Awatar użytkownika
34 y/o
190 cm
hello, it's me
Once you choose Hope, everything is possible.

Post Minhyung Seo »

outfit

Sprawy takie jak te przychodziły mu najtrudniej. Morderstwa dzieci przypominały mu jedynie o jego własnych, które jeszcze nie tak dawno biegły do niego po powrocie z pracy, chwaląc się tym co robiły w ciągu dnia, a Mark pomimo zmęczenia po ciężkim dniu w kancelarii wysłuchiwał ich jak gdyby ktoś czytał mu najciekawszą książkę świata. Później pojawiała się ona miłość jego życia, której obraz siedzącej w swoim wymarzonym fotelu z kubkiem gorącego kakao i książką w ręku dalej miał przed oczami gdy tylko wchodził do mieszkania. Co najmniej jakby nadal tam była, witając go swoim słodkim, lekko zawstydzonym uśmiechem wiedząc że Minhyung znów przyłapał ją na spożywaniu słodyczy, a potwierdzało to jedynie opakowania po jej ulubionych ciastkach kokosowych.
Chwytając się za czubek nosa, przymknął powieki wzdychając. Nie pamiętał kiedy ostatni raz naprawdę udało mu się zmrużyć oko, a widoczne na twarzy zmęczenie pewnie od razu zainteresuje matkę, która będzie wypytywała o to czy chłopak ma jakieś problemy, a on rzuciłby jej kolejnym kłamstwem które wypływało z jego ust łatwiej niż jakakolwiek prawda. Nie pamiętał kiedy ostatni raz powiedział komuś coś szczerego.
Przesuwając dłonią wzdłuż koszuli by ją wyprostować, narzucił na siebie marynarkę i chwytając za teczkę wyszedł z biura, kierując się w stronę wyjścia. — You’re still not home, miss Banks? It’s already late, I thought we’ve talked about this. — Rzucił do sekretarki, niezadowolony z tego że ta dalej tutaj była. Nie żeby w jakikolwiek sposób darzył ją jakąkolwiek sympatią, ale zdecydowanie łagodniej podchodził do osób które miały dzieci, w szczególności tak niewinne jak kobieta. — Do you want me to drop you home? — Kącik jego ust drgnął, widząc zmieszanie na twarzy kobiety lecz gdy odmówiła mówiąc że odbierze ją stąd mąż skinął głową i rzucając szybkie dobranoc, ruszył w kierunku wyjścia gdy jego telefon rozdzwonił się w najlepsze zaraz po wyjściu z windy. — Yes, mom? You nee—Mom I’m thirty four years old, I would like to remind you that I don’t need to tell you when I’m coming home. — Westchnął cicho, odpalając papierosa. — I’m only leaving cafe just now but I think I might stay at Caitlin’s today. No we didn’t break up.Yes they did.
Odpinając guzik w koszuli, odpalił auto i wyrzucając przez okno ugaszoną końcówkę papierosa, ruszył w kierunku apartamentu. — Okay mom, I think you’ve watched too much tv today. How’s Dylan? — Droga była wyjątkowo pusta dzisiejszego wieczoru, więc pozwolił sobie na odrobinę szybszą jazdę, uważnie słuchając na temat stanu zdrowia swojego brata. Powinien w końcu go odwiedzić, ale o czym miałby z nim porozmawiać? Nie wspominając o tym, że przy jego łóżku dwadzieścia cztery na dobę przesiadywał syn Huang. Zdążył go już sprawdzić. — Mhm, maybe I’ll visit him tomorrow. — Przymykając oczy z jego ust wydobyło się drobne ziewnięcie. — Holy shit! — Gwałtownie hamując na widok kogoś kto z jakiegoś cholernego powodu nagle pojawił mu się przed maską na środku drogi, chwycił za telefon. — Mom I’ll call you later. — Rzucił, telefon na siedzenie i wychodząc z auta, trzasnął drzwiami podchodząc do chłopaka. — Are you fucking stupid? — Jego ton nie należał do przyjemniejszych, a wręcz sam nieco zdziwił się na to jak ostro zabrzmiał do tego chłopaka. Nie mniej jednak należało mu się. Pieprzony dzieciak.. ile on mógł mieć lat? Szesnaście?
Hayden Woods

Awatar użytkownika
18 y/o
182 cm
hello, it's me
Once you choose Hope, everything is possible.

Post Hayden Woods »

outfit

- Ça m'emmerde* - westchnął ciężko, siadając na krawędzi chodnika nieopodal willi, w której kiedyś mieszkał. Nie spodziewał się znaleźć tutaj ojca, jako że był środek dnia, ale liczył na to, że natknie się na jego nową żonę lub dzieci. Nie sądził by ojciec miał w sobie na tyle przyzwoitości by kupić nowy dom ze względu na przeszłość dzieloną z nim i jego matką. Jeśli już, uznał zapewne, że nowa rodzina zasługuje na znacznie więcej niż ta poprzednia. Zawsze lubił popisywać się majątkiem. Hayden wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i wetknął jednego z nich pomiędzy wargi, odpalając. Częściowo ulżyło mu to w złości, ale nic nie było w stanie zatrzymać gromadzącej się w nim paniki. Jeszcze wczoraj włóczył się po ulicach Paryża szukając kolejnego pretekstu by wylądować w szpitalu, a dzisiaj? Siedział w jednej z najbogatszych dzielnic Miami, zastanawiając się w jaki sposób zemścić się na ojcu, którego całym sobą nienawidził. Syknął z bólu, kiedy poczuł jak mocno piecze go palec. Nie zauważył, że bawił się zapalniczką i zbyt długo trzymał go w płomieniu.
Nie zastanawiał się nad tym co tak właściwie chce zrobić ani w jaki sposób powinien odegrać się na ojcu poza tym, że musiało go zaboleć. Powinien rozbić jego nową rodzinę? Zniszczyć małżeństwo, tak jak zrobił to matce? A może bardziej zabolałoby go gdyby uderzył w jego dzieci? Nie. Nie sądził by ojciec aż tak się zmienił. Zawsze najważniejsze były dla niego interesy. Może to od nich powinien był zacząć? Ale czy w ogóle miał jakiekolwiek szanse w posłaniu go na dno w pojedynkę?
- Hey, you! Get the fuck out of my property! - usłyszał za sobą czyjś głos.
- It’s a public sidewalk, old man. If I want to sit here, I , and unless I show you my naked ass and shit on the ground, there’s not much you can do about it - mruknął, nie zamierzając ruszać się z miejsca. Nienawidził bogatych dupków, choć przecież sam do takich należał.
Nie chcąc jednak zwracać na siebie zbytnio uwagi, zdecydował się ruszyć dalej, choć nie miał przed sobą żadnego konkretnego celu. Udało mu się podładować telefon w centrum handlowym, a google wskazały mu adres kancelarii ojca, który zdążył zapomnieć. Postanowił, że następnego dnia złoży mu niezapowiedzianą wizytę. Póki co, zaczynało zmierzchać, więc powinien był zdecydować gdzie spędzi noc, szczególnie, że zaczynał robić się zmęczony po podróży, przydałoby się też wykąpać. Po kupieniu biletu lotniczego, niestety nie zostało mu zbyt wiele pieniędzy, góra na jakieś dwa-trzy dni. A co potem? Skrajnym optymizmem byłoby liczenie na ochocze wsparcie finansowe ze strony ojca. Co nie oznaczało, że do takowego go nie zmusi. Jeśli wyniósł coś ze wszystkich prywatnych szkół do jakich uczęszczał, to z pewnością była to manipulacja, w której nie miał sobie równych.
- Ahhh it’s so warm here - trudno było mu się tak nagle przestawić na wszechobecne ciepło, gdy jeszcze wczoraj nosił na sobie grubą kurtkę, której pozbył się tuż przed wylotem. Nie zabrał ze sobą zbyt wiele, bo i zbyt wiele nie miał. W małym plecaku miał tylko kilka ubrań na zmianę i szczoteczkę do zębów.
Przyzwyczajony do przechodzenia przez ulicę w dowolnych miejscach i Paryskich kierowców, którzy zawsze byli gotowi na tę ewentualność, nie pomyślał o tym, że przyłoży w niego jakiś rozpędzony Amerykanin. Nie, żeby miał do niego pretensje, może jedynie o to, że nie zrobił tego dostatecznie mocno by jego problemy same zniknęły.
- Just unlucky - zaśmiał się, podnosząc się powoli z asfaltu. To drugi raz w tym miesiącu i drugi raz nie miał szczęścia. Skrzywił się czując ból w lewej nodze. Oby to było tylko stłuczenie. Znajomo szumiało mu też w uzach co oznaczało, że musiał mocno przyłożyć w głowę. - Why were you driving so fast, man? Could’ve killed me - Pity you didn’t. Elegancki garnitur mówił sam za siebie. Pewnie był jednym z tych co myśleli, że stoją ponad prawem, na co wskazywał też jego władczy, pretensjonalny ton.

*(Fr.) It sucks.

Minhyung Seo

Awatar użytkownika
34 y/o
190 cm
hello, it's me
Once you choose Hope, everything is possible.

Post Minhyung Seo »

Przez wiele lat udawało mu się okłamywać rodzinę kim naprawdę był i co przed nimi ukrywał i miał nadzieję, że jego drugie życie nigdy nie wyjdzie na jaw bo tak po prostu było prościej i bezpieczniej dla nich. Choć czy aby na pewno zważywszy na to, że jedną rodzinę już stracił choć był przekonany że nikt o nich nie wiedział? Gdzie popełnił wtedy błąd? Ktoś go śledził? Ktoś wytropił to po aktach urodzenia jego dzieci w których zapisany był jako ich ojciec? Przez tyle lat nie potrafił dojść kto za tym stał i obawiał się, że już nigdy nie będzie w stanie poznać mordercy jego ukochanych dzieci i żony. Tak jak i tego, że wraz z pojawieniem się nowego kuzyna wszystko co do tej pory ukrywał mogło się wydać.
Dlatego może też był mniej ostrożniejszy jadąc, będąc pogrążony nie tylko na rozmowie z matką ale i na myślach które od kilku miesięcy nie dawały mu żadnego spokoju. Coraz częściej wmawiał rodzicom, że zostaje na noc u swojej dziewczyny choć ta tak naprawdę była jego dobrą przyjaciółką. Jego jak i jego zmarłej żony. Tak naprawdę jednak spędzał ten czas w biurze, siedząc nad papierami by choć na chwilę przestać myśleć o tym co chciał pozostawić w tyle godząc się z tym, że nigdy nie pozna prawdy.
Nie spodziewał się tego, że ktoś nagle wyjdzie mu przed maskę i nie chciał myśleć, że mógłby nie zacząć hamować na czas i doprowadzić do tragedii. Nie z jego winy bo przecież ten chłopak przechodził w niedozwolonym miejscu, ale gdyby pozbawił go życia bez wątpienia odbiłoby się to na jego psychice i tak już doszczętnie zszarganej.
— Maybe I should, one idiot less. Don’t you know you can’t pass the road here? — Mruknął, patrząc gniewnie na chłopaka. — Get fucking in before you decide to walk like a princess in front someone else’s car. You might not be so lucky this time. — Odwrócił się w kierunku swojego samochodu. — Mind moving your ass or do you need some help?
Hayden Woods