nowy post
Posty: 15
zatrzymaj avki
paradise
#1
Lokatorzy: Jordana Halsworth
Awatar użytkownika
32 y/o
185 cm
hello, it's me
Pół roku temu wrócił po latach do Hope Valley; na co dzień grzebie w komputerach, bawi się w prywatnego detektywa i doprowadza do ruiny rodzinny bar.

Post Chet Callaghan »

W ich relacji niewiele było pewności i planowania, a tym bardziej nie było w niej stałości, ale to właśnie brak owych elementów czynił ją ekscytującą, zaskakującą i ciekawą. Chet nie upatrywał w Jordie materiału na kobietę, z jaką mógłby spędzać wszystkie dni i jaka czekałaby na niego w domu, by przywitać go po powrocie z pracy własnoręcznie upichconym obiadkiem (i nie tylko dlatego, że z nich dwojga to on posiadał nieco więcej niż podstawowe umiejętności kulinarne, pozwalające na przygotowanie czegokolwiek poza jajecznicą). W jakimkolwiek innym układzie, niż ten, działający między nimi obecnie, oboje czuliby się ograniczeni, a tu chodziło przecież właśnie o poczucie swobody, brak presji i skupienie na chwili obecnej. Nie na przeszłości, tak, ale też nie na przyszłości. Bo gdyby tylko któreś z nich zechciało się nad tym zastanowić, mogliby dojść do wniosku, że tej przyszłości zwyczajnie nie mieli.
- To na pewno. Zdecydowanie mnie nie rozczarowałaś - przyznał, nie próbując nawet powstrzymać uśmiechu, jaki mimowolnie wpełzł na jego usta po jej słowach. Ewidentnie swym stwierdzeniem, iż to z nim dzieliła najwięcej doświadczeń, połechtała brunetowi ego, nawet jeśli nie zaliczał się on do grona facetów, jacy potrzebowaliby ciągłych zapewnień o tym, jak było jej z nim dobrze (co nie znaczy też jednak, że nie lubił tego słuchać), i wcale nie chciał porównywać się do poprzednich partnerów (łóżkowych) Jordie. Ale to doświadczanie dla obojga z nich było czymś przyjemnym, i choć Chet wiele miał już za sobą, to i sam fakt, że był czymś nowym dla niej, dawał mu satysfakcję i sprawiał, że chciał uczynić owe eksperymenty jak najciekawszymi. - No to nie masz się czego obawiać - odparł z nieznacznym wzruszeniem ramion, gdy Jordie wyraziła swoje przekonanie o tym, że brunet i tak nie zdoła okiełznać jej charakterku. Dalsza dyskusja wydawała się zbędna, a wszystkie te rozważania i tak były na ten moment całkowicie hipotetyczne i - z jego strony -sprowadzały się tak naprawdę do tematu seksu, gdzie, co wiadomo nie od dziś, chodzi głównie o władzę. Z całą pewnością natomiast Chet nie chciał jej zmieniać, robić z niej kogoś, kim nie była i sprawiać, by nie czuła się przy nim sobą. Nie miał ku temu powodów, w zupełności odpowiadała mu taka Jordie, jaką zdążył poznać (a "zdążył" jest tu słowem kluczowym) i nigdy nie przeszkadzał mu jej charakterek, niezależność, ani pewność siebie. Możliwe nawet, że to właśnie dzięki tym cechom wciąż do niej wracał - bo o ile bardziej spolegliwa osoba zaspokajałaby może jego chęć i potrzebę posiadania kontroli, to... no właśnie. Nie byłaby ona wyzwaniem, a te, co już zdążyli ustalić, Chet Callaghan lubił najbardziej. A może po prostu nie potrafił zbudować z drugą osobą normalnej, zdrowej relacji. Może wszystko, na czym kładł swoje ręce, musiało być zepsute.
Słysząc jej warunki, uniósł tylko nieznacznie brew, nie zamierzając jednak się z nimi spierać. Chociaż gdyby tak się nad tym zastanowić, to może powinno mu się to wydać podejrzane, a w każdym razie dziwne, że Jordana chciała akurat żeby jej gotował i odbierał ją z imprezy. Że myślała właśnie o tym, by coś jego kosztem zyskać. Nie był wszak jej uczynnym kolegą, po którego zadzwoniłaby, gdy wleje w siebie zbyt dużo drinków na imprezie z rówieśnikami. I choć Callaghanowi krążyły po głowie nieco odmienne pomysły na to, czego mógłby sobie zażyczyć w przypadku wygranego zakładu - łącznie z propozycją trójkąta, bo to idealna okazja, nawet jeśli jego szanse na zwycięstwo wydawały się niewielkie - to ostatecznie postanowił trzymać się kierunku wytyczonego przez Jordie. - Zgoda - orzekł. - A jeśli ja wygram, to ty mi coś ugotujesz. Raz wystarczy, bo może więcej bym nie zniósł - nie miał wyśrubowanych żądań, ale wiedział, że gotowanie dla Jordie było większym wyzwaniem niż dla niego. A nuż będzie to dla niej okazja, by i na tym polu podszlifować swoje umiejętności. To też jakiś zysk.
Ukrywanie treści: włączone
Aby zobaczyć ukrytą treść, musisz odpisać w tym temacie.


Jordana Halsworth
https://i.imgur.com/KUUaQ55.gif')">

Awatar użytkownika
22 y/o
174 cm
hello, it's me
studiuje dziennikarstwo, chociaż wcale tego nie chce i ciągle poszukuje sensu życia, nieustannie popełniając błąd za błędem i nadal beztrosko ciesząc się młodością

Post Jordana Halsworth »

Planowanie i wybieganie w przyszłość z całą pewnością nie było czymś, co dla Jordie stanowiło jakiś priorytet. Nawet nie próbowała rozmyślać o tym co będzie za kilka tygodni, kilka miesięcy czy kilka lat, ona właściwie nie planowała w dużej mierze nawet tego co wydarzy się następnego dnia, poza tak oczywistym kwestiami, jak pójście do pracy czy spotkanie z kimś. Cała reszta? Działa się już absolutnie spontanicznie, właśnie dlatego zawsze miała czas dla bruneta, a przynajmniej do tej pory nie zdarzyło się, aby mu kiedykolwiek odmówiła. I to nie dlatego, że obawiała się, iż odmową może go zrazić, ale dlatego, że sama pragnęła spotkania z nim i spędzenia kilku namiętnych chwil, z których i ona czerpała ogromną satysfakcję. Czasami pod tym względem również bywała egoistką, a Chet znacząco rozbudował jej życie seksualne, poniekąd trochę ją od tego uzależniając - nie żeby miała mu to za złe - dlatego też, musiał przywyknąć do faktu, że ciągle było jej mało. Jordie nigdy nawet nie pozwalała sobie myśleć o nim, jako o kimś z kim mogłaby spędzić życie, bo przecież ona nawet nie brała pod uwagę stałej relacji czy związku, których - jak sądziła - w ogóle nie potrzebuje, a przynajmniej nie teraz. Lubiła się dobrze bawić i korzystać z życia, a że Chet poniekąd stał się pewną stałą w jej życiu, to nie miała akurat nic przeciwko temu. Sądziła póki co, że gdyby tylko chciała, mogłaby go zamienić na kogoś innego, nie wprowadzając zamieszania czy zranienia dla żadnej ze stron. W tym układzie właśnie czuli się zupełnie wolni i prawdopodobnie takiej relacji właśnie potrzebowali, dlatego tak doskonale w tym wszystkim mogli się wzajemnie zrozumieć. A Jordana szczerze nie lubiła, gdy ktoś próbował ją kontrolować, do tej pory nikomu na to nie pozwoliła, więc Chet rzeczywiście pod tym względem mógł upatrywać w niej wyzwania i pewnego nieuchwytnego elementu, który stanowiła. Bo niby miał ją dla siebie, ale przecież wcale nie tak do końca. Dawali sobie swobodę, nie próbowali zmieniać się na siłę i właściwie akceptowali siebie wraz ze wszystkim zaletami i wadami, nawet jeżeli nie znali się jeszcze tak perfekcyjnie. Gdyby jednak wystąpiła rozbieżność charakterów, zapewne nie byliby w stanie wytrzymać ze sobą nawet pięciu minut, a jedynie skorzystać na dobrym seksie i po prostu się pożegnać. W tym wypadku, funkcjonowała jednak pewna, nieco bliższa znajomość, mimo, iż ktoś mógłby stwierdzić, że przy tej różnicy wieku nie są w stanie się wzajemnie zrozumieć. - Ja mam coś ugotować Tobie? Jesteś pewien, że tego właśnie chcesz, życie Ci niemiłe? - zaśmiała się nawet, zerkając na niego, no ale pokiwała ochoczo głową, zgadzając się z jego propozycją - Tylko żebyś potem nie żałował, bo nie przyjmuje żadnych reklamacji - pogroziła mu palcem, żartując sobie nadal z tego faktu, bo przecież nie było żadną tajemnicą, że Jordie nie jest wybitną kucharką. I Chet mógł tutaj sporo ryzykować, ale podobno kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.
Ukrywanie treści: włączone
Aby zobaczyć ukrytą treść, musisz odpisać w tym temacie.

Chet Callaghan
https://images2.imgbox.com/67/cd/kNom0yMU_o.gif')">

Awatar użytkownika
32 y/o
185 cm
hello, it's me
Pół roku temu wrócił po latach do Hope Valley; na co dzień grzebie w komputerach, bawi się w prywatnego detektywa i doprowadza do ruiny rodzinny bar.

Post Chet Callaghan »

Gdyby ktoś jeszcze rok temu zapytał Callaghana o to, gdzie i jak widzi samego siebie za kilka lat, udzielenie odpowiedzi nie sprawiłoby mu najmniejszej trudności. Wówczas miał zaplanowane całe życie, bo całym jego życiem była praca, której poświęcał wszystko i która była już nie tylko środkiem, ale i celem. Widziałby się zatem niezmiennie w szeregach FBI, zapewne z żoną u boku, nawet jeśli nie taką, którą poślubiłby z miłości, a ewentualnie z rozsądku, bo byłby już przecież w pewnym wieku i na tym etapie po prostu wygodniej byłoby kogoś mieć. I nawet gdyby, idąc dalej, za kolejnych pięć lat widział już siebie jako rozwodnika. To bez znaczenia. Z całą pewnością jednak Chet nie przewidziałby wówczas, że ta jego ustabilizowana egzystencja (o ile można to tak nazwać; wszak praca ta wiązała się z ciągłym ryzykiem i nigdy nie było wiadomo, czy nie przypłaci jej życiem) wywróci się do góry nogami, a jemu przyjdzie powrócić do rodzinnego miasteczka na Florydzie. Gdyby zatem ktoś zadał mu to samo pytanie dzisiaj - całkiem szczerze musiałby powiedzieć, że nie wie, gdzie będzie za kilka lat. I choć nigdy by się do tego nie przyznał, przerażało go to. Życie z dnia na dzień. Nie przypuszczał, że po trzydziestce znajdzie się nagle w punkcie, gdzie zwyczajnie nie będzie wiedział, co dalej. Może gdyby jego ojciec żył, mógłby przynajmniej zadzwonić do niego, jak w "Fight Clubie", bo widocznie był takim samym chłopcem, i zapytać: tato, co teraz? Ale przecież znał odpowiedź. I chociaż wciąż dopuszczał opcję ustatkowania się we względnie niedalekiej przyszłości, to jego zachowanie, oraz fakt, że spotykał się (choć i to może za duże słowo) z młodszą o dekadę Jordie właśnie dlatego, że nie oczekiwała ona od niego stabilizacji, nie świadczyły o tym, by w jakiś szczególny sposób do tego dążył. Ba, on nie był pewien, czy istotnie chciałby zostać w Hope Valley na dobre. Zdążył się tu na nowo zadomowić, a jednocześnie... nic tak naprawdę go tutaj nie trzymało. Pracę, równie nieciekawą, ale pewnie nawet lepiej płatną, mógłby znaleźć w dowolnym mieście; barem miałby się kto zająć. Wystarczyło tylko spakować się, wsiąść do samochodu i stąd zniknąć, ale szczerze? Chyba zwyczajnie mu się nie chciało. Wolał udawać, że wszystko jest tak, jak miało być. Mimo że miał prawie trzydzieści trzy lata i na tym etapie jego życie powinno już być bardziej uporządkowane, a w Hope Valley - wydawało mu się, że było o to po prostu łatwiej. Tylko od kiedy Chet Callaghan podejmował bezpieczne decyzje? Trudno powiedzieć. Może od teraz.
- Jeśli przez reklamacje rozumiesz to, że struję się twoim popisowym daniem i wszystko zwymiotuję, to mogę nie mieć na to wpływu - zauważył z rozbawieniem, mimo że ryzyko wydawało się całkiem realne. - I oczekuję, że wskoczysz wtedy w strój seksownej pielęgniarki i zadbasz o to, żebym poczuł się lepiej - ale szczerze? Nie wiedział, czy mógłby liczyć z jej strony na taką troskę i tak naprawdę wcale nie oczekiwał od niej obecnie niczego poza - choć to nieładne określenie - dostępnością; i z każdej tej chwili, kiedy Jordie była jego, przynajmniej ciałem i przynajmniej do pewnego stopnia, brunet zamierzał wycisnąć jak najwięcej. I mieć ją jak najbardziej. Dlatego z jawną premedytacją wykorzystał fakt, iż ta pozycja znacznie pannę Halsworth ograniczała i to on posiadał pełną kontrolę, zaś jej nie pozostawało więcej opcji, jak tylko poddać się temu, co z nią - a raczej: jej - robił. I dając jej wybór, mężczyzna nie spodziewał się niczego innego, jak właśnie tego, że Jordana wykrzesze z siebie choćby ostatnie strzępki silnej woli, by nie dać mu tej satysfakcji i ukrócić jego poczynania na własne żądanie, niezależnie od jednoczesnej frustracji i niezaspokojenia, pomimo których odległa była jeszcze od znalezienia się w punkcie, gdzie zdobyłaby się na to, by błagać go o więcej. Wiedział o tym. W tym momencie oboje pogrywali w ten sam sposób i mieli tę samą motywację, dlatego - nie było zwycięzców.
Rozłożył nieco ostentacyjnie ręce po tym jak Jordie zdjęła je ze swojego ciała, i wzruszył ramionami.
- Czyli plecki umyjesz sobie sama? - odparł, wykrzywiając usta w równie złośliwym uśmieszku, co ten jej. I tak, zbyt uparci, by przyznać się do własnych pragnień i po prostu ulec, woleli trzymać rączki przy sobie, a po wyjściu z kąpieli - gdzie na parę chwil zrobiło się gorąco, ale woda tak naprawdę była coraz chłodniejsza - podążyć za pierwotnym planem, czyli: zjeść kolację i rozstrzygnąć zakład.
I w tym przypadku również Chet nie wrócił do domu jako zwycięzca.

/ zt
Jordana Halsworth
https://i.imgur.com/KUUaQ55.gif')">