kiwnął głową, i choć może nie była to najbardziej przekonująca rzecz, jaką Jordie kiedykolwiek usłyszała z jego ust, to właściwie mówił szczerze; a jej dłonie na jego klatce piersiowej mogły być jak swoisty wykrywacz kłamstw: mogła wyczuć pod nimi jednostajne bicie jego serca i równomierny oddech. Reakcja Jordie chyba go uspokoiła. I minęło wystarczająco dużo czasu, by brunet ułożył to wszystko w swojej głowie i by tamte wydarzenia przestały go już dręczyć. Niejako jednak dla potwierdzenia swych słów, dosięgnął dłonią do twarzy dwudziestodwulatki i przebiegł kciukiem wzdłuż jej żuchwy w kierunku podbródka, który uniósł nieco, wymuszając na niej ponowne spojrzenie mu w oczy. - Możemy zapomnieć o tym... wszystkim? - o tym, co i komu zrobił, jak potraktował Jordanę, jak wiele popełnił błędów. Było to nieco naiwne życzenie jak na niego, ale - Halsworth twierdziła, że nie miała mu już tego za złe, więc chciał usłyszeć od niej, że mu wybaczyła. Albo że umiała mu wybaczyć. Że istniała jakaś szansa.

Jordana Halsworth
1 ANNIVERSARY - dla każdego, z okazji roku aktywności forum! YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! ICE BEAR - dla każdego, z okazji Dnia Niedźwiedzia Polarnego! Happy St. Patrick's Day! Prima Aprilis! WIOSNA, CIEPLEJSZY WIEJE WIATR - dla wszystkich z okazji Pierwszego Dnia Wiosny! Przeżyłem koniec świata w styczniu 2021 roku All my dreams are you Na fali - za udział w evencie Tworzę relacje jak prawdziwy influencer BOGATE CV I AM MACHINE, I NEVER SLEEP BAŚNIOPISARZ That's a start ALL BY MYSELF MŁODY SCENARZYSTA TEXT ME! TAKE MY BREATH AWAY Wszystko pod kontrolą My best friends I killed Laura Palmer TYP OSOBOWOŚCI: LOGISTYK Gotuję lepiej od Magdy Gessler Stale mam jakieś kontuzje Preferuję kilkudniowy zarost Mijam się z prawdą migrena rozsadza mi głowę mam uśmiech hollywoodzkiej gwiazdy strzygę się na krótko Mam swoje demony Mam ciężką nogę MAM WIĘCEJ NIŻ 180 CM WZROSTU KLASA ŚREDNIA FURIAT FAN SCIENCE-FICTION PSIARZ WIERZĘ W JEDI JESTEM NIEWIERZĄCY/A SKOŃCZYŁEM/AM STUDIA Mistrz poker face'a NOTHING BREAKS LIKE A HEART Like a virgin Food Fight Guru technologii Takin' this one to the grave sticks and stones i'm still alive superhero Zaopiekuj się mną Pomocna dłoń Bo do tanga trzeba dwojga Shame, shame, shame! Are you gonna be my girl? Dzielny pacjent! Na Pokątną! Ralph Demolka Good or Bad News DANSE MACABRE SUNRISE SUNSET HOME SWEET HOME PIKNIK IT WAS AN ACCIDENT! HE WAS FIRST! I NEED A DOCTOR LIAR, LIAR, LIAR MAMMA MIA, HERE I GO AGAIN CZTERY ŁAPY CALL 911 DZIŚ SĄ TWOJE URODZINY CAKE BOSS I LIKE BIG BUTTS GAME MASTER KSIĘŻNICZKA MONONOKE SMERF PRACUŚ Chandler Bing

Awatar użytkownika
22 y/o
174 cm
hello, it's me
studiuje dziennikarstwo, które w końcu zaczyna ją interesować i marzy o powrocie do modelingu, ale to praca w Garage pozwoliła jej stanąć znowu na nogi, co pomógł jej osiągnąć Chet, dla którego kompletnie straciła już głowę, dlatego dała mu kolejną szansę

Post Jordana Halsworth »

Zaufanie, bliskość fizyczna, poczucie bezpieczeństwa – każdy z tych aspektów był niezmiernie trudny do określenia, trudny do odbudowania, trudny do osiągnięcia, gdy brakowało któregokolwiek z tych trzech elementów. Kiedyś to było dla nich jedynie dobrą zabawą, a teraz, gdy na szali postawili już własne uczucia, musieli się jakoś odnaleźć w tej relacji na nowo. Nawet jeżeli Jordie w jakimś stopniu była w stanie odbudować to zaufanie do niego, sprawić, że nie będzie ciągle powracała myślami do tego co było – to nadal ta bliskość fizyczna, której oboje tak bardzo pragnęli, nie była do końca przesądzona. W końcu wcześniej ich relacja opierała się wyłącznie na tym, a teraz chyba oboje pragnęli czegoś więcej – a przynajmniej pragnęła tego Jordana. Niezależnie do tego czy pasowało to do jej osoby i do jej charakteru; bo przecież dwudziestodwulatka nie powinna oczekiwać deklaracji wielkiej miłości, a raczej powinna się bawić i korzystać z życia. Tyle, że ona również popełniła już w tym życiu trochę błędów i obecnie chciała zaznać jedynie odrobinę spokoju u boku mężczyzny, który tak wiele dla niej znaczył – nadal znaczył, chociaż tak mocno ją skrzywdził. Wręcz wprost oznajmiła i to w zasadzie dwukrotnie, żeby nigdy więcej jej nie dotykał i wtedy mówiła to absolutnie z całkowitym przekonaniem, bo wzbudzał w niej niechęć i złość tym jak ją traktował. I szczerze nie chciała mieć z nim nic wspólnego, chociaż serce wyrywało się do niego cały czas. Mógł więc winić się za to co zrobił, ale jednocześnie – wiele również zależało nadal od niego, od jego podejścia do niej, od jego nastawienia i od tego jak teraz zamierzał ją traktować. I czy zamierzał o nią walczyć. Jak widać wystarczyło, by przynajmniej spróbował to naprawić, a nagle są tutaj – razem – i Jordana zachowywała się tak, jakby to wszystko co było faktycznie nie miało miejsca. Dawała mu kolejną szansę i być może da jeszcze kolejną i jeszcze następną… chociaż w istocie nie zawsze na nią zasługiwał. Ale faktem było, że nie chciała go stracić i tym mocniej wierzyła w jego słowa, nawet jeżeli czasem mogło wyglądać to inaczej. – Liberalny stosunek do okruchów w pościeli? Zapamiętam – zaśmiała się, nieco zaskoczona i chyba lekko zaintrygowana jego odpowiedzią – Aczkolwiek śniadanie do łóżka brzmi bardzo dobrze – uśmiechnęła się ostatecznie, nie chcąc, aby pomyślał, że być może w jakikolwiek sposób neguje teraz jego sugestie. Zapytała raczej w formie żartobliwej, a może nieco insynuując to o czym w istocie oboje pewnie myśleli nieustannie. W jej głowie bowiem ciągle tkwił obraz namiętnych chwil, które razem spędzali i tym samym jawiło się jej wspólne spędzenie wieczoru, a potem nocy, by na końcu móc zjeść razem śniadanie w łóżku. I chociaż rzadko sypiali razem, bo po seksie zazwyczaj się rozstawali, to między innymi to był jeden z aspektów, których jej brakowało i które teraz chętnie wprowadziłaby w życie. – Wiesz, to nie tak, że uważam, że nie byłbyś skłonny tego robić. Myślę, że stać Cię na romantyczne gesty, ale nawet jeżeli nie byłoby kwiatów, randek czy śniadań do łóżka, to nie zmieniłoby to tego co czuje – przyznała, zgodnie z prawdą, bo przecież Chet znaczył dla niej wiele nawet bez tych drobnych gestów. I nawet jeżeli by ich nie uskutecznił, to nadal byłby dla niej kimś ważnym, a to są rzeczy bez których Jordie mogłaby żyć. – Ale jest to przyjemne. I dobrze jest robić to co uszczęśliwia drugą stronę, nawet jeżeli to takie drobne gesty. Ja też chciałabym robić to co sprawia przyjemność Tobie… tak, by móc spędzać z Tobą czas – odparła, nawiązując do tego, że wcześniej tego czasu spędzali razem niewiele. Kończyło się na gorącym seksie, który potem ich rozdzielał i każde z nich wracało do swojej codzienności. A teraz nie miało to tak wyglądać, teraz mieli dzielić razem czas, lepiej się poznać i nauczyć siebie nawzajem. Przynajmniej tego właśnie chciała Jordana, ale odczuwała, że Chet również, bo wszystkie deklaracje, które padały z jego ust, na to właśnie wskazywały. I co więcej, naprawdę wierzyła w jego słowa. Dlatego też teraz nie chciała siedzieć już tyłem – chciała go widzieć, więc gdy mogła już spojrzeć w jego oczy, czuła się swobodniej, wiedząc co maluje się również na jego twarzy, gdy odważył się na chwile szczerości. – Wiem, że chciałeś dla mnie dobrze… przynajmniej staram się to zrozumieć. Ale wtedy nadal byliśmy w momencie, w którym to były „tylko twoje sprawy”, a jeżeli będzie tak dalej, to to się po prostu nie uda. I nigdy do niczego mnie nie zmuszasz, gdybym chciała wtedy odejść, to bym to zrobiła. Sama. Niczego sobie przecież nie obiecywaliśmy – pokręciła głową, próbując uzmysłowić mu, że nie musiał jej do siebie zrażać w ten sposób, bo Jordana była dorosła i potrafiła podejmować własne decyzje – I nawet jeżeli uważałeś, że tak będzie dla mnie lepiej, nawet jeżeli nie chciałeś mnie i mojego wsparcia, to nie musiałeś traktować mnie w ten sposób – westchnęła – Ale nie możemy przewidzieć jak to by się potoczyło, gdybym jednak została. Może dziś w ogóle nie byłoby czego zbierać, może tak właśnie miało być… żebyśmy dzisiaj mogli być tutaj – dodała jeszcze, jakby zastanawiając się nad sensem swoich słów. Coraz częściej jednak właśnie tak to odbierała, jakby tak właśnie miało być, żeby mogli się poznać i żeby mogli zrozumieć co naprawdę do siebie czują – i ile dla siebie znaczą. – Ale to już nie są tylko "twoje problemy"? Jesteś gotowy wpuścić mnie teraz do swojego życia? – spytała cicho, zatrzymując na moment dłoń na jego torsie w okolicy serca, jakby pragnąc wyczuć jak szybko bije, niczym właśnie wspomniany wykrywacz kłamstw. Chciała to jednak usłyszeć z jego ust, chciała wiedzieć, że coś znaczy i że brunet jest gotowy dzielić się z nią takimi sprawami. Tak jak teraz, gdy wprost mówił jej o tym co zaszło, bo tylko tyle od niego oczekiwała – zarówno kiedyś jak i obecnie. Mimo, iż wtedy zdawać by się mogło, że byli od siebie znacznie dalej niż teraz, jakby przemierzyli ogromną drogę do tego momentu, a tak naprawdę minęło zaledwie kilka tygodni. Pokiwała głową w odpowiedzi na jego słowa i odczuła chyba pewien spokoju po tym co usłyszała. – Dziękuję, że mi to powiedziałeś. To chyba nie było takie straszne? – spojrzała na niego, pragnąc wyczytać z jego twarzy coś więcej, co mogłoby wskazywać na to jak czuje się obecnie, rozmawiając z nią szczerze na takie tematy. Miała nadzieję, że mówił prawdę, że poukładał to w swojej głowie i że naprawdę czuł się już lepiej, bo tylko tego dla niego chciała. Na moment zamyśliła się, wpatrując się w jego tors, który nadal delikatnie gładziła swoją dłonią, gdy nagle poczuła jak łapie jej podbródek, więc uniosła głowę, gdy nieco ją do tego zmusił i spojrzała znowu w jego oczy, analizując w głowie jego pytanie. Chwilowo milczała, po prostu na niego patrząc i chciała mieć pewność, że może szczerze mu odpowiedzieć. – Nie wiem czy będę w stanie o tym całkowicie zapomnieć – przyznała cicho – Ale to nie zmienia faktu, że w tym momencie, w którym jesteśmy teraz, jestem gotowa zostawić to za sobą. I gdybym nie potrafiła Ci wybaczyć, na pewno by mnie tutaj teraz nie było – kąciki jej ust drgnęły lekko ku górze, gdy poczuła wewnętrzną ulgę, mówiąc to – Możemy zostawić to za sobą. I nawet jeżeli ktoś powiedziałby, że jestem naiwna, to ja naprawdę wierzę w Twoje słowa, w to co teraz robisz i mówisz. I chociaż miewam jeszcze czasami jakieś wątpliwości, to i tak nie zmienia tego, że nie mam Ci już za złe tego co było. Wiem, że taki nie jesteś i chociaż to wszystko nie musiało się zdarzyć, to wiele nas to chyba nauczyło – pochyliła się delikatnie w jego stronę i oparła czoło o to jego, przymykając na chwile oczy – Chcę raz jeszcze Ci zaufać.
Chet Callaghan
LADY - dla wszystkich Pań z okazji Dnia Kobiet 2021! 1 ANNIVERSARY - dla każdego, z okazji roku aktywności forum! YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! ICE BEAR - dla każdego, z okazji Dnia Niedźwiedzia Polarnego! Happy St. Patrick's Day! Prima Aprilis! WIOSNA, CIEPLEJSZY WIEJE WIATR - dla wszystkich z okazji Pierwszego Dnia Wiosny! Przeżyłem koniec świata w styczniu 2021 roku All my dreams are you I'm not drunk 2021 BOGATE CV I AM MACHINE, I NEVER SLEEP BAŚNIOPISARZ That's a start ALL BY MYSELF WHEN WE WERE YOUNG MŁODY SCENARZYSTA TEXT ME! INFLUENCER TAKE MY BREATH AWAY HETERO W ZWIĄZKU JESTEM ŚREDNIEGO WZROSTU STUDENT LEKKODUCH Praktykuję jogę biegam Stołuję się na mieście Mam słabą głowę Głaszczę obce psy Lubię starszych Śpię w kusej bieliźnie Czuję motyle w brzuchu Oglądam zachody słońca NOTHING BREAKS LIKE A HEART SUNRISE SUNSET PIKNIK MAMMA MIA, HERE I GO AGAIN Bo do tanga trzeba dwojga Are you gonna be my girl?

Awatar użytkownika
33 y/o
185 cm
hello, it's me
Rzucił pracę, która była dla niego wszystkim, i wrócił po latach do Hope Valley; na co dzień grzebie w komputerach i z nudów doprowadza do ruiny rodzinny bar. Poza tym okazjonalnie pakuje się w gówno i odpycha od siebie każdego, na kim zaczyna mu zależeć, ale Jordana w końcu mu wybaczyła, że był idiotą i teraz jest jej idiotą.

Post Chet Callaghan »

Oboje być może powinni postawić sobie pytanie: czy nawet ustatkowanie się u boku osoby, która w podobny sposób zapatrywała się na kwestie związków, która nie chciała dać się pochwycić w sidła monotonii, w kaganiec zobowiązań - rzeczywiście oznaczałoby spokojne życie, pozbawione dreszczu emocji i swobody, z jakiej nie chcieliby rezygnować? Wszak to, jak miałaby ta relacja wyglądać i w jakim tempie miałaby się rozwijać, zależało wyłącznie od nich, i wciąż mogli się doskonale przy tym bawić - razem. Nawet jeśli pewnych ograniczeń nie dało się przeskoczyć i z pewnością pojawiłaby się między nimi zazdrość, zwłaszcza że oboje cieszyli się zainteresowaniem płci przeciwnej; to pozostawało mieć nadzieję, że gdy zdecydują się na ewentualny krok w przód, dorosną już do tego, aby rozróżnić niezobowiązujący flirt od czegoś poważniejszego, i do tego, aby nawet w tłumie ludzi wiedzieć, przy kim jest ich miejsce... Obecnie jednak nie byli jeszcze na tym etapie; oboje wciąż musieli przepracować pewne kwestie - nie osobno, nie każde swoje własne, ale razem, i w tym chyba wciąż tkwiła trudność. Może ktoś inny poradziłby sobie z tym lepiej, ale oni starali się tak, jak umieli. Nawet jeśli niekiedy nie bez przeszkód i nie bez frustracji. - Nie musisz mi tego tłumaczyć, domyślam się, że masz wobec mnie niskie oczekiwania i... rozumiem to. Nie będę na ciebie naciskać, może z czasem zdołam cię lepiej przekonać. Ale nie zamierzam naprawiać tego, co zrobiłem, kwiatami czy deklaracjami bez pokrycia, wiem, że to niczego nie zmienia - odparł, raczej jednak łagodnie, aniżeli z jakimkolwiek wyrzutem w głosie; bo chociaż nie miał na swym koncie wielu stałych związków, to zdawał sobie sprawę, że te wszystkie filmowo-romantyczne gesty nie były uniwersalnym kluczem do wspólnego szczęścia. Ale były miłym dodatkiem, jaki Callaghan pragnął zaoferować Jordanie, sądząc, że dzięki temu przynajmniej na chwilę mogłaby się poczuć adorowana i ważna - dla niego - skoro do tej pory nie dawał jej takiego poczucia. Ale z drugiej strony, Halsworth powiedziała jedynie, że nigdy nie dostała kwiatów od mężczyzny, a nie, że chciałaby je dostawać, więc może to Chet niepotrzebnie w ogóle poruszył tę kwestię. Mimo wszystko jednak... chyba nie do końca to chciał usłyszeć w odpowiedzi na swoją dość jednoznaczną deklarację. Po prostu kiedy facet mówi, że chciałby kupować jej kwiaty i robić śniadanie do łóżka, to powinna mu na to pozwolić, bez doszukiwania się w tym jakiegokolwiek innego sensu i bez nadmiernego analizowania, bo w tym momencie zupełnie namieszała brunetowi w głowie i sam już nie był pewien, czy aby Jordie w ogóle chciała, by ich znajomość okazała się czymś więcej. Zwłaszcza gdy w jej ustach to wszystko byłoby lub mogłoby być, a nie będzie... Może zatem już to, co do tej pory powiedział, było zbytnim naciskaniem na nią, zwłaszcza że Chet wcale nie miał ochoty jedynie rozmawiać o robieniu razem czegokolwiek (co uważał za zbędne właśnie przez to, że mogły wyniknąć z tego jakieś dziwne nieporozumienia, takie chyba jak to teraz), a po prostu to robić; po prostu... być. Mimo wszystko odetchnął z ulgą, gdy Jordie zdawała się dostrzec wreszcie, że w tym całym bałaganie brunet miał dobre intencje, i pokiwał głową. - Cieszę się, że to rozumiesz. Albo starasz się. Nigdy nie chciałem cię krzywdzić, zagoniłem się w tych kłamstwach i nie umiałem przestać... ale więcej cię nie okłamię - zapewnił ze skruchą w oczach, ściągając brwi ku sobie; chociaż powinien to może sobie zapisać magicznym piórem, żeby lepiej zapamiętać to postanowienie. Po tym chyba można rozpoznać patologicznego kłamcę: że sam pogubił się we własnych kłamstwach, sam już zapomniał, co było prawdą i po prostu - mówił i robił to, co było konieczne, aby przedstawienie trwało. Właściwie Jordie nadal mogła mieć wątpliwości co do tego, kim ostatecznie był Chet Callaghan i które z tych wszystkich rzeczy, jakie jej kiedykolwiek mówił, były prawdziwe, a które wyssane z palca. Nie ukrył jednak zdziwienia, jakie wywołały słowa Jordany, zupełnie odmienne, od tego, jak zapatrywała się ona na całą sytuację do tej pory. Aż rozchylił lekko usta, zanim pokiwał głową, zgadzając się z nią. - Może. W końcu: co nas nie zabije, to nas wzmocni, i tylko od nas zależy, jak będzie tym razem, tak? - podjął, trochę jakby wypowiadał życzenie, ale - choć sam nie uznawał tego rodzaju banałów ani, tym bardziej, żadnej siły wyższej, jaka kierowałaby jego życiem - to chyba w tym przypadku bardziej podobał mu się taki scenariusz: że należało coś zepsuć, żeby móc stworzyć coś lepszego. I chyba po raz pierwszy mówił tu o nich, a nie tylko o sobie. Wiedział natomiast jedno: że on sam istotnie docenił relację z Jordie dopiero wtedy, gdy ją zniszczył, a więc przynajmniej do pewnego stopnia musiała mieć rację. - Tak. Wtedy to nie był dobry moment, żeby to na ciebie zrzucać, żadne z nas nie było na to gotowe, ale chcę to zmienić, chcę się tym z tobą dzielić. Jeśli ty też tego chcesz - odrzekł. To nie tak, że przedtem zamierzał nigdy nie dopuszczać jej do swoich spraw i swojego życia; ale uważał, że było na to zbyt wcześnie. Teraz mógł to chyba wreszcie zrobić - na własnych zasadach, bo tego chciał, a nie dlatego, że zmuszała go do tego sytuacja. Na ułamek sekundy wykrzywił jednak zaraz usta w ledwie dostrzegalnym grymasie wywołanym jej pytaniem. Nie lubił tego pytania - bo sugerowało, że brunet czegoś się bał, a przyznanie tego nikomu nie przychodziło z łatwością. - Chyba nie - uznał krótko, nawet jeśli w istocie wyznanie tego wszystkiego na głos mogło być straszniejsze, niż się Jordanie wydawało. Nie wiedziała bowiem, jak wiele energii kosztowało Chestera odsunięcie na bok dotychczasowych przyzwyczajeń i zdobycie się na to, by być z nią szczerym. Paradoksalnie mówienie prawdy zawsze było dla niego trudniejsze niż kłamanie. Pozwolił sobie jeszcze przesunąć czule kciukiem po jej miękkiej skórze, zanim odjął dłoń od jej twarzy i na powrót opuścił rękę, by tym razem wylądowała ona na spoczywającej na piasku nodze brunetki. Bez podtekstów, raczej jakby chciał ją po prostu zatrzymać przy sobie, gdy ona sama zastanawiała się nad odpowiedzią, powodując, że w odczuciu bruneta te sekundy oczekiwania zaczęły się okropnie dłużyć, a gdy zaczęła mówić - bynajmniej nie zażegnała swymi słowami jego niepewności. Bo chociaż chciała wybaczyć, to nie umiała zapomnieć; i chociaż wierzyła, to nadal miała wątpliwości; i chociaż chciała mu ufać - to czy potrafiła? Wysłuchał jej jednak i skinął głową, zdobywając się ostatecznie na lekki uśmiech. W zasadzie nie spodziewał się chyba żadnej innej odpowiedzi. - To mi wystarczy - zawyrokował, a gdy Jordie wsparła swoje czoło o jego, stykając się z nim nosami, i on, odetchnąwszy wreszcie, przymknął na moment oczy. - Wiem, że na ciebie nie zasługuję, Jordie. Ale zrobię wszystko, żeby cię nie zawieść. Żebyś nie musiała tego żałować - odruchowo uniósł ponownie dłoń, która zakotwiczyła na jej karku, przytrzymując Jordie blisko; ale tym razem nie zrobił nic więcej. Bo cokolwiek więcej byłoby torturą. Upragnioną i rozkoszną - ale torturą.

Jordana Halsworth
1 ANNIVERSARY - dla każdego, z okazji roku aktywności forum! YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! ICE BEAR - dla każdego, z okazji Dnia Niedźwiedzia Polarnego! Happy St. Patrick's Day! Prima Aprilis! WIOSNA, CIEPLEJSZY WIEJE WIATR - dla wszystkich z okazji Pierwszego Dnia Wiosny! Przeżyłem koniec świata w styczniu 2021 roku All my dreams are you Na fali - za udział w evencie Tworzę relacje jak prawdziwy influencer BOGATE CV I AM MACHINE, I NEVER SLEEP BAŚNIOPISARZ That's a start ALL BY MYSELF MŁODY SCENARZYSTA TEXT ME! TAKE MY BREATH AWAY Wszystko pod kontrolą My best friends I killed Laura Palmer TYP OSOBOWOŚCI: LOGISTYK Gotuję lepiej od Magdy Gessler Stale mam jakieś kontuzje Preferuję kilkudniowy zarost Mijam się z prawdą migrena rozsadza mi głowę mam uśmiech hollywoodzkiej gwiazdy strzygę się na krótko Mam swoje demony Mam ciężką nogę MAM WIĘCEJ NIŻ 180 CM WZROSTU KLASA ŚREDNIA FURIAT FAN SCIENCE-FICTION PSIARZ WIERZĘ W JEDI JESTEM NIEWIERZĄCY/A SKOŃCZYŁEM/AM STUDIA Mistrz poker face'a NOTHING BREAKS LIKE A HEART Like a virgin Food Fight Guru technologii Takin' this one to the grave sticks and stones i'm still alive superhero Zaopiekuj się mną Pomocna dłoń Bo do tanga trzeba dwojga Shame, shame, shame! Are you gonna be my girl? Dzielny pacjent! Na Pokątną! Ralph Demolka Good or Bad News DANSE MACABRE SUNRISE SUNSET HOME SWEET HOME PIKNIK IT WAS AN ACCIDENT! HE WAS FIRST! I NEED A DOCTOR LIAR, LIAR, LIAR MAMMA MIA, HERE I GO AGAIN CZTERY ŁAPY CALL 911 DZIŚ SĄ TWOJE URODZINY CAKE BOSS I LIKE BIG BUTTS GAME MASTER KSIĘŻNICZKA MONONOKE SMERF PRACUŚ Chandler Bing

Awatar użytkownika
22 y/o
174 cm
hello, it's me
studiuje dziennikarstwo, które w końcu zaczyna ją interesować i marzy o powrocie do modelingu, ale to praca w Garage pozwoliła jej stanąć znowu na nogi, co pomógł jej osiągnąć Chet, dla którego kompletnie straciła już głowę, dlatego dała mu kolejną szansę

Post Jordana Halsworth »

Zdecydowanie podstawową kwestia było to jak chcieli stworzyć na nową tę relację, by przy okazji nie stracić tego co w tym wszystkim kiedyś było najlepsze – spontaniczności, swobody i nutki adrenaliny oraz spontaniczności, która niczym ich nie ograniczała. Oczywiście związek rządził się swoimi prawami, nie ulegało wątpliwości, że na wiele kwestii zaczną spoglądać zupełnie inaczej, niemniej jednak wszystko i tak tutaj zależało tylko i wyłącznie od nich – mogli się bawić razem, przy tym tworząc coś naprawdę trwałego. Nikt nie mówił, że wchodząc w kolejny etap muszą zrezygnować z tego co było, a co sprawiało, że ich relacja tak dobrze dotąd funkcjonowała, nawet jeżeli wcześniej była oparta tylko na jednym. Teraz powinna być nawet mocniejsza niż kiedyś, bo znacznie lepiej się poznali, a to pozwala im się rozumieć i rozwijać, poza tym – jasno określają czego pragną i czego od siebie oczekują, a rozmowa to klucz do sukcesu. Wydawać by się więc mogło, ze naprawdę pokonali już ostatnie bariery, które tak bardzo ich dotąd dzieliły. Zazdrość natomiast jest całkowicie normalnym związkiem i pojawiała się chyba już również wtedy, gdy jeszcze tak w gruncie rzeczy nie myśleli nawet o tym, by cokolwiek zmieniać w tym co jest między nimi – bo to całkowicie ludzki odruch. Tym większa jest zazdrość, gdy ktoś powinien należeć tylko do nas, ale być może przepracowali to już na tyle, by wiedzieć, że mając siebie, tak naprawdę nie potrzebują już nic więcej. Tyle, że zdecydowanie nie są jeszcze na tym etapie, a właściwie dopiero powoli zaczynają w niego wchodzić, badając krok po kroku to wszystko, co trochę zdawało się być dla nich obce. Jakby poznawali ten teren na nowo, obawiając się wykonać jakikolwiek krok, który mógłby nagle to wszystko zepsuć. Starali się jednak tak bardzo jak umieli, popełniając te swoje własne błędy – te małe i te duże – ale robili to właśnie razem, a to chyba znaczyło najwięcej. – Nie musisz się tak surowo oceniać – pokręciła zaraz głową, spoglądając na niego – To nie tak, że mam wobec Ciebie niskie oczekiwania, ja po prostu wcześniej nie znałam Cię aż tak dobrze, by móc w jakikolwiek sposób Cię oceniać czy aby czegokolwiek od Ciebie wymagać. Dlatego to, że jednak chciałbyś dać mi kwiaty jest dla mnie zaskoczeniem, ale miłym. Właśnie lepiej Cię poznaje, a to wszystko co będzie dla nas teraz nowe, jest po prostu ekscytujące – uśmiechnęła się do niego, pragnąc pokazać mu, że nie myśli o nim źle. Że nie czuje, że cokolwiek miałby teraz robić na siłe, bo to nie o to chodziło. Nie musieli też w żaden sposób tego analizować i rozkładać na czynniki pierwsze, Jordie po prostu chciała pokazać, że jest tym lekko zaskoczona – ale cały czas w pozytywnym sensie. Chet nie musiał więc tak bardzo się w to zagłębiać, zastanawiać czy ona tego chciała, czy może sens jej słów znaczył coś innego – bo nie na tym to polega. Poza tym to wszystko i to wyklaruje się w trakcie, gdy na takie gesty przyjdzie już pora, póki co mogli jedynie cieszyć się chwilą i planować to co ma się zdarzyć – ale czas pokaże na ile im się to uda. Zdecydowanie lepiej było więc skupić na się na robienie tego o czym mówią, a nie jedynie na snuciu planów, które mogły nie znaleźć odzwierciedlenia w rzeczywistości. I ona również chciała, aby mogli razem – być, bez analizowania i rozmyślania, tak by mogli się tym cieszyć bez obawy o to, że nagle coś pójdzie nie tak. – Wierzę Ci, Chet – przyznała w końcu ze szczerością w głosie, gdy oznajmił, że więcej jej nie okłamie. I może naprawdę była cholernie naiwna, ale chciała mu wierzyć i to właśnie robiła, w dodatku bez cienia wątpliwości. Mimo, iż rzeczywiście mogła nie mieć pewności co do tego co w końcu jest prawdą, a co nie – bo brunet faktycznie pogubił się w tych kłamstwach. – Nie okłamuj mnie więcej. A to jak będzie wyglądała nasza relacja teraz, faktycznie zależy już tylko od nas, a jesteśmy przecież bogatsi o te nowe doświadczenia. Dlatego teraz może być tylko lepiej – dodała nieco luźniej, unosząc kąciki ust ku górze. Bo szczerze wierzyła w to, że może być lepiej, że nadchodzi coś dobrego i że wreszcie są gotowi zrobić krok naprzód. Tym bardziej Chet utwierdzał ją w tym przekonaniu, gdy z nią rozmawiał, gdy był szczery, czuły i gdy mówił to wszystko co dzisiaj padło z jego ust. – Wtedy było zdecydowanie za wcześnie na cokolwiek, teraz ja również już to wiem. Ale teraz chce żebyś się tym ze mną dzielił – odpowiedziała wprost, nie zamierzając wybierać żadnej okrężnej drogi. W końcu miała to być chwila szczerości. Musieli jasno zadeklarować czego od siebie oczekują i co czują, by mogli jakoś na nowo zbudować tę relację, o którą właśnie tak zażarcie walczą. I być może to był właśnie ten przełomowy moment, na który tak bardzo czekali; coraz bardziej się niecierpliwiąc. Chet jednak nadal pozostawiał jej pełną możliwość wyboru, możliwość wycofania się, możliwość powiedzenia – nie. Chociaż Jordan oczywiście nie zamierzała uciekać i nie chciała także zrobić nic co spowodowałoby, że nagle stracą to co już wypracowali, to doceniała jednak, że mogła decydować o sobie sama. Że brunet już nie próbował podejmować decyzji za nią. I mimo, że wiele ich kosztowało mówienie o tym wszystkim, to właśnie nabierali doświadczenia w sprawach, które były również niezmiernie ważne w budowaniu relacji, która miała przetrwać więcej niż chwilę wspólnej zabawy. Krótkie słowa i drobne gesty, którymi ją raczył, sprawiały, że znowu zaczynała czuć się bezpiecznie – znowu miała poczucie, że jest we właściwym miejscu. Jego pytanie z kolei nieco wywołało mętlik w jej głowie, niemniej jednak nie chciała w żaden sposób go zniechęcić. Chciała być szczera, stąd jej słowa, nad którymi zresztą nadal się zastanawiała. Wiele było niepewności i pytać bez odpowiedzi, dlatego warto było może po prostu znowu zaryzykować. – Nie mów tak – mruknęła cicho – Każdy z nas popełnia błędy, co nie świadczy o tym czy na mnie zasługujesz czy nie. Najważniejsze dla mnie jest to, że zrozumiałeś swój błąd i że teraz chcesz go naprawić. Teraz naprawdę czuje to, że Ci na mnie zależy – przyznała, opierając nadal czoło o to jego, gdy jej dłoń sunęła po jego torsie, przez umięśnione ramie aż na kark, gdzie wsunęła lekko dłoń w jego ciemne włosy. Jakby i ona pragnęła w ten sposób zatrzymać go przy sobie – i zatrzymać ten moment. Nęciła ją bliskość jego ust, bo ich wargi dzieliły zaledwie milimetry, chociaż gdy on nie zdecydował się na ten jeden krok, by zniwelować tę odległość do zera, ona również na razie tego nie zrobiła. Chociaż pokusa była niezmiernie silna. Po chwili uniosła jednak powieki i odchyliła głowę tylko odrobinę, na tyle, by móc znowu spojrzeć w jego oczy. – Nie będę niczego żałować, bo każda chwila z Tobą jest dla mnie ważna. I myślę, że w jakimś stopniu już Ci wybaczyłam to jak mnie potraktowałeś, gdybym nie wybaczyła, chyba nie zniosłabym Twojej obecności i Twojego dotyku… a teraz to jest wszystkim czego pragnę – oznajmiła nieco ściszonym głosem, nie odrywając wzroku od jego oczu. Jedynie jej dłoń przesunęła się nieco na jego policzek i kciukiem pogładziła kącik jego ust, gdy sama przesunęła koniuszkiem języka po swojej wardze, lekko ją na koniec zagryzając. W końcu jednak zbliżyła twarz do tej jego i musnęła jego wargi swoimi, delikatnie, niemalże pytająco, ale nie zainicjowała pocałunku, za to uniosła nieznacznie kąciki ust ku górze. – Teraz powinniśmy obejrzeć zachód słońca?
Chet Callaghan
LADY - dla wszystkich Pań z okazji Dnia Kobiet 2021! 1 ANNIVERSARY - dla każdego, z okazji roku aktywności forum! YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! ICE BEAR - dla każdego, z okazji Dnia Niedźwiedzia Polarnego! Happy St. Patrick's Day! Prima Aprilis! WIOSNA, CIEPLEJSZY WIEJE WIATR - dla wszystkich z okazji Pierwszego Dnia Wiosny! Przeżyłem koniec świata w styczniu 2021 roku All my dreams are you I'm not drunk 2021 BOGATE CV I AM MACHINE, I NEVER SLEEP BAŚNIOPISARZ That's a start ALL BY MYSELF WHEN WE WERE YOUNG MŁODY SCENARZYSTA TEXT ME! INFLUENCER TAKE MY BREATH AWAY HETERO W ZWIĄZKU JESTEM ŚREDNIEGO WZROSTU STUDENT LEKKODUCH Praktykuję jogę biegam Stołuję się na mieście Mam słabą głowę Głaszczę obce psy Lubię starszych Śpię w kusej bieliźnie Czuję motyle w brzuchu Oglądam zachody słońca NOTHING BREAKS LIKE A HEART SUNRISE SUNSET PIKNIK MAMMA MIA, HERE I GO AGAIN Bo do tanga trzeba dwojga Are you gonna be my girl?

Awatar użytkownika
33 y/o
185 cm
hello, it's me
Rzucił pracę, która była dla niego wszystkim, i wrócił po latach do Hope Valley; na co dzień grzebie w komputerach i z nudów doprowadza do ruiny rodzinny bar. Poza tym okazjonalnie pakuje się w gówno i odpycha od siebie każdego, na kim zaczyna mu zależeć, ale Jordana w końcu mu wybaczyła, że był idiotą i teraz jest jej idiotą.

Post Chet Callaghan »

- W porządku. A na przyszłość po prostu zrobię ci niespodziankę, zamiast o tym uprzedzać, rozmawiać i niepotrzebnie to analizować - orzekł, pozwalając mimo wszystko, by kąciki jego ust drgnęły w lekkim uśmiechu. Chociaż wciąż był przekonany tylko częściowo; nie do końca chciało mu się wierzyć w to, że Jordana nie wyrobiła żadnej oceny na jego temat, bo to akurat było najzupełniej ludzkim odruchem: myślenie, posiadanie opinii, nawet odnośnie kogoś, kogo wcale nie znało się na tyle, by umieć przewidzieć, czego należy się po tej osobie spodziewać. I choć Chet niejednokrotnie usprawiedliwiał własne błędy nawet przed samym sobą - bo tylko tak mógł jeszcze pozostać przy zdrowych zmysłach i nie oszaleć do cna - to w jednym brunetka się nie myliła: sam był wobec siebie najbardziej krytyczny, i chyba w pewnym sensie oczekiwał, że Halsworth będzie źle o nim myślała, bo... sam myślał o sobie źle. Sam był swoim największym wrogiem i największą przeciwnością. Czy jednak rzeczywiście nie musiał i nie powinien zastanawiać się nad sensem jej słów... Jeszcze do niedawna żył z rozczytywania ludzi; z kopania głębiej i szukania tam odpowiedzi. W tym momencie żałował, że nie potrafił po prostu zajrzeć do jej głowy i sprawdzić, cóż za myśli kłębiły się pod tą gęstą burzą ciemnych włosów. - Lubię twój optymizm - przyznał, licząc chyba trochę, że jej wiara udzieli się i jemu - i na odwrót, przez co razem będą po prostu silniejsi i wyjdą wreszcie obronną ręką z tych, wcale nie takich małych, trudności. Z każdym dniem jednak Chet odnajdywał w Jordanie coraz więcej cech, jakie w niej lubił, a które wcale nie wiązały się wyłącznie z jej wyglądem zewnętrznym, choć to ten w pierwszej kolejności przykuł męską uwagę w chwili, gdy się poznali. Ale to nie powinno dziwić - ich relacja nigdy wszak nie miała być jedną z tych głębokich, i bez wątpienia Chet również nie zainteresował jej wtedy swoją osobowością. Skinął głową w wyrazie zgody. - Nie będę niczego więcej przed tobą ukrywał. I chcę, żebyś ty też mogła dzielić się ze mną swoimi sprawami - oznajmił, zaglądając jej w oczy. Chociaż... chyba już teraz nie dotrzymywał tego słowa, skoro nie uznał za konieczne dodać, że jego znajomość z dziewczyną, którą przypadkiem uratował przed oprawcami, wcale nie zakończyła się tamtego wieczoru... To jednak - jak sądził - nie miało obecnie większego znaczenia dla jego relacji z Jordie, i nie wymagało komentarza. - Zawsze mi na tobie zależało - odrzekł zgodnie z prawdą, nawet jeśli swoją troskę brunet niejednokrotnie okazywał w opaczny sposób. Ale nawet gdyby ich relacje pozostały złe, i nawet gdyby Jordie go nienawidziła albo - co było w jego odczuciu znacznie gorsze, bo równoznaczne z tym, że zupełnie już nie dbała o jego osobę - traktowała go obojętnie; jemu nadal by na niej zależało. Na tym, aby była bezpieczna i szczęśliwa, choćby on sam nie mógł w tym uczestniczyć. Obecnie jednak nie chciał już nawet myśleć o tym, co było; nie, kiedy miał Jordie tak blisko i kiedy był tu z nią, nie mając już najmniejszej ochoty uciekać nigdzie indziej. - Więc co cię powstrzymuje? - podjął, gdy zadeklarowała, iż pożądała jego dotyku; a mimo to wciąż nie zdobyła się na żaden śmielszy krok i na ten upragniony pocałunek. Choć czując delikatne muśnięcie jej warg na swoich, brunet przechylił już nawet nieco głowę jak do pocałunku; to znów zatrzymały go słowa Jordany, zanim zdążył dosięgnąć jej ust. - Jeśli wiesz już wszystko - skinął nieznacznie głową, błądząc spojrzeniem po jej twarzy, by - nie umiejąc ani nie chcąc dłużej się powstrzymywać - wreszcie wczepić palce w jej kark w nieco bardziej zdecydowanym geście i złączyć ich usta w namiętnym pocałunku. Przerwanym przedwcześnie, póki byli jeszcze w stanie zapanować nad pragnieniem, nad pożądaniem, nad sobą. Ostatecznie więc Chet pozwolił, by Halsworth ponownie rozsiadła się w jego ramionach i tak przytuleni podziwiali zachód słońca, zupełnie tracąc jakiekolwiek poczucie czasu, który na tych parę chwil chyba stanął dla nich w miejscu. I ruszył znów dopiero wtedy, gdy brunet odprowadził Jordie pod drzwi jej domu, gdzie pożegnali się grzecznym buziakiem i rozstali znów z tym dręczącym poczuciem niedosytu.

Jordana Halsworth

/ zt x2
1 ANNIVERSARY - dla każdego, z okazji roku aktywności forum! YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! ICE BEAR - dla każdego, z okazji Dnia Niedźwiedzia Polarnego! Happy St. Patrick's Day! Prima Aprilis! WIOSNA, CIEPLEJSZY WIEJE WIATR - dla wszystkich z okazji Pierwszego Dnia Wiosny! Przeżyłem koniec świata w styczniu 2021 roku All my dreams are you Na fali - za udział w evencie Tworzę relacje jak prawdziwy influencer BOGATE CV I AM MACHINE, I NEVER SLEEP BAŚNIOPISARZ That's a start ALL BY MYSELF MŁODY SCENARZYSTA TEXT ME! TAKE MY BREATH AWAY Wszystko pod kontrolą My best friends I killed Laura Palmer TYP OSOBOWOŚCI: LOGISTYK Gotuję lepiej od Magdy Gessler Stale mam jakieś kontuzje Preferuję kilkudniowy zarost Mijam się z prawdą migrena rozsadza mi głowę mam uśmiech hollywoodzkiej gwiazdy strzygę się na krótko Mam swoje demony Mam ciężką nogę MAM WIĘCEJ NIŻ 180 CM WZROSTU KLASA ŚREDNIA FURIAT FAN SCIENCE-FICTION PSIARZ WIERZĘ W JEDI JESTEM NIEWIERZĄCY/A SKOŃCZYŁEM/AM STUDIA Mistrz poker face'a NOTHING BREAKS LIKE A HEART Like a virgin Food Fight Guru technologii Takin' this one to the grave sticks and stones i'm still alive superhero Zaopiekuj się mną Pomocna dłoń Bo do tanga trzeba dwojga Shame, shame, shame! Are you gonna be my girl? Dzielny pacjent! Na Pokątną! Ralph Demolka Good or Bad News DANSE MACABRE SUNRISE SUNSET HOME SWEET HOME PIKNIK IT WAS AN ACCIDENT! HE WAS FIRST! I NEED A DOCTOR LIAR, LIAR, LIAR MAMMA MIA, HERE I GO AGAIN CZTERY ŁAPY CALL 911 DZIŚ SĄ TWOJE URODZINY CAKE BOSS I LIKE BIG BUTTS GAME MASTER KSIĘŻNICZKA MONONOKE SMERF PRACUŚ Chandler Bing

Awatar użytkownika
20 y/o
168 cm
hello, it's me
Once you choose Hope, everything is possible.

Post Dejan Parker »

Dejan niemal na dobre zaaklimatyzował się w Hope Valley, pomieszkując u swojego brata. Niby powiedział mu, że to tylko na chwilę, póki nie znajdzie pracy i nie odłoży na wynajęcie czegoś tylko dla siebie, ale prawda była taka, że wcale nie spieszyło mu się z wyprowadzką. Dom tego informatyka, z którym gził się Mark był idealny i na tyle duży, że był w stanie pomieścić trzy osoby i to bez walki rano o łazienkę! Mógł się założyć, że wiele pomieszczeń było nieużywanych, bo na co dwójce ludzi kilka sypialni? Mógł jedną mieć i nikomu tym nie szkodził. A prywatność? Każdy z nich i tak miał inny tryb życia, więc osobiście Parker problemu nie widział, a skoro bro jeszcze nie wywalił go na zbity pysk, pewnie też nie oponował.
Z takimi myślami i takim sposobem na życie, ociągał się z podjęciem czegokolwiek dla zarobku. Niby fajnie było mieć dla siebie jakieś pieniądze, ale jak na razie jedzenie miał, ubrania miał, bo przecież branie ich Markowi było częścią przywilejów posiadania rodzeństwa. A jeśli zachce gdzieś wyjść, pewnie ten sypnie mu jakąś dyszką czy coś.
Przeciągnął się, uśmiechając do siebie. Tak, z całą pewnością jego życie będzie wyglądało teraz inaczej. Było mu przykro, że jego mama nie może widzieć, jak w końcu wyszedł na prostą, nie mieszkając już w podejrzanej dzielnicy. Szkoda, że nie powiedziała mu o tym wszystkim jeszcze, kiedy żyła. Być może wtedy miałaby odpowiednie leczenie, nie wspominając o lepszych warunkach na odejście.
Westchnął. Chyba niepotrzebnie niszczył sobie nastrój, który przecież miał tak dobry. Rodzicielka wiele razy powtarzała mu, że nie powinien myśleć przeszłością, więc może powinien się stosować do zaleceń?
Zerknął na deskę, którą wypożyczył. Mieszkając nad wodą człowiek powinien umieć surfować, a Parker nigdy nie miał okazji tego spróbować. Jasne, że rozsądnie byłoby kogoś ze sobą zabrać. Zwłaszcza osobę, która się na tym znała, ale przecież Dejan był pewien, że to nie może być skomplikowane. Widział na jednej z tłoczniejszych plaż tych wszystkich gogusiów. Skoro oni podołali, on zrobi to tym bardziej.
Podszedł do wody sprawdzając, czy nie jest brudna. Różnie bywało w różnych częściach wyspy, a akurat ta plaża była raczej wyludniona. Ot, kilka osób, zajętych sobą. Zero krzyczących dzieciaków, zero opalających się byczków. Idealnie.
Wszedł do wody. Była przyjemnie chłodna. Usiadł na desce i niemal natychmiast z niej spadł. Tylko dlatego, że była za śliska.
Spróbował raz jeszcze, z tym samym skutkiem. Dopiero za trzecim razem udało mu się stabilnie utrzymać, dzięki czemu mógł odpłynąć kawałek dalej. Chyba nawet bardziej, niż powinien, ale kto nie ryzykuje, ten nie żyje.
Próbował stanąć, ale nie wyszło. Cholera. Czy mogło okazać się prawdą, że to wcale nie było takie proste?!
Był tak skupiony na próbie stanięcia na desce, że nie zauważył, że w jego stronę zbliża się trochę większa fala. Zdecydowanie za duża, jak dla takiego amatora, który z wodą miał tyle wspólnego co w basenie. Nic dziwnego, że zaledwie dwie sekundy później zakryła go całego, a on teraz musiał walczyć, by się nie utopić.

Nero Hitchcock
WŁADZA BOGATE CV ONE BIG FAMILY I AM NOT CRAZY MAN UP! devine BABYSITTER WHEN WE WERE YOUNG I killed Laura Palmer PRZYJEZDNY Wychowała mnie matka Gram na gitarze Zdałem prawko za pierwszym razem GOOGLE ME

Awatar użytkownika
21 y/o
178 cm
hello, it's me
Once you choose Hope, everything is possible.

Post Nero Hitchcock »

Przystosowanie się do nowego miejsca, choć zwykle nie było dla niego żadną trudnością ani nie zajmowało sporej ilości czasu, tak wymagało nie tyle nawet poznania miasta, ile ludzi oraz pewnych nawyków z nimi związanych. Szczególnie dotyczyło to miast, które miały relatywnie małą liczbę ludności, a sam teren nie należał do sporych. Tak było w przypadku Hope Valley, w którym każdy chyba, choć w minimalnym stopniu się kojarzył. Nero wobec tego, jako kompletnie nowa twarz miasta, musiał wbić się jakoś w grupę ludzi, którzy zaczynali z wolna o nim plotkować. Tego też mógł się spodziewać. Ludzie bowiem widząc kogoś zupełnie nowego, pomimo że są zaciekawieni tą osobą, to niekoniecznie mają chęci, aby czerpać informacje z najbardziej rzetelnego źródła, czyli tej osoby, i stąd zaczynają się plotki oraz różnego rodzaju domysły. Tak czy siak, Nero nie byłby szczery z większością ilością mieszkańców, o ile w ogóle znalazłaby się osoba, której zdradzić mógłby całkowicie wszystko. W swoim życiu wymyślał już różne kłamstwa i choć pewne wiadomości leciały prosto z jego serca, tak te konkretniejsze sprawy już zdecydowanie były bardzo przemyślaną ściemą. Aaronowi też sporo nakłamał, tylko z nim był taki problem, że siedział w policji, wobec czego miał na wyciągnięcie ręki znacznie więcej możliwości, niż losowa osoba z ulicy. Nero nie wiedział, czy miał aż takiego wielkiego pecha, że uciekając od nieciekawego towarzystwa, pakował się pod nogi osoby, której poprzez wzgląd na zawód też przecież powinien unikać, czy może było to jakaś forma szczęścia, której jeszcze nie rozumiał. Dlatego szybko chciał znaleźć coś swojego, mężczyźnie natomiast wciskając kit, że źle czuje się, będąc na jego utrzymaniu. Szybko znalazł więc jakąś pracę, znajdując również niekoniecznie drogie mieszkanie. Ono natomiast znajdowało się niedaleko plaży, którą dzisiaj postanowił odwiedzić, chyba tylko po to, aby pomyśleć nad tym, jak nie wzbudzać podejrzenia u policjanta oraz mniej więcej rozplanować sobie dalszą drogę ucieczki, jeśli na nią pewnego dnia przyjdzie pora. Woda zawsze go uspokajała oraz pomagała mu w myśleniu. Samo patrzenie więc było korzystne i może doszedłby do jakiś ważnych wniosków dzisiejszego dnia, gdyby kaleka, którą mógł nazwać Parkera, nie próbowała bez żadnej asekuracji osoby, która, chociaż umie pływać, nauczyć się jazdy na desce. Już na starcie chłopak mógł liczyć się z porażką i może śmiercią, gdyby Hitchcock w ostatniej chwili nie zauważył jego upadku oraz dość histerycznej próby wydostania się na ląd. Bez chwili zastanowienia zrzucił więc z siebie bluzę, rzucając na ubranie także telefon oraz w biegu pozbywając się butów, żeby wskoczyć do wody i w dość szybkim tempie dopłynąć do bezradnego chłopca. Chwytając go w obwodzie, wyciągnął go nieco do góry, zaraz potem sięgnął wolną ręką po deskę, która jeszcze mogła posłużyć mu do wydostania dwudziestolatka. – Złap się jej i nie puszczaj. – rozkazał, używając deski jako swego rodzaju koła ratunkowego. Samemu też mocniej łapiąc za koniec, zaczął płynąć w stronę plaży, co zdecydowanie dłużej mu zajmowało, niż dostanie się do chłopca. Wciąż jednak stracił bardzo dużo sił w jedną stronę, dlatego, zanim dotarli, to minęło kilka minut. – Zawsze tak świetnie ci idzie? – spytał sarkastycznie, kiedy byli już bardzo blisko.

Dejan Parker

Awatar użytkownika
20 y/o
168 cm
hello, it's me
Once you choose Hope, everything is possible.

Post Dejan Parker »

Pewnym było, że samotny wypad na deskę był głupotą. Każdy, kto jednak znał Dejana wiedział, że chłopak miał tendencję do pakowania się w podobne sytuacje i tylko opatrzność wiedziała, jak wiele kosztowało, by ostatecznie uszedł z nich cało, nie żegnając się jeszcze z tym światem. Jak zmęczony musiał być jego Anioł Stróż, który nawet nie mógł pójść załatwić swoich anielskich potrzeb, bo zaraz trzeba było ratować Parkera, którego zdrowy rozsądek i odpowiedzialność poważnie szwankowały?
Nawet teraz, kiedy zdecydował się, chyba na przekór wszystkiemu, wleźć do tej wody, nie mając zielonego pojęcia o tym, jak się surfuje, jego Stróż był obok, czuwając nad tym cwaniakiem.
Zdawać by się mogło, że wszystko szło po myśli zarówno Anioła, jak i Dejana, który powoli zaczynał łapać o co w tym sporcie chodziło, kiedy przyszła fala zmywając wszelkie nadzieje.
Dosłowanie.
Poczuł, jak przytłacza go potężna porcja wody, nie pozwalając mu wypłynąć. Gdzieś tam uderzyła go deska, przypięta do jego kostki sznurkiem. Tyle dobrego, że chociaż to na starcie ogarnął, zapewniając sobie jakieś zabezpieczenie. Co prawda zdało się na niewiele, biorąc pod uwagę jego obecne zmagania, ale przynajmniej może z czasem ratownicy znaleźliby jego ciało, obgryzione przez rybki i inne rekiny.
Udało mu się wynurzyć głowę, dzięki czemu mógł uzupełnić braki powietrza. Zaraz jednak znowu zniknął przykryty kolejną falą. Czemu nie sprawdził, że właśnie dzisiaj były jakieś szaleństwa na wodzie? Był już w takim wieku, że powinien trochę bardziej odpowiedzialnie podchodzić do życia.
Zaczął coraz paniczniej się miotać, nie wiedząc, co ma robić. Umiał pływać, ale w starciu z takim żywiołem umiejętności nie zawsze miały rację bytu. Wystarczyła jedna nieodpowiednia chwila i człowiek mógł stracić życie.
Czując jak coś chwyta go w pasie, zaczął uderzać rękami na oślep, jakby umysł podpowiadał mu, że to rekin. Co z tego, że tak blisko pewnie by żaden nie podpłynął.
Dopiero kiedy usłyszał głos rozkazujący mu trzymać się deski, trochę się uspokoił.
Wypluł wodę, która zdążyła wlać mu się do ust, pewnie nie pierwszy raz i dał się pociągnąć w stronę brzegu, czując, jak serce zaraz wyrwie mu się z piersi; tak szybko biło.
Oddychał głęboko, starając się być chociaż trochę użyteczny, chociaż trzeba przyznać, że mięśnie, już wcześniej nadwyrężone przez próbę wydostania się na powierzchnię, odmawiały mu posłuszeństwa. Był słaby, ale nie na tyle, by nie odpowiedzieć na uszczypliwą uwagę.
-Jasne, przecież jestem w tym mistrzem, nie widziałeś? - skomentował czując się tak, jakby jego rycerz, którego nie znał, go atakował. No chyba każdemu może się zdarzyć, co? - Zawsze w taki sposób podchodzisz do osób, które przypadkiem ratujesz? - rzucił, nie umiejąc się powstrzymać. Cały on.
Gdy dopłynęli do brzegu, został brutalnie wciągnięty na plażę, by zaraz zostać rzuconym na piasek.
-Ej, może trochę ostrożniej, co? - mruknął, patrząc na młodego chłopaka. Szybko uciekł wzrokiem, kiedy dostrzegł, naj mokra od wody koszulka przylgnęła go jego ciała pokazując lekko zarysowane mięśnie. Zajebiście, jeszcze mu brakowało by wybawcą okazał się dupkowaty przystojniak.

Nero Hitchcock
WŁADZA BOGATE CV ONE BIG FAMILY I AM NOT CRAZY MAN UP! devine BABYSITTER WHEN WE WERE YOUNG I killed Laura Palmer PRZYJEZDNY Wychowała mnie matka Gram na gitarze Zdałem prawko za pierwszym razem GOOGLE ME

Awatar użytkownika
21 y/o
178 cm
hello, it's me
Once you choose Hope, everything is possible.

Post Nero Hitchcock »

Nero, podobnie, jak chłopiec; mocno igrał z ogniem, i to nie tylko bezwstydnie okłamując osoby, które mu uwierzyły i zaufały. Podejmowanie ryzyka było dla niego swego rodzaju monotonią. Jego życie i tak było już wystarczająco zagrożone, więc dlaczego miałby rezygnować z pewnych szalonych rzeczy, kiedy jutrzejszego poranka może mieć przyłożoną do skroni broń albo w ogóle może się nie obudzić. Jego szczęście nie trwało przecież wiecznie, a jego ucieczki nie zawsze będą udane. Granica pomiędzy odwagą a głupotą, była jednak cienka i strasznie płytka. W tym zestawieniu siebie uważał oczywiście za odważnego, natomiast Parkera, co też nie powinno budzić wątpliwości, za głupiego. I nie wiedział, czy tą decyzją o uratowaniu dwudziestolatka, nie szkodził przypadkiem światu, skoro takich nieprzemyślanych rzeczy dopuszczał się młodszy. Może widział w tej całej sytuacji możliwość zyskania jakiejkolwiek korzyści albo po prostu gdzieś głęboko jednak miał serce? Kiedy ratowany przez niego chłopak zaczął się majdać, waląc dłońmi nie tylko w wodę, ale także i w niego, poziom wkurzenia zaczął w nim powoli narastać. Całe szczęście, wraz z odezwaniem się, uświadomił Parkera, że to nie rekin, próbuje zrobić sobie z niego drugie śniadanie, a człowiek próbuje go po prostu uratować. – Z przykrością wiedziałem. – odpowiedział krótko. Oczywiście, że każdemu mogło się to zdarzyć, nawet osobą doświadczonym przydarzają się takie upadki, tylko one w przeciwieństwie do dwudziestolatka, potrafią jakkolwiek współpracować z deską. On chyba jedynie prawidłowo na niej usiadł. Reszta pozostawiała już wiele do życzenia. – Jeśli są one na tyle nieodpowiedzialne i wykazują się aż tak małym ilorazem inteligencji, to owszem. – powiedział, nie szczędząc sobie na chamskości. Co prawda, miał szukać przyjaciół, a co za tym idzie potencjalnych ofiar, ale najwidoczniej jego charakter górował dzisiaj nad jego innymi potrzebami. Gdy, znaleźli się już na brzegu, faktycznie nieco rzucił Dejanem, ale nie było to też na tyle mocne, aby cokolwiek mu się stało. Posturę Parker, co po chwili mógł zauważyć Hitchcock, co prawda miał filigranową, ale wciąż nie użył, nie wiadomo jakiej siły, aby zrobić mu nie wiadomo jaką krzywdę. – Ej, a może trochę ciszej, co? – zareagował, szukając wzrokiem swoich rzeczy, które w biegu wcześniej gdzieś rzucił. Wyłapując w oddali swoje ubrania, jak gdyby nigdy nic zaczął iść w ich stronę, mijając niewielki tłum, który musiał się w trakcie tego wszystkiego zebrać, aby pooglądać całą tę sytuację. – Następnym razem użyj głowy, to akurat nie zaboli. – poradził jeszcze na koniec, idąc kawałek do ubrań, przy których natychmiast przykucnął, sprawdzając, czy aby na pewno wszystko, czego wtedy się pozbył, pozostało na swoim miejscu. Kiedy nie zauważył żadnych braków, podniósł się do pozycji stojącej, oddalając się kawałek, aby zaraz potem ściągnąć z siebie koszulkę, zwijając ją w celu wyciśnięcia wody, którą wsiąknął materiał. Spojrzał jeszcze kątem oka, na chłopca, aby wiedzieć, czy siedział jeszcze na piasku, czy może próbował już wrócić do domu albo nie daj Boże, do wody. W końcu musiał mu się jakoś odwdzięczyć, ale o to nie będzie prosił przy ludziach, którzy teraz tak ochoczo próbowali pomóc biednemu chłopczykowi. Zabawne.

Dejan Parker

Awatar użytkownika
20 y/o
168 cm
hello, it's me
Once you choose Hope, everything is possible.

Post Dejan Parker »

Był zły na siebie, że mu się nie udało. Może i nie miał zbyt wielu okazji w życiu do próbowania nowych rzeczy, ale jego charakter był o tyle skomplikowany, że chłopak chciał wszystko na już, jak tylko coś pojawiło się w jego głowie. Nie grzeszył cierpliwością, pakując się przez to wiele razy w kłopoty. Nie jego wina, że był ambitny i musiał wiedzieć na zaraz!
Nawet teraz, kiedy poszedł na deskę, oczekiwał, że po dwóch, maksymalnie trzech próbach, będzie wiedział w czym rzecz, dzięki czemu utrzyma się na fali. Zamiast jednak tego został przez jedną większą wciągnięty pod powierzchnię, zdając się na łaskę żywiołu, który miał okazać się naprawdę bezlitosny. Niemal tak, jakby gniewało go, że jakaś obca jednostka postanowiła zakłócić jego spokój.
Kolejnym powodem do złości było pojawienie się chłopaka, który go z owej wody wyciągnął, będąc przy tym mało przyjemnym. Każdy normalny człowiek podziękowałby, pewnie jeszcze po rękach całując, ale Parker to Parker i daleko było mu do wypowiedzenia tak normalnych z pozoru słów. Nie, kiedy nie został potraktowany faktycznie jak ofiara. Raczej jak ktoś, komu za wszelką cenę chciało się udowodnić jego głupotę, a przecież na to nie mógł przystać.
-A pieprz się, dobra? - żachnął się, kiedy ten odpowiedział. I po co, skoro Dejan wcale go o to nie prosił? Mógł milczeć i z pewnością tak bardziej przysłużyłby się otoczeniu, a już z pewnością samemu poszkodowanemu, który aktualnie marzył o tym, by wrócić do domu i wymazać tak żenujące niepowodzenie z pamięci.
-Jak mniemam właśnie to mówisz do siebie, patrząc w lustro - skomentował, bo nijak nie podobało mu się to, że tamten zwyczajnie nazywał go głupim. Może jeszcze nie wprost, ale dało się wyłapać insynuację, a Parker o dziwo nie był takim debilem, za jakiego ten drugi chciał go wziąć. A jak wiadomo atakowany, odpłacał się tym samym, mając w poważaniu, że może sprowadzić na siebie jeszcze większe kłopoty. Najpierw działanie, później myślenie, właśnie tym kierował się młody student.
-Jaki irytujący, ja jebie. Skąd się biorą tacy ludzie, co? - wypalił, patrząc na niego spod lekko zmarszczonych brwi. No dobrze, może faktycznie go z tej wody wyciągnął, ale to nie znaczyło, że Dejan miał zamiar znosić jego towarzystwo. Proszę, żył, miał się dobrze, więc tamten mógł sobie iść, zostawiając go na brzegu w otoczeniu ludzi, którzy zaczęli się nim niepotrzebnie interesować. Jakie irytujące!
Zacisnął usta w wąską kreskę, patrząc jak ten sobie idzie. Normalnie pewnie by to olał, ciesząc się, iż pozbył się nieprzyjemności, ale aktualnie wkurzało go to, jak tamten go traktował. Nic dziwnego, że sięgnął po buta, który wraz z jego rzeczami znajdował się obok, przyniesiony przez jakiegoś dzieciaka, który chciał być pomocny, którym rzucił z całej siły w nieznajomego.
-Za to mam nadzieję, że to zaboli - stwierdził, mając nadzieję, że trampek go dosięgnie. Na nic innego nie zasłużył.

Nero Hitchcock
WŁADZA BOGATE CV ONE BIG FAMILY I AM NOT CRAZY MAN UP! devine BABYSITTER WHEN WE WERE YOUNG I killed Laura Palmer PRZYJEZDNY Wychowała mnie matka Gram na gitarze Zdałem prawko za pierwszym razem GOOGLE ME

Awatar użytkownika
21 y/o
178 cm
hello, it's me
Once you choose Hope, everything is possible.

Post Nero Hitchcock »

Rzadko, kiedy ktokolwiek opisywał go jako osobę miłą i przyjemną, a nawet jeśli zdarzały się takie opinie wśród jego dawnych rówieśników, czy osób, które jakkolwiek go poznały, to Nero bardzo szybko potrafił to zdanie zmienić. Nie zależało mu bowiem na dobrej opinii ludzi i podobnie było w tym przypadku; nie zależało mu na tym, aby uratowany chłopak go polubił. Zresztą, ewidentnie nie nadawali na tych samych falach, a same odzywki Parkera powodowały, że dwudziestojednolatek jeszcze bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że nie potrzebuje w nim szukać przyjaciela, tudzież znajomego. – Z tobą? Spasuje. – odpowiedział, nie przejmując się kolejnym komentarzem, który prawdopodobnie miał ukuć go w serce albo chociaż podnieść mu ciśnienie. Żadna z tych rzeczy nie wyszła jakkolwiek młodszemu chłopakowi, który naprawdę lepiej wyszedłby na tym wszystkim, gdyby po prostu zamilczał. Nie zawsze trzeba być hej do przodu i stawiać na swoim, czy głośno wyrażać swoje zdanie. Nie bez powodu się przecież mówi, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Pokręcił głową z niedowierzania, jeszcze chętniej oddalając się od Dejana, który przecież nie musiał znosić jego towarzystwa, szczególnie że sam Nero nie był chętny na pozostanie przy jego boku i kłótnie, które marnowały jego czas. Bo, nawet jeśli nie miał żadnych określonych planów na dzisiejszy dzień, tak to krótkie spotkanie wystarczyło mu, aby nie chciał tracić minuty dłużej na rozmowę z tym siedzącym pajacem. Zajmując się więc swoimi sprawami, powoli zbierając się już do wyjścia z plaży i wrócenia do mieszkania, aby przypadkiem nie wpaść na kolejną osobę pokroju Parkera, poczuł, jak dostaje czymś w plecy. Szybko spojrzał za siebie, sięgając po buta, który po zetknięciu się z jego ciałem, spadł na piasek. – Może i by zabolało, gdybyś dodał do tego jakąkolwiek siłę. – opowiedział, wracając do tej beznadziejnej i zupełnie niepotrzebnej dyskusji, zbliżając się nawet odrobinę do dwudziestolatka. Uśmiechnął się do niego dość sympatycznie, zaraz potem biorąc spory zamach, aby rzucić butem do wody, która szybko wchłonęła jego obuwie. – O kurde, wypadł mi z ręki, przepraszam cię najmocniej. – powiedział nader sarkastycznie, zmieniając odrobinę taktykę ich rozmowy, skoro i tak ją nadal mniej lub bardziej chętnie prowadził. Widząc, jak ludzie powoli zaczęli odchodzić, podszedł do niego jeszcze bardziej, schylając się nad nim, aby go niepotrzebnie wyprowadzić z równowagi. – Jak dobrze, że masz jeszcze drugiego. – uśmiechnął się szyderczo, nagle się prostując. Przyjrzał się przez chwilę twarzy chłopca, dopiero teraz mając nieco dłuższą chwilę, aby go zlustrować. Nie najgorszy, ale mocno irytujący, więc faktycznie lepiej będzie spasować. – Jak się domyślam, rodzice nie nauczyli cię kultury, a sam pewnie mało wiesz o savoir-vivrze, ale w takich sytuacjach zwykle się dziękuję. – powiedział, nie dość, że ponownie go pouczając, to jeszcze mając czelność atakować jego rodzinę, choć to był jedynie przedsmak jego możliwości.

Dejan Parker