nowy post
Posty: 32
zatrzymaj avki
paradise
WAVE TATTOO
Rozrywkowo-usługowa część nowej dzielnicy
Awatar użytkownika
30 y/o
182 cm
hello, it's me
Otwarty na nowe zajomości koleżka z bardzo zdrowym podejście do życia. Nigdy nigdzie mu się nie śpieszy, stara się korzystać z życia jak tylko może. Kręci też drineczki w 'Grill & Chill' na plaży. Piña Colada, Mojito, Tequilla Sunrise a może Krwawa Mary? Nazwij tylko drinka a Johnny sprawi, że stanie się on Twoim nowym ulubionym.

Post Johnny Vázquez »

Johnny był pod ogromnym wrażeniem pracy, jaką Luka wkładał w tworzenie tatuażu. W życiu, normalnie za żadne skarby świata nie powiedziałby, że ten robi mu jedną, wielką, obrzydliwą bliznę na całe życie. Zioło rozpływające się w jego ciele działało wręcz perfekcyjnie, sprawiając, że nierówne kreski przypominające pande w jego oczach przedstawiały zwierze jeden do jeden, i kurwa, nawet jak głębiej się przypatrzył, mógłby przysiąc, że panda się ruszała, od czasu do czas machając do niego z ogromnym podekscytowaniem. Idioci. No idioci. Ale za to, jak szczęśliwi idioci.
- Myślisz, że skoro sami się dziaramy, będziemy musieli zapłacić? Gdzie tak swoją drogą jest jakiś tatuator? - rozglądnął się po pomieszczeniu, intensywnie wytężając wzrok, próbując odpalić swojego wewnętrznego rentgena w oczach, by ujrzeć co znajduje się za ścianami pokoju, w którym się znajdowali, jednak na marne. Dzisiaj nie miał takiej supermocy. No cóż, szkoda. - Ała, coś to zrobił - zapiszczał jak mała dziewczynka, kiedy Luka nieco mocniej przycisnął szalejącą igłę do jego skóry. Coś mocniej zapiełko, zaszczypało, jednak już po chwili Johnny siedział z gotowym tatuażem.
- No kurwa, panda z national geographic jak się patrzy - zaklaskał kuzynowi, pokazując prawdziwy respekt do jego wspaniałej roboty - Nie trzeba tego teraz jakoś zakleić i zdezynfekować? Albo odwrotnie? - zainteresował się. Co prawda sam nigdy się nie działał, ale nie raz towarzyszył kumplom w tych iglastych przygodach i widział jak tatuażyści po skończonej pracy pryskali dziwnymi sprejami i zaklejali tatuaż folią spożywczą, czego swoją drogą nigdy kurwa nie rozumiał.
- Zmiana, szybko, vamos vamos - pośpieszył grubaska, w tym samym czasie zakładając na ręce czarne rękawice i siadając na krześle tuż przy fotelu. Podążając instrukcjami kuzyna, obił wagon na jego sutku i grzecznie poczekał chwilę, aż wszystko wyschnie - Dobra kurwa, show time - Złapał za maszynkę, którą wcześniej używał Luka i nie mając pojęcia co za obrzydlistwo właśnie robił, przygotował się do dziarania. Zamoczył igłę w czarnej farbie i strzepał jej nadmiar gdzieś w powietrzu - Ty, gdzie to się naciskało? Tu? - przywarł nogą do wystającej klapki i słysząc jak maszynka wydaje charakterystyczne dźwięki gotowości, uśmiechnął się jak na największego debila przystało. - Ustalmy sobie jakiś tajny kod, gdyby bardzo cię bolało. Nie będę mógł się skupić jak będziesz się po prostu darł, że boli. - podrapał się po głowie, zastanawiając, jakiego hasła ostrzegawczego mógłby użyć Luka w przypadku bliskiej śmierci i katuszy wywołanych dziaraniem.

Luka Bobkov
https://64.media.tumblr.com/94efadde1d2 ... o2_400.png')">

Awatar użytkownika
38 y/o
186 cm
hello, it's me
Szef kuchni w Nobu. Ma duży apetyt i duże serce. Uwielbia grać w koszykówkę, ma świetne podejście do dzieci i doskonałą rękę do roślin. Taki mały miś. Przyjaciel gej, którego każda kobieta potrzebuje w swoim życiu.

Post Luka Bobkov »

Całkiem wypadło mu z głowy, że będą musieli zapłacić. Ale kiedy Johnny wspomniał o tym, Luka podejrzewał, że tak czy siak trzeba będzie to zrobić. Nawet, jeśli wszystko robili sami, tatuator pewnie policzy im za tusz i za korzystanie ze sprzętu. Tak właściwie mógł nawet wezwać policję, że bez pozwolenia korzystali z jego salonu i najzwyczajniej w świecie tworzyli dziary bez niczyim nadzorem.
Tego dnia Luka zgubił gdzieś swój rozsądek. Powinien wykazać się większą asertywnością i nie przystawać na namowy kuzyna, kiedy ten częstował go ziołem. Najwyraźniej Bobkov miał słabą głowę nie tylko w przypadku alkoholu, inne używki też mu nie służyły.
- Niczym się nie przejmuj, ja stawiam - powiedział, tym samym wykazując się wspaniałomyślnością. Kasy miał jak lodu, dlaczego więc miałby nie zafundować ulubionemu kuzynowi tatuażu? - O, chyba trzeba zdezynfekować - przyznał Młodemu rację, gdy już siedział w fotelu. Mimo to złapał za butelkę z odpowiednim płynem, psiknął kilka razy w miejsce tatuażu, a potem nieudolnie owinął ramię filią spożywczą. Właściwie równie dobrze mógł tego nie robić, bo tatuaż i tak został nieosłonięty.
- Tat, synok i nie bój nic. Starego Lukę nigdy dziarki nie bolą - zapewnił i znów poklepał się w pierś. Czy naprawdę Vazquez uważał, że gdyby była to taka męczarnia, Bobkov pozwoliłby sobie zrobić piętnaście tatuaży, w tym rękaw na lewej ręce i ogromnego niedźwiedzia na ba brzuchu? No chyba nie. Ba, na pewno nie. Brodacz nie był masochistą, a jego odporność na ból nie wychodziła poza saklę, więc był jak większość ludzi. Tylko dwa razy grubszy i cięższy. - Jak powiem, że ptaki latają kluczem, to ból jest nie do zniesienia i zaraz umrę - powiedział w końcu, bo mina Johnny'ego mówiła sama za siebie, że ewidentnie musi mieć jakieś hasło, zanim w ogóle zacznie robić tatuaż na bobkovym cycku.
- Bystreye, prezhde chem kto-to pridet - ponaglił go, bo nie znali dnia ani godziny, kiedy tatuator wyłoni się zza zaplecza i przerwie im wyśmienitą zabawę.

Johnny Vázquez
Obrazek
https://64.media.tumblr.com/bc06d26db9e ... o1_500.gif')">

Awatar użytkownika
30 y/o
182 cm
hello, it's me
Otwarty na nowe zajomości koleżka z bardzo zdrowym podejście do życia. Nigdy nigdzie mu się nie śpieszy, stara się korzystać z życia jak tylko może. Kręci też drineczki w 'Grill & Chill' na plaży. Piña Colada, Mojito, Tequilla Sunrise a może Krwawa Mary? Nazwij tylko drinka a Johnny sprawi, że stanie się on Twoim nowym ulubionym.

Post Johnny Vázquez »

- Tyś to jednak złoty człowiek jest, byczku - normalnie nie pozwoliłby mu zapłacić. Normalnie kłóciłby się na całego, że przecież na swój hajsik i wcale nie potrzebuje sponsora, ale tego wieczoru? Ha, za chuja nie pamiętał gdzie podział portfel. Kurwa, nawet nie miał zielonego pojęcia gdzie rozum zostawił, a co dopiero hajs.
Podniósł się z fotela z totalnym brakiem gracji z ruchach i wystawił rękę, by tam ładnie wszystko ojojał, zawinął czy jak to się tam nazywało. Kurwa, idioci, nawet nie mieli pojęcia jak mogli sobie spierdolić tym życie, pozwalając, by wdarło się zakażenie albo jeszcze coś kurwa gorszego. No ale nic, na temten moment mieli to zupełnie gdzieś.
- A czekaj gdzie to chciałeś, bo już zapomniałem - podrapał się po głowie. Chuj, że jeszcze chwile temu Luka wszystko mu pokazał. - A dobra dobra, amigo, czill, już pamiętam. Ciuchcia z dziadami na cycku - poprawił sam siebie, waląc się otwartą dłonią w czoło i wywalając język niczym ostatni idiota, próbując się skupić, zbliżył się maszynką do skóry kuzyna. Tak się zajebali, tak się zakręcili, że kompletnie zapomnieli o odbiciu odpowiedniego wzoru. No ale przecież Johnny to prawdziwy profesjonalista, który doskonale wiedział jak wygląda ciuchcia...z dziadami
- I jak i jak? Żyjesz jeszcze? - upewnił się, czy aby na pewno nie przebił mu tą szatańską igłą przypadkiem serca, sprawiając, że się wykrwawił. Całe szczęście szybko dostał odpowiedź - Kurwa, to nie strasz tak. Musisz coś do mnie mówić byku, bo inaczej się stresuje, że cię zabiłem. Zostało już tylko trochę. No weź no.. to hmm WIEM, zaśpiewaj mi coś. Noo dalej! - ponaglił go, cały zadowolony i podekscytowany swoim genialnym pomysłem. Wrócił do dziarania.
Z jego perspektywy? Wyglądało to kurwa jak prze zajebisty, pierwszej klasy tatuaż, o który biłby się niejeden fan tego sportu. W rzeczywistości? W rzeczywistości wyglądał mniej więcej tak.
- I co? Jak ci się podoba? - odstawił maszynkę, robiąc mu miejsce, by wstał i poszedł przeglądnąć się w lustrze. Stanął za nim zadowolony, szczerząc jak głupi do sera, taki był z siebie dumny - wiesz, chyba powinien się przebranżowić. Czuje, że marnuje swój prawdziwy talent za barem - powiedział stu ptocentowo poważnie. Uwierzyłby ktoś? Johnny Elvis Vazquez znalazł swoje powołanie w tatuażach.

Luka Bobkov
https://64.media.tumblr.com/94efadde1d2 ... o2_400.png')">

Awatar użytkownika
38 y/o
186 cm
hello, it's me
Szef kuchni w Nobu. Ma duży apetyt i duże serce. Uwielbia grać w koszykówkę, ma świetne podejście do dzieci i doskonałą rękę do roślin. Taki mały miś. Przyjaciel gej, którego każda kobieta potrzebuje w swoim życiu.

Post Luka Bobkov »

Miał wystarczającą ilość pieniędzy, żeby zapłacić za oba tatuaże. Ba, mógłby kupić całe to studio, gdyby tylko chciał. Wszystko, co Luka kiedykolwiek osiągnął, zapracował sobie na to ciężką pracą. Nie miał wsparcia rodziców, nie mógł liczyć na pomoc z żadnej strony. Za to był wdzięczny matce Johnny'ego, że ta dala mu swoje wsparcie, kiedy przeniósł się z Orlando do Hope Valley. Nigdy u nich nie mieszkał, mimo że Vazquezowie nie mieli nic przeciwko i zaoferowali mu wynajem pokoju. Nie chciał być dla nikogo ciężarem. Wystarczyło, że sam był już wystarczająco ciężki.
Ilość wypalonego odjęła mu rozum. Jemu. Temu, który zawsze podchodził do wszystkiego na trzeźwo i myślał dziesięć razem, zanim podjął jakąkolwiek decyzję. W tym momencie wiele brakowało mu do racjonalnego myślenia, dlatego pozwolił sobie wydzierać na piersi wagon tybetańskich mnichów. Pieprzony wagon z mnichami. Tybetańskimi. Normalnie nie wpadłby na ten pomysł, ale dzieło kuzyna zaparło mu dech. Prawdziwy majstersztyk. Nic, tylko oprawić bobkovego cycka w ramkę i powiesić na ścianie.
- Kalinka, kalinka, kalinka moja! W sadu jagoda malinka, malinka moja! Ach, pod sosnoju, pod zielonoju, Spat' położytie wy mienia! Aj-luli, luli, aj-luli, luli, Spat' położytie wy mienia - zaczął śpiewać jak na zawołanie, a igła, która łaskotała go sprawiła, że wydał z siebie rubaszny śmiech. - Gilgoczesz mnie - powiedział między jednym, a kolejnym parsknięciem. - Gilgoczesz przeokropnie - znów zachichotał, aż mu się cały brzuszek zatrząsł. Brzuszek. Brzuszysko!
Zanim się zorientował, dzieło było skończone, więc zsunął się z fotela i stanął przed lustrem; jego odbicie ledwo się w nim mieściło, ale za to dokładnie można było przyjrzeć się tatuażowi. Cudeńko. Pociąg z wagonami. Łysi mnisi. Istna perfekcja.
- Czy mi się podoba? - spojrzał przez ramię na Vazqueza. - Eto nastoyashcheye iskusstvo - oznajmił, uznając dziarę za prawdziwą sztukę.
A potem wrócił pracownik studia. Wrzeszczał na nich i wyzywał, i tylko można wyobrazić sobie zbesztanego Lukę, który stał ze spuszczonym wzrokiem i grzebał stopą w podłodze, jakby próbował dokopać się do Chin. Nawet postraszył ich policją, ale ostatecznie skończyło się na dodatkowej zapłacie za tatuaże.
Wyszli na zewnątrz, rechocząc głośno i przez całą drogę podziwiali swoje nowe nabytki. A śmiechom nie było końca.

/zt x2

Johnny Vázquez
Obrazek
https://64.media.tumblr.com/bc06d26db9e ... o1_500.gif')">

Awatar użytkownika
27 y/o
188 cm
hello, it's me
Tatuażysta uzależniony od herbaty i wiecznie wypadającym hajsem z kieszeni. "Mam tę moc" nic mu nie mówi, ale że wywaliłeś się na prostej drodze na pewno zapamięta.

Post Hunter McKay »

#11 + Outfit

Wiadomość, że Creed chce zrobić sobie u niego tatuaż od razu go zainspirowała do pracy. Nawet nie było mowy, żeby wybierał z gotowych wzorów, których miał tysiące w różnych zeszytach. Nie, ten musiał być inny. Potrzebował czegoś, co oddawało jego osobowość, a nie było obrazkiem, który widniał na ciałach tysięcy ludzi. Dlatego od razu zaoferował, że coś dla niego własnoręcznie zaprojektuje. To miał być jednocześnie prezent świąteczny dla niego, więc tym bardziej chciał się postarać. Niby ten chciał za to zapłacić jak każdy klient, ale Hunter jak się
I tak siedział na tym rysunkiem przez jakiś czas. No bo co pierwsze przychodziło mu do głowy jak myślał o Creedzie? Kawa. Ale nie stworzyłby dla niego kubka z kawą, więc pomysł od razu odrzucił. Kolejne to jego wypieki. I tak ślęczał przy biurku, grzebiąc w internecie i wyszukując inspiracji. Najpierw stworzył kolorową babeczkę, ale czegoś mu w niej brakowało, więc myślał dalej, aż w końcu wymyślił i na czubku babeczki dorysował śpiącego króliczka pokrytego lukrem. Pokolorował go jeszcze, żeby mieć cały podgląd na swoje dzieło i wtedy już był pewny, że udało mu się oddać całą osobowość Creeda na jednym obrazku. Dumny ze swojej pracy zeskanował go do komputera, żeby móc go potem wydrukować na specjalnym papierze jak tylko Whittemore go zaakceptuje. Miał nadzieję, że to zrobi bo chyba całkiem zwątpi w swoje umiejętności, jeśli jednak mu się nie spodoba, bo miał być wyjątkowy i tylko dla niego.
Akurat nadszedł czas, kiedy jego współpracownik szedł do domu, więc będą tutaj sami i nikt nie będzie im przeszkadzał. Jakby miało to jakieś znaczenie, skoro byli tylko kolegami, ale wyrzucił zaraz tę myśl z głowy zanim naszło go na dziwne przemyślenia. Odprowadził Caleba do drzwi, tłumacząc, że musi jeszcze coś dokończyć i da sobie radę z zamknięciem (no właściciel nie dałby rady?) i zabrał się za ogarnianie całego bałaganu, który zostawił w swoim biurze i którego lepiej nie pokazywać nikomu.

Creed Whittemore
https://64.media.tumblr.com/70edb6eb05e ... 4a3619.gif')">

Awatar użytkownika
22 y/o
175 cm
hello, it's me
Uroczy student Akademii Tańca w Miami, który prowadzi podwójne życie - za dnia student, z nocy zaś striptizer w jednym z klubów w Cape Coral.

Post Creed Whittemore »

ubranie

Creed cieszył się niczym dziecko, kiedy Hunter wyraził gotowość, jak również chęć w udzieleniu mu pomocy w sprawie tatuażu, który chciał sobie zrobić. Kiedy do niego dzwonił nie podejrzewał, że chłopak z miejsca da mu termin na dzisiaj, kiedy zamknie studio dla pozostałych klientów. Czy w takich okolicznościach Creed powinien czuć się wyjątkowy? A może trochę zaniepokojony, b Hunter poznał w nim Gabriela, z którym ostatnim razem tak chętnie się bawił?
Westchnął na samo wspomnienie, przypominając sobie wyraz twarzy mężczyzny, kiedy zaczął go dotykać. Z całą pewnością było mu dobrze, chociaż nadal uważał, że nie powinien doprowadzać do tej sytuacji. Nie żałował faktu, że poznał McKaya od takiej strony, a raczej obawiał się, że to może doprowadzić później do konsekwencji, z którymi nie chciał się zmierzyć. Ale czy miałby okazję na bliskość w innych okolicznościach? Jakaś część niego wiedziała, że nie, bo kiedy tylko znaleźli się poza klubem, wszystko wyglądało inaczej. Creed domyślał się, że Hunter nigdy nie spojrzałby na niego tak, jak patrzył na Gabriela.
Podniósł się z łóżka, zabierając się za pieczenie babeczek, które miał zamiar zanieść Hunterowi w ramach podziękowania za pomoc. Jasne, nie miał jeszcze gotowego pomysłu, ale samo to, że chłopak się zgodził, było miłe. Plus Whittemore nad wyraz lubił dla niego piec, wewnętrznie czując satysfakcję, kiedy jakiś smak uderzył w podniebienie Huntera zachwycając je.
Godzinę przed spotkaniem wyszedł z domu, aby mieć pewność, że nigdzie się nie zgubi. Wstąpił jeszcze po chińszczyznę, żeby mogli coś zjeść. Był niemal pewien, że chłopak nie miał na to czasu w ciągu dnia. Podobnie zresztą jak sam Creed, który z tego wszystkiego zapomniał, że istnieje coś takiego, jak jedzenie.
Zapłacił i z kilkoma pudełkami jedzenia (nie miał zielonego pojęcia, co takiego lubi Hunter), skierował się w stronę studia, w którym pracował straszy mężczyzna.
Kiedy stał przed wejściem, widząc tabliczkę z napisem “zamknięte”, napisała mu wiadomość, że czeka przed wejściem. Na Boga, chyba nie zapomniał, prawda?

Hunter McKay
https://64.media.tumblr.com/abd2fd7e7cc ... 10_400.gif')">

Awatar użytkownika
27 y/o
188 cm
hello, it's me
Tatuażysta uzależniony od herbaty i wiecznie wypadającym hajsem z kieszeni. "Mam tę moc" nic mu nie mówi, ale że wywaliłeś się na prostej drodze na pewno zapamięta.

Post Hunter McKay »

Postanowione. Albo bierze kogoś do pomocy, kto pomoże mu ogarnąć całą tą papierologię, albo zacznie częściej się tym zajmować, żeby nie zostawiać góry dokumentów do sprawdzenia i wypełnienia na jeden dzień. Nie ogarniał jakim cudem zaniedbał swoje obowiązki ostatnimi czasy, ale w sumie okres przedświąteczny zawsze jest bardziej stresujący i może po wszystkim wróci do normy? Miał przynajmniej taką nadzieję.
Nie, nie zapomniał. Ani na krok nie ruszył się ze studia, doprowadzając je do porządku na przyjście Creeda i trochę w sumie na następny dzień, żeby nie musieć tego robić rano. Na wszelki wypadek przekręcił jedynie tabliczkę, żeby żaden zagubiony klient nie postanowił wpaść na spontaniczny tatuaż, kiedy on miał już inne plany.
Jak tylko telefon w jego kieszeni zawibrował odczytał wiadomość i od razu ruszył do wejścia. Przekręcił klucz i otworzył drzwi, uśmiechając się do Creeda.
— Witaj w moim królestwie. — powitał go z szerokim uśmiechem, otwierając szerzej drzwi i wpuszczając go do środka. W sumie dopiero teraz zdał sobie sprawę, że ten nigdy go tu nie odwiedzał i nie widział jak wygląda jego miejsce pracy. Oby tylko mu się spodobało. Zamknął za nimi drzwi i poprowadził go do części, gdzie było jego stanowisko. — Siadaj, a ja pokażę Ci projekt. — powiedział, podchodząc do biurka i sięgnął po kartkę na której narysował babeczkę z uroczym króliczkiem. Przyjrzał się jej jeszcze raz tak dla pewności, że wszystko jest w porządku i obrazek nadaje się do pokazania Creedowi do którego ruszył po chwili z niepewnym uśmiechem. Zwykle pewny siebie przy swojej pracy teraz denerwował się jakby od tego zależało coś bardzo ważnego. Bo co jeśli Creed uzna, że to był zły pomysł, a jego tatuaż mu się nie podoba i zakończy ich znajomość?
Z szybko bijącym sercem podał mu kartkę z projektem, skierowaną do dołu, żeby nie mógł od razu zobaczyć rysunku, dając tym samym Hunterowi więcej czasu na odsunięcie się i psychiczne przygotowanie się na porażkę albo sukces. Tym razem nie był tego pewny.

Creed Whittemore
https://64.media.tumblr.com/70edb6eb05e ... 4a3619.gif')">

Awatar użytkownika
22 y/o
175 cm
hello, it's me
Uroczy student Akademii Tańca w Miami, który prowadzi podwójne życie - za dnia student, z nocy zaś striptizer w jednym z klubów w Cape Coral.

Post Creed Whittemore »

Kiedy w jego głowie bardziej rozwinęła się myśl, że chce zrobić sobie tatuaż (bo już od jakiegoś czasu gdzieś tam błąkało się jej widomo), nie podejrzewał, że osobą, która mu go zrobi, będzie Hunter. Człowiek, którego poznał całkiem przypadkiem, siedząc na ulicy i nie mogąc znaleźć drogi do kawiarni. Ten sam, do którego Creed dość mocno się przywiązał, dodatkowo lubiąc spędzać z nim czas, karmiąc wypiekami. Może brzmiało to dziwnie desperacko, czy dość dziwnie, biorąc pod uwagę, że znali się krótko, niemniej to właśnie piekąc dla niego Whittemore starał się najbardziej pragnąc, by wszystko wyszło idealnie. Wiadomo, że dla własnych przyjaciół też piekł z sercem, ale to było coś zupełnie innego, przy czym sam student nie do końca zdawał sobie z tego sprawę.
Nawet teraz, idąc do studia, dbając o to, by mieli co jeść chciał, aby wszystko się udało. Tatuaż, miło spędzony czas. Tak, zdecydowanie nie powinien o tym myśleć, biorąc pod uwagę co zaszło pomiędzy nim, a Hunterem z klubie. Co, jeśli ostatecznie go pozna? I czy pewna część chłopaka nie chciała, by tak właśnie się stało? By odkrył jego tajemnicę, dowiadując się, że to właśnie te dłonie, które piekły mu babeczki były tymi, które sprawiły, że doznał takiej rozkoszy.
Nie, zdecydowanie nie powinien wiedzieć.
-Ładnie tutaj. Zdecydowanie oryginalnie - stwierdził, kiedy już wszedł do środka, niemal od razu rozglądając się po wnętrzu. Było niemal tak, jak sobie wyobrażał. Pełno malunków, wzorów różnego rodzaju tatuaży. Czyli to właśnie tutaj Hunter spędzał tak wiele godzin dziennie. Trzeba przyznać, że pasowało to zarówno do jego osobowości, jak i wyglądu.
-Kupiłem nam coś do jedzenia. Mam nadzieję, że chińszczyzna ci nie przeszkadza. Tylko nie wiedziałem, co może ci posmakować, dlatego wziąłem no… kilka - uśmiechnął się pokazując mu reklamówkę z jedzeniem. - No i mam babeczki! Oby ci posmakowały, to trochę zmieniłem przepis od ostatniego razu - skomentował, idąc za nim dalej.
Usiadł na wskazanym miejscu, nieprzerwanie wodząc gdzieś wzrokiem. Było tutaj naprawdę wiele rzeczy, którym człowiek chciał się lepiej przyjrzeć.
-Ojej. Naprawdę zrobiłeś to dla mnie? - spytał, spoglądając na niego oczami zadowolonego szczeniaczka. - Naprawdę mi się podoba. To jest… myślę, że to właśnie jest coś, co chcę mieć na skórze - skinął kilka razy gwałtownie głową na potwierdzenie swoich słów.

Hunter McKay
https://64.media.tumblr.com/abd2fd7e7cc ... 10_400.gif')">