Franklin ArreolaMidtown Avenue


Awatar użytkownika
23 y/o
178 cm
long story short
In another life, I would make you stay
So I don't have to say you were the one that got away

I wanna be drunk again to feel a little love again

Post Franklin Arreola »

I wanna be drunk when I wake up
On the right side of the wrong bed
And every excuse I made up
Tell you the truth I hate


Z początku zapowiadała się zajebista impreza. Ba, impreza jakiej ten świat jeszcze nie widział - masa ludzi, wielki dom z basenem i hektolitry alkoholu. Normalnie nie jeździł poza miasto bez bliskich przyjaciół z wiadomych przyczyn, jednak tym razem jeden z kumpli, których poznał w szkole muzycznej zaprosił go na wypad za miasto zapewniając, że nie zostawi go samego na zbyt długo i będzie się nim opiekował. Z początku lekko się wahał, jednak finalnie spakował prowiant w postaci procentów i czym prędzej ruszyli ku przygodzie.
Impreza kręciła się najlepsze, z Franklinem na samym środku parkietu, wyginającego bioderka na wszystkie strony świata zupełnie nie do rytmu, a bardziej muzyki, którą wymyślił sobie w głowie. Nie przeszkadzało mu to za grosz - wlał w siebie tylko alkoholu, że dosłownie nic na tamten moment mu nie przeszkadzało. Problem zaczął się dopiero koło godziny drugiej w nocy, kiedy to większość ludzi gdzieś poznikała, razem z jego kumplem, który miał zawieźć go z powrotem do domu. Poza nim nie znał nikogo. Po kilkuminutowych poszukiwaniach postanowił się poddać i poszukać jakiegoś innego sposobu na dotarcie do domu. Wybór padł na Paige - była pierwszą osobą która zagościła w jego myślach.
Niezdarnie wyciągnął telefon, wymieniając się z nią kilkoma według niego czytelnymi wiadomościami i wyszedł na ganek. Klapnął tyłek na chłodnych schodach i grzecznie czekał na pojawienie się przyjaciółki.
Gdy już robiło się zimno i miał wrażenie, że nie wysiedzi tam ani sekundy dłużej był gotowy zacząć iść z buta, jednak światła samochodu oślepiły go w tej samej sekundzie. Paige. Mimowolnie uśmiechnął się pod nosem i ruszył w jej stronę.
- Paiiiiiiiiiiiiiiii-ge - wydukał, nawet nie zdając sobie sprawy jak niezdarnie i podszedł do auta od strony kierowcy, uważnie obserwując jak ta wysiada z pojazdu i rzuca mu pełne zdezorientowania spojrzenie - Stęskniłem się za tobą - machnął szybciutko i czym prędzej zamknął ją w mocnym uścisku.

paige o. dewitt
Kasik#0245
SIR - dla Panów, z okazji Dnia Chłopaka! BOGATE CV WIĘCEJ NIŻ JEDNO ZWIERZĘ TO...? TEXT ME! I love my children WCIĄŻ CZEKAM NA LIST Z HOGWARTU KOCIARZ Gram na gitarze Noszę okulary Jestem uzależniony od Netfliksa I'M NOT AS THINK AS YOU DRUNK I AM THANK YOU FROM THE MOUNTAIN shit, where am I?



Awatar użytkownika
24 y/o
169 cm
long story short
Once you choose Hope, everything is possible.

I wanna be drunk again to feel a little love again

Post paige o. dewitt »

A czy chcecie wiedzieć co robiła Paige o 2 nad ranem? No kurwa spała, tak jak każdy normalny człowiek powinien spać o drugiej w nocy. Jednak właśnie z tego snu wybudził ją dźwięk sms’a od Franklina, chyba będzie musiała się nauczyć wyciszać dźwięki na noc, bo jak to tak można. Po krótkiej wymianie wiadomości ze swoim przyjacielem, z której więcej niezrozumiała, niż zrozumiała. Podniosła się z łóżka i niewiele myśląc, założyła skarpety, wyciągnęła z szafy jakąś starą bluzę i zarzuciła ją na siebie, pod spodem dalej zostając w swojej piżamie, na którą składały się krótkie szorty w gołębie i koszulka z jakimś dziwnym żółtym słoikiem. Wyglądała jak siedem nieszczęść, jednak czego nie robi się dla przyjaciela.
Wyszła z domu, starając się narobić przy tym jak najmniej hałasu, jak tylko było to możliwe, przecież rodzice nie byliby na nią źli, jeśli wyjaśniłaby im sytuację, i dlaczego zabiera samochodów od drugiej nad ranem, wychodząc prawie goła z domu, jednak wolała uniknąć tłumaczenia się przed nimi. Siedząc już w samochodzie wbiła adres w nawigację, i wyjechała z podjazdu, włączając światła dopiero kiedy minęła swój dom, aby tym też nikt z domowników przypadkiem się nie obudził.
Kiedy dojechała na miejsce, które wskazał jej chłopak, rozglądała się dłuższą chwilę w jego poszukiwaniu, przyciszyła nawet radio samochodowe, żeby lepiej widzieć. Kiedy w końcu namierzyła go siedzącego jak jakieś biedne dziecko na chodniku, zatrzymała samochodów nieopodal, i zaczęła wysiadać z niego, stając twarzą w twarz z Franklinem.
- Miałeś na to czas dzisiaj na imprezie? - pokazała ze śmiechem, kiedy chłopak wypuścił ją ze swojego uścisku, wyglądał jak po ostrym melanżu, i z tego co opowiadał jej wcześniej, właśnie na taki melanż się szykował. Cieszyła się, że się dobrze bawił, że wyszedł ze znajomymi, zamiast zajmować się muzyką, i chociaż na jeden moment oddał się życiu towarzyskiemu, z kimś innym niż z nią. Faceci też potrzebują czasu na męskie wypady.
- Więc chcesz jechać do domu i spać, czy chcesz jechać do McDonalds? Domyślam się, że na imprezie jedynym jedzeniem były czipsy i paluszki słone - zaśmiała się opierając się plecami o drzwi samochodu. W jej idealnym świecie wróciliby do domu, żeby leżeć razem w łóżku, przytulać się, całować, dotykać i oddawać wspólnej przyjemności, ten idealny świat jednak nie istniał.
Franklin Arreola
twojastara#0845
ROLLING ON THE FLOOR LAUGHING THANK YOU FROM THE MOUNTAIN shit, where am I?

Franklin ArreolaMidtown Avenue


Awatar użytkownika
23 y/o
178 cm
long story short
In another life, I would make you stay
So I don't have to say you were the one that got away

I wanna be drunk again to feel a little love again

Post Franklin Arreola »

Można powiedzieć, że jeszcze nigdy tak się nie cieszył widząc znajomą twarz. Paige była takim jego słoneczkiem, aniołem stróżem, która przyjechała na ratunek. Przez chwile zastanawiał się skąd w ogóle wiedziała gdzie go znaleźć, zupełnie zapominając, że sam wysłał jej lokalizację. Postanowił jednak przemilczeć ten temat. Najważniejsze, że była i już teraz wszystko będzie all good.
- Oczywiście, że gały kiedyś. Zawsze za tobą śmierdzę - machnął ręką, totalnie myląc znaki. Chciał jej dać do zrozumienia, że przecież zawsze za nią tęskni, w dzień czy to w nocy, o każdej porze, no, a to, że wyszło coś zupełnie innego to już nie jego wina. Normalnym ludziom plącze się język po pijaku - Franklinowi pierdolą się znaki, proste. Gdy tylko wspomniała od maczku, zaklaskał energicznie w dłonie, wykonując niewielki podskok. Dopóki o tym nie wspomniała, nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak faktyczne głodny był. Miał wrażenie, że jego żołądek nagle krzyczy w niebogłosy dzikie nawoływania, domagając się pokarmu.
- Maaaaa-k d-donald - wydukał desperacko, usiłując zrobić minę rodem ze Shreka, jednak zamiast słodkiego kota wyszedł mu Lord Farquaad podczas padaczki. Ale chuj, nieważne i jedzie się dalej. Wyprostował się i chwiejnym krokiem ruszył na druga stronę samochodu w celu zajęcia miejsca pasażera. - P-aige - zawołał ją jeszcze zanim władował swoje cztery litery do środka - Jesteś rowerem - cmoknął w powietrzu, dziękując jej za to, że jak usiłował powiedzieć, jest najlepsza. Jaka inna laska przyjechałaby po swojego pijanego ziomka o drugiej w nocy na totalne zadupie? A no właśnie.
Usiadł grzecznie na siedzeniu i nawet w miarę udolnie zapiął pasy. Ułożył dłonie na kolanach i z wielkim uśmiechem na ustach spojrzał przed siebie, w duchu mocno przebierając nogami na myśl o tłustych fryteczkach z keczupem.

paige o. dewitt
Kasik#0245
SIR - dla Panów, z okazji Dnia Chłopaka! BOGATE CV WIĘCEJ NIŻ JEDNO ZWIERZĘ TO...? TEXT ME! I love my children WCIĄŻ CZEKAM NA LIST Z HOGWARTU KOCIARZ Gram na gitarze Noszę okulary Jestem uzależniony od Netfliksa I'M NOT AS THINK AS YOU DRUNK I AM THANK YOU FROM THE MOUNTAIN shit, where am I?



Awatar użytkownika
24 y/o
169 cm
long story short
Once you choose Hope, everything is possible.

I wanna be drunk again to feel a little love again

Post paige o. dewitt »

Zaśmiała się, widząc uradowanie na twarzy chłopaka, kiedy był całkowicie pewien słów, które jej pokazywał, oh biedny, jak on się mylił. To było bardzo urocze, no może poza tą gałą, ale była w stanie mu to wybaczyć. Kiedy siedzieli już w samochodzie, oboje zapięci w pasy zaczęła kierować się w stronę najbliższego otwartego o tej może McDrive’a, chociaż nie mieszkała długo w tym mieście, to tam potrafiłaby trafić z zamkniętymi oczami. Zatrzymała się kawałek przed pierwszym okienkiem, aby zapytać chłopaka, na co ma ochotę, i nie denerwować kogoś, kto będzie ich obsługiwał, tym, że musiałby czekać na jakiegoś pijanego beat boxera, który nie wie, co chce zjeść. Wolała oszczędzić tej osobie takiego zdarzenia.
- Wiesz, co chcesz? Czy potrzebujesz się chwilę zastanowić? - pokazała, odwracając się delikatnie w jego stronę, po czym nachyliła się bliżej kierownicy, przyglądając wielkiemu menu z obrazkami, przy którym stali. Gdy po dobrej chwili chłopak zdecydował się na to, co chce zjeść, chociaż z pięć razy zmieniał zdanie, tylko po to, aby jeszcze w trakcie gdy Paige składała zamówienie, poprosił ją o McFlurry, przerywając jej rozmowę z chłopakiem na okienku.
- Wiec jak minęła Ci ta impreza? Bawiłeś się na niej dobrze? - pokazała, chwilę po tym kiedy ruszyli się do przodu, pod ostatnie okienko, w którym mieli czekać na odbiór jedzenia. Była w stanie cholernie przyznać się przed samą sobą, że to, co czuje do Franklina, zupełnie nie przypomina samej przyjaźni, chociaż dość śmieszne, że właśnie w cholernej samochodowej kolejce po jedzenie, właśnie z nim obok siebie, zdała sobie z tego sprawę i uderzyło ją to jak grom z jasnego nieba. Odwróciła się powoli w jego stronę, przyglądając mu, siedział pijany, z roztrzepanymi włosami, i to właśnie wtedy do niej dotarło. Ona Paige Olivia Dewitt zajebała się w swoim przyjacielu, Franklinie Thomasie Arreoli-Rives, i było już za późno, żeby się zawrócić. O akurat pan w okienku wyciągnął w jej stronę torbę z jedzeniem, idealny timing. Powie mu, że się jej podoba, a potem zapyta; może frytki do tego?
Franklin Arreola
twojastara#0845
ROLLING ON THE FLOOR LAUGHING THANK YOU FROM THE MOUNTAIN shit, where am I?

Franklin ArreolaMidtown Avenue


Awatar użytkownika
23 y/o
178 cm
long story short
In another life, I would make you stay
So I don't have to say you were the one that got away

I wanna be drunk again to feel a little love again

Post Franklin Arreola »

Siedział zamyślony, patrząc gdzieś w horyzont przez boczną szybę. Nie próbował nawet rozmawiać z Pagie z kilku ważnych powodów - Jeden, nie miała jak patrzeć na jego dłonie w tym samym czasie skupiając się na prowadzeniu samochodu i dwa, nie miała jak mu nawet odpowiadać. Cała droga do Maka zajęła im może z piętnaście minut. Przez ten czas Franklin nie dość, że zgłodniał jak wilk, to jeszcze zdążył nieco wytrzeźwieć. Jednak nie do tego stopnia, żeby zdecydowanie i jednogłośnie stwierdzić co dokładnie chce zjeść. A chciał wszystko. Dosłownie kurwa wszystko. Patrzył na obrazki przy promocyjnym menu i ślinka leciała mu na każdą pojedynczą kanapkę, na którą tylko spojrzał. Nic dziwnego więc, że zmieniał zdanie częściej niż Mania mieszkanie. W końcu jednak udało mu się podjąć decyzje - powiększony zestaw z wielkim burgerem i fryteczkami, a do tego czekoladowe Lion lody, o tak.
- Fajnie było. Dużo alkoholu. Muzyka też podobno super, ale no, tego nie jestem w stanie potwierdzić w stu procentach - zaśmiał się cichutko. Jasne czuł uderzenie podłogi i ogólny bit, jednak za nic w świecie nie byłby w stanie identyfikować po tym piosenki. - W sumie nie znałem tam nikogo oprócz kumpla z uczelni, który gdzieś się zgubił kiedy.. - nie dane mu było dokończyć, bo pani z okienka już stukała w ich szybę, aby podać Paige skompletowane zamówienie. Przejął od niej wszystkie torby i obserwował jak wyjeżdża z podjazdu, by już po kilku minutach zaparkować samochód na totalnym zadupiu, gdzieś przy drzewkach. Miejsce według google maps niby miało być parkingiem, jednak nic na to nie wskazywało.
Zadowolony Franklin pozbierał całe jedzenie i wyszedł na zewnątrz, zaciągając się świeżym, ciepłym powietrzem. Oparł swoje cztery litery na przedniej masce i zaczął rozrywać papierowe opakowanie. Frytka jeszcze nigdy nie smakowała tak dobrze - wydał z siebie cichy jęk zadowolenia.
- Przepraszam, że ściągnąłem cię o takiej porze na totalne zadupie. Serio nie miałem pojęcia, że ten koleś mnie wystawi. - wzruszył ramionami, rzucając jej przepraszające spojrzenie. Plus migania był taki, że dalej w ryjcu mógł mielić ukochanego burgera, delektując się sezamową bułką. - Mega to doceniam - uśmiechnął się do niej słodko.

paige o. dewitt
Kasik#0245
SIR - dla Panów, z okazji Dnia Chłopaka! BOGATE CV WIĘCEJ NIŻ JEDNO ZWIERZĘ TO...? TEXT ME! I love my children WCIĄŻ CZEKAM NA LIST Z HOGWARTU KOCIARZ Gram na gitarze Noszę okulary Jestem uzależniony od Netfliksa I'M NOT AS THINK AS YOU DRUNK I AM THANK YOU FROM THE MOUNTAIN shit, where am I?



Awatar użytkownika
24 y/o
169 cm
long story short
Once you choose Hope, everything is possible.

I wanna be drunk again to feel a little love again

Post paige o. dewitt »

Wyszła z samochodu, chowając klucze do kieszeni bluzy, którą miała na sobie, usiadła na masce samochodu, trzymając swojego waniliowego szejka w ręce, ojciec by ją pewnie zabił, gdyby zobaczyć, że używa maski jego ukochanego auta jako fotela do zjedzenia fastfood’a. Odstawiła zimny kubek z boku, odwracając się delikatnie w stronę chłopak, aby się z nim skomunikować.
- Głupi jesteś, wiesz? Nigdy nie przepraszaj za coś takiego, skoro przyjechałam, to znaczy, że nie robiłam nic ważnego - no poza spaniem, nie? To wcale nie jest ważne dla jej organizmu. - Nie mogłam spać, przeglądałam tiktoka - dodała, kłamiąc. Ale takie delikatne, bezbronne kłamstwo nigdy nikomu nie zaszkodziło, prawda?
- Kurde, ten facet to jakiś kutas - sięgnęła po jednego nuggetsa, po czym wpakowała go sobie w usta. W sumie dużym plusem tych ich rozmów było to, ze nigdy nie musiała martwić się o mówienie z pełną buzią, i ze przypadkiem go opluje. Jednak nie mogła zrozumieć, jak ktoś, kto nazywa się twoim przyjacielem czy kumplem, może zrobić drugiej osobie takie świństwo, jak można zostawić kogoś na pastwę losu, na imprezie, na którą idzie się razem? Coś musiało być z nim nie tak.
- Ale to co, zniknął z jakąś dziewczyną? Czy po prostu zrobił angielskie wyjście? Nikt nie będzie traktował tak mojego Franklinka - zaśmiała się, po czym przejechała mu ręką po włosach w troskliwym geście. Przy każdym takim dotyku, jej serce wchodziło na jakiś inny tor, trochę jak Tomek ciuchcia, buchało parą. Kiedy ona zaczęła się tak naprawdę czuć przy nim w taki sposób, kiedy robiło jej się przyjemnie w brzuchu na myśl o swoim przyjacielu? No kurwa kiedy?! Chyba wiedziała kiedy, jednak nie potrafiła sama przed sobą przyznać się do tego, i udawała, że to może minąć, trochę więc nie fajnie, że z każdym dniem, czuła się coraz bardziej wkręcona w relację z chłopakiem, że miała coraz większe wyobrażenia na ich temat.
- Po co w ogóle zaprosił cię ze sobą na tę imprezę, jeśli miał zamiar zrobić z ciebie takiego dupka, w sumie mogłeś dalej się bawić, wcale nie musiałeś rezygnować z tej imprezy, skoro on cię wystawił, kto wie, może poznałbyś tam miłość swojego życia - pokazała ze śmiechem, było jej serio przykro, że Franklin został tak wystawiony przez jakiegoś typka, który nie był nawet godny jego przyjaźni, jak tak można. A jednocześnie zrobiło jej się delikatnie przykro, na wyobrażenia o Franklinie i jakieś dziewczynie, którą mógł poznać na tej imprezie, czy na jakiejkolwiek innej imprezie, chociaż takie myślenie nie było też fair z jej strony, sama od tygodnia stara się zerwać ze swoim facetem, z naprawdę marnymi skutkami.
- Chcesz nuggetsa? - pokazała, podstawiając wolną ręką pudełko z kurczaczkami pod nos chłopaka, a tak sobie pomyślała, że może opierdoli sobie kurczaczka, a ona przy tym będzie mogla zmienić tor swoich myśli na coś innego.
Franklin Arreola
twojastara#0845
ROLLING ON THE FLOOR LAUGHING THANK YOU FROM THE MOUNTAIN shit, where am I?

Franklin ArreolaMidtown Avenue


Awatar użytkownika
23 y/o
178 cm
long story short
In another life, I would make you stay
So I don't have to say you were the one that got away

I wanna be drunk again to feel a little love again

Post Franklin Arreola »

Nie należał do osób, które chowały do ludzi urazę. Szczególnie kiedy było to w jakiś sposób związane z jego odmiennością. Zdawał sobie sprawę z tego, że ludzie po prostu nie rozumieją lub nie chcą rozumieć, że bujanie się z osobą niepełnosprawną obarcza nieco większą odpowiedzialnością. Był już więc na tyle przyzwyczajony, że ludzie o nim zapominają lub nie dbają, że nie robiło to już na nim jakiegokolwiek wrażenia. Całkiem inaczej sprawy się miały, jeśli by mówić o tym, jaką troską o tą całą sytuację obdarzyła go Paige. Uśmiechnął się pod nosem widząc jej reakcję. Nie często spotykał z czymś takim, szczególnie od takiej osoby jak ona. Od osoby, na której tak bardzo mu zależało.
Nikt nie będzie traktował tak mojego Franklinka
Ciepła dłoń na jego policzku sprawiła, że czas na chwilę się zatrzymał. Nie był w stanie stwierdzić, czy było to spowodowane ilością alkoholu w jego żyłach, zapachem maka czy może po prostu uczuć, które od tak dawna chował do Paige. Jej ciemne oczy oświetlane jedynie blaskiem księżyca mieniły się w swoim własnym tempie, przypominając pokaz świetlików. Delektował się tą chwilą, pochłaniając w całości każdy, nawet pojedynczy detal - niewielką zmarszczkę na jej czole, wyraźnie zarysowane dołeczki, kosmyk włosa na lewym policzku i klatkę piersiową unoszącą się leniwym tempie. Gdyby tylko mógł zatrzymać ten moment na zawsze, bez możliwości powrotu - zrobiłby to, bez nawet najmniejszego zawahania.
- Chciałbym usłyszeć jak to mówisz - machał powoli, nie odrywając od niej wzroku. Nie potrafiłby, nawet gdyby chciał. Było coś magicznego w chwili, w której właśnie trwali i nie wiedzieć czemu nagle zrobiło mu się obrzydliwie gorąco. Wziął głęboki oddech, przeklinając w duchu swoją niepełnosprawność. Tak bardzo chciałby móc usłyszeć jej śmiech każdego pieprzonego dnia, słyszeć jak przeklina na jego kumpli i wypowiada te wszystkie ładne słowa, pełne emocji. Chciałby też móc jej odpowiedzieć, normalnie, jak facet, bez cholernego jąkania się i niepanowania nad wydźwiękiem słów. Chciałby móc zaśpiewać jej ulubioną piosenkę w akompaniamencie gitary. Niby chciał niewiele, a jednak tak dużo. Za dużo. Potrząsnął nieznacznie głową, gdy Paige nagle zmieniła temat, starając się wrócić do właściwej rzeczywistości.
- Po co mi impreza, skoro mogę być tu z tobą? - zaśmiał się pod nosem, spalając niewielkiego buraka. Całe szczęście był ciemny środek nocy, więc nikt nie mógł tego zauważyć. Oczywiście, że wolał jej towarzystwo niż randomowych ludzi, których nawet dobrze nie znał i z którymi nie dało się nawet przeprowadzić głębszej konwersacji. Poza tym, przed chwilą dostał jedzenie prosto pod nos. Serio, nie chciałby być nigdzie indziej.
- Dobrze wiesz, że kocham nuggetsy - zrobił wielkie oczy i nie czekając na nic więcej złapał za kurczaka, który na dobrą sprawę pewnie nawet obok kurczaka nie leżał i zamoczył całego w sosie, po czym władował sobie do ryjca, brudząc sobie przy tym pół twarzy. - M-m koooo-oocha-m - Chyba jednak był jeszcze trochę najebany.

paige o. dewitt
Kasik#0245
SIR - dla Panów, z okazji Dnia Chłopaka! BOGATE CV WIĘCEJ NIŻ JEDNO ZWIERZĘ TO...? TEXT ME! I love my children WCIĄŻ CZEKAM NA LIST Z HOGWARTU KOCIARZ Gram na gitarze Noszę okulary Jestem uzależniony od Netfliksa I'M NOT AS THINK AS YOU DRUNK I AM THANK YOU FROM THE MOUNTAIN shit, where am I?



Awatar użytkownika
24 y/o
169 cm
long story short
Once you choose Hope, everything is possible.

I wanna be drunk again to feel a little love again

Post paige o. dewitt »

Dla niej nie był inny, dla niej był najcudowniejszy, nie mogła pojąć w żaden sposób, jak niby ten cudowny facet, mógłby być bagażem dla kogokolwiek, dla ludzi, którzy śmieli nazywać się jego przyjaciółmi, najwyraźniej nie znali prawdziwego znaczenia tych słów. Paige nie zmieniłaby dziesięciu głuchych Franklinów, na jednego niegłuchego. Był jej spadochronem w tym cholernie trudnym życiu, to dzięki niemu śmiała się najwięcej, co pewnie dla wielu ludzi mogło wydawać się tak bardzo dziwne, i nie prawdziwe, to on pokazywał jej najlepsze dowcipy, z nim chciała przyjaźnić się całe swoje życie. Kochała słuchać jak grał na gitarze, i podziwiać go z jak wielką pasją oddawał się temu, pokazując w tym całego siebie, i to jaki tak naprawdę był.
Uśmiechnęła się delikatnie, kiedy powiedział, że chciałby usłyszeć, jak mówi to do niego, był to dla niej naprawdę wielki komplement.
- Nie musisz tego słyszeć, najważniejsze, że rozumiemy się słowami, które przekazujemy sobie nawzajem, i w tym tkwi piękno naszej przyjaźni. Pewnie gdybyś mógł mówić, to pijaku nie zrozumiałabym żadnego słowa, a tak, wiem przynajmniej co chcesz mi przekazać - uśmiechnęła się jeszcze bardziej, niż przed wypowiedzeniem tych słów, o ile w ogóle było to możliwe. Przy nim uśmiech nigdy nie schodził jej z twarzy, za każdym razem przychodził jej naturalnie, i nie znikał przy byle pierwszej lepszej okazji, samo to, że był obok niej, przyprawiało ją o uśmiech.
Nie wierzyła swoim oczom, widząc wyznanie chłopaka, ślepo wierzyła w to, że znaczy dla niego, tyle ile on znaczy dla niej, biła się ze swoimi myślami, za każdym razem kiedy prawił jej takie komplementy, wiedziała, że z jego strony, jest to na poziomie czysto przyjacielskim, jednak dalej łapało ją to za serce w dość mocny sposób, i cholera, nie chciało tego serca puścić.
- Przestań, głupoty jakieś! - pokazała, starając się wybronić rumieniec, który pojawiał się na jej twarzy, w tym mogla przyznać Franklinowi rację. Dobrze, że było ciemno, i żadne z nich nie widziało rumieńców pojawiających się na policzkach drugiej osoby, raczej trudno byłoby im to wyjaśnić.
- Jesz ze mną jakieś śmieciowe żarcie, zamiast siedzieć na imprezie pełnej ludzi, nie oszukuj mnie tak nawet, to złamiesz mi serce, kiedy dowiem się, że kłamiesz - uderzyła swoim ramieniem w ramie chłopaka. Przyglądając się jak wpierdziela tego kurczako-podobnego nuggetsa zaśmiała się, widząc większość sosu lądującego na kąciku jego ust, i policzku. Odwróciła się za siebie i sięgnęła po torbę która stała za jej plecami, wyciągnęła z niej kilka chusteczek i przysunęła się bliżej chłopaka na masce samochodu, bez słowa nachylając się delikatnie nad nim i wycierając mu twarz. Złapała jego spojrzenie, w trakcie kiedy czyściła mu kącik ust, i rozchyliła jedynie wargi, wciągając powietrze, dość mocno i głośno, dobrze, że nie mógł tego słyszeć. Zgniotła serwetki i wrzuciła je ponownie do torby, z której wcześniej je wyciągnęła, po czym sięgnęła po swojego szejka, przygryzając słomkę. I przyglądając się niebu nad ich głowami, chciałaby w końcu zrozumieć, co chodzi temu chłopakowi po głowie, i zrozumieć jednocześnie, co chodzi jej samej po głowie. Pociągnęła parę małych łyczków swojego szejka przez słomkę, po czym odwróciła się do chłopaka, przyglądając mu uważnie, jak pakuje do buzi kolejną garść frytek.
- Pękniesz zaraz od tego jedzenia, ale jeśli się teraz najesz, przynajmniej istnieje prawdopodobieństwo, że nie będziesz miał jutro takiego strasznego kaca - pokazała schodząc z maski samochodu i starając się delikatnie przeciągnąć, nie była to najwygodniejsza kanapa do jedzenia fastfooda o trzeciej nad ranem, jednak nie przeszkadzało jej to tak bardzo, skoro jadła tę kolację/śniadanie wraz z Franklinem.
Franklin Arreola
twojastara#0845
ROLLING ON THE FLOOR LAUGHING THANK YOU FROM THE MOUNTAIN shit, where am I?

Franklin ArreolaMidtown Avenue


Awatar użytkownika
23 y/o
178 cm
long story short
In another life, I would make you stay
So I don't have to say you were the one that got away

I wanna be drunk again to feel a little love again

Post Franklin Arreola »

Tyle że jemu to wcale nie przeszkadzało. Nie przeszkadzało mu, że wyszedł z imprezy na rzecz pojechania do McDrive’a i ojebaniu paczuszki frytek w towarzystwie cheesburgera i czekoladowego Mc Flurry. Tym bardziej nie przeszkadzało mu, że poświęcił ludzi, których nawet nie znał na siedzenie na masce samochodu z Pagie, która była jego oczkiem w głowie. Paige, która zawróciła i wstrząsnęła wszystkim w co do tej pory wierzył, zupełnie nieświadomie robiąc mu z mózgu totalny kisiel. Oczywiście, że wolał teraz siedzieć z nią. Ba, za nic w świecie nie wymieniłby tamtej właśnie chwili.
- Zawsze możemy urządzić sobie własną imprezę - wzruszył ramionami, rzucając jej cwaniackie, totalnie pijane spojrzenie. Spojrzenie pod tytułem zaraz odpierdole coś naprawde głupiego i za nic w świecie nie będę się tym przejmować, bo jestem najebany i mi wolno. Zeskoczył z maski na równe nogi i chwiejąc się delikatnie na boki stanął na przeciwko Paige. Już podnosił rękę, by coś powiedzieć, gdy ta zaczęła grzebać w torbie i już po chwili wycierała mu uwaloną buzinkę. Obserwował ją uważnie, wykorzystując moment, w którym bezkarnie mógł wpatrywać się w jej twarz, ponieważ była na tyle blisko, że i tak nic poza nią nie wiedział. Grzecznie dał się wystrzec niczym pięcioletnie dziecko uwalone ulubionym czekoladowym musem. Dziewczyna odchyliła się do tyłu, jednak on wciąż trwał w swojej pozycji, nie przesuwając się nawet o milimetr. Oglądał jak niewinnie przygryza papierową słomkę w myślach żałując, że nie są to jego usta. Przełknął głośno ślinę, czując jak robi mu się gorąco. Od kiedy do cholery miewał takie myśli i spostrzeżenia? Co jest?
Powoli, ani na chwile nie przerywając kontaktu wzrokowego, uniósł dłoń w powietrze, zapraszając ją, by sama też zeskoczyła z maski i dała mu się prowadzić. Wykonał kilka kroków do tyłu, delikatnie ciągnąc ją za sobą, podprowadzając na środek kamiennego parkingu. Wolną ręką wyszukał w kieszeni telefon i szybciutko odnalazł piosenkę, którą znał jeszcze przed utratą słuchu. Wcisnął play pozwalając by z głośnika poleciała delikatna melodia i sam nucąc nucąc w głowie znajome dźwięki jednym ruchem przyciągnął do siebie Paige.

All I want is nothing more
To hear you knocking at my door
'Cause if I could see your face once more
I could die a happy man I'm sure


Pogładził wierzch jej dłoni, wprawiając biodra w powolny ruch. Wolną ręką objął ją w pasie, czując pod skórą delikatny materiał. Chłonął tę chwilę na każdy możliwy sposób i szczerze mówiąc za nic nie wyobrażał sobie lepszego zakończenia imprezy roku niż w towarzystwie swojej najlepszej przyjaciółki, na środku pieprzonego parkingu. Zwinnie odepchnął ją od siebie, pomagając wykonać obrót, a następnie spojrzał głęboko w jej ciemne, migoczące oczy.

But if you loved me, why'd you leave me?
Take my body, take my body
All I want is, and all I need is
To find somebody, I'll find somebody
Like you

Chciał znaleźć kogoś takiego jak ona. Kurwa i to jak chciał. Była jego ideałem. Ideałem, który nawet swoje najdrobniejsze wady przekształcał w coś pięknego i wartego podziwu. Ideałem, który dla czegoś, w co wierzy jest w stanie poświęcić bardzo wiele. Ideałem, za który oddałby wszystko. Ideałem, który był cholernie trzeźwy, podczas gdy on sam był wciąż najebany jak szpadel, a alkohol w jego żyłach jedynie popędzał go do działania, sprawiał, że odczuwał wszystko mocniej, bardziej intensywnie. Każdy jej dotyk, muśnięcie skóry, każde spojrzenie. Muzyka leciała w najlepsze a on delektował się momentem, w którym trwali. Przymknął oczy, opierając swoje czoło na jej czole, próbując zapanować nad nierównym oddechem, pozwalając piosence, która leciała, opowiedzieć wszystko, czego on powiedzieć jej nie mógł, z wielu wiadomych powodów.

paige o. dewitt
Kasik#0245
SIR - dla Panów, z okazji Dnia Chłopaka! BOGATE CV WIĘCEJ NIŻ JEDNO ZWIERZĘ TO...? TEXT ME! I love my children WCIĄŻ CZEKAM NA LIST Z HOGWARTU KOCIARZ Gram na gitarze Noszę okulary Jestem uzależniony od Netfliksa I'M NOT AS THINK AS YOU DRUNK I AM THANK YOU FROM THE MOUNTAIN shit, where am I?



Awatar użytkownika
24 y/o
169 cm
long story short
Once you choose Hope, everything is possible.

I wanna be drunk again to feel a little love again

Post paige o. dewitt »

Zaśmiała się delikatnie, podając chłopakowi swoją dłoń, zgadzając się tym jednocześnie na jego propozycję tańca. Uczucie gorąca przeszło nagle przez jej ciało, zrobiło jej się dziwnie przyjemnie i miło, od czubka głowy, aż po same stopy. Zaraz po tym jej ciało ogarnął błogi spokój, i bezpieczeństwo, kiedy znalazła się w jego ramionach. Sama zaczęła cicho nucić melodię piosenki, którą Franklin puścił, pozwalając mu na prowadzenie się w tańcu. Nawet po pijaku, wychodziło mu to lepiej, niż kiedy połowa facetów, których znała, chciałaby to zrobić na trzeźwo, po tygodniach kursów tańców towarzyskich.
Właśnie w tym momencie zdała sobie sprawę z tego, jak cholernie zadowolona była, że obudził ją swoimi wiadomościami w środku nocy, aby odebrała go z tej pieprzonej imprezy. Czując dłoń chłopaka na swoich plecach, i jego palce błądzące po jej okrytej jedynie cienką bluzą skórze, czuła, że zaraz zwariuje. Czuła jak wulkan emocji wybuchnie w niej lada moment, z siłą równą samemu Eyjafjallajökull, tak właśnie na nią działał. Pozwalając się mu odepchnąć od siebie, poczuła w końcu powiew wiatru, który od dobrej chwili, był jej tak bardzo potrzebny. Wewnętrznie, na bezdech, który zaczął ją łapać, i zewnętrznie, na jej rozpalone ciało.
- To find somebody, I'll find somebody, Like you - wyszeptała, patrząc prosto w oczy swojego przyjaciela. Jej dłoń bezwładnie opadła na jego policzek, zostając tam, na dłużej niż powinna, pozwalając sobie zatracić się w jej spojrzeniu. I właśnie tak, w tym momencie, dotarło to do niej. Jak mogła być tak ślepa, jak mogła nie widzieć tego wcześniej. Patrzył na nią w sposób, w jaki żaden z facetów, z którymi kiedykolwiek się spotykała, patrzył, nigdy nie widziała tak bijącego uczucia prosto z czyichś oczu. Może jednak tylko jej się wydawało? Może było to spowodowane tym alkoholem, który wypił na imprezie, i ślepo myliła minę, którą chłopak miał w tym momencie na twarzy, z miną osoby, która po prostu jest pod wpływem alkoholu.
Pozwoliła mu na każdy jego ruch, na każdy jego dotyk, który wydawał się jej być, tak cholernie odpowiedni, każda iskierka przepływająca przez jej ciało prosiła o więcej. Przymknęła delikatnie powieki, czując, jak chłopak opiera swoje czoło, o jej czoło i zatraciła się w muzyce, kołysząc się bardziej intensywnie, bardziej namiętnie, starając się czerpać z tego jak najwięcej przyjemności, gdyby w jakimś przypadku Franklin miał się zaraz obudzić ze swojego pijanego transu, i odrzucić ją od siebie, mówiąc, że super z niej psiapsi, chyba złamałoby jej to serce. Otworzyła ponownie oczy, i wyprostowała głowę, opierając swój policzek o jego, i delektując się jego zapachem. Przetarła swoim policzkiem po jego, kilkukrotnie, niczym mały kotek, ocierający się o swojego nowego drapaka. Kiedy muzyka zaczynała dobiegać końca, cmoknęła go delikatnie ustami w policzek, pozostając w tym uścisku, nie chcąc ani na centymetr odsuwać się z jego ramion. Musiała jednak to zrobić, musiała wyjść z tego uścisku, z wielkim żalem i bólem serca, odsunęła się od niego na krok.
- Dziękuję, za wspaniały taniec - pokazała, jedyna głupota, która przyszła jej na myśl, ale nie mogła przecież w żaden sposób tego nie skomentować, zacząłby coś podejrzewać, może nie wpadnie na to, jak bardzo głupie było to, co dziewczyna mu pokazała. Przecież nadal był pijany, tak?
Franklin Arreola
twojastara#0845
ROLLING ON THE FLOOR LAUGHING THANK YOU FROM THE MOUNTAIN shit, where am I?