Awatar użytkownika
23 y/o
177 cm
hello, it's me
I looked up at the dark sky and prayed to God for a better break in life and a better chance to do something for the little people I loved.

Post Valentine Evans »

Roześmiał się wyobrażając sobie wyjątkowo nieznośnych klientów, zadających setny raz te same głupie pytanie i Nicholasa, odpowiadającego na wszystko cierpliwie pod maską sztucznego uśmiechu. Och, on też chciałby wiedzieć gdzie znajdowała się fabryka podobnych maruderów. Wysadziłby ją wtedy w powietrze.
- Masz w sobie sporo gniewu. Myślałeś o tym by znaleźć dla niego jakieś ujście? Zdrowe ujście? - zapytał, posyłając mu lekki uśmiech. Nie chciał przekroczyć przyzwoitej granicy zainteresowania i wyjść na wścibskiego. Chciał tylko odwdzięczyć się jakoś za dobroć, którą od niego dostawał.
- Czy coś, co nigdy nie opuszcza wnętrza twojej głowy, co zawsze kryje się w zakamarkach podświadomości, możesz nazwać prawdziwym spokojem? - nie zamierzał narzucać mu swojego zdania. Czuł jednak, że coś mocno gryzie tego chłopaka, bo był zwyczajnie nieszczęśliwy. Cokolwiek to było, chciałby mu jakoś pomóc. Skoro już i tak siedzieli ramię w ramię, zdecydował się sięgnąć jego dłoni i delikatnie ją ścisnąć. - Wydaje mi się, że dopiero stawienie czoła problemom, bez względu na wynik, przynosi prawdziwy spokój - nie miał jednak szans przekonać się o tym na własnej skórze. Czuł tylko, że tak mogłoby być.
- Jeszcze nie, ale w końcu tam dotrę. Powinieneś pojechać tam ze mną. Choć może lepiej latem, przyjemniej będzie się zwiedzać. Już pólnocne stany bywają nieprzyjemne zimą, boję się myśleć o Alasce - wzdrygnął się lekko na same wspomnienie zeszłorocznej Montany. Nigdy więcej się tak nie wygłupi. Nie chciał też znów straszyć N. Dobrze pamiętał jak krzyczał na niego przez maila. Strach pomyśleć jak zdenerwowany byłby na żywo. Miło było myśleć jednak, że tam gdzieś na świecie jest ktoś, kto się o niego martwi.
- Jasne. Jest inteligentny, zabawny, trochę zaczepny, ale zawsze dba o innych. W przeciwieństwie do ciebie jest Amerykaninem, ale tu przynajmniej nadrabia to herbatą - zaśmiał się, a widząc jego zaskoczoną minę postanowił wyjaśnić. - Twój akcent. Nie brzmi jak czysty amerykański, nie mam racji? - mógł się mylić, ale był niemal pewien, że Nicholas przynajmniej mieszkał przez jakiś czas w UK. Mimo, że sam był tu już długo, nie zawsze udawało mu się ukryć swój akcent, szczególnie w nerwach. Był wdzięczny chłopakowi, że nie naciskał i uszanował to, że nie chciał mówić o swoich bliznach.
Nic zaskakującego, Valentine praktycznie nic nie ważył. Zdecydowanie jak na swój wzrost i wiek miał sporą niedowagę, ale to zawsze tak wyglądało. Nie zwykł wpatrywać się w innych z taką śmiałością; nawet jeśli sprawiał wrażenie pewnego siebie, to wszystko to było nic innego jak tylko maska. Poczuł ulgę, ale i jednocześnie lekki zawód, gdy Nicholas nagle odwrócił spojrzenie, a jego głowa zaczynała już wypytywać czy zrobił coś nie tak. Był jednak więcej niż zaskoczony nie tylko jego uśmiechem, ale i tym delikatnym muśnięciem jego policzka. Do tego stopnia, że omal nie przegapił momentu zetknięcia z wodą. Nie byl znowu tak głęboko, ale jego ubrania byly doszczętnie przemoczone. Podobnie jak on sam. - Nicholaaaaas. Nie może cię ominąć najlepsza zabawa. Nie daj się prosić, hmmm? - uśmiechał się słodko, znienacka ciągnąc go za dłonie wprost do wody. - O nie, wyglądasz jak mop. Pozwól, że to naprawię... Teraz jest sexy - zaśmiał się, odgarniając chłopakowi mokre włosy z czoła. Żył dla takich chwil beztroski.

Nicholas McCallister
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! ICE BEAR - dla każdego, z okazji Dnia Niedźwiedzia Polarnego! Happy St. Patrick's Day! Prima Aprilis! WIOSNA, CIEPLEJSZY WIEJE WIATR - dla wszystkich z okazji Pierwszego Dnia Wiosny! BOGATE CV MAN UP! CHUDERLAK WCIĄŻ CZEKAM NA LIST Z HOGWARTU Czytam książki Boje się burzy migrena rozsadza mi głowę Chodzę w bluzach mojego chłopaka

Awatar użytkownika
24 y/o
179 cm
hello, it's me
"What's the best thing that happened to you?" You ask. "Seeing you again." Smiling, I brush your cheek delicately. "Besides that."
"Meeting you the first time"

Post Nicholas McCallister »

Zaśmiał się słysząc jego pytanie. Nie mógł nie zgodzić się z Noah w tej kwestii bo inaczej by skłamał mu w żywe oczy. Ostatnimi dniami było w nim go znacznie więcej kiedy matka przyłapała go na pisaniu maila do internetowego przyjaciela. Ukrywał jednak tę złość pod maską cierpliwości, której nauczył się w pracy. Przy chłopaku jednak jakoś rozwiązał mu się język i pokazał trochę swojej prawdziwej strony. — Mmm, oczywiście, że myślałem o tym. Zdradzę ci sekret, że nawet znalazłem na to rozwiązanie. Muszę się jeszcze trochę przemęczyć, ale idę w dobrym kierunku. — Wzruszył ramionami, uśmiechając się. Nie brakowało mu już wiele by wyprowadzić się od matki. — Bez względu na wynik? Jak polegając na polu bitwy z własnymi problemami możemy osiągnąć spokój? Czy wtedy nie będzie jeszcze gorzej i nie wykopiemy pod sobą jeszcze głębszego dołka niż był wcześniej? Z takiego z którego się już nie wydostaniemy? — Spojrzał na niego, wzruszając ramionami. On chyba wolał jednak uciekać przed problemami, a nie stawiać im czoła. Nie dlatego, że był tchórzem ale dlatego, że miał dosyć poddawania się kolejnej próbie walki z nimi. Chyba był już do tego na tyle przyzwyczajony, że nauczył się z nimi żyć. Co nie zmienia faktu, że może kiedyś jeszcze znajdzie powód dla którego miałby spróbować.
— Trzymam cię za słowo, że odezwiesz się jak będziesz tylko tam jechał inaczej będę trzymał urazę do końca życia. — Zaśmiał się, chociaż nie ukrywał, że poczułby lekkie rozczarowanie gdyby się nie odezwał.
Spojrzał na niego z uśmiechem kiedy opisywał postać kermita w sposób w który wcześniej o nim nie myślał. — Co nie zmienia faktu, że ludzie nie myślą o nim w ten sposób, a raczej uważają takie tatuaże jak coś żenującego albo przegrany zakład. Zgadłeś, urodziłem się w UK i spędziłem tam dzieciństwo, potem jakoś ciężko było mi się przestawić na inny akcent. — Jeszcze nie udało mu się usłyszeć innego akcentu u Noah niż ten amerykański, ale w końcu kiedyś to się stanie, a wtedy na pewno odrobinę się zdziwi lol.
Śmiejąc się, patrzył jak chłopak zanurza się pod wodą która wszakże nie była głęboko dlatego mógł sobie pozwolić na to by go tam upuścić. Chociaż w pewnym stopniu również mógł unormować szybko bijące w jego piersi serce. Dlaczego posunął się o krok za daleko nie myśląc o konsekwencjach? Czekał tylko aż chłopak wynurzy się spod wody i naskoczy na niego za to co zrobił.
Kiedy tak się nie stało, a ugościł go jedynie uśmiech, wypuścił powietrze, które dopiero teraz zorientował się że trzymał. — O nie, nie, dobrze się tutaj baw— — Nim zdążył podnieść ręce w geście poddania, Noah zdążył go wyprzedzić i pociągnąć za dłonie do wody. Pozwolił chłopakowi odgarnąć włosy z czoła po chwili orientując się jak blisko niego stał. Przygryzając wargę, zamrugał kilkakrotnie, odrywając wzrok od jego ust. — Mop huh? — Uderzył dłonią w wodę tak, że ta ochlapała chłopaka po twarzy. — Powiedziała zmokła kura. — Śmiejąc się głośno, oblał go jeszcze raz. Może jutro obudzą się z gorączką, ale dzisiaj na pewno nie chodziły im po głowie konsekwencje kąpania się w wodzie późnym wieczorem.
Valentine Evans
Obrazek
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! ICE BEAR - dla każdego, z okazji Dnia Niedźwiedzia Polarnego! Happy St. Patrick's Day! Prima Aprilis! WIOSNA, CIEPLEJSZY WIEJE WIATR - dla wszystkich z okazji Pierwszego Dnia Wiosny!

Awatar użytkownika
23 y/o
177 cm
hello, it's me
I looked up at the dark sky and prayed to God for a better break in life and a better chance to do something for the little people I loved.

Post Valentine Evans »

Może to hipokryzja, ale cieszył się, że chłopak czuje się przy nim na tyle swobodnie by być z nim tak szczerym, na ile można być z kimś, kto właściwie jest dla ciebie zupełnie obcy. To, że jego znajomości trwały chwilę nie znaczyło, że nie starał się wycisnąć z tej chwili najwięcej jak się dało. Chciałby pomóc jakoś Nicholasowi, bo był dobrym człowiekiem. - Cokolwiek to jest, trzymam mocno kciuki by się udało - odparł z ciepłym uśmiechem. Pokręcił głową na jego słowa. Och, kiedyś też myślał podobnie do niego. - Widzisz, problemy, które nas spotykają to tylko bitwy. Możesz przegrać bitwę i nadal wygrać wojnę. Jeśli stawisz czoła samemu sobie i swoim lękom odnosząc sukces, jesteś zwycięzcą - wyjaśnił. Valentine toczył tę wojnę przez wiele lat nim wreszcie zaczął stopniowo odnosić drobne sukcesy. Może nie były spektakularne. Może nadal płakał jak dziecko, kiedy się czegoś bardzo wystraszył albo dostawał ataków paniki, gdy przez jego ochronną bańkę docierało do niego to jak beznadziejne jest jego położenie i że najpewniej nie dożyje nawet trzydziestki. Ale dzielnie stawiał małe kroki, starając się żyć. I czerpał z tego tak, jak tylko mógł.
Nigdy nie myślał o tym, by podróżować z kimś. Z jednej strony by to go ograniczało, a z drugiej stwarzało nowe możliwości. Gdyby tylko potrafił komuś dostatecznie zaufać, może nie pokonywałby tych tysięcy mil samotnie. - Co z tego? Dlaczego miałoby cię obchodzić to, co myślą? Jeśli chciałbyś się go kiedyś pozbyć, co zakładam, że rozważasz, nie rób tego z niewłaściwych pobudek - osobiście uważał ten tatuaż za uroczy i pasował mu do Nicholasa. Chłopak jednak zrobi to, co uważał za słuszne. - Nie przestawiaj się. Amerykanki uwielbiają brytyjski akcent - zaśmiał się, posyłając mu rozbawione spojrzenie. Był gotów się założyć, że ktoś taki jak on miał powodzenie, zapewne u obydwu płci.
Musiał przyznać, że ten pocałunek ze strony Nicholasa go zaskoczył, był tak niewinny i tak uroczy… Jak mógłby mieć mu coś takiego za złe? Może i chłopak trochę go sobą oczarował, ale nie na tyle, by mu odpuścił. O nie, nie będzie jedynym mokrym w tym towarzystwie. - Hej! - zaprotestował, próbując osłonić się przed wodą, która i tak go ochlapała. Odgarnął włosy z czoła, bo takie mokre nieco przesłaniały mu widok. Długo nie pozostał chłopakowi dłużny, więc owszem, chlapali się jak dzieci, śmiejąc przy tym głośno. Dla Valentine’a, który zbyt szybko musiał dorosnąć, takie chwile beztroski były bezcenne. Jednak gdy zerwał się delikatny wiatr, poczuł jak cały drży z zimna. - Teraz przydałaby się nam ta twoja bluza. A najlepiej cała szafa suchych ubrań - wchodzenie do wody w ubraniach nie było mądre, ale kto powiedział, że ta dwójka taka była? Złapał Nicholasa za dłoń i powoli zaczął iść w stronę brzegu. Zatrzymał się tylko na moment by złożyć pocałunek na jego policzku. - Dziękuję. Za przywrócenie mi wiary w walentynki, małe miasteczka i istnienie dobrych chłopaków - uśmiechnął się, ściskając delikatnie jego dłoń. - Wiesz... Jest tu całkiem miło. Chyba zostanę tu na jakiś czas.

Nicholas McCallister
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! ICE BEAR - dla każdego, z okazji Dnia Niedźwiedzia Polarnego! Happy St. Patrick's Day! Prima Aprilis! WIOSNA, CIEPLEJSZY WIEJE WIATR - dla wszystkich z okazji Pierwszego Dnia Wiosny! BOGATE CV MAN UP! CHUDERLAK WCIĄŻ CZEKAM NA LIST Z HOGWARTU Czytam książki Boje się burzy migrena rozsadza mi głowę Chodzę w bluzach mojego chłopaka

Awatar użytkownika
24 y/o
179 cm
hello, it's me
"What's the best thing that happened to you?" You ask. "Seeing you again." Smiling, I brush your cheek delicately. "Besides that."
"Meeting you the first time"

Post Nicholas McCallister »

— Masz rację. Postaram się skorzystać z twojej rady i spróbować stawić im czoła. Dziękuję. — Uśmiechnął się, zatrzymując swoje spojrzenie nieco dłużej na jego oczach. Po chwili jednak zamrugał kilkakrotnie, odchrząkując. — Ale już dosyć tego tematu. Nie chcę cię tym wszystkim zanudzić. Powiedz mi lepiej co robiłeś wczoraj? Nie mogłem się wczoraj wyrwać wcześniej z pracy i ci towarzyszyć. Obowiązki. — Zaśmiał się cicho, przewracając oczami. Chwytając małą muszlę, którą znalazł obok siebie, rzucił w kierunku wody obserwując to jak leci. Gdyby tylko w jakiś sposób mógł go tutaj zatrzymać, gdyby tylko mógł dać mu powód dla którego chłopak mógłby się tu na trochę zatrzymać by mogli się poznać trochę lepiej, może nawet zaprzyjaźnić do tego stopnia, że dalej ruszyliby już razem nie przejmując się niczym?
Słysząc jego pytanie, wyrwał się z własnych myśli i uśmiechając się, pokręcił głową. — Oh nie, to nie tak, że przejmuję się tym co powiedzą inni. Gdyby tak było to już w szkole pewnie bym sfiksował przez to ile opinii na mój temat się nasłuchałem. — Zaśmiał się wzruszając ramionami. Nie był zbyt dobrze postrzegany w szkole mimo iż nie był złym uczniem, był raczej przeciętny. Dużo wagarował to fakt przez co wiązały się z tym różne nowinki że zrobił komuś dziecko, że na pewno musi dużo imprezować, słyszałem że zawiesili go za romans z nauczycielem. Było tego wiele i może na początku trochę się tym przejmował, ale w końcu jego przyszywany ojciec trochę go wszystkiego nauczył i mimo tego, że sam miał namieszane w życiu to nie pozwolił by i Nicholas cierpiał przez ludzie nie potrafiących trzymać języka za zębami.
— Tylko nie to. — Skrzywił się, chowając twarz w dłoniach. — Nienawidzę kiedy ktoś podchodzi i komplementuje mój akcent. — Zmarszczył brwi. Tyle razy ile tych słów nasłuchał się w pracy to naprawdę nie potrafił nawet tego zliczyć.
Śmiejąc się, obserwował jak chłopak odgarnia włosy z czoła. Może i nie znał go długo i może to głupie, że widząc na jego twarzy promienny uśmiech serce biło mu jak oszalałe. Coś w nim było, co sprawiało, że Nicholas miał ochotę zamknąć go pod szklanym naczyniem jak gdyby był najcenniejszym i najdelikatniejszym skarbem, który obawiałby się dotknąć.
Widząc jak chłopak trzęsie się z zimna, skrzywił się, przeklinając że dzisiaj akurat nie wziął koszulki na zamianę do pracy. Do głowy jednak wpadł mu inny plan.
Dając się ciągnąć w kierunku brzegu, zmarszczył brwi kiedy chłopak na chwilę przystanął. Patrząc na niego pytając, przygryzł wargę kiedy ten pocałował jego policzek, powstrzymując się od uśmiechu. Nie chciał wyjść na jakąś zakochaną nastolatkę. Spuszczając głowę lekko zawstydzony, uśmiechnął się delikatnie pod nosem. — To ja dziękuję. Za wprowadzenie światła do mojego nudnego życia. Może nie mamy dużo wspólnych chwil, ale każde ich wspomnienie będzie wywoływało uśmiech na mojej twarzy. — Podniósł gwałtownie głowę, słysząc jego kolejne słowa. W przypływie chwili, ujął jego twarz w dłonie, nakierowując jego spojrzenie na swoje. — Naprawdę? — W jego głosie zdecydowanie było słychać podekscytowanie. Wracając jednak do rzeczywistości, przejechał wzrokiem po swoich dłoniach i zawstydzony tym gdzie się znajdują, zabrał je z jego twarzy, dłonią przejeżdżając po karku. Śmiejąc się niezręcznie, spojrzał na niego. — Przepraszam.. — Oh miał ochotę zapaść się pod ziemię. Przełykając ciężko ślinę, chwycił go za dłoń, ciągnąc w kierunku domu. — Chodź, musisz się przebrać bo jeszcze się przeziębisz. Albo wiesz co.. — Przystając na chwilę, podszedł do niego bliżej. — Zdejmij te przemoczone buty i wskakuj mi na plecy. — Uśmiechnął się ani na sekundę nie puszczając jego dłoni.
Valentine Evans
Obrazek
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! ICE BEAR - dla każdego, z okazji Dnia Niedźwiedzia Polarnego! Happy St. Patrick's Day! Prima Aprilis! WIOSNA, CIEPLEJSZY WIEJE WIATR - dla wszystkich z okazji Pierwszego Dnia Wiosny!

Awatar użytkownika
23 y/o
177 cm
hello, it's me
I looked up at the dark sky and prayed to God for a better break in life and a better chance to do something for the little people I loved.

Post Valentine Evans »

Uśmiechnął się, mając nadzieję, że tak właśnie będzie. Nawet jeśli mu się nie uda, to samo to, że spróbuje jest już jakąś formą zwycięstwa, prawda? Wzruszył lekko ramionami, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Nie przejmuj się. Wiem, że masz obowiązki. Właściwie to nie robiłem nic konkretnego, trochę zwiedzałem okolicę - było tu całkiem ładnie, choć Floryda nie do końca wpisywała się w jego gust. Trudno było ukrywać blizny, gdy gorące słońce bezustannie świeciło nad głową. Był to jeden z powodów, dla których chciał stąd jak najszybciej wyjechać. Drugim był strach, że być może wpadnie gdzieś na swojego internetowego przyjaciela. Nie chciałby rozczarować go tym, że jego prawdopodobne wyobrażenie o nim nie miało pokrycia w rzeczywistości, zakładając, że udałoby im się nawzajem rozpoznać (co jak widać na załączonym obrazku, nie było takie łatwe, choć dowody na to mieli przed oczami lol).
- Mmm szkoła, takie przyjemne miejsce - odparł z typowym dla Brytyjczyków sarkazmem. Domyślał się, że i Nicholas miał podczas niej trudny czas. Bardzo mu współczuł i najchętniej naplułby na każdego, kto sprawił temu miłemu chłopakowi przykrość. W takich małych miasteczkach plotki roznosiły się szybko. Sam przecież uciekał, gdy ten kretyn, w którym głupio się zakochał zaczął rozpowiadać, że uprawia seks z facetami za pieniądze, a na jego szkolnej szafce widniał napis Dziwka i codziennie dostawał po kilka telefonów od różnych facetów, bo ktoś opublikował gdzieś jego numer. Nie wspominając o najgorszym, do czego nie chciał nawet wracać myślami.
Zaśmiał się głośno na widok zawstydzonego Nicholasa. Wyglądał naprawdę słodko.
Przez moment nie był pewien czy nie posunął się za daleko, a jego poziom anxiety niemal wystrzelił w kosmos, ale widząc ten drobny uśmiech na twarzy chłopaka i to, jak po raz kolejny okazuje zawstydzenie, jego strach zamienił się w rozczulenie. Co za rollercoaster. Zwłaszcza, że chwilę później jego twarz znalazła się w dłoniach chłopaka. Rozszerzył nieco oczy z zaskoczenia, nie spodziewając się takiej reakcji. W końcu się zaśmiał i ścisnął delikatnie dłoń Nicholasa, gdy ten zaczął go ciągnąć w nieznanym mu kierunku. - Nie masz za co mnie przepraszać. I tak, naprawdę. Mam nadzieję, że zanim wyjadę dam ci więcej powodów do uśmiechu - nie chciał składać obietnic, których nie mógł dotrzymać, ale czy i tak już go nie okłamywał? Choć gdyby się tak zastanowić, Nicholas był najbliżej prawdziwego Valentine’a, bliżej niż ktokolwiek przed nim. Nie licząc osoby, której nigdy nie widział na oczy i pewnie nie ujrzy. Zmarszczył czoło słysząc jego propozycję.
- Nie żartuj. Przecież jestem ciężki - mruknął, choć była to słaba linia obrony zważywszy na to, że ubrania praktycznie na nim wisiały. Gdy były mokre, było to jeszcze bardziej zauważalne. Uległ jednak widząc spojrzenie Nicholasa. - W porządku. Ale jeśli będziesz mieć dość to powiedz, okej? - poprosił i z cichym westchnieniem, wdrapał się mu na plecy Czuł jak mięśnie chłopaka napinają się pod mokrą koszulką, gdy objął go za szyję ramionami. Na jego policzki wstąpiły delikatne rumieńce i niekoniecznie musiały mieć coś wspólnego z ilością wypitego wina czy nocną kąpielą w oceanie. Na całe szczęście było na tyle ciemno, że nie było tego widać, bo inaczej ze wstydu jeszcze w tej samej chwili pobiegł do samochodu by jednak poszukać szczęścia na Alasce. - Mmm, ale miło - zachichotał, przyklejając się do jego policzka swoim własnym. Czy to tak właśnie wyglądały randki? Żałował, że nigdy na żadnej nie był. Nie chciał jednak nadinterpretowywać tego co się między nimi działo, ani czuć zawodu czy sprawiać jeszcze większego chłopakowi, bo przecież w końcu i tak odejdzie. Nawet nie miał pewności czy nie był hetero, choć który heteryk całuje drugiego faceta w policzek? Przez te rozmyślania czuł jak szybciej bije mu serce i bał się, że Nicholas to usłyszy. Miał wrażenie, że nie biło tak mocno od dawna. Nie rozumiał co się z nim działo ani dlaczego znów podejmował te wszystkie irracjonalne decyzje. Co jeśli to znów skończy się katastrofą? Nie, nie mógł o tym teraz myśleć. Ostatnim czego by sobie teraz życzył był atak paniki. Spróbował się uspokoić, przytulając się do chłopaka. Paradoksalnie, jego bliskość mu pomogła. Musiał też przyznać, że naprawdę ładnie pachniał.
- To twój dom? Bardzo ładny - powiedział, gdy Nicholas wreszcie się zatrzymał. Nie zarejestrował nawet jak długo tutaj szli. Brawo Valentine, czujność na najwyższym poziomie. Mógłby wynieść cię do Meksyku, a ty byś pewnie nie zauważył do momentu, aż nie zechciałby przehandlować cię za koguta lol. - Jesteś pewien, że mogę wejść do środka? Nie chcę nikomu przeszkadzać - w końcu było dosyć późno.

Nicholas McCallister
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! ICE BEAR - dla każdego, z okazji Dnia Niedźwiedzia Polarnego! Happy St. Patrick's Day! Prima Aprilis! WIOSNA, CIEPLEJSZY WIEJE WIATR - dla wszystkich z okazji Pierwszego Dnia Wiosny! BOGATE CV MAN UP! CHUDERLAK WCIĄŻ CZEKAM NA LIST Z HOGWARTU Czytam książki Boje się burzy migrena rozsadza mi głowę Chodzę w bluzach mojego chłopaka

Awatar użytkownika
24 y/o
179 cm
hello, it's me
"What's the best thing that happened to you?" You ask. "Seeing you again." Smiling, I brush your cheek delicately. "Besides that."
"Meeting you the first time"

Post Nicholas McCallister »

— I jak? Przykuło coś twoją uwagę? Tylko szczerze, nie bój się że mnie urazisz.. sam nie znoszę tego miejsca. — Zaśmiał się. Odkąd tylko tutaj przyjechał był negatywnie nastawiony do Hope Valley, przypadkowi ludzie na ulicy nie uśmiechali się do ciebie ani nie zagadywali ot tak. Każdy był zajęty samym sobą, chyba że w grę wchodziły różne nieprzyjemne o tobie plotki to wtedy z przyjemnością wchodzili w twoje życie z brudnymi butami.
Na słowa o szkole pokiwał jedynie głową, śmiejąc się cicho. Kto choć w jednym procencie lubił z własnej woli chodzić do szkoły? Chyba nikt, szkoła wiązała się jedynie ze stresem i z nauczycielami wchodzącymi ci na głowę non stop jeżeli miałeś inne zdanie niż oni. Wtedy było najtrudniej bo przekreślali cię z miejsca i robili wszystko byś miał pod górkę. Dlatego Nicholas nie żałował i wątpił, że kiedykolwiek będzie tego że zrezygnował z uczelni. Do niczego studia nie były mu potrzebne, a jeżeli będzie miał ochotę to zawsze mógł spróbować jeszcze raz. W to jednak wątpił.
Przeklął w myślach widząc zaskoczone spojrzenie chłopaka. W panice zaczął go ciągnąć w kierunku domu. Słysząc jednak śmiech za swoimi plecami nie mógł na chwilę nie przystanąć i obejrzeć się za siebie. Uśmiechnął się lekko, ściskając nieco mocniej dłoń chłopaka jak gdyby bał się, że ten w każdej chwili mógłby uciec.
Zaśmiał się ironicznie, patrząc na niego z niedowierzaniem. Ciężki? Czy ten chłopak w ogóle patrzył w lustro ostatnimi czasy? — Żartujesz, prawda? Jesteś lekki jak piórko, a przypominam że już dane było mi cię nieść jakieś pół godziny temu. Tak na wszelki wypadek gdybyś zapomniał, więc nie ściemniaj mi że jesteś ciężki i wskakuj. — Nieco się pochylił by ten mógł swobodnie się na nich zawiesić. — No chyba, że wolisz bym niósł cię tak jak wcześniej? Wtedy zyskam dodatkowe minuty podziwiania twojej urody, które wyryję sobie głęboko w pamięci. — Uśmiechnął się pod nosem, a czując jak ten zawiesza na nim swoje ciało, chwycił go pod kolanami, podciągając trochę wyżej by było mu bardziej wygodnie. — Trzymaj się mocno..ciężki..żartowniś. — Mrucząc pod nosem, ruszając w kierunku domu. — Bez obawy, jak będę miał dosyć to cię puszczę i wylądujesz na tyłku. — Zaśmiał się cicho. Żeby czasem nie miał dosyć lol.
Zamrugał kilkakrotnie ze zdziwienia kiedy ten przykleił się do niego swoim rozgrzanym policzkiem. Jeszcze tego brakuje by chłopak się rozchorował przez ten ich drobny moment w porywach chwili. Gdyby tylko miał odwagę odwrócić głowę może dostrzegłby te rumieńce oblewające jego policzki. Świateł latarni co prawda nie było zbyt wiele, ale któraś na pewno odsłoniłaby przed nim ten zapewne słodki widok.
Stając przed domem, odwrócił się powoli do tyłu, spotykając się z zamyślonym spojrzeniem chłopaka. Nie dane było mu jednak lepiej mu się przyjrzeć, policzyć każdą z rzęs bo ich twarzy były tak blisko, gdyż chłopak wyrwał się z transu. Czym był tak bardzo były pochłonięte jego myśli?
Słysząc jego słowa, spojrzał na dom, wzruszając ramionami. — Zwyczajny, nie ma w nim nic ładnego. — Prychając, przeniósł na niego oburzone spojrzenie. — Absurd, nikomu nie będziesz przeszkadzał. Ponadto mojej matki nie ma w domu, a jeśli nie ma jej to mojego brata również, więc dom jest całkowicie pusty. A nawet jeśli by była to nie ma nic do powiedzenia, nie pozwolę byś złapał jakieś choróbsko bo mamusia byłaby niezadowolona. Chrzanić ją..chodź. — Uśmiechnął się szeroko i otwierając drzwi do domu niemal wepchnął chłopaka do środka. Jak miał go inaczej zachęcić skoro ten tak sceptycznie był nastawiony? — Czuj się jak u siebie, łazienka jest na górze pierwsze drzwi po lewej. Chodź, pokaże ci wszystko. — Łapiąc go za rękę, pociągnął na piętro do łazienki. Potem na chwilę zostawił go w niej samego idąc do swojego pokoju skąd zgarnął ciuchy dla Noah na przebranie. — To chyba wszystko, w razie gdybyś czegoś potrzebował to krzycz, dobrze? Ja pójdę zrobić coś ciepłego żebyś się nie rozchorował, masz na policzkach ogromne rumieńce. Mam nadzieję że nic cię nie rozkłada. — Patrząc na chłopaka z troską w oczach, położył mu rękę na czole, szybko jednak ją zabierając. — Wszystko powinno być w porządku, ale i tak warto być ubezpieczonym. Już się zamykam i wychodzę, a ty pod prysznic, sio! — Śmiejąc się wyszedł z pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi. Sam w międzyczasie poszedł przebrać się w suche ubrania i pognał do kuchni, robiąc chłopakowi kubek gorącej herbaty. I może przez cały ten czas na jego ustach błąkał się drobny uśmiech.
Valentine Evans
Obrazek
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! ICE BEAR - dla każdego, z okazji Dnia Niedźwiedzia Polarnego! Happy St. Patrick's Day! Prima Aprilis! WIOSNA, CIEPLEJSZY WIEJE WIATR - dla wszystkich z okazji Pierwszego Dnia Wiosny!

Awatar użytkownika
23 y/o
177 cm
hello, it's me
I looked up at the dark sky and prayed to God for a better break in life and a better chance to do something for the little people I loved.

Post Valentine Evans »

Na całe szczęście Nicholas nie potrafił czytać w myślach, w przeciwnym razie w głowie Evansa napotkałby dosyć spory mętlik. Sam nie wiedział już czy zostawanie tutaj było dobrym pomysłem, ale nie chciał łamać danego chłopakowi słowa. Po raz pierwszy od wielu miesięcy trafił na kogoś, kogo chciał bliżej poznać. Może to nie było rozsądne, ale czasem trudno było mu oprzeć się pokusie. Starał się o tym nie myśleć i nie wyobrażać sobie zbyt wiele, a wizja przekroczenia czyjegoś progu skutecznie przekierowała jego lęki.
- Tylko tak ci się wydaje, bo tutaj mieszkasz - a może to dla Valentine’a, który nigdy nie miał miejsca, które mógłby w pełni nazwać domem, każdy wyglądał pięknie. Mimo niepewności, zaśmiał się głośno po tym wybuchu Nicholasa. - Proszę, proszę. W kimś budzi się buntownik - roześmiał się, dając wepchnąć się do środka. I tak nie miał wyboru. Czuł, że chłopak nie pozwoliłby mu tak po prostu sobie pójść. Wnętrze domu może i nie było jakieś luksusowe, ale było czysto i przytulnie. Więcej niż Valentine kiedykolwiek doświadczył, nie licząc czasu, gdy jeszcze żył jego ojciec, czego praktycznie nie pamiętał. Było mu głupio, że Nicholas tak koło niego skacze, zwłaszcza, że to on wyszedł z inicjatywą tej całej nocnej kąpieli w oceanie. - Uhm… To nic takiego. Pewnie zaraz mi przejdzie - powiedział cicho, tracąc całą pewność siebie na myśl o swoich głupich rumieńcach i tym, że chłopak je zobaczył. Dobrze, że wziął to wszystko wyłącznie za oznakę ich bezmyślności. - Dziękuję - dodał, uśmiechając się do niego i czując, jak jego serce bije zbyt szybko na dźwięk śmiechu Nicholasa. Gdy został już sam, na moment kucnął i schował głowę w ramionach by stłumić w ten sposób jęknięcie. To tylko chwila słabości, nic więcej. Nicholas był dla niego miły, bo był dobrym facetem. Nie powinien doszukiwać się w tym żadnych innych motywów. Zimny prysznic skutecznie odgonił jego myśli, a późniejsza ciepła woda sprawiła, że przyjemnie się rozgrzał. Powiesił swoje mokre ubrania w odpowiednim miejscu, w nadziei, że szybko wyschną, a sam ubrał się w zdecydowanie za duże dresy Nicholasa. Uśmiechnął się mimowolnie czując na sobie jego zapach i od razu skarcił się w duchu za takie zachowanie. Po cichu wyszedł z łazienki i równie cicho zjawił się w progu kuchni, co zdaje się zaskoczyło jego gospodarza. Pewnych nawyków trudno się pozbyć. - Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć - mruknął, śmiejąc się nieco nerwowo i odruchowo poprawił rękawy bluzy, jaką od niego dostał. - To dla mnie? - zapytał, widząc na blacie kubek z parującą jeszcze herbatą. - Dziękuję, nie musiałeś - powiedział, podchodząc do niego i po chwili namysłu pocałował go w policzek. Jednak równie szybko się odsunął, zatapiając nos w bluzie, którą miał na sobie. - Twoja bluza jest bardzo wygodna. Będziesz bardzo zły, jeśli ci ją ukradnę? - uśmiechnął się do chłopaka, sięgając po jego dłoń. Zmarszczył czoło czując jaka była zimna. Chwycił ją między swoje dłonie i delikatnie potarł by ją ogrzać. - Powinieneś wziąć gorący prysznic, dobrze ci zrobi. Nie chciałbym, żebyś się przeze mnie rozchorował… Obiecuję, że grzecznie tutaj zaczekam, a potem możemy coś razem obejrzeć, hmm? - nie chciał by ten myślał, że szuka okazji do ucieczki. Nie zrobiłby mu tego. Z pewnością nie teraz.

Nicholas McCallister
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! ICE BEAR - dla każdego, z okazji Dnia Niedźwiedzia Polarnego! Happy St. Patrick's Day! Prima Aprilis! WIOSNA, CIEPLEJSZY WIEJE WIATR - dla wszystkich z okazji Pierwszego Dnia Wiosny! BOGATE CV MAN UP! CHUDERLAK WCIĄŻ CZEKAM NA LIST Z HOGWARTU Czytam książki Boje się burzy migrena rozsadza mi głowę Chodzę w bluzach mojego chłopaka

Awatar użytkownika
24 y/o
179 cm
hello, it's me
"What's the best thing that happened to you?" You ask. "Seeing you again." Smiling, I brush your cheek delicately. "Besides that."
"Meeting you the first time"

Post Nicholas McCallister »

— Możliwe.. — Wzruszył ramionami, rozglądając się po okolicy. — Ale żaden z tych domów w okolicy nie ma w sobie nic szczególnego. Chciałbym kiedyś wrócić do Londynu. Tam jest mój dom.. chociaż teraz sam dokładnie nie wiem czy będąc tam dalej bym tak myślał. — Skrzywił się, a w jego myślach pojawił się dom rodzinny i czas który spędzał przed kominkiem zafascynowany głębokim głosem ojca, który czytał mu jedną ze swoich ulubionych twórczości Wilde. Obraz, który teraz najchętniej wymazałby z pamięci.
Śmiejąc się, puścił mu oko. — We własnej osobie. Nicholas McCallister, największy buntownik Hope Valley, do usług. — Kłaniając się nisko po chwili podniósł się z uśmiechem, puszczając chłopaka przodem do środka.
W końcu chłopak był jego gościem, więc nie mógł mu mieć za złe tego, że chciał by ten czuł się jak najbardziej w domu. Rzadko kiedy oprócz Dylana ktokolwiek go odwiedzał, no może Cullen, ale od czasu jego sprzeczki z matką Nicholasa ten nie postawił tutaj nogi. Nikt nie chciałby przebywać w jej towarzystwie dlatego w duchu modlił się by przypadkiem ich dzisiaj nie zaskoczyła.
— Mimo wszystko, lepiej dmuchać na zimne i działać szybko. — Ostatni raz posyłając mu uśmiech, zamknął za sobą drzwi.
Mieszając herbatę już chyba dziesiąty raz, obserwował widok za oknem, zawieszając wzrok na dłużej na oknie najlepszego przyjaciela. Zmarszczył brwi, zastanawiając się gdzie podziewał się o tej godzinie? Może powinien był do niego napisać? Z drugiej strony co jeśli był na randce z tym McKayem i nie miałby czasu żeby odpisać?
Krzywiąc się, upił łyk swojej herbaty, przeklinając pod nosem na to jaka gorąca była, a kiedy odwrócił się w kierunku zlewu lekko podskoczył na widok chłopaka stojącego w progu kuchni. Omiatając go spojrzeniem, machnął lekko ręką, kręcąc głową. — Nic się nie stało, nie przepraszaj. — Podążając spojrzeniem tam gdzie patrzył chłopak. Przytakując, podsunął mu cukierniczkę. — Tak! Nie wiedziałem czy lubisz słodką czy nie.. — Uśmiechnął się pod nosem, czując wargi chłopaka na swoim policzku i niezauważalnie skrzywił się kiedy ten tak szybko się od niego odsunął. Śmiejąc się, ponownie omiótł go spojrzeniem, przełykając ciężko ślinę. Czy to źle, że chciałby widzieć go codziennie ubranego w jego ciuchy? — Ani trochę. Jest twoja. — Puścił mu oko, chwytając wargę między zębami by powstrzymać się od uśmiechu który wkradał mu się na usta. — Możesz zaczekać w moim pokoju, chodź.. — Pociągnął go za rękę po schodach. Wolał żeby nie musiał konfrontować się z jego matką gdyby ta postanowiła jednak wrócić do domu. — Za chwilę wracam, a ty czuj się tu jak u siebie. — Podchodząc jeszcze do szafki nocnej, by zgarnąć z niej swoje okulary, rzucił spojrzeniem na zdjęcie z przyjacielem z dzieciństwa, które zazwyczaj oparte o lampkę teraz leżało obrazem do dołu. Było mu jednak tak zimno, że obiecał sobie poprawić je później. — Laptop.. — Rozejrzał się po pokoju w poszukiwaniu urządzenia, którego jednak nigdzie nie dostrzegł. — ..gdzieś tu leży, jeśli go znajdziesz to możesz poszukać jakiegoś filmu. — Całując go szybko w policzek, niemalże wybiegł z pokoju, zastanawiając się nad swoim zachowaniem, a będąc już pod prysznicem, uderzył kilkakrotnie lekko czołem o zimną ścianę. Głupi, głupi, głupi..
Mierzwiąc mokre włosy, rzucił ręcznik na szafkę i nakładając na nos okulary przeszedł do pokoju, uśmiechając się na widok chłopaka. — I jak? Znalazłeś coś ciekawego?
Valentine Evans
Obrazek
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! ICE BEAR - dla każdego, z okazji Dnia Niedźwiedzia Polarnego! Happy St. Patrick's Day! Prima Aprilis! WIOSNA, CIEPLEJSZY WIEJE WIATR - dla wszystkich z okazji Pierwszego Dnia Wiosny!

Awatar użytkownika
23 y/o
177 cm
hello, it's me
I looked up at the dark sky and prayed to God for a better break in life and a better chance to do something for the little people I loved.

Post Valentine Evans »

Londyn. Zaczynał drżeć na samą myśl o tym miejscu. Wiedział, że to tam się urodził i spędził pierwszych dwanaście lat swojego życia, ale z jakiegoś powodu jego wspomnienia z tamtego okresu były… niekompletne, wręcz zniekształcone. Każda próba odszyfrowania ich wywoływała u niego potężny ból głowy i drgawki, dlatego zwyczajnie przestał do tego wracać. - Home is where the heart is - mruknął, cytując dosyć dobrze znane przysłowie. - Może tęsknisz za Londynem, bo zostawiłeś tam kogoś cennego? - zapytał cicho, mając nadzieję, że nie wkracza za bardzo na grunt osobisty. W końcu nie wiedział nic o jego przeszłości, prawda? Nie chciałby sprawić mu przykrości swoimi słowami.
Nie mógł powstrzymać śmiechu. Łatwo było mu wyobrazić go sobie jako prawdziwego buntownika. W jego głowie szybko pojawił się obraz Nicholasa w skórzanej kurtce, opartego o motor z papierosem w ustach. Seksowny to mało powiedziane.
Valentine rzadko kiedy bywał w cudzych domach, bo i rzadko kiedy nawiązywał trochę bliższe znajomości. Miał pewne zasady, które czasami naginał, ale miał wrażenie, że tym razem już zwyczajnie je łamał. Dobrze wiedział, że robienie tego nigdy nie kończyło się dla niego dobrze, ale to wcale nie powstrzymywało go przed popełnianiem tych samych błędów. Gdy nie miało się niczego do stracenia, podejmowanie ryzyka przychodziło zbyt łatwo.
Było mu głupio, że tak nastraszył Nicholasa. Chłopak jednak zdawał się być pogrążony w myślach do tego stopnia, że nie zauważyłby go pewnie nawet, gdyby się nie skradał. Ciekawiło go co tak bardzo zajmowało jego myśli, ale nie zapytał. - Wypiłbym każdą, ale jeśli mam wybór to gorzka jest dużo lepsza - odparł. Nie zwykł w czymkolwiek wybrzydzać, a ciepła herbata sama w sobie była już błogosławieństwem. Uśmiechnął się, zadowolony z odpowiedzi, choć i tak nie zamierzał wyjeżdżać stąd z pamiątkami. Obiecał sobie oddać wszystko Nicholasowi zanim opuści Hope Valley. Ledwie zdążył złapać za kubek, a już został zaprowadzony na górę. Dom był dosyć spory, przynajmniej dla niego, przyzwyczajonego do życia tam, gdzie akurat udało się zmrużyć oko. Był ciekaw tego, jak wygląda pokój Nicholasa. Ludzie zawsze przelewali na ich wnętrza część siebie. Jeśli tak, Nicholas był chyba artystą, wnioskując po panującym tu nieładzie, choć nie zawsze było to regułą - on sam zawsze zachowywał dookoła siebie porządek, bo inaczej by oszalał. Bałagan przywoływał niechciane wspomnienia i przypominał mu o jego bezdomności. Może i ten całus, jaki otrzymał od Nichoalsa, nim ten udał się do łazienki, na trochę go rozkojarzył, ale przy okazji szukania laptopa nie mógł powstrzymać się przed choćby częściowym uprzątnięciem pokoju. W razie czego powie, że zrobił to przy okazji poszukiwań, prawda? Obsesja to obsesja. Gdy już znalazł laptop, było mu trochę głupio na nim grzebać. Na szczęście okazało się, że Nicholas ma hasło. - Znalazłem twój laptop, ale masz ustawione hasło. No i szczerze mówiąc, nie znam się za bardzo na nowych filmach, więc chyba zdam się na ciebie - mruknął. Raczej nie miał w życiu zbyt wielu okazji do oglądania czegokolwiek, wstyd się przyznać. - Nie wiedziałem, że nosisz okulary… Pasują ci - powiedział, uśmiechając się na jego widok. Odniósł wrażenie, że chłopak wyglądał w nich jeszcze atrakcyjniej niż przedtem.

Nicholas McCallister
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! ICE BEAR - dla każdego, z okazji Dnia Niedźwiedzia Polarnego! Happy St. Patrick's Day! Prima Aprilis! WIOSNA, CIEPLEJSZY WIEJE WIATR - dla wszystkich z okazji Pierwszego Dnia Wiosny! BOGATE CV MAN UP! CHUDERLAK WCIĄŻ CZEKAM NA LIST Z HOGWARTU Czytam książki Boje się burzy migrena rozsadza mi głowę Chodzę w bluzach mojego chłopaka

Awatar użytkownika
24 y/o
179 cm
hello, it's me
"What's the best thing that happened to you?" You ask. "Seeing you again." Smiling, I brush your cheek delicately. "Besides that."
"Meeting you the first time"

Post Nicholas McCallister »

Słysząc słowa chłopaka, uśmiechnął się nikle na samo wspomnienie swojego dawnego przyjaciela. Ciekawe co teraz robił? Czy dalej tam mieszka? Czy znalazł sobie inną bliską mu osobę, która zapełniła mu pustkę w sercu tak jak Dylan zapełnił Nicholasowi? A może wcale nie przejął się tym, że Nicholas wyjechał? Byli w końcu dzieciakami, więc nie mógłby go wcale winić. — Faktycznie, zostawiłem tak kogoś bardzo mi bliskiego. Niestety nawet nie wiem czy dalej tam mieszka.. nie utrzymujemy ze sobą kontaktów. — Uśmiechnął się lekko, wzruszając ramionami. Po chwili machnął ręką, czując napływające do oczu łzy.. jak przy każdym wspomnieniu V. — Lepiej powiedz mi czy jesteś głodny? Możemy też coś zamówić.. ja stawiam i nie chcę żadnych sprzeciwów. — Na potwierdzenie zatkał uszy rękami, kręcąc głową chcąc mu przekazać, że nic nie słyszy. — Musisz mi tylko powiedzieć co lubisz, albo nie.. daj mi zgadnąć, jesteś fanem wszelkiego rodzaju makaronów. Zgadłem? — Uniósł brew.
McCallistera gdy był pogrążony w myślach było łatwo wystraszyć, więc nie miał zamiaru w żaden sposób gniewać się na Nicholasa za skradanie się. — As bitter as my life, here you have. — Zaśmiał się, podsuwając kubek w stronę chłopaka, sam chwytając za ten swój chcąc chociaż trochę się ogrzać.
Będzie potrzebował dużo przekonujących argumentów jeżeli będzie chciał zwrócić jakikolwiek ciuch Nicholasa. Ten nie zamierzał poddawać się w żadnym stopniu i chłopak wyjedzie stąd z przynamniej jedną rzeczą McCallistera czy tego chce czy nie. Chyba na taki kompromis mogliby iść, prawda?
Zmarszczył brwi rozglądając się po uprzątniętym pokoju. Tylko ślepy nie zauważyłby, że ciuchy z podłogi były ułożone na krześle, wszystko z łóżka było odstawione na swoje miejsce. Z tego wszystkiego zrobiło mu się głupio, że miał wcześniej tutaj taki bałagan. Głupek..
— Wybacz za ten nieporządek. Ostatnio nie miałem zbyt wiele czasu żeby posprzątać.. — Drapiąc się po karku, zaśmiał się nerwowo. — Nie musiałeś sprzątać.. ale dziękuję. A co do filmu to możemy obejrzeć coś starszego jeśli chcesz.. — Uśmiechając się, podszedł do laptopa i wpisując hasło, podsunął go do chłopaka. — Lubisz Pottera? — Zmrużył powieki, obserwując go uważnie. Od tego będzie zależała ich dalsza znajomość lmao. — Bez nich jestem praktycznie ślepy. — Zaśmiał się, przenosząc wzrok na komputer. Nie był przyzwyczajony do komplementów, więc ten jak wcześniejsze również go zawstydził.
Słysząc nasilający się wiatr, zmarszczył brwi podchodząc do okna. — Chyba zbiera się na burzę.. mieliśmy szczęście bo inaczej musielibyśmy się gdzieś schować i przeczekać. — Mruknął i zamykając wszystkie okna podszedł jeszcze do drzwi które również zamknął.. tak na wszelki wypadek gdyby ta wredna baba postanowiła wrócić po czym usiadł na łóżku, klepiąc miejsce obok siebie. Widząc jednak wystraszone spojrzenie chłopaka, zmarszczył brwi. — Hej, wszystko w porządku?
Valentine Evans
Obrazek
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! ICE BEAR - dla każdego, z okazji Dnia Niedźwiedzia Polarnego! Happy St. Patrick's Day! Prima Aprilis! WIOSNA, CIEPLEJSZY WIEJE WIATR - dla wszystkich z okazji Pierwszego Dnia Wiosny!

Awatar użytkownika
23 y/o
177 cm
hello, it's me
I looked up at the dark sky and prayed to God for a better break in life and a better chance to do something for the little people I loved.

Post Valentine Evans »

Już po samym wyrazie twarzy Nicholasa zrozumiał, że trafił i zaczął żałować, że to powiedział. Nie chciał przywoływać wspomnień, które mogły go zasmucać. Dlatego sięgnął po jego dłoń i lekko ją ścisnął, uśmiechając się do niego. Czasem gesty znaczyły więcej niż słowa, a dalsze poruszanie tego tematu nie było rozsądne. Nie był zbytnio głodny, a przynajmniej nie dopóki chłopak o tym nie wspomniał. - To nie fair, ostatnim razem też mnie karmiłeś - mruknął, układając usta w smętną podkówkę. Nie chciał go wykorzystywać. Jeszcze miał jakieś pieniądze, więc równie dobrze to on mógł zapłacić. - Aż tak po mnie widać? Tak naprawdę to lubię jeść wszystko - uśmiechnął się, delikatnie wzruszając ramionami. Kiedy nie miało się nic, nie było się wybrednym.
- Hopefully not as bitter as mine - odparł z nieco ironicznym uśmiechem. Wtedy mogłaby być nie do wypicia. Mimo to doceniał teraz każdy rodzaj ciepła. Włączając w to przyjemnie pachnącą bluzę chłopaka. Używał naprawdę ładnych perfum.
Zrobiło mu się cholernie głupio, gdy został przyłapany na tym, że posprzątał. Nie chciał wprawiać Nicholasa w zakłopotanie, zwłaszcza, że był na tyle miły, że go tutaj zaprosił. Zwykle nie był skory do zwierzeń, szczególnie nie w tych kwestiach, ale słowa same szybciej opuściły jego usta, niż zdążyłby pomyśleć, co mówi.
- Nie przepraszaj mnie, wcale nie miałeś tutaj bałaganu, na pewno nie większy niż wszyscy. Po prostu… Mam obsesję na punkcie porządku i kiedy mówię obsesję, to mam dokładnie to na myśli. Nie chcę, żeby ci było głupio - przygryzł wargę, bo przyznawanie się do takich rzeczy nie było niczym przyjemnym. Ktoś mógłby uznać to za fajne, czy przydatne, ale wcale takie nie było. Valentine potrafił dostać drgawek w miejscu pracy, gdy coś było odłożone nie na swoje miejsce lub krzywo ustawione, nie mówiąc o tym, gdy gdzieś panował absolutny bałagan. To było coś nad czym starał się panować, ale za nic mu nie wychodziło. - Ugh, tylko nie Potter. Naprawdę chcesz oglądać tego miłośnika szlam? - mruknął, kręcąc głową z udawanym politowaniem. - Jeszcze mi powiedz, że jesteś team Gryffindor, a zapewniam, że mój ojciec dowie się o tym - dodał, idealnie naśladując Malfoya z tym swoim brytyjskim akcentem, na który wyjątkowo sobie w tej sytuacji pozwolił. Uśmiechnął się na to jak chłopak zareagował na komplement. Był naprawdę słodki.
Zastygł w bezruchu, słysząc jak zaczyna głośno wiać za oknem. Naprawdę miał takiego pecha? Znowu ta cholerna burza? Przełknął ślinę, czując jak zaczyna lekko drżeć na samą myśl, że Nicholas może mieć rację. Nie bał się samych piorunów, a grzmotów. Taki niespodziewany hałas zawsze przywoływał jedne z najgorszych wspomnień. - Mhm, jasne - odparł, starając się by jego głos zbytnio nie drżał i zmusił się do ruchu, siadając obok Nicholasa. Niestety, gdy byli w połowie oglądania filmu, nagle błysnęło i kilka sekund później rozległ się solidny grzmot, burza musiała być gdzieś niedaleko. Valentine cały zadrżał i nawet nie myśląc o tym co robi, przytulił się do Nicholasa, zaciskając powieki by się nie rozpłakać.

Nicholas McCallister
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! ICE BEAR - dla każdego, z okazji Dnia Niedźwiedzia Polarnego! Happy St. Patrick's Day! Prima Aprilis! WIOSNA, CIEPLEJSZY WIEJE WIATR - dla wszystkich z okazji Pierwszego Dnia Wiosny! BOGATE CV MAN UP! CHUDERLAK WCIĄŻ CZEKAM NA LIST Z HOGWARTU Czytam książki Boje się burzy migrena rozsadza mi głowę Chodzę w bluzach mojego chłopaka

Awatar użytkownika
24 y/o
179 cm
hello, it's me
"What's the best thing that happened to you?" You ask. "Seeing you again." Smiling, I brush your cheek delicately. "Besides that."
"Meeting you the first time"

Post Nicholas McCallister »

Spojrzał na ich dłonie z lekkim uśmiechem. Korciło go by ucałować wierzch dłoni chłopaka, jednak wiedząc że to mogłoby go potencjalnie odstraszyć porzucił tę myśl w zamian chwytając jego drugą dłoń i splatając ich palce razem. Unosząc brew, spojrzał mu prostu w oczy, kciukiem smyrając wierzch jego dłoni. — Widzisz w tym jakiś problem? Bo ja nie. Kiedyś poszedłem do babki mojego przyjaciela na kawę i przy płaceniu zorientowałem się, że nie wziąłem ze sobą portfela.. powiedziała mi że jak mi dają to żebym brał, a jak biją to żebym uciekał, więc nie chciałbym żebyś czuł się z tym źle, hm? No chyba że chcesz żeby było mi przykro. — Na potwierdzenie słów opuścił głowę udając smutnego. Słysząc jednak słowa chłopaka, uniósł szybko głowę zaskoczony. — Poważnie? Jesteś chyba pierwszą osobą, którą znam która lubi wszystko, wow. — Poważnie każdy kogo znał miał jakieś jedzenie którego nie znosił. Sam McCallister nienawidził wszelkiego rodzaju fast foodów, które były dla niego totalnie bezużyteczne. Dobrze jednak było wiedzieć, że chłopak lubił wszystko. Jeżeli tutaj zostanie to Nicholas będzie miał wszelkie pole do popisu by go zaskoczyć.
Zmarszczył brwi kiedy chłopak uśmiechnął się ironicznie, wolał jednak nie dopytywać co takiego zdarzyło się w jego życiu że ten tak o nim mówił. Nie chciał by w jakikolwiek sposób czuł się źle z tym, że tutaj posprzątał, przecież nie miał zamiaru się za to wszystko obrażać. — Noted! Następnym razem postaram się żeby było tutaj bardziej schludnie żebyś nie czuł się źle z bałaganem. Rozumiem całkowicie, mam przyjaciela który również musi mieć wszytko wysprzątane, więc nie chcę byś czuł się z tym źle przy mnie. — Uśmiechnął się lekko chcąc by ten jakoś się rozpogodził. — The last time the Chamber of Secrets was opened, a mudblood died. So it’s only a matter of time before one of them is killed this time. As for me, I hope it’s Granger. — Puścił mu oko, pstrykając go lekko w nos. — Jestem team Slytherin, nie przepadam zbytnio za Gryffindorem, jak dla mnie byli zbyt idealni. Ogólnie w filmach bardziej wolę czarne charaktery. — Zaśmiał się cicho, wzruszając ramionami.
Kiedy w środku filmu za oknem rozległ się głośny grzmot sam lekko się wzdrygnął, a czując drżenie ciała chłopaka obok przeniósł na niego spojrzenie. Zmartwiony, odwrócił się lekko by było mu wygodniej, obejmując go ramionami. — Hej, hej. Boisz się burzy? Jestem przy tobie, nic złego ci się nie stanie, hm? Chodź tutaj.. — Zsuwając się lekko w dół, zatkał odkryte ucho chłopaka dłonią, obejmując go mocniej i głaszcząc wolną dłonią po plecach. Gdyby tylko mógł odpędził by tę burzę w cholerę. — Policzymy razem do stu tęcz, hm? — Musnął go w czubek głowy i cicho się śmiejąc, szepnął. — Jedna tęcza..
Valentine Evans
Obrazek
YOU ARE MY LOVE - dla każdego, z okazji Walentynek! MEOW MEOW - dla każdego, z okazji Dnia Kota! ICE BEAR - dla każdego, z okazji Dnia Niedźwiedzia Polarnego! Happy St. Patrick's Day! Prima Aprilis! WIOSNA, CIEPLEJSZY WIEJE WIATR - dla wszystkich z okazji Pierwszego Dnia Wiosny!