nowy post
Posty: 12 strona: 1 z 1
zatrzymaj avki
lokatorzy: Leo Gomez
Awatar użytkownika
46 y/o
188 cm
hello, it's me
Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn

Post Jonathan Isley »

Leo Gomez

Każdy poważny czterdziestolatek odradzałby mu uganianie się za jedną osobą po całym kraju, ale Jonathan nie potrafił powstrzymać się przed wrodzoną ciekawością i cierpiał na swego rodzaju uzależnienie. Rozpoczynając pracę jako prywatny detektyw obiecał sobie jedno: zero adrenaliny, pora się ustatkować. Niestety jako człowiek o wymęczonej woli poddawał się impulsom, którymi kierowała głowa. Nie znał jego imienia, ale nazwisko w zupełności wystarczało, by znaleźć mężczyznę w Hope Valley. Nazwa przypadkowo pasowała do rozpoczętej jakiś czas temu gry, z której ciężko było się uwolnić, a jej etap można nazwać właśnie "nadzieją". Na co? Może na złapanie zwinnej ptaszyny w sidła? Lubił tajemniczość Gomeza, ale nawet weterana zagadek męczyła po kolejnej samotnej pobudce. Zmordowany podróżą musiał odpocząć w najbliższym hotelu, by następnego dnia odwiedzić zgubę w dość luksusowej hacjendzie, tego się nie spodziewał. Zaparkował motocykl niedaleko płotu i rozciągając stare kości wygiął się do tyłu, następnie robiąc głęboki skłon wprzód. Nie wiedział jakie emocje nim kierowały, czuł się kompletnie zmieszany. Z jednej strony cieszył się, że nareszcie poszukiwania zaowocowały dobrym adresem, z drugiej spodziewał się wszystkiego - szarmanckiego powitania, ogromnej irytacji, a w najgorszym wypadku miejscowej policji wezwanej do interwencji. Przeczesał kruczoczarne włosy dłonią, szykując się jak na sąd ostateczny. Im bliżej drzwi się znajdował, tym większą presję czuł. Nareszcie miał ujrzeć twarz osoby, która zawróciła mu w głowie jak nikt wcześniej, a która postanowiła uciekać jak jakiś pieprzony złodziej przez pół stanów. Jonathan przypominał sobie wszelkie gonitwy za dzieciakami ze slumsów, to działało na podobnej zasadzie, po prostu nie zawierało darcia spodni o zardzewiały płot. Okropne wspomnienie.
Poprawił na szybko skórzaną kurtkę, a następnie zapukał trzykrotnie do drzwi Gomeza, jak robił to przez ostatnie tygodnie. Będzie musiał mu pogratulować nauki zacierania śladów, bo znacznie poprawił tę umiejętność.
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota!

Awatar użytkownika
35 y/o
184 cm
hello, it's me
Modny, podobno genialny malarz, odkryty jakieś pięć lat temu. Maluje wszystko: swoje sny, ludzi, czy martwą naturę i choć się tym nie chwali, również fałszywki dla swoich stałych klientów. Jest też świetnym tancerzem, więc co robisz wieczorem w sobotę?

Post Leo Gomez »

Dobrze bawił (prawdopodobnie najlepiej od miesięcy), gdy uciekał przed detektywem. Używał swojego prawdziwego nazwiska, czasami fałszywego, zmieniał swoje imię lub pozostawał „L. Gomez”. Meldował się w różnych hotelach, tych tanich i nieprzyzwoicie drogich, jadał w restauracjach i pobocznych budkach, zostawiając co ciekawszej osobie swój numer telefonu (Dotarłeś do nich, Detektywie?). Skłamałby, gdyby powiedział, że nie traktował tego chociaż trochę na serio; obawiał się bowiem, że mężczyzna odkrył jego mroczniejszą stronę, która nawet nie była blisko tej pięknej otoczki człowieka filantropijnego, jaką wokół siebie stworzył. Czuł się dobrze pomagając biednym – ale czuł się też dobrze, gdy malował kolejną fałszywkę. A Leo nigdy nie był zbyt dobry w wybieraniu, więc z radością poddawał się tym dwóm zajęciom równocześnie... i prawdopodobnie popadnie przez to kiedyś w kłopoty, o ile już ich nie miał. Był tego świadom, ale zwyczajnie nie mógł się powstrzymać, jak jakiś hazardzista.
Był w trakcie tworzenia kolejnego dzieła, gdy usłyszał pukanie; puk, sekunda przerwy i kolejno i tak trzy razy; Leo uśmiechnął się do siebie i nic nie mógł poradzić na to, że poprawił swoje włosy (pewno brudząc je trochę farbą) i kołnierzyk białej koszuli, nim otworzył drzwi.
- Pan detektyw. Miło mi cię widzieć – powiedział, nim rozmówca zdążył otworzyć usta; od razu przejął prowadzenie w tym tańcu, uśmiechając się wesoło i trochę ironicznie, z jednym kącikiem ust zawsze wyżej. - Rozumiem, że nie przyszedł pan pożyczyć cukru. Proszę, wejdź. Kawy, herbaty? A może czegoś mocniejszego? - Odsunął się od framugi i gestem ręki zaprosił go do środka.
Detektyw korzystając z zaproszenia nie mógł nie zauważyć rudowłosej niewiasty, która leżała u niego nago w salonie, na jego kanapie. Była szczupła i miała bujny biust, co John mógł z łatwością ocenić, bo leżała jedynie skąpo okryta w błękitne prześcieradło, kokieteryjnie eksponując swoją jasną pierś malarzowi. Nieopodal leżał kieliszek wina, tak samo jak i obok sztalugi z dziełem; był gdzieś w połowie, mógł zacząć najdalej trzy dni temu, jeśli Leo szanował kręgosłup swojej modelki.
- Detektywie, to Rose. Rose, zróbmy sobie przerwę. Wrócimy do tego jutro, dobrze? Jutro, mon chéri – oznajmił, prawdopodobnie to był jedyny zwrot z francuskiego, który znał. Niewiasta uniosła się na kanapie i z wyraźnym akcentem powtórzyła „Jutro?”, tak tak, jutro. Niewiasta schowała swoje ciało w sukience, która niewiele różniła się od prześcieradła. Dziewczę cmoknęło powietrze obok policzków obu panów i chyba zadała jakieś pytanie, ale dla Leo brzmiało to jak śpiew skowronka.
- Tak, byłaś wspaniała. Dziękuję ci – mówi, choć nie wie, czy o to chodzi i dżentelmeńsko podaje jej okrycie, drogo wyglądający płaszcz. Dziewczę żegna się z nimi, au revoir, a Leo zamyka za nią drzwi.
- Wyobrażałbyś sobie amerykankę, która przyszłaby jedynie w cienkiej, delikatnej sukience, zupełnie bez bielizny do domu obcego jej mężczyzny? - pyta detektywa. - Francuski są jedyne w swoim rodzaju. A więc, co chcesz do picia?

Jonathan Isley
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! BOGATE CV TURYSTA ARTYSTA BAJECZNIE BOGATY

Awatar użytkownika
46 y/o
188 cm
hello, it's me
Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn

Post Jonathan Isley »

Gdyby tylko zdjął klapki z oczu, prawdopodobnie byłby w stanie odkryć tajemnicę malarza. Miał już do czynienia z fałszerzami pieniędzy czy dzieł artystycznych, a także kontakty do osób, które łatwo odróżniały repliki od oryginałów. Nigdy jednak szczególnie nie interesował się zajęciem mężczyzny, skupiając na zdecydowanie przyjemniejszej sferze. Wolał odkrywać jego charakter, cechy przysłonięte maską pewności siebie oraz nienagannej prezencji. Czasem nie rozumiał co pchało ludzi do gry aktorskiej na porządku dziennym, gdyby nie wszechobecne kłamstwa świat mógłby stać się lepszym miejscem, tak przynajmniej kiedyś myślał Jonathan. Zaraz po zakończeniu służby w mundurze zaczął zauważać coraz więcej mankamentów ludzkiej natury, nie bez powodu nadal miał dobrze prosperującą firmę detektywistyczną. Zdrady, ucieczki, kradzież...robi się strasznie, gdy uświadomisz sobie jak powszechnymi są zjawiskami.
- Gomez... - westchnął ciężko, następnie przekraczając próg domu. Wiecznie uśmiechnięty, pełen energii i niezwykle towarzyski, kompletne przeciwieństwo Isleya a mimo to przyciągał jak magnes.
Przeszedł w głąb mieszkania, aż jego oczom ukazała się piękna modelka. Cóż trzeba przyznać, że Leo miał dobre oko. Pan Detektyw kiwnął niewieście głową, nie odzywając się póki dziewczyna nie zakryła się i opuściła ich towarzystwo z osobliwym wdziękiem.
- Skąd wytrzasnąłeś rasową Francuzkę w takiej pipidówie? - uniósł brew ze zdziwienia, oglądając się jeszcze na drzwi. - Zresztą, nieważne. Napiłbym się dobrej, mocnej kawy. - dodał szybko, skoro już byli całkiem sami. Zaczął rozglądać się po pomieszczeniu, oglądać każdy mebel, zerknął również na nieskończone dzieło oparte o sztalugę. Uwielbiał wyszukiwać najmniejszych szczegółów scenerii, bo zawsze znalazło się coś nietypowego, czasem nawet krępującego dla rozmówcy.
- Naprawdę fascynuje mnie twoje oddanie detalom. A mówią, że to abstrakcja jest najwyższym wyrazem sztuki - stwierdził, a później przeniósł wzrok na kolejne elementy otoczenia. Prawdą było, że pierwszy raz spotkali się w miejscu, które jeden z nich mógł nazwać "domem", a przynajmniej tak wydawało się Johnowi. Nie był to żaden hotel, zatem musiał trafić do artystycznej pieczary, w której Gomez zatrzymał się na dłużej i to cholernie pobudzało jego ciekawość.

Leo Gomez
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota!

Awatar użytkownika
35 y/o
184 cm
hello, it's me
Modny, podobno genialny malarz, odkryty jakieś pięć lat temu. Maluje wszystko: swoje sny, ludzi, czy martwą naturę i choć się tym nie chwali, również fałszywki dla swoich stałych klientów. Jest też świetnym tancerzem, więc co robisz wieczorem w sobotę?

Post Leo Gomez »

Nie taka ostatnia pipidówa, skoro mnie znalazłeś, myśli sobie. Chociaż miał wrażenie, że detektyw znalazłby go nawet w jakimś małym budynku do wyburzenia, takich dla ostatnich ćpunów. Miał węch jak pies, a Gomez chętnie sprawi, żeby gonił za kością, dopóki sam się nie znudzi. Należało postawić następujące pytanie: Czy to na pewno będzie takie proste, jak sobie myśli blondyn, żeby zakończyć to wszystko?
Poszedł do kuchni, żeby spełnić życzenie gościa. Nie miał problemu z usłyszeniem tego, co mówi.
- Sprawiasz, że się rumienię – zaśmiał się na komplement, a potem zajął się robieniem kawy. Nalał tylko do jednej szklanki, samemu planując raczyć się winem. Choć raczej nie powinien, jeśli ma podejrzenia, że jest... podejrzany. Słabości, imię twe Leo.
Wrócił z zamówieniem (postawa ciała zdradzała, że kiedyś mógł zajmować się kelnerstwem) i podał mu na stolik, obok kanapy, gdzie przed chwilą leżała jego naga modelka.
- Trochę odmienne miejsce od naszych poprzednich, prawda?
Gdyby nie sztaluga, pod którą ułożył pobrudzone gazety z tego tygodnia i kilku dodatkowych rzeczy (portfel, nieumyta szklanka z porannej herbaty) można byłoby pomyśleć, że Leo dopiero co się wprowadził; zapewne ciuchy miał wciąż w walizce, a na półkach nie było ani jednego zdjęcia jego, albo jego rodziny. Dom był ładny, ale jakby bez duszy.
- Wspaniale, prawda? Jak zamknę oczy – mówi ciszej, budując klimat. - Słyszę fale, wdycham zatokę, a nawet słońce, jeśli się postaram. Czuję swoją opaloną skórę – wyznaje, z pobrudzonym od farby kielichem w ręku; Leo powinien przede wszystkim czuć wino i mocne perfumy ich koleżanki, a jednak nie.
Proponuje mu oprowadzenie po domu; szybkie, bo stygnie mu kawa. Jeśli się zgadza, cała reszta domu również nie odkrywa za wiele, no, oprócz leżących na komodzie papierów, które traktowały o całkiem feministycznej akcji charytatywnej, której współudziałowcem był sam Gomez. Umył pobrudzone ręce w umywalce, nim zakończyli wycieczkę.
- A więc, co cię sprowadza do tego miasteczka, detektywie? Czyżby kolejna tajemnica? Otruty spadkobierca? - pyta i przysuwa krzesło bliżej kanapy, żeby usiąść naprzeciwko mężczyzny. - Uwielbiam twoje historie. To niesamowite, jak prosto ulegamy najprostszym pragnieniom.

Jonathan Isley
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! BOGATE CV TURYSTA ARTYSTA BAJECZNIE BOGATY

Awatar użytkownika
46 y/o
188 cm
hello, it's me
Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn

Post Jonathan Isley »

Wbrew pozorom szukanie zaginionych w małych miejscach było o wiele prostsze od przeszukiwania metropolii, w których każdy zakątek wyglądał tak samo. Malownicze wsie czy miasta jak Hope Valley miały swój urok oraz niezwykle ułatwiały pracę detektywa. Sztuka polegała na dostrzeganiu najmniejszych detali, bo o dziwo same drogowskazy mogły różnić się najmniejszym zgięciem lub wyszczerbieniem. Żaden ze skwerów nie powielał prezentowanego układu roślin, budynki właścicieli małych biznesów opiewały w najróżniejsze barwy i jeśli ktoś powiedział "obok szewca", łatwo domyślić się kierunku.
- Zdecydowanie odmienne. - przyznał, z zaciekawieniem rozglądając się po reszcie pokoi, które Leo postanowił mu pokazać. Przyjemniej przebywało się w czyimś domu niżeli nudnym pokoju hotelowym, który okupowało się na jedną noc. Jonathan widział wiele z nich - te bardziej zadbane, obskurne oraz jedne z najdroższych, gdzie pod pościelą czuło się dotyk samego Jezuska. Sam nie widział większej różnicy w miejscu, póki przebywał z Gomezem. Dla niego mógł spać na dworze, jeśli chciałby przeżyć noc pod gwiazdami.
Zaraz po turnusie usiadł wygodnie na kanapie, przyglądając się mężczyźnie. Dawno go nie widział, stąd cała ciekawość.
- Chciałbym wierzyć, że te historie naprawdę są coś warte w twoich oczach - westchnął z lekkim uśmiechem. Czasem opowiadał te zabawniejsze lub straszniejsze akcje, po których musiał brać wolne na przynajmniej tydzień i dodatkową dawkę wizyt u specjalisty. Pamiętał, że w pracy mieli pokój, w którym mogli odprężyć się między kolejnym tworzeniem sieci wydarzeń, bardzo przydatna rzecz.
- Przyjechałem tutaj w poszukiwaniu pewnego artysty, może kojarzysz? Dość wysoki malarz, o pięknych błękitnych oczach. Nie mogłem spać po nocach od momentu, w którym znowu uciekł z hotelu zostawiając po sobie karteczkę - tu wyjął z kieszeni spodni lekko pomięty papierek i spojrzał na niego z lekkim zawodem. Powoli zaczynały męczyć go te gry, nawet nie wiedział co chłopak myślał o ich...relacji? Czy w ogóle tak można nazwać swoistą zabawę po każdym możliwym stanie w USA?
- Nawet nie wiesz jak frustruje mnie każda kolejna wiadomość. Długo mamy zamiar to ciągnąć? - spytał prosto z mostu, przesuwając się na sam koniec kanapy.

Leo Gomez
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota!

Awatar użytkownika
35 y/o
184 cm
hello, it's me
Modny, podobno genialny malarz, odkryty jakieś pięć lat temu. Maluje wszystko: swoje sny, ludzi, czy martwą naturę i choć się tym nie chwali, również fałszywki dla swoich stałych klientów. Jest też świetnym tancerzem, więc co robisz wieczorem w sobotę?

Post Leo Gomez »

Ach, ten Jonathan. Mogą być podobni pod wieloma względami, o czym świadomie pewnie nie zdają sobie z tego sprawy; oboje są uzależnieni od rzeczy, które na zdrowy rozsądek, powinni rzucić. Jon od adrenaliny i zagadek, a Leo... wiadomo.
Cmoka niezadowolony, gdy ten kwestionuje jego szczerość.
- Lubię je, bardzo. Ale jeszcze bardziej lubię ciebie, gdy o nich mówisz – oznajmia nadzwyczaj łagodnie, a w jego myślach od razu pojawia się pytanie: Czy o mnie też będziesz mówił w taki sposób? Pomyślał sobie, że chce być tego warty, chce być wspominanym, choćby przy kieliszku wódki z nieznajomym. Jeśli ma mieć przy tym błyszczące, radosne iskierki to bardzo dobrze, albo wkurzony, nienawidzący jego, Leo – też dobrze. Wszystko o intensywnym smaku, nieważne, czy słodkiej czekolady czy goryczki grejpfruta.
Upija łyk swojego słodko-gorzkiego wina (chyba naprawdę nigdy nie może się zdecydować) i wtedy detektyw mówi kolejne słowa, zmuszające do konfrontacji, ba, cały się wzbrania i wycofuje, tutaj na koniec kanapy. Leo w zamyśleniu oblizuje usta, choć równie dobrze może po prostu delektować się winem. Ale kiepski byłby z niego lew, gdyby nie zapolował, dlatego – mimo wyraźnych znaków drugiego mężczyzny – usiadł koło niego, ale nie stykał się z nim udami. Za to, przekłada kieliszek wina do drugiej ręki, a potem kładzie dłoń obok jego; skóra o skórę stykali się, delikatnie i jakby nieśmiało, niczym trzepot skrzydeł motyla.
- Jonny, nie chciałem być nudny – wyjaśnia z uśmiechem i patrzy na jego profil tylko chwilę, żeby skupić się na pobrudzonych gazetach. - Ale teraz jestem tutaj, dokładnie obok ciebie. Czy naprawdę tęskniłeś za mną? - zapytał TYM tonem, lekko obniżonym i jakby z pomrukiem, jakby zachęcając go do ściągnięcia bokserek tu i teraz. Leo jest namiętnym człowiekiem, w łóżku i poza nim i naprawdę nie ma większej różnicy, czy wsłuchuje się w szum oceanu, czy właśnie kogoś dotyka.

Jonathan Isley
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! BOGATE CV TURYSTA ARTYSTA BAJECZNIE BOGATY

Awatar użytkownika
46 y/o
188 cm
hello, it's me
Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn

Post Jonathan Isley »

Opowiadając historie z pracy raczej nie kierował się jakąkolwiek emocjonalnością. Kategoryzował sprawy na te ciekawsze lub nie, pomijając aspekt niezwiązany z adrenaliną podczas rozwiązywania problemu. Jego mózg chronicznie potrzebował pobudzenia, co załatwiał pakując się w co gorsze akcje. Jeśli chodziło o zbliżanie się do kogoś, trafiał na niezbadany dotąd grunt i jego niepewność nasilała się z każdym kolejnym spotkaniem. Jeśli kiedykolwiek dostał przysłowiowego kosza, prawdopodobnie owiał ten moment chłodnym milczeniem i zamknął w świecie wewnętrznym, w smutku oraz przemijającym po latach bólu. Kto wie, może z Leo stanie się to samo, zostanie zakopany i zapomniany, gdy tylko postanowi zerwać wszelkie kontakty.
- Nie jesteś nudny. I nigdy nie będziesz. - odparł z dodatkową dozą nieomylności w głosie. Od początku wydawał się inny. Ta magnetyzująca tajemniczość była czymś więcej niż mógł przypuszczać, a więcej dostrzegał przy bliższym kontakcie. Tak jak teraz, obserwował jak Gomez przenosi się na miejsce obok niego, zapewne knując coś pod czupryną.
Taktyka obrana przez mężczyznę bezsprzecznie działała na Jonathana, który świadom był jak łatwo został złapany w pułapkę chwilę po usłyszeniu konkretnego tonu głosu. Poznał go już bardzo dobrze i szczerze mówiąc czekał aż nastąpi magiczne zwolnienie czasu oraz utrata kontaktu z resztą świata, by skupić się wyłącznie na malarzu.
- Boże... - westchnął ciężko, przynajmniej na razie próbując zachować pełną kontrolę. Przetarł twarz dłonią, na sekundę odwracając od niego wzrok. - Nie nazwałbym tego tęsknotą, bo to nie w moim stylu. Po prostu dużo o tobie myślałem. Może nawet za dużo. - szukał odpowiednich słów, które nie urażą rozmówcy i jednocześnie nie zrobią z niego miękkiego chłopca. Blokował się, gdy chodziło o wyznawanie uczuć. Kompletnie nie dopuszczał do siebie myśli, że mógłby skierować na kogokolwiek stare pragnienia, których nigdy wcześniej nie zaspokajał. Coś zawsze podpowiadało mu, że nie powinien brnąć dalej.
Zdecydowanie chwycił mężczyznę za dłoń muskającą go od dłuższej chwili po skórze, a następnie kciukiem zaczął przesuwać po jej wierzchu.
- Czasem chciałbym żebyś odebrał mi choć część wolności, o którą tak dbałem przez lata. Na dłużej niż jedną noc. - stwierdził, spoglądając w hipnotyzujące ślepia. Jak przy odruchu bezwarunkowym jego ciało pochyliło się w stronę artysty, a pragnienie diametralnie wzrosło aktywując wyobraźnię. Niekontrolowanie przeniósł wzrok na jego usta, których tak pożądał, jednakże jego umysł potrzebował jakiegokolwiek znaku przyzwolenia na dalszą akcję.

Leo Gomez
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota!

Awatar użytkownika
35 y/o
184 cm
hello, it's me
Modny, podobno genialny malarz, odkryty jakieś pięć lat temu. Maluje wszystko: swoje sny, ludzi, czy martwą naturę i choć się tym nie chwali, również fałszywki dla swoich stałych klientów. Jest też świetnym tancerzem, więc co robisz wieczorem w sobotę?

Post Leo Gomez »

Gdyby byli nastolatkami, słowa Jona spowolniłyby czas, tak, to był ten moment, w którym w komiksach wszystko staje się jaskrawe, kolorowe i wieje lekki wiaterek; ale oboje są dorośli, nie są młokosami i już nigdy nie będą, Jon to detektyw, który potencjalnie wywęszył brzydszą stronę Leo, a Leo to fałszerz, przestępca, który to brudnymi pieniędzmi dzieli się z innymi, a całą resztą robi cokolwiek hedonistycznie chce. „Po prostu dużo o tobie myślałem. Może nawet za dużo”. Tak proste, a tak miłe. Blondyn odkłada kielich wina, niespodziewanie doznając tego stanu, na który miał dzisiaj ochotę – przyjemnie upojonego, słowami Jona i napojem Dionizosa.
- Może powinienem się postarać, żebyś myślał jeszcze więcej – oznajmia psotnie, zapowiadając rychłe przekraczanie granic, tak, jakby do teraz tego nie robił. - Ja trochę tęskniłem. Zastanawiałem się, czy mnie nie zgubiłeś.
Uciekanie paradoksalnie sprawiało, że myślał o Jonie bardziej, niż o kimkolwiek w swoim życiu. Zastanawiał się, jak go zabawić, jaką niespodziankę zostawić; jak lekko zranić, jak rozbawić; co chce mu pokazać i czy podobały mu się te same widoki, co jemu, Leo? Czy myślał wtedy o tym samym?
Czuje ciepłą, trochę szorstką dłoń mężczyzny i nie może powstrzymać się od uśmiechu. Gdy Jon uchyla rąbka swojej duszy, nie odwraca od niego wzroku. Obaj mają błyszczące oczy, które starały się zachować dorosło i rozważnie, ale nic z tego, bo Leo nie może przestać myśleć o nim nagim, więc na to przesłodkie zdanie odpowiadają mu usta, które postanawiają stykać się z tymi drugimi. Leo smakuje słodko-gorzkim winem i sobą, tak po prostu, a Jon zdecydowanie za mocą kawą... i sobą, tak po prostu. Niesamowite połączenie, dlatego usadawia się wygodniej, ale detektywa zmusza do mocniejszego wygięcia ciała, gdy chwyta jego policzek swoją dłonią i przyciąga do siebie, językiem roszcząc sobie prawa do jego jamy ustnej.
- Myślałeś też o tym? Tak... zdecydowanie za dużo? - pyta się mężczyzny, pozbywając się jego skóry. - Dobrze w niej wyglądasz. Mówiłem ci to już? Ale...
Zmienił pozycję, siedząc nad nim w rozkroku, nie chcąc męczyć jego biednej szyi. Nie siedział na nim, tak na dobrą sprawę nie dotykał go wcale, oprócz koszulki, której powoli się pozbywał. Nieznośnie powoli, trzeba przyznać.
- Ale jeszcze lepiej wyglądasz nago – kończy w końcu z uśmiechem i Leo naprawdę nie jest w stanie myśleć o czymkolwiek innym (a jeszcze kilka minut temu uważał się za dorosłego).

Jonathan Isley
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! BOGATE CV TURYSTA ARTYSTA BAJECZNIE BOGATY

Awatar użytkownika
46 y/o
188 cm
hello, it's me
Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn

Post Jonathan Isley »

Ukrywanie treści: włączone
Aby zobaczyć ukrytą treść, musisz odpisać w tym temacie.


Leo Gomez
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota!

Awatar użytkownika
35 y/o
184 cm
hello, it's me
Modny, podobno genialny malarz, odkryty jakieś pięć lat temu. Maluje wszystko: swoje sny, ludzi, czy martwą naturę i choć się tym nie chwali, również fałszywki dla swoich stałych klientów. Jest też świetnym tancerzem, więc co robisz wieczorem w sobotę?

Post Leo Gomez »

Ukrywanie treści: włączone
Aby zobaczyć ukrytą treść, musisz odpisać w tym temacie.


Jonathan Isley
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! BOGATE CV TURYSTA ARTYSTA BAJECZNIE BOGATY

Awatar użytkownika
46 y/o
188 cm
hello, it's me
Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn

Post Jonathan Isley »

Ukrywanie treści: włączone
Aby zobaczyć ukrytą treść, musisz odpisać w tym temacie.


Leo Gomez
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota!

Awatar użytkownika
35 y/o
184 cm
hello, it's me
Modny, podobno genialny malarz, odkryty jakieś pięć lat temu. Maluje wszystko: swoje sny, ludzi, czy martwą naturę i choć się tym nie chwali, również fałszywki dla swoich stałych klientów. Jest też świetnym tancerzem, więc co robisz wieczorem w sobotę?

Post Leo Gomez »

Ukrywanie treści: włączone
Aby zobaczyć ukrytą treść, musisz odpisać w tym temacie.


Jonathan Isley
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! BOGATE CV TURYSTA ARTYSTA BAJECZNIE BOGATY