Lokatorzy: Mason Lee, Saint Yang
Awatar użytkownika
31 y/o
195 cm
hello, it's me
hello darkness, my old friend, I've come to talk with you again

Post Saint Yang »

[tw - przemoc, śmierć]

Nawet jeśli ostatnie dni po opuszczeniu szpitala nie były dla niego łatwe, to noce stanowiły największe wyzwanie dla Sainta. Nigdy nie sypiał więcej niż cztery, maksymalnie pięć godzin, ale od wydarzeń z Bakerem, powróciła jego bezsenność. Udawał, że zasypiał by nie martwić Masona, i choć zdradzały go cienie pod oczami i to, że zdarzało mu się w ciągu dnia kompletnie odpływać myślami, uparcie zarzekał się, że przecież sypiał normalnie. Gdy jednak udało mu się wreszcie zasnąć, dręczyły go wspomnienia pod postacią koszmarów, przez które nie tylko nie potrafił spać spokojnie, ale też zdarzało mu się trząść czy krzyczeć przez sen, co było znacznie trudniej ukryć przed Masonem. Pewnie dlatego wolał zmuszać się do snu w ciągu dnia, gdy chłopak gdzieś wychodził. Niestety, nie mógł tak pociągnąć zbyt długo, zwłaszcza, że jego organizm potrzebował snu do regeneracji. Dzisiejszego wieczora wziął kilka tabletek nasennych i zmówił modlitwę w nadziei, że to wystarczy by jakoś przespać spokojnie noc. Nic z tego. Kiedy zamknął oczy, znów znalazł się w pomieszczeniu bez okien. Było tam cholernie ciemno, zimno i mokro, głównie od krwi. Nie był pewien czy należała do niego czy może do kogoś innego, kto też tutaj był. Jedynym dźwiękiem jaki dało się słyszeć było kapanie wody, gdzieś z sufitu. Tuż obok niego coś się poruszyło, a kiedy spróbował wykonać ruch, poczuł niesamowity ból, gdzieś w okolicy żeber. Gdy nagle otworzyły się drzwi, do środka wpadło trochę światła. Saint zobaczył obok siebie młodą dziewczynę, która była związana, a jej twarz pozbawiona była oczu. Zamiast tego z dwóch wielkich dziur zionęła pustka, a po na jej twarzy widoczna była zastygła krew. - Her eyes were so pretty I decided to make them the main star of my dinner. You’re sure you don’t want to join me, agent Yang? - zapytał, zbliżając się do niego. Saint nie był w stanie się poruszyć. - It’s time for your injection, agent. Please be good and rest, you lost a lot of blood in the morning from the unnecessary fight. I’m going to treat you later with a delicious supper while the meat is still fresh - próbował się wyrwać ale coś go blokowało. Czuł się tak, jakby jego ciało w ogóle nie należało do niego. Chciał rzucić się w kierunku mężczyzny o rozbieganych oczach, ale nie był w stanie nawet podnieść ręki. Mógł tylko przyglądać się jak ten wywleka z pokoju młodą dziewczynę, która błagała o pomoc, a którą rano zapewniał, że wyjdzie z tego cało.
Sceneria się zmieniła. Tym razem siedział przy stole, tuż obok tego cholernego wariata, który zmuszał go do oglądania jak je. Przed Saintem leżał talerz z nietkniętym posiłkiem. Doskonale wiedział co, a raczej kto, znajduje się na talerzu. Robiło mu się niedobrze na samą myśl, a jednocześnie miał ochotę odgryźć sobie język i się nim udławić by nie musieć więcej brać w tym wszystkim udziału. Jednak ilekroć mężczyzna przyłapywał go na kombinowaniu, udaremniał jego plany. Raz na jakiś czas zmuszał go do picia wody i wciskał w niego chleb, nie chcąc tracić jego towarzystwa. Saint nie był pewien ile to trwało. Dwa tygodnie? Trzy? A może znacznie więcej? Ile jego ofiar poznał w tym czasie? Ile z nich nie zdołał uratować? Sen zmienił się po raz kolejny. Znów przy tym samym stole, ale oprócz nich dwóch był tu też Mason. Mason, którego Baker skórował i przyrządzał przy nim, a Saint mógł tylko patrzeć, niezdolny do najmniejszego ruchu.
Obudził go własny krzyk. Niestety nie tylko jego, a Saint w pierwszej chwili nie był pewien gdzie się znajduje, ani co jest prawdą, więc odruchowo odszukał broń leżącą na stoliku nocnym (nigdy się z nią nie rozstawał, przyzwyczajenie, którego Mason nie zdoła wybić mu z głowy). Naładował ją i wycelował w postać tuż obok, której nie widział dokładnie, nie był w stanie złapać ostrości. Chyba znów przegiął z lekami nasennymi. - Don’t move or I’ll shoot you - był gotów wystrzelić w każdej chwili. Wystraszył się, gdy wreszcie rozpoznał w tej osobie Masona, który coś do niego mówił, ale nic z tego do niego docierało. Szybko zabezpieczył broń, odłożył ją na miejsce i wyskoczył z łóżka, uciekając przed chłopakiem na taras. Osunął się po chłodnej ścianie i przyciągnął do siebie kolana, próbując się uspokoić. Czuł jak mocno biło mu serce, zupełnie jakby chciało wyrwać się z piersi i odlecieć. Cały się trząsł i nie wiedział czy ze strachu że mógł przypadkiem skrzywdzić osobę, którą kochał najmocniej na świecie, czy od płaczu, bo jego policzki były dziwnie mokre. Chłodne, nocne powietrze tym razem nie było wystarczające by go otrzeźwić. Saint miał jednak plan B. Bez większej refleksji wyłamał sobie jeden z palców i dopiero nagły ból przywrócił go do rzeczywistości. Dopiero teraz poczuł, że nie może złapać powietrza i że przez cały ten czas usiłował to zrobić.

Mason Lee
1 ANNIVERSARY - dla każdego, z okazji roku aktywności forum! PALACZ ZNAM WIĘCEJ NIŻ 3 JĘZYKI SEKSOHOLIK PRACOHOLIK Mam mocną głowę Płaczę tylko w samotności Zaraz po wstaniu jestem marudny Mam czarny humor Mam ptsd W moim łóżku dużo się dzieje Budzą mnie koszmary

Awatar użytkownika
31 y/o
192 cm
hello, it's me
The universe brought us back together this time, I'm never letting go.

Post Mason Lee »

Kiedy mogłoby się wydawać, że wszystko zaczynało wracać do normalności los gotował tej dwójce inne, niezbyt przyjemne plany.
Mason nie chciał nawet o tym myśleć, że jego ukochany miał traumę po czymś co wydarzyło się w czasie jego nieobecności, ale z każdym koszmarem czy z każdą niepewnością w oczach gdy Saint rozglądał się po mieszkaniu jedynie potwierdzało go w przekonaniu, że tak właśnie było. I choć chłopak ukrywał się z tym jak tylko mógł by nie martwić Lee, tak ten po tylu latach rozłąki dalej potrafił wyczytać emocje jakie kryły się w oczach Sainta.
Początkowo myślał, że to niegroźny koszmar dopadł chłopaka, nie pozwalając mu spokojnie spać. W końcu każdy je miewał raz na jakiś czas prawda? Dlatego Mason przyciągał go wtedy do siebie, zamykając w ramionach dopóki chłopak nie przestał się trząść i nie zasnął ze spokojem wymalowanym na twarzy. Dopiero wtedy i Mason potrafił zmrużyć powieki i zasnąć razem z nim. Jednak gdy z czasem te zaczynały się pojawiać coraz częściej, Lee dopytywał Sainta co takiego stało się w jego życiu, że coś takiego się z nim działo. Za każdym razem jednak uzyskiwał tę samą odpowiedź, że to nic takiego a zwyczajny koszmar i że ma się nie zamartwiać. Po oczach chłopaka mógł wyczytać to, że ten kłamał. Jak długo miał zamiar?
Dzisiejszej nocy nie było inaczej gdy ze snu wyrwał go krzyk chłopaka i gwałtownie podnosząc się, zapalił nocną lampkę patrząc na przerażoną twarz chłopaka obok. — Saint, Saint baby everything is okay. I’m here, you’re safe. I’m he— — Głos utknął mu w gardle gdy chłopak nagle wycelował bronią na niego. Nie był jednak wystraszony tym, że w nią celował, a tym co kryło się w spojrzeniu ukochanego i tym że po jego policzkach płynęły łzy. — Baby, it was only a dream, you’re here with me. You’re safe.. — Mówiąc do niego najdelikatniej jak potrafił, uniósł dłoń ujmując nią lekko jego policzek. Serce pękało mu na ten widok. Tak bardzo chciał mu pomóc z tym wszystkim lecz nie wiedział w jaki sposób nie wiedząc co było powodem tych reakcji.
Kiedy chłopak zdawał się odzyskać świadomość i odkładając broń na stolik wyskakując z łóżka, Mason opuścił głowę wzdychając ciężko. Czuł, że ta noc będzie długa i nie chciał nawet dopuszczać do siebie myśli jak bardzo chłopak będzie się obwiniał o to co się stało i o to co mogło się stał. — Angel? — Wychylił głowę zza drzwi na taras, a widząc jak ten siedział na chłodnych kafelkach Mason chwycił leżący na fotelu koc po czym podszedł do niego i siadając tuż za nim objął ich ciepłym kocem, chowając chłopaka a swoich ramionach. — I won’t let anyone hurt you.
Saint Yang
Obrazek
1 ANNIVERSARY - dla każdego, z okazji roku aktywności forum!

Awatar użytkownika
31 y/o
195 cm
hello, it's me
hello darkness, my old friend, I've come to talk with you again

Post Saint Yang »

Saint mógł być wyśmienitym kłamcą, a Mason i tak potrafił czytać z niego jak z otwartej księgi, nawet po latach rozłąki. Zdawał sobie sprawę z tego, że zbyt długo nie uda mu się ukryć przed nim prawdy, mimo to łudził się, że nie da się przyłapać na tym tak szybko, czymkolwiek to było. Saint nie chciał tego nazywać; jeśli nadało się czemuś imię, stawało się to zbyt realne. A on bał się przyznać, że coś mogło go dręczyć, że jakaś choroba toczyła jego umysł i ciało, powoli je zatruwając. Niestety nie tylko jego, bo skutki odczuwał również Mason.
Trudno było mu określić co teraz czuł. Strach? Wstyd? Odrazę do samego siebie? Przepełniało go zbyt wiele emocji by mógł się w tym połapać, zresztą nigdy nie był w nie dobry. Nauczył się jedynie wykorzystywać je do manipulacji i do zrozumienia motywów działań przestępców, jednak nie nauczył się z nimi żyć. Przez moment myślał, że faktycznie tak było, gdy lata temu uciekli z Masonem z Hope Valley i wreszcie mógł po raz pierwszy odetchnąć pełną piersią. Oddałby wszystko by choć na jeden dzień wrócić do tamtych chwil, gdy był po prostu on, Mason i materac na podłodze, bo nie było ich stać nawet na łóżko. Mimo tego, że nie mieli wówczas nic oprócz siebie, nigdy nie był szczęśliwszy. Życie wspomnieniami nie naprawi jednak rzeczywistości z piętrzącymi się problemami ani nie sprawi, że nagle znikną.
Udało mu się wreszcie złapać oddech i powoli zaczął normalnie oddychać, choć jego płuco, nadal jeszcze kontuzjowane, znów zaczęło go boleć. Miał ochotę roześmiać się żałośnie na myśl, że jego ciało wreszcie zgrało się z jego umysłem - oba w kompletnej rozsypce. Wtedy usłyszał cichy głos Masona i poczuł jak chwilę później ten siada za nim, obejmując go mocno. Ciepło jego ciała sprawiło, że przestał tak się trząść. - I’m… I’m sorry. I’m so sorry, I didn’t… I didn’t want to hurt you - mówił z trudem, choć nie był pewien czy z emocji czy przez problemy z oddychaniem. Pozwolił mu się obejmować, czując jak łzy nadal spływały po jego twarzy. Przed oczami miał wizję ze swojego koszmaru, której nie potrafił się za nic pozbyć. - You’re not safe with me. You’ll never be safe with me - nie był pewien o jakim zagrożeniu teraz mówił. Zewnętrznym czy tym, które sam stwarzał.

Mason Lee
1 ANNIVERSARY - dla każdego, z okazji roku aktywności forum! PALACZ ZNAM WIĘCEJ NIŻ 3 JĘZYKI SEKSOHOLIK PRACOHOLIK Mam mocną głowę Płaczę tylko w samotności Zaraz po wstaniu jestem marudny Mam czarny humor Mam ptsd W moim łóżku dużo się dzieje Budzą mnie koszmary

Awatar użytkownika
31 y/o
192 cm
hello, it's me
The universe brought us back together this time, I'm never letting go.

Post Mason Lee »

W chwilach takie jak te kiedy Sainta nachodziły koszmary Mason zastanawiał się potoczyłoby się wszystko gdyby nie był tak cholernie głupi i pobiegł wtedy za nim i zatrzymał przed tą głupią decyzją którą Yang chciał popełnić.
Może i robił to na próżno bo nie robił niczego dobrego wracając do przeszłości, a jedynie napełniał się jeszcze większymi wyrzutami sumienia, które i tak towarzyszyły mu na każdym kroku gdy Yangowi towarzyszyły różne paranoiczne zachowania, których zapewne myślał że Mason nie był w stanie zauważyć. Widział, widział je dokładnie. Może nie wszystkie, ale wystarczająco by nachodziły go zmartwienia.
Za każdym razem gdy je zauważał chciał porozmawiać z chłopakiem na ich temat, ale bał się że mógłby tym co między nimi zepsuć, dlatego po prostu uważnie go obserwował interweniując w chwilach takie jak ta dzisiaj.
Nim jeszcze wstał z łóżka i poszedł za chłopakiem, spojrzał na broń leżącą koło łóżka. Tę którą nie raz mówił chłopakowi by schował w bezpiecznym miejscu. Przecież mieli ochronę w każdym możliwym miejscu. Jeżeli cokolwiek miałoby się stać to najwidoczniej taki byłby ich los i wątpliwe było to, że broń Sainta cokolwiek by zmieniła.
Przygryzł wargę słysząc jak głos chłopaka się trzęsie tak jak i całe jego ciało i oddałby wszystko by to on sam przez to przechodził. — I know Saint, I know baby. Let’s breathe together okay? Breathe in breathe out… — Położył dłoń na jego sercu, przysuwając go jeszcze bliżej siebie. — That’s right baby, you’re doing great keep going. — Musnął wargami tuż za jego uchem, naciągając koc bardziej na ciało chłopaka. Noc była chłodna, a jeszcze tego brakowało by ten dostał zapalenia płuc. — That’s a nonsense. I’m safest with you. — Splótł ich palce razem, kciukami lekko muskając ich wierzch. — Whatever you saw, it was only a dream. You’re here with me and no one is going to hurt you. I won’t let them. — Złożył kilka pocałunków na odkrytym ramieniu chłopaka, unosząc lekko kąciki gdy poczuł jak jego ciało lekko się rozluźnia. — Do you want to tell me about your dream?
Saint Yang
Obrazek
1 ANNIVERSARY - dla każdego, z okazji roku aktywności forum!

Awatar użytkownika
31 y/o
195 cm
hello, it's me
hello darkness, my old friend, I've come to talk with you again

Post Saint Yang »

Dopóki mieszkał sam, nie tyle nie zauważał wszystkich tych paranoicznych zachowań, co zwyczajnie mu one nie przeszkadzały. Traktował je jako część swojej codzienności. Dopiero dni spędzone u boku Masona uświadomiły mu, że lekceważenie ich było błędem. Nie chciał dokładać Masonowi zmartwień dlatego starał się zachowywać tak normalnie jak to możliwe. Niestety, udawanie, że czegoś nie ma nie sprawia, że to znika. Zawsze w końcu wraca. Tak, jak tej nocy.
Ich domu mogłaby pilnować i gwardia narodowa, a Saint nadal nie czułby się bezpiecznie. Nie lubił używać broni i ilekroć musiał pociągać za spust czy odbierać komuś życie by chronić drugą osobę (co niestety zdarzało się częściej niżby sobie tego życzył), powracał później do tych momentów przez wiele dni zastanawiając się, co mógłby zrobić inaczej by tego uniknąć. Jednak bliskość broni dawała mu głupie, złudne poczucie kontroli.
Nie zasługiwał na Masona ani na jego troskę po tym, czego przed chwilą omal nie zrobił. Wszystko mieszało mu się przed oczami, a sceny z jego snu przeplatały się z rzeczywistością. Dopiero obecność ukochanego pomogła mu się uspokoić na tyle by zaczął choć trochę kontaktować. - You’re not. I-I almost… I almost shot you. Baby, I’m so sorry, I’m so sorry… - to przerażało go w tym momencie najbardziej. Nie potrafiłby żyć z myślą, że zabił osobę, którą kochał najmocniej, przez własne słabości. - I’m afraid of your safety, Mason, not mine. I can’t let anyone hurt you but I can’t even protect you from myself - naprawdę go to załamało. Do tego stopnia, że zagryzł mocniej wargę by znów się nie rozpłakać. Co jeśli to znów się powtórzy gdy znów zamknie oczy? Nie potrzebował broni by go skrzywdzić. Sam nią był. - It’s better if I don’t - trudno będzie mu pozbyć się tego obrazu z głowy i bez opowiadania o nim. Obrócił się w ramionach chłopaka by się w niego wtulić. - I’m sorry, I never wanted you to go through this - co jeśli to wszystko, co jeśli oni, byli jednym wielkim błędem? Co jeśli ich życia były od siebie zbyt różne by dało się to poskładać w jedną całość? Jeśli narażał Masona będąc blisko? Objął go mocniej, tak jakby się bał, że chłopak za moment zniknie i już więcej go nie zobaczy.

Mason Lee
1 ANNIVERSARY - dla każdego, z okazji roku aktywności forum! PALACZ ZNAM WIĘCEJ NIŻ 3 JĘZYKI SEKSOHOLIK PRACOHOLIK Mam mocną głowę Płaczę tylko w samotności Zaraz po wstaniu jestem marudny Mam czarny humor Mam ptsd W moim łóżku dużo się dzieje Budzą mnie koszmary