nowy post
Posty: 17
zatrzymaj avki
Lokatorzy: Vivienne Hastings
Awatar użytkownika
33 y/o
170 cm
hello, it's me
Samotnie wychowuje 6 letnią córkę. Ponad pół roku temu straciła męża w wypadku
samochodowym. Walczy z depresją. Od pewnego czasu dużo przesiaduje na plaży, gdzie widuje się z mężczyzną, który uratował jej córkę.

Post Dalila Warren-Reevis »

Skoro sprawę z schroniskiem miały dogadane, to temat można uznać za zakończony. Zostało tylko umówić się na konkretny dzień. Musiała też porozmawiać z Alice i wytłumaczyć córce, że pies to nie zabawka i nie będzie mogła od tak nagle przestać się nim zajmować. Dobrze, że miały spory ogródek, ale na spacery też trzeba chodzić. Dadzą radę. Szczerze w to wierzyła.
- Kilku, ale nie za dużo. Kiedyś miałam ich więcej, ale zaraz po ukończeniu liceum wyjechałam na studia. - W tym samym momencie przypomniała jej się najlepsza przyjaciółka z licem, z którą niestety kontakt się urwał. Zastanawiała się co u niej i gdzie teraz mieszka. Miała jednak nadzieję, że u niej wszystko dobrze i jest szczęśliwa. Wróciła myślami do Hastings. - Dopiero niedawno wróciłam do miasta i staram się odnowić stare kontakty. Ale mój brat wciąż tu mieszka i można powiedzieć, że dość często męczę go swoją osobą. - Zaśmiała się szczerze. Może nie robię teraz tego zbyt często, bo jej brat wyjechał i aktualnie sam nie wie, kiedy wróci, ale wciąż są w stałym kontakcie.
Spojrzała na małą, gdy kobieta wspomniała o wizycie w szpitalu. Delilah z zawodu była pediatrą, więc była wyczulona na wszystkie zmiany w organizmie córki. Nawet teraz mimo braku apetytu u córki nie zapominała witaminach i regularnych badaniach. Mała często łapała infekcje, przez to jak jadła miała słabą odporność. Coraz bardziej się o nią martwiła.
- Ale już wszystko w porządku? Mała dobrze się czuje? - Uśmiechnęła się szeroko do małej Violet i pogłaskała ją czule po główce. - Masz uroczą córkę. - Odezwała się szczerze zabierając rękę. Ostatni raz rozejrzała się po pokoju. - Może zejdziemy na dół i napijemy się kawy? - Zaproponowała spoglądając na brunetkę. zdecydowanie wygodniej będzie się rozmawiało przy kasie i na kanapie w salonie. Nim odpowiedziała Vivienne o sytuacji z Harveyem wróciły do kuchni.
- Jeśli chcesz, mogę wziąć małą na ręce? Będzie ci zdecydowanie wygodniej. - Miała nadzieję, że kobieta ufa jej na tyle, że pozwoli jej zaopiekować się małą przez te kilka minut. Gdy były już w kuchni kontynuowała poprzedni temat.
- Myślałam o tym, ale postanowiłam tego nie robić. Rozmawiałam z dyrektorem i przedszkolanką. Widziałam, że bardzo tego żałowała i nie chciałam jeszcze bardziej komplikować. Poprosiłam dyrektora o przeniesienie Alice do innej grupy. A co się stało z nauczycielką, to nie wiem. Nie wnikałam. - Gdy wiedziała, że jej córka została przeniesiona nie interesowało ją jaką karę poniosła kobieta. Najważniejsze, że Alice nic się nie stało i tyle. Potem pojawił się Harvey i jego podejście do małej i przestała o tym myśleć. Zdecydowanie miała większe zmartwienia.
- Mam zamiar to zrobić, ale dopiero w przyszłym tygodniu mamy umówioną wizytę. Ja mam tylko nadzieję, że dzięki niemu jej nastrój mocno się poprawi i zacznie jeść. Już jest naprawdę dobrze. Bardzo dużo się przy nim uśmiecha. - Nie chciała wspominać, że ona też. Ciężko było jej o tym myśleć, a co dopiero o tym rozmawiać. Dlaczego? Przecież dopiero co pochowała męża i chyba nie wypada myślę co innym. Za wcześnie.
- Jestem trochę przerażona. Nie wiem, jak mała sobie poradzi… - Choć miała jeszcze trochę, coraz częściej o tym myślała.

Vivienne Hastings
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! Przeżyłem koniec świata w styczniu 2021 roku Gdzie jest moje dziecko!? - za rozegranie wyzwania z "Challenge me!" Jestem pomocnikiem Świętego Mikołaja - za udział w minievencie mikołajkowym BOGATE CV BAŚNIOPISARZ That's a start WIĘCEJ NIŻ JEDNO ZWIERZĘ TO...? WOMEN POWER I love my children I killed Laura Palmer PRZYJEZDNY WDOWIEC/WDOWA MAM CÓRKĘ DRAMA QUEEN WIELBICIEL KAWY Odsłaniam kolana w sukienkach Lubię zapach męskich perfum BEACH BITCH

Awatar użytkownika
30 y/o
170 cm
hello, it's me
Prawniczka z San Francisco, mama półrocznej Violet, zaczynająca swój nowy rozdział w słonecznym Hope Valley

Post Vivienne Hastings »

Dalila Warren-Reevis

Datę spotkania w schronisku mogą ustalić przecież zawsze, więc nie zajmowały się tym właśnie teraz, bo miały więcej spraw do omówienia. Alice to była mądra dziewczynka, więc na pewno zrozumie to, że pies to nie zabawka, że trzeba odpowiedzialnie się takim zwierzątkiem zajmować. Vivienne w to wierzyła, bo miała doskonały przykład odpowiedzialnej matki przed sobą.
- Zakładam że ci ludzie też pewnie wyjeżdżali szukać szczęścia w życiu i niewielu z nich zostało w Hope Valley? - tak też zwykle było, często ludzie opuszczali swoje rodzinne miasta by móc znaleźć swoje miejsce na ziemi. Czasem jednak okazywało się, że było ono tuż pod nosem w mieście rodzinnym, ale warto spróbować wszystkiego by się o tym przekonać, czyż nie?
- Już nie mów że go męczysz, w końcu zadaniem starszego brata jest ochrona jego młodszej siostrzyczki i podawanie jej ramienia, gdy jest chwila płaczu. - zaśmiała się, chcąc wierzyć że rodzeństwo powinno się wzajemnie wspierać w trudnych chwilach. Ona była jedynaczką, która brak rodzeństwa zastępowała uważnie dobranymi przyjaciółmi, ludźmi którzy ją rozumieli i w których towarzystwie czuła się dobrze. Przyjaciele powinni sobie wzajemnie pomagać, wspierać się w ciężkich chwilach i cieszyć się razem z nami w tych wesołych.
- Tak, już jest dobrze, sytuacja opanowana, jednak mamy za dwa tygodnie zgłosić się na badanie kontrolne. Ale nic nie powinno wyjść, bo Violet jak sama widzisz, czuje się świetnie. - pobujała chwilę swojego aniołka, która bardzo się cieszyła na widok zarówno mamy, jak i cioci Dalili. To była bardzo towarzyska dziewczynka, więc dobrze to wróżyło na przyszłość. Tylko żeby nie była zbyt ufna wobec wszystkich, bo wtedy łatwo będzie ją zranić, a jej mama na pewno na to nie pozwoli nikomu.
- Słyszałaś co powiedziała ciocia? Powiedz Dzię-ku-ję. - zwróciła się do małej i wróciły we trójkę do kuchni. Hastings nie mogła się doczekać, aż jej córeczka powie jej pierwsze słowo. I dobrze by było gdyby brzmiało ono "mama" a nie na przykład "kawa", z którą to często widziała zapracowaną mamusię.
- Czy ty również nie mogłaś doczekać się aż Alice powie swoje pierwsze słowo? - zapytała już nieco bardziej doświadczoną mamę i podała jej małą Violet, okazując to zaufanie. Vivienne po prostu wiedziała że blondynka ma już doświadczenie z dziećmi, poza tym nie jest jakąś psychopatką czy porywaczką, krzywdy jej córce nie zrobi. Poza tym Viv ją bardzo lubiła, była jedną z jej ulubionych sąsiadek. Potem jak już przygotowała tę kawę to usiadła i zaczęła się sprawa zaginięcia Alice. Trochę szkoda, że blondynka postanowiła odpuścić tę sprawę, Hastings na pewno by tak nie zrobiła.
- Oczywiście rozumiem, to twoja decyzja, cieszę się że przeniosłaś ją do drugiej grupy. Jednak nadal uważam że kobieta powinna ponieść karę, bo może drugi raz jej się to "przydarzyć". - każdy człowiek powinien uczyć się na własnych błędach, więc ta przedszkolanka pewnie miała nauczkę na przyszłość i już będzie bardziej odpowiedzialna, jednak prawniczka nie odpuściłaby tej kobiecie i ukarała za jej bezmyślne zachowanie i narażenie czyjegoś dziecka na niebezpieczeństwo. I wszystko brzmiało bardzo pięknie, aż szatynkę naszły pewne wątpliwości.
- Cieszę się, że jego towarzystwo pomaga Alice, tylko nie uważasz że to zastępuje jej ojca? Mam na myśli że się mała do niego zbytnio przywiąże, a potem okaże się że ma on swoją rodzinę, żonę, dzieci i nie będzie mógł spędzać z nią tyle czasu co wcześniej. - to też kobieta powinna rozważyć, bo owszem, z jednej strony uważała że skoro ten mężczyzna ma dobry wpływ na małą to powinien im pomóc, z drugiej jednak dzieci są z reguły bardzo ufne i łatwo się przywiązują do drugiego człowieka, a lepiej żeby Alice nie przeżywała tak wcześnie swojego drugiego zawodu przy utracie drugiego ważnego dla niej mężczyzny zaraz po ojcu. Nie będzie przecież też kazała kobiecie wiązać się z niejakim Harveyem ze względu na córkę, bo przecież Alice kiedyś wyfrunie z rodzinnego gniazda, a za dorosłymi ciągnąłby się rozwód.
- Myślę że będzie dobrze, Alice jest mądrą i dzielną dziewczynką. Jak już zdobędzie pierwszych przyjaciół w klasie to będzie jej znacznie łatwiej. - nawet dla pocieszenia wyciągnęła ku niej dłoń, by uścisnąć dłoń drugiej matki w ramach wsparcia. A wiadomo że jeśli już się polubiło ludzi w nowym miejscu jakim jest szkoła to chętniej się do niej uczęszczało, a jeśli się pracuje odpowiednio z dzieckiem to i nauka będzie wchodziła łatwo. Vivienne była zatem dobrej myśli, chociaż to że mała zbytnio nie je jednak może odbić się na jej nauce czy obiadach szkolnych, a nawet na lekcjach wychowania fizycznego. Zmarszczyła lekko brwi do tych myśli, jednak nie wypowiedziała ich póki co na głos. Po co miała martwić i tak już zmartwioną matkę dziewczynki? Poprawiła swoją córeczkę na kolanach gdy ta zaczęła się wiercić w stronę gorącego kubka z kawą, który na szczęście nie był w zasięgu małej rączki Violet.
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! Przeżyłem koniec świata w styczniu 2021 roku BOGATE CV DOPIERO SIĘ ROZKRĘCAM BAŚNIOPISARZ That's a start MAM CÓRKĘ PAN NA WŁOŚCIACH - WAVE HILL ZNAM 3 JĘZYKI PRAWO KOCIARZ Chodzę w szpilkach TWÓJ NOWY DOM ON, ONA I DZIECIAKI SMERF PRACUŚ

Awatar użytkownika
33 y/o
170 cm
hello, it's me
Samotnie wychowuje 6 letnią córkę. Ponad pół roku temu straciła męża w wypadku
samochodowym. Walczy z depresją. Od pewnego czasu dużo przesiaduje na plaży, gdzie widuje się z mężczyzną, który uratował jej córkę.

Post Dalila Warren-Reevis »

– Jakbyś zgadła. – Uśmiechnęła się myśląc nad dawnymi znajomymi. Kiedyś jeszcze utrzymywała kontakt z dawnymi znajomymi, ale teraz wszystko się zmieniło. To trochę też i jej wina, bo po śmierci męża nie chciała przyjąć żadnej pomocy, od nikogo. Chciała wszystko zrobić sama. Co później okazało się, że było złym pomysłem.
– Tak, ale w moim przypadku to trochę wygląda inaczej. Odsunęłam się od niego, gdy zmarł mój mąż. On dopiero co dowiedział się, że będzie ojcem, a nagle zadzwoniłam z taką informacją… – Westchnęła, przypominając sobie, jak wyglądała ich pierwsza rozmowa, gdy się ty przeprowadziły. Alice nigdy nie ukrywała, że nie chciała tu mieszkać i wyraziła się jasno co o tym myśli. Nie chciała opuszczać Chicago, bo wtedy nie mogła odwiedzać go z babcią na cmentarzu. Było jej przykro i naprawdę długo walczyła o to, by córka zrozumiała, że mieszkanie w tym mieście pozwoli im przejść przez żałobę dużo łatwiej, niż tam. Przecież wszystko co robiła, było dla niej.
Patrzyła na Vivienne i jej córkę z uśmiechem na ustach. Aż sama zaczęła wspominać, gdy Alice była mała i dopiero co nauczyła się raczkować potem wstawać a na końcu uczyć chodzić. Gdzieś jeszcze miała zapisane na przenośnym dysku wszystkie zdjęcia i filmy. Chciała to kiedyś stworzyć z tego album i nagrać na płytę, aby Alice mogła to pokazać swoim dzieciom w przyszłość. O matko, strasznie wybiegła w przód. Z tych rozmyślań wyrwał ją głos kobiety. Wzięła od niej małą i uśmiechnęła się. Złapała małą za rączkę, a ona chwyciła swoimi pulchnymi palcami jej palec i trzymała, jakby od tego zależało jej życie.
- Tak i szczerze myślałam, że jej pierwszym słowem będzie mama, ale powiedziała tata Mówiła nie spuszczając spojrzenia z twarzy małej Violet, która tak samo jak ona nie mogła się na nią napatrzeć. Usiadła z małą na kolanach, gdy mama małej Violet przygotowała dla nich kawę. Poruszyła nogami w górę i w dół, tak że mała poczuła się, jakby jechała na koniu. Jej ruchy wywołały u niej szeroki uśmiech.
Postanowiła już nie kontynuować tematu nauczycielki, bo jednak był on dla niej nieprzyjemny. Mimo tego, że dzięki temu poznała Harveya, nie chciała już o tym myśleć. Każda mama sama podejmuje decyzję odnośnie dzieci i taką też podjęła ona. Już nie ma co rozpamiętywać. Dyrektor zajął się tą sprawą i wierzyła, że dołoży wszelkich starań, żeby nauczycielka nigdy więcej nie popełniła tego błędu.
– Możliwe, że masz rację, ale… nie potrafię jej teraz powiedzieć, że nie może się z nim widywać. Nie wiem czy kogoś ma, ale ma taki dobry wpływ na małą… - Wzięła głęboki wdech i oddała Violet jej mamie. Teraz gdy miała wolne ręce mogła objąć nimi szklankę i nieco je ogrzać. – Postanowiłam na razie nic nie mówić i zobaczymy, jak rozwinie się sytuacja. – Nie potrafiła jeszcze przyznać się do tego, że lubiła Harveya dużo bardziej niż powinna. Jeszcze nikomu o tym nie mówiła. Zdradzić ją mogły tylko rumieńce, które pojawiały się za każdym razem, gdy o nim pomyślała.
– Dziękuję. – Odwzajemniła jej uścisk i napiała się kawy, którzy była tak pyszna, że aż zapragnęła spytać się co to za kawa i gdzie ją kupiła.

Vivienne Hastings
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! Przeżyłem koniec świata w styczniu 2021 roku Gdzie jest moje dziecko!? - za rozegranie wyzwania z "Challenge me!" Jestem pomocnikiem Świętego Mikołaja - za udział w minievencie mikołajkowym BOGATE CV BAŚNIOPISARZ That's a start WIĘCEJ NIŻ JEDNO ZWIERZĘ TO...? WOMEN POWER I love my children I killed Laura Palmer PRZYJEZDNY WDOWIEC/WDOWA MAM CÓRKĘ DRAMA QUEEN WIELBICIEL KAWY Odsłaniam kolana w sukienkach Lubię zapach męskich perfum BEACH BITCH

Awatar użytkownika
30 y/o
170 cm
hello, it's me
Prawniczka z San Francisco, mama półrocznej Violet, zaczynająca swój nowy rozdział w słonecznym Hope Valley

Post Vivienne Hastings »

Dalila Warren-Reevis

Nie trudno było jej zgadnąć, bo w końcu znała życie i z jej znajomymi z San Francisco było podobnie. Okej, nie powinno się porównywać mniejszego Hope Valley do takiej metropolii, jednak wszędzie jest tak że ludzie wyjeżdżają w poszukiwaniu szczęścia i jedni znajdują je w zupełnie innym miejscu w kraju czy na świecie, a inni zdają sobie sprawę z tego, że ich szczęście jest właśnie w mieście rodzinnym, do którego zawsze wracają. Hastings początkowo myślała że jej szczęście jest w rodzinnym San Francisco, jednak gdy zaszła w ciążę to doszła do wniosku że to nie jest to i że powinna jednak spróbować gdzieś indziej, a skoro pamiętała to słoneczne miasto z dzieciństwa to postanowiła spróbować i jak na razie nie żałowała swojej decyzji.
- Podobnie miałam w San Francisco ze znajomymi, bo jednak każdy woli szukać szczęścia gdzieś indziej, sprawdzać swoje możliwości w innym mieście, więc jedni wracają, inni już nie. - dodała, nie wiedząc jednak że Dalila sama poniekąd sobie na to zapracowała gdy odrzucała pomoc innych po śmierci męża. Ale prawda jest taka że nawet gdyby przyznała to otwarcie to Hastings by ją świetnie rozumiała, bo sama nie lubiła prosić o pomoc, chcąc zawsze wszystko osiągnąć samej. Dopiero gdy zaszła w ciążę to zrozumiała, że nie ze wszystkim jest w stanie sobie poradzić i że czasem trzeba poprosić o pomoc, umieć to zrobić i przyznać się przed samą sobą że jednak nie jest perfekcyjnym ideałem.
- Rozumiem, ale miałaś do tego prawo, każdy musi na swój sposób przeżyć żałobę. Ale zostaniesz ciocią, co jest pozytywne w tej sytuacji. I wydaje mi się że z twoim doświadczeniem z Alice będziesz najlepszą ciocią na świecie. - Viv rozumiała że nie we wszystkich rodzinach się kolorowo układa, czasem rodzeństwo bardzo jest ze sobą zżyte, czasem nie. Poza tym rozumiała poniekąd blondynkę, bo jak sama przeżywasz nieszczęśliwe chwile w swoim życiu to nie potrafisz się cieszyć szczęściem innych, a co dopiero na nie patrzeć, więc może dlatego Reevis oddaliła się od swojego brata. Ważne że naprawili już swoje stosunki i pewnie nie raz Dalila zostanie opiekunką swojego bratanka lub bratanicy. Taki pomysł z albumem jest mega, na pewno Alice doceni go w dorosłości i z chęcią będzie wracała do tych miłych i beztroskich chwil z czasów dzieciństwa. Vivienne przygotowując kawę przyjrzała się blondynce z jej córeczką i uśmiechnęła się na ten uroczy widok. Do Dalili pasowało dziecko.
- Tylko uważaj, by Violet nie złamała ci palca. Ma silny uścisk. - zażartowała, nie chcąc kolejnej przyjaciółki wieźć do szpitala, bo by niedługo wyszło że chyba się znęca nad swoimi przyjaciółmi, skoro zawsze po wizycie u niej lądowali z urazami w szpitalu. A Vivienne lubi przebywać w sądzie jako prawnik, a nie jako oskarżona.
- Ja jednak liczę na to, że pierwszym słowem które powie Violet będzie "mama", ewentualnie "kot", nie wyobrażam sobie tego inaczej. - Alice była bardzo związana z ojcem, pewnie dlatego jej pierwszym słowem było "tata". Violet taty w swoim życiu nie miała, więc Vivienne spodziewała się raczej, że córka najpierw powie to wymarzone "mama", a jeśli nie to chociaż imię kotka, którego zaadoptują. Chyba lepsze to niż żeby jej pierwszym słowem było imię niani, albo samo w sobie słowo "niania". Widać było że jej córka świetnie czuje się w towarzystwie swojej nowej cioci i to wywoływało też uśmiech na twarzy szatynki. Dlatego też Viv pozwoliła kobiecie na zabawę z jej córeczką. Jednak wróciwszy do tematu Harvey'a sama westchnęła, bo sama nie wie co by zrobiła na miejscu kobiety. Z jednej strony widzieć jaki on ma świetny wpływ na małą, a z drugiej ta obawa przed tym, że dziewczynka za bardzo się przywiąże do mężczyzny i źle zniesie ich przyszłościowe rozstanie, bo on ułoży sobie życie z kimś innym.
- Jasne, nie każę ci przerywać ich spotkań, tylko może z czasem je ograniczać? Oczywiście wtedy jeśli uznasz, że Alice za bardzo już się do niego przywiązała. Chociaż kto wie, może dzięki niej i tej ich relacji ty możesz znaleźć szczęście u jego boku. - wyraziła zatem swoje zdanie, bo ona chyba by skupiła się wtedy na obserwowaniu swojego dziecka i widząc, że mała za bardzo się już przywiązuje do mężczyzny raczej by ograniczała ten kontakt, zdając sobie sprawę z tego, że byłaby złą matką, ale robiłaby to dla dobra dziewczynki. Tak, Vivienne robiła wiele złych jakby się wydawało rzeczy dla dobra innych. Ale może się wszystko potoczyć zupełnie inaczej i może Dalila i ten cały Harvey będą mieli się ku sobie? W takim wypadku dobrze by było tworzyć szczęśliwą rodzinę, aniżeli ograniczać kontakty. Jednak decyzja należała do losu i do Warren.
- To bardzo dobre podejście, tylko wiesz jak już będziesz widziała, że ona naprawdę za bardzo się przywiązuje to porozmawiaj z nią o tym, by nie przeżyła zawodu, gdy on będzie miał inną rodzinę. - dodała jeszcze, popierając decyzję Dalili, jednocześnie przestrzegając ją przed tym by nie było za późno.
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! Przeżyłem koniec świata w styczniu 2021 roku BOGATE CV DOPIERO SIĘ ROZKRĘCAM BAŚNIOPISARZ That's a start MAM CÓRKĘ PAN NA WŁOŚCIACH - WAVE HILL ZNAM 3 JĘZYKI PRAWO KOCIARZ Chodzę w szpilkach TWÓJ NOWY DOM ON, ONA I DZIECIAKI SMERF PRACUŚ

Awatar użytkownika
33 y/o
170 cm
hello, it's me
Samotnie wychowuje 6 letnią córkę. Ponad pół roku temu straciła męża w wypadku
samochodowym. Walczy z depresją. Od pewnego czasu dużo przesiaduje na plaży, gdzie widuje się z mężczyzną, który uratował jej córkę.

Post Dalila Warren-Reevis »

Sama gdyby nie Alice i śmierć męża nie wróciłaby do Hope Valley. Pewnie na stałe osiadła by w Chicago lub w innym większym mieście, gdzie miałaby dobrą pracę (lub nie bo przecież jej mąż nie lubił gdy pracowała od rana do wieczora, bo jego zdaniem za mało poświęcała czasu córce). Teraz po tym co się stało nie miała zamiaru wracać do zawodu, chciała w pełni poświęcić się wychowywaniu córki, bo ta bardzo jej teraz potrzebowała.
– Ja wiem, że gdyby nie śmierć mojego męża, nie wróciłabym do miasta. Dobrze mi było w Chicago. Życie w dużym mieście jest ciężkie, ale można się przyzwyczaić. – Sama doskonale pamięta, jaka to była przerażona tym, jak szybko pędziło tam życie. Ludzie wiecznie się gdzieś spieszyli, ulice wciąż zakorkowane. Przyzwyczajała się do tego dobre kilka tygodni.
– Postaram się być na ich córki najlepszą ciocią na świecie. – Uśmiechnęła się najpierw do kobiety, a następnie do jej małej córeczki. Naprawdę cieszyła się, że zostanie ciocią i wiedziała, że jej brat będzie dobrym ojcem i mężem.
– Szkoda, że nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć co pierwsze powiedzą nasze dzieci… – Zaśmiała się dając małej pobawić się jeszcze trochę jej palce. O sile małych dzieci coś wiedziała, bo z zawodu była lekarzem i nie raz widziała, jak silne potrafią być dzieci. Oddała jej małą, bo jednak dzieci zawsze czują się lepiej na kolanach swoich rodziców, niż obcych ludzi, a Dali jeszcze była obcą osobą.
– Związek z Harveyem… nie liczę na to. Przecież dopiero co pochowałam męża, to chyba niestosowne wiązać się z kimś tam szybko… – Wyciągnęła dłoń po filiżankę kawy i napiła się jej. – Wierzę Harveyowi i wiem, że tak szybko nie odpuści sobie znajomości z moją córką. A póki to sprawia, że je i ma dobry humor, będę na to pozwalać. – Powiedziała twardo dając Vivienne znać, że na tą chwilę nie zmieni zdania, co do znajomości Alice i Harveya.

Vivienne Hastings
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! Przeżyłem koniec świata w styczniu 2021 roku Gdzie jest moje dziecko!? - za rozegranie wyzwania z "Challenge me!" Jestem pomocnikiem Świętego Mikołaja - za udział w minievencie mikołajkowym BOGATE CV BAŚNIOPISARZ That's a start WIĘCEJ NIŻ JEDNO ZWIERZĘ TO...? WOMEN POWER I love my children I killed Laura Palmer PRZYJEZDNY WDOWIEC/WDOWA MAM CÓRKĘ DRAMA QUEEN WIELBICIEL KAWY Odsłaniam kolana w sukienkach Lubię zapach męskich perfum BEACH BITCH