nowy post
Posty: 59
zatrzymaj avki
paradise
Dzika plaża
Dzika część wyspy
Awatar użytkownika
20 y/o
165 cm
hello, it's me
Adoptowana studentka biochemii, która dostała mieszkanie od rodziców, na życie zarabiając jako kelnerka w jednej z restauracji. Ma kapryśnego kota imieniem Luna, głowę pełną szalonych pomysłów i chaos w życiu, nad którym udaje jej się zapanować jedynie dzięki Billy'emu, któremu już dawno oddała serce na wyłączność.

Post Mia Walker »

ubranie

Mia zdawała sobie sprawę, że ostatnimi czasy trochę zaniedbała swoje rodzeństwo, w szczególności braci, z którymi miała znacznie lepszy stosunek, niż z siostrą, która nadal nią gardziła, mając ją za nikogo. Fakt, że mieszkała dodatkowo sama i nie miała za dużo wolnego czasu, który jeszcze chciała dopasować do Billy’ego sprawiał, że faktycznie nie widywała się z nimi za często, co na swój sposób trochę bolało jej serduszko. Wiadomo, Cliff siedział w wojsku (każdego dnia się o niego martwiła, chociaż starała się tego nie okazywać), a Max miał własne zajęcia, ale to przecież nie znaczyło, że ma o nich całkiem zapomnieć, prawda? Byli rodziną, a rodzina też zasługiwała na to, aby jej czas poświęcić.
Nic dziwnego, że w chwili, w której pojawiła się na horyzoncie sposobność do spotkania z młodszym bratem, skorzystała z niej. Tym bardziej, iż faktycznie mogła sobie na to pozwolić. Dzień wolny od pracy stwarzał piękną okazję, a biorąc pod uwagę, że Billy akurat pracował, można było wszystko pogodzić.
Spakowała wszystko, czego potrzebowała (włącznie z kremem przeciwsłonecznym, bo nie chciała nagle zostać rakiem) i udała się na plażę, którą wspólnie wybrali. Zawsze tak robili - myśleli razem. Chyba właśnie tego brakowało jej w tym wszystkim najbardziej.
-Cześć Max - pomachała do niego, zanim całkiem się zbliżyła. Niewiele się zmienił, ale to dobrze, przynajmniej miała pewność, że minął tydzień czy dwa, a nie kilka lat. Patrząc na jej styl życia w ostatnich miesiącach, wszystko było możliwe.
-Co słychać? Nie mów, że nic. Jestem pewna, że od ostatniego razu jak się widzieliśmy, miałeś wspaniałe przygody - uśmiechnęła się do niego, przytulając go od tyłu, by zaraz zająć miejsce obok niego, na piasku.

Maxwell Walker
Obrazek
https://i.imgur.com/lnqNhto.gif')">

Awatar użytkownika
21 y/o
170 cm
hello, it's me
Była tancerka, która przez kontuzję straciła marzenia o wielkiej karierze, obecnie studentka weterynarii, która kocha zwierzęta i swoją nową pasję, do niedawna podkochująca się w swoim przyjacielu, teraz jednak otwiera swoje serce na nowo

Post Rosalie Hepburn »

#8

Carter Holloway

Oczywiście Rose nie skreśliła Holloway'a nawet po tym, co się między nimi wydarzyło, a raczej do czego dążyli gdyby nie trzeźwy umysł starszego od niej mężczyzny. Pisała do niego, pytając o szczeniaki, doradzała mu gdy potrzebował jej weterynaryjnej pomocy, a jeśli zadzwonił bo chciał się jej zwyczajnie wygadać to wysłuchała go, poznając go lepiej. On jej niczego nie obiecywał, więc sama sobie również niczego nie obiecywała w związku z tą znajomością. Raz już pomyliła przyjaźń z zauroczeniem, teraz niech się wszystko toczy swoim tempem. Parę razy nawet odwiedziła Cartera i pobawiła się ze szczeniakami, a gdy te przeszły już odpowiednią dawkę szczepień i mogły nareszcie opuszczać bezpieczny domek to umówili się na pierwszy spacer. Początkowo Hepburn zastanawiała się nad wizytą w parku dla psów, ale dla takich maluchów tyle zapachów to byłoby nawet trochę przytłaczające, zwłaszcza gdy wokół kręciło się wiele psiaków, a szczeniaki nie mogą się wystraszyć za małego przedstawicieli swojego gatunku w nieco starszym wieku, bo potem już zawsze będą bojaźliwymi kulkami. Zatem wybrała dziką plażę, rzadko uczęszczaną przez mieszkańców, a już na pewno nie przez zwierzaki. Jako że na Florydzie jest ciepło to zdecydowała się na długą, zwiewną sukienkę, sięgającą wręcz do jej kostek. Do tego jakieś wygodne buty i kardigan na wypadek, gdyby powiew zimnej bryzy ją zaskoczył. Póki była sama to zaczęła zbierać muszelki, odmuchiwać je z piasku oraz rzucać do kieszeni kardiganu, lecz gdy ujrzała z daleka już znajomą męską postać, oraz jej dwa ukochane urwisy, kucnęła i wyciągnęła dłonie ku szczeniakom, tak jak rodzic wyciąga ręce do swojego dziecka robiącego pierwsze kroki. Dla niej te maleństwa były swego rodzaju dziećmi.
- Bella, Prince, chodźcie do mnie maluchy! - zawołała wesoło, a gdy szczeniaki już ją dopadły swoimi łapkami i językami to głaskaniu, pieszczotom i czułościom nie było końca. Niebawem jednak dołączył do niej pan policjant, więc musiała się podnieść i otrzepać trochę z piasku.
- Cześć Carter, jak się sprawują nasze słodziaki? - zapytała, na powitanie dając mu krótkiego cmoka w policzek. Właściwie to nie była pewna, czy powinna, jednak zaryzykowała. W końcu niewinny cmok w policzek nie był taki zły, już się przecież całowali, a na samo wspomnienie tego wieczoru gorący rumieniec pojawiał się na jej twarzy.
https://64.media.tumblr.com/cb4a2fdbe1c ... 8_100.gifv')">

Awatar użytkownika
33 y/o
183 cm
hello, it's me
Detektyw w wydziale narkotykowym, pracoholik który przyjechał do Hope by odzyskać żonę. Szybko jednak spostrzegł że rozwód jest jedynym wyjściem. Próbuje się z tym pogodzić, jednocześnie nie zamykając na otaczających go ludzi i czekając chociaż na jeden promyk szczęścia.

Post Carter Holloway »

Cóż, gdyby nie to, że w odpowiednim momencie powstrzymał się przed wykorzystaniem sytuacji, nie wiadomo, jaka by teraz między nimi atmosfera panowała. Nie chciał jej niczego obiecywać, nie chciał też jej wykorzystać tłumacząc to sobie rozwodem i złamanym sercem. Miał swoje zasady i mimo że w tamtym momencie zwątpił w siebie, chciał się ich trzymać. Nie potrafił być facetem który skacze z kwiatka na kwiatek i tylko wyczekuje takich okazji, dlatego sam też na nic się nie nastawiał. Wiedział jednak, że z każdą bolączką (nawet nie dotyczącą szczeniaków) będzie mógł się do niej zgłosić. Dane im było przegadać kilka godzin, wymienić się spostrzeżeniami, zasięgnąć rady i tego właśnie w tej chwili Holloway potrzebował: kogoś kto po prostu będzie w stanie mu pomóc, gdy taka potrzeba nadejdzie. Cieszył się także, że mimo tego, co prawie się wydarzyło, atmosfera między nimi się nie pogorszyła, z ochotą więc przyjął propozycję pierwszego spaceru. Na plażę podjechał samochodem, chcąc oszczędzić psiakom stresu związanego ze spacerem w mieście pełnym ludzi. Nie miał doświadczenia w opiece nad takimi małymi psami, miał jednak najlepszą z możliwych pomoc.
Pogoda dopisywała, postawił więc na dżinsy i jedną z lepiej leżących na nim koszul. Nim wysiadł z samochodu złapał też za okulary przeciwsłoneczne. Cudem udało mu się zapiąć smycze szczeniaków do ich obroży i nakłonić je do wyjścia z samochodu. Nie wiadomo, kto bardziej ekscytował się tym wyjściem, on czy zwierzaki, niemniej z przyklejonym uśmiechem na ustach udał się w stronę plaży, w oddali widząc znajomą sylwetkę dziewczyny. Kucnął i odpiął smycze, widząc jak dwie kulki pędzą w stronę swojej drugiej opiekunki, a sam z rękoma w kieszeni spokojnie zbliżył się do tego uroczego obrazka.
- Od rana chyba wiedziały, co się święci, bo nie odstępowały mnie nawet na krok. – odparł, uśmiechając się jeszcze szerzej, gdy poczuł jej usta na swoim policzku, ale tym razem w żaden sposób nie skomentował tego, jedynie sam w tym samym momencie musnął wargami jej policzek. Przecież to nic złego, prawda? - Mamy szczęście, że pogoda dzisiaj dopisuje. I dzięki, za te wszystkie rady. Po prawdzie nie wiem, co bym bez ciebie zrobił. – przesunął okulary na czubek głowy by mogła widzieć jego oczy, wyrażające znacznie większą wdzięczność niż jakiekolwiek mocne słowa, czy też proste gesty.

Rosalie Hepburn
https://media.tenor.com/images/90bc3c78 ... /tenor.gif')">

Awatar użytkownika
21 y/o
170 cm
hello, it's me
Była tancerka, która przez kontuzję straciła marzenia o wielkiej karierze, obecnie studentka weterynarii, która kocha zwierzęta i swoją nową pasję, do niedawna podkochująca się w swoim przyjacielu, teraz jednak otwiera swoje serce na nowo

Post Rosalie Hepburn »

Carter Holloway

Prawdę mówiąc mogłoby być różnie, chociaż to zależy też o charakteru i nastawienia z obu stron. Niektóre kobiety po takim odrzuceniu na pewno by się nie odezwały do Cartera ponownie, a Rosalie była świadoma tego, że trochę ich tamtego wieczora poniosło, rozumiała również zachowanie Holloway'a. Jedni uważają że klin klinem, więc według tej zasady Carter powinien wręcz wykorzystać Rose by przestać darzyć byłą żoną uczuciami, jednak czasem wystarczy po prostu odczekać, nie raz mówiono że czas leczy rany, więc i jego serce kiedyś się otworzy na nową kobietę. Ale miło było z nim rozmawiać to o szczeniakach, to po prostu o życiu, sama czasami również potrzebowała jego rady, on potrzebował by to Hepburn mu czegoś doradziła, dzięki czemu poznawali się wzajemnie. Nie obyło się również bez zdjęć szczeniaków, jeśli wiedziała że nie będzie mogła ich odwiedzić na żywo, a z każdym zdjęciem miała wrażenie, że maluchy rosły coraz bardziej. Widziała już z oddali jak te maleństwa gdy tylko ją ujrzały to wyrywały się ze smyczy, by do niej pobiec, na szczęście Carter im na to pozwolił, a Rose z wytęsknieniem ukochała te nieporadne jeszcze kuleczki, które czasem potykały się o własne łapki. Mówiła do szczeniąt jakie to one są śliczne, kochane, jak dawno ich nie widziała, choć mogło minąć zaledwie kilka dni od ich spotkania, jak urosły, a także jak bardzo się za nimi stęskniła. I w ogóle nie przeszkadzało jej to że pod wpływem ataku z dwóch psich ciałek wylądowała na piasku i trochę się przy tym wybrudziła. Z psami w końcu jak z dziećmi, jak są brudne to szczęśliwe, a jak rodzic czy opiekun się umorusa przy nich także to już w ogóle jest pełnia radości. Na chwilę maluchy zajęły się obwąchiwaniem piasku, poznając nowe zapachy.
- To jest bardzo ekscytujący dzień, trochę jak pierwszy dzień w przedszkolu, chociaż tutaj to raczej pierwsza droga do przedszkola. Zobacz tylko jak nieustraszenie badają teren. - to było bardzo miłe, gdy również otrzymała cmoka w policzek od mężczyzny, na chwilę na obu policzkach pojawił się rumieniec, który dodawał wręcz uroku na jej twarzy, ale równie szybko jak się pojawił tak też i zniknął. Oczywiście przyszła pani weterynarz bacznie przyglądała się zwierzakom, pilnując by przypadkiem czegoś nie zjadły. Na plażach kryje się czasem tak wiele śmieci, na szczęście ta dzika plaża była względnie czysta i bezpieczna dla maluchów. Na szczęście psiaki nie odchodziły daleko od tej dwójki, więc pewnie było tak że Carter i Rose pilnowali szczeniaków, a te pilnowały swoich opiekunów.
- Jest naprawdę ślicznie, dlatego jak już tylko ujrzałam pierwsze promienie słońca to wiedziałam, że będzie to idealny dzień na ich pierwszy spacer o smyczy. - powiedziała na temat pogody, oczywiście ślepa nie była i w tym wdzianku Carter wyglądał według niej bardzo przystojnie, ale w czym on by nie był przystojny? Albo lepiej zadać pytanie bez czego? Jednak o tym Hepburn nie myślała zanadto.
- Naprawdę nie musisz mi dziękować, cieszę się że w ogóle moja pomoc była przydatna. Ale widzę również że jest lepiej, czyli jednak wziąłeś moją radę do serca i spakowałeś kartony przeszłości? - tak, widziała to, że naprawdę doceniał jej pomoc, ogółem zauważała u niego pozytywne zmiany, miała wrażenie że mężczyzna jednak częściej się uśmiecha, staje się bardziej otwarty... lecz podczas ostatniej rozmowy doradziła mu, że to jest dobry czas na spakowanie rzeczy, które przypominają mu o tym, co się nie udało, nawet zaproponowała mu swoją pomoc, jednak Holloway stwierdził, że musi zrobić to sam. Zatem nie naciskała, rozumiała to nawet, każdy musi samemu uporać się z życiową porażką. Wiedziała też że na dobre mu to wyjdzie.
https://64.media.tumblr.com/cb4a2fdbe1c ... 8_100.gifv')">

Awatar użytkownika
33 y/o
183 cm
hello, it's me
Detektyw w wydziale narkotykowym, pracoholik który przyjechał do Hope by odzyskać żonę. Szybko jednak spostrzegł że rozwód jest jedynym wyjściem. Próbuje się z tym pogodzić, jednocześnie nie zamykając na otaczających go ludzi i czekając chociaż na jeden promyk szczęścia.

Post Carter Holloway »

Może nawet lepiej się stało, że nie pozwolił sobie na zerwanie wszelkich hamulców i nie zachował się jak typowy facet który najzwyczajniej w świecie szuka okazji. Chciał za wszelką cenę uniknąć nerwowej atmosfery, tych spojrzeń, napięcia jakie mogło się pojawić. To nigdy dobrze nie rokuje, a w tym momencie swojego życia on naprawdę nie potrzebował kolejnych zmartwień i problemów, a jedynie spokoju i dobrego słowa. Pewnie dlatego zwracał się do niej z każdą pierdołą, czy nawet sam wymyślał sobie powody, by uzyskać od niej kilka pokrzepiających słów. Przestał mu przeszkadzać wiek dziewczyny, to że jest znacznie od niego młodsza. Holloway w swoim otoczeniu od jakiegoś czasu nie ma za wielu ludzi, dlatego teraz niczym maniak czepia się każdej relacji, która może pomóc mu się po tym wszystkim pozbierać. Chociaż teraz to psy zajmują całą jego uwagę, nawet z pamięci gdzieś wyrzucił ostatnie wydarzenia z nieznaną mu kobietą, która jakby nigdy nic chciała częstować go trawką. Niemniej, to szczeniaki zajmowały całą jego uwagę i podświadomie na ten dzisiejszy dzień czekał z niemałym utęsknieniem.
- Też nie wiem, kto się bardziej cieszy, ja czy one. – wzruszył lekko ramionami przyklejając do twarzy lekki uśmiech. Te puchate kulki sprawiły że uśmiechał się częściej niż by wypadało w jego przypadku, czasami potrafił po posterunku chodzić z tym dziwnym uśmiechem i ludzie zastanawiali się, czy przypadkiem nie jest chory, a on po prostu starał się stosować do jej rad i otwierać na wszystko wokół, chociaż nadal w każdych jego kontaktach z ludźmi był widoczny mur i dystans. Nie potrzebował kolejnego zranienia.
- Też to idealna okazja by się wyrwać z domu, przyznaj się. – przekrzywił na bok głowę, a w niebieskich oczach pojawiły się iskierki rozbawienia. Oczywiście, nie umknął jego uwadze rumieniec dziewczyny, ale z grzeczności nie skomentował tego, chociaż nie powiem, jest to urocze. Och, gdyby wiedział co siedzi jej w głowie, miały zapewne jeszcze głupszy uśmiech niż obecnie.
Podrapał się po karku.
- Po części. – odparł krótko, ruszając przed siebie, patrząc jak te dwie kilki raz biegną w stronę wody, raz uciekają od niej jakby była lawą i miała poparzyć im łapy. Westchnął ciężko i skierował na nią spojrzenie. – Spakowałem zdjęcia i kilka drobiazgów. Niby to już coś, ale ja wiem Rose, że przeszłość nie odejdzie i że nawet jeśli pozbędę się wszystkich rzeczy, to nadal będzie częścią mnie, nie ważne jak bardzo będę starał się o tym zapomnieć. – dodał, tym razem uśmiechając się przepraszająco. Miała dobre chęci i naprawdę chciał zastosować się do jej rad, tylko to było trzynaście lat życia, tak długi okres czasu poświęcił jednej kobiecie i nawet gdy miną lata, nie będzie w stanie pozbyć się wspomnień. Pod tym względem Carter jest specyficzny, mocno się przywiązuje do ludzi, a potem cierpi, gdy ktoś wbija mu nóż w plecy, albo łamie serce, co raczej powinno być domeną kobiet, a nie facetów.
Machnął ręką.
- Jednak nie spotkaliśmy się by gadać o tym, jak to nie potrafię sobie poradzić z przeszłością, prawda? – starał się jakoś rozładować atmosferę, bo to nadal był temat, którego poruszać nie był i zapewne tak zostanie do końca.


Rosalie Hepburn
https://media.tenor.com/images/90bc3c78 ... /tenor.gif')">

Awatar użytkownika
21 y/o
170 cm
hello, it's me
Była tancerka, która przez kontuzję straciła marzenia o wielkiej karierze, obecnie studentka weterynarii, która kocha zwierzęta i swoją nową pasję, do niedawna podkochująca się w swoim przyjacielu, teraz jednak otwiera swoje serce na nowo

Post Rosalie Hepburn »

Carter Holloway

Jak już oznaczam postacie krzyżykiem zamiast małpą to pewnie oznacza że nie powinnam już nic pisać, prawda? Ale nie ugnę się pod tą złowrogą wróżbą i wrzucę ten odpis. Racja, mogłoby być między nimi nerwowo, zwłaszcza że gdyby wtedy Carter posunął się dalej to byłby pierwszym mężczyzną Rose. A wiadomo pierwszy raz to coś czego się nie zapomina i Holloway zawsze byłby ważnym mężczyzną w jej życiu i jeszcze mogłaby się w nim zakochać panna Hepburn, albo by się zadręczała myślami czy dobrze zrobiła i co on o tym wszystkim sądzi, jednak brakowałoby jej zapewne odwagi by zapytać go o to wprost. Więc może lepiej że nie utrudnili tej relacji jeszcze bardziej? Ta relacja, która była między nimi obecnie była bardzo dobra i chociaż Carter czasem dzwonił z takimi pierdołami, które nawet bawiły Rose, ta nigdy nie odmówiła mu pomocy i służyła dobrą radą. I wcale ale to wcale nie irytowały ją jego telefony, nawet gdy była czymś zajęta, zawsze je odebrała, albo odebrała tylko po to by powiedzieć że oddzwoni za chwilę i naprawdę to robiła, nie zlewała Holloway'a. Nawet widok tego, że dzwoni do niej mężczyzna sprawiał, że uśmiech od razu pojawiał się na jej twarzy. Właściwie to ona nie wyczuwała wcale między nimi tej różnicy wieku, bo naprawdę świetnie, czy nawet doskonale się rozumieli i każde wiedziało, co powiedzieć by to drugie poczuło się lepiej.
- Wiesz co ja myślę? Że cała nasza czwórka cieszy się z tego spotkania jednakowo. - uznała znawczyni wszystkich emocji, z miernikiem radości w kieszeni. A tak serio to ona również wyczekiwała z utęsknieniem tego spotkania nie tylko ze względu na szczeniaki, ale i na Cartera, dlatego uważała że wszyscy cieszyli się tak samo na to spotkanie. W końcu uśmiechy były widoczne zarówno na jego, jak i na jej twarzy, o rozbrykanych kuleczkach już nie wspomnę. I wcale ten uśmiech nie świadczył o tym, że mężczyzna jest chory, tylko że następuje w nim pozytywna zmiana i że naprawdę zaczyna się otwierać na świat i innych. Albo że te szczeniaki go zmieniają, lub relacja z Rose także.
- I tu mnie masz. To jest doskonały pretekst by wyrwać się z domu i to w wybornym towarzystwie. - odpowiedziała mu i zaczęła się śmiać, bo przez ten czas to nawet nauczył czytać z niej jak z otwartej księgi. Dobrze tylko że nie potrafi czytać w jej myślach i nie wie, że szatynka lubi go także w takim wydaniu, w którym wygląda całkiem przystojnie, oraz że żałuje że wtedy gdy się całowali to nie odważyła się ściągnąć z niego tej koszuli, by zobaczyć w całości tatuaż. Nie żeby ją on jakoś intrygował, ale tak, chciałaby go zobaczyć. Jednak gdy zadała to trudne pytanie to przyjrzała mu się badawczym spojrzeniem. Już miała coś dodać na temat tego, że dopóki nie pozbędzie się wszystkich rzeczy, które przypominają o porażce to zawsze będzie jakieś "ale", lecz dotarło do niej że to, iż spakował on tylko parę rzeczy to było i tak dużym krokiem na przód w jego przypadku.
- Uważam, że to jest dobry początek i z czasem będzie łatwiej. Wciąż pamiętam o wymianie mebli, jak Prince i Bella postanowią zjeść twój fotel bądź kanapę. - pochwaliła go zatem, wiedząc że to może działać motywująco i sprawić, że z czasem Carter pozbędzie się więcej rzeczy przypominających mu o przeszłości. I tak najważniejsze było to, że się częściej uśmiechał i bardziej otwierał, a to jeszcze większy krok na przód niż pozbycie się tych rzeczy z przeszłości. I to ją niezwykle radowało.
- Przepraszam, już nie będę. A teraz najważniejsza kwestia, którą musimy dziś poruszyć... - aż uniosła obie dłonie do góry w geście kapitulacji, bo nie chciała go naciskać, ale czy to złe, że się o niego martwiła? A potem wpadło jej do głowy coś genialnego, jednak musiała do tego obrać poważny wyraz twarzy. To było trudne, bo uśmiech sam pojawiał się na jej twarzy, jednak starała się obrać przynajmniej poważny ton głosu, jakby mieli rozmawiać o czymś mega ważnym dla świata.
- A mianowicie co ci powiedziały maluchy w święta o północy? Czy skarżyły się na mnie? - i po zbudowaniu napięcia zadała to mega ważne pytanie, by potem pozwolić sobie na roześmianie się. A to było spowodowane zapewne jego wyrazem twarzy, jak dla niej Carter wyglądał jakby naprawdę się obawiał jej pytania, a ona również chciała nieco rozładować napiętą atmosferę po trudnym pytaniu, które zadała. A w końcu wszyscy to wiedzą i to nie od dziś że w wigilię o północy zwierzęta przemawiają do nas ludzkim głosem. A że Carter nie zaprosił Rosalie na święta to nie mogła porozmawiać sobie o życiu i uwagach Prince'a i Belli, jakie mają wobec swoich opiekunów, to Holloway przejął tę jakże zacną pałeczkę. O ile nie zasnął.
https://64.media.tumblr.com/cb4a2fdbe1c ... 8_100.gifv')">

Awatar użytkownika
33 y/o
183 cm
hello, it's me
Detektyw w wydziale narkotykowym, pracoholik który przyjechał do Hope by odzyskać żonę. Szybko jednak spostrzegł że rozwód jest jedynym wyjściem. Próbuje się z tym pogodzić, jednocześnie nie zamykając na otaczających go ludzi i czekając chociaż na jeden promyk szczęścia.

Post Carter Holloway »

Nie należy walczyć z przeznaczeniem, dlatego bardzo dobrze zrobiłaś. Jednakże, pomijając sam fakt, że działał nieco bardziej ostrożnie niż zwykle, musiał przyznać że miała coś w sobie, coś co sprawiało że mimowolnie łaknął jej towarzystwa, chcąc poznać ją znacznie lepiej, niczego nie przyspieszać, po prostu zdać się na ten los, który ostatnio bywał dla niego kapryśny. Nie umykały mu spojrzenia, jakie mu rzucała, jak i samo jej zachowanie i szczerze? Nie przeszkadzało mu to. Po prawdzie miło łechtała jego dumę. Carter to ten typ człowieka, który może sobie nie zdawać sprawy z tego, że podoba się innym. Będąc przez trzynaście lat skupionym na jednej kobiecie, każde inne schodziły na dalszy plan, teraz więc dopiero wszystko zaczyna dodawać do siebie i nieco dziwnie się z tym czuć. Obiecał jednak siostrze, że nie zamknie się całkowicie, a Holloway jest słownym człowiekiem. Dlatego pewnie był dzisiaj na tej plaży.
- Dyplomatyczna odpowiedź. – odparł, mimochodem lustrując jej sylwetkę. W niebieskich oczach mężczyzny pojawiły się dziwne iskierki, zamaskował to jednak kolejnym uśmiechem. Co tu dużo mówić: podobała mu się. Była ładna, mądra, potrafiła mu doradzić, a to naprawdę nie jest prosta sztuka. Nie rozumiał tego, co się z nim dzieje i co i rusz musiał odpychać od siebie wspomnienie tamtego dnia, kiedy naprawdę chciał to doprowadzić do wiadomego końca. Ale wtedy pewnie nie rozmawialiby w taki sposób.
- Doborowe towarzystwo też cieszy się ze wspólnego wyjścia. – kiwnął jej głową. To lepsze niż siedzenie w domu i zapijanie kolejnych smutków, albo siedzenie do późna w pracy. Wdychał przyjemne, morskie powietrze i stopniowo się rozluźniał, co było widać po całej jego sylwetce, w momencie gdy wsadzał ręce do kieszeni całe to napięcie gdzieś odeszło. Skupił się tylko na niej, może zbyt uważnie ją obserwując, kto wie. Nigdy nie mów nigdy, jak to mawiają, może jeszcze nadejdzie taki dzień, kiedy będzie mogła zobaczyć ten tatuaż, a nie tylko jego urywek, miał jednak nadzieję że okoliczności będą wtedy znacznie bardziej sprzyjające, niż tamtego dnia. I że gdzieś zniknie to wycofanie, które mimo wszystko nadal było obecne.
- O właśnie, co do tego, już nawet myślałem. Podeślę ci dzisiaj kilka rzeczy, pomożesz mi wybrać, widziałaś dom, potrzebuję kobiecego oka które wybierze co jest lepsze. – podrapał się za uchem. Nie miał wyczucia stylu, nie wiedział jakie meble będą pasowały, w jego życiu brakowało kobiecej ręki. Cóż, los tak chciał. Spakowanie kartonów to był pierwszy krok, jednak nadal się z tym oswajał, niepewny co powinien zrobić dalej.
Patrzył na nią uważnie unosząc brwi gdy przybrała tą jakże dramatyczną pozę, no aż się naprawdę przeraził że czymś jej zawinił i zaraz udzieli mu reprymendy jakby był uczniem który nie odrobił pracy domowej. Z lekkim przestrachem więc obserwował jej twarz, momentalnie jednak wypuścił wstrzymywane powietrze i wybuchnął krótkim, niewymuszonym śmiechem odrzucając głowę do tyłu. Trwało to ledwie kilka chwil, ale chyba przyniosło dobry skutek, bo gdy znowu na nią spojrzał, z jego oczu zniknęło wahanie.
- Wiesz, powiedziały kilka, naprawdę ważnych i mądrych słów. – teraz to on przyjął pokerową twarz, przygryzł nawet wargę, jakby to, co miał powiedzieć było naprawdę nieprzyjemne. W pewnym momencie nachylił się do niej tak, że ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Przez chwilę tylko ją obserwował, prześlizgując się spojrzeniem z jej oczu, na usta. – Powiedziały że bardzo cię kochają i że chciałyby cię widzieć jako swoją mamę. Bella w swoim romantyzmie dodała, że w takim wypadku powinienem spędzać z tobą więcej czasu. – przekrzywił na bok głowę dopiero teraz się uśmiechając do dziewczyny.


Rosalie Hepburn
https://media.tenor.com/images/90bc3c78 ... /tenor.gif')">

Awatar użytkownika
21 y/o
170 cm
hello, it's me
Była tancerka, która przez kontuzję straciła marzenia o wielkiej karierze, obecnie studentka weterynarii, która kocha zwierzęta i swoją nową pasję, do niedawna podkochująca się w swoim przyjacielu, teraz jednak otwiera swoje serce na nowo

Post Rosalie Hepburn »

Carter Holloway

Ja zawsze walczę z przeznaczeniem i mimo tej nierównej walki czasami uda mi się wygrać. Tak jak wtedy wrzucając właśnie tamtego ostatniego posta. Może sam fakt, że Rosalie było młoda, jednak niezwykle dojrzała na swój wiek sprawiało, że tak przyciągała Holloway'a? Młodość zawsze przyciąga. Poza tym często można było czytać z niej niczym z otwartej księgi, lecz bywały w tej księdze momenty owiane tajemnicą, a każdy lubi odkrywać tajemnice innych będąc ciekawym co się tam kryje, nieprawdaż? Po trzecie ona była naprawdę bardzo otwarta, troskliwa i zawsze chciała pomóc, doradzić, to również działało na jej plus. Powinnam również dodać że Rose była całkiem ładna mimo tego, że nie odsłaniała nóg od kolan w górę, wstydząc się swojej blizny pooperacyjnej.
- Ale w dodatku bardzo szczera. Chyba nie sądzisz bym cię okłamała w tak ważnej kwestii? - dodała i zapytała z uśmiechem wymalowanym wręcz na jej twarzy. Nie uciekła się do tak dyplomatycznej odpowiedzi bo sama traktowała to spotkanie jako hm, przymus, bo to by było wierutnym kłamstwem. Ona naprawdę cieszyła się z ich wspólnego spotkania, które na pewno spowoduje że jeszcze długo potem uśmiech nie zejdzie z jej twarzy. Może nawet nie będzie mogła zasnąć z tego powodu, ale jeśli można myśleć o czymś, bądź kimś miłym to po co komu sen? Jakoś tak gdy szli to poczuła, że robi jej się niezwykle ciepło, więc musiała ściągnąć z siebie ten kardigan, który miał ochronić ją przed powiewem chłodnej, morskiej bryzy, teraz jednak potrzebowała poczuć ten wiatr we włosach, muskający skórę jej szyi i odkrytych ramion.
- Jesteś bardziej team morze czy team góry? - zapytała, zawieszając ten sweterek na przedramieniu i kątem oka zerkając na przystojnego pana policjanta. A jako że byli na plaży to trzeba było je zadać, bo zawsze mogą umówić się na wycieczkę szlakiem górskim. Tylko że z psiakami mogłoby być ciężko, a po drugie Rose miała niezbyt dobre wspomnienia po tym jak zgubiła się z koleżanką w górach. Czasem wręcz nie mogła na niego patrzeć, bo czuła się obserwowana i to ją poniekąd zawstydzało, przez co pojawiał się automatycznie wręcz rumieniec na jej twarzy. Ale z drugiej strony niezwykle jej się podobało to, jak mężczyzna na nią patrzył. Rozpływała się pod wpływem samego spojrzenia Cartera, ot co. A tutaj musiała być doskonałą opiekunką i obserwować czujnie szczeniaki, a mężczyzna ją tylko rozpraszał.
- Jasne, podeślij mi je jakoś wieczorkiem, to na spokojnie przejrzę te propozycje i wybiorę to, co najlepiej komponowałoby się w domu. Tylko wiesz, zanim wyślesz je do mnie to pokaż Prince'owi i Belli, bo jeśli nie zaakceptują wyboru to szybko będziemy szukać następnej. - sprawnie oceniła jak stoi z czasem, jako że studiowała zdalnie to pewnie miała jakiś wykład po południu, więc po nim na pewno sprawdzi gust mężczyzny pod kątem mebli i kolorystyki. Często się zdarzało, że mężczyźni fatalnie dobierali kolory i to tak raziło, więc tak, jej artystyczne, kobiece podejście jest tutaj wręcz wskazane. Dobrze że Carter był gotów do zmian, to wszystko sprawiało, że dziewczyna miała nadzieję iż mężczyzna szybciej otworzy się na innych. A może samolubnie liczyła na otworzenie się w pełni na nią samą? Nie chciała aż tak go przestraszyć, ale to wyglądało tak komicznie że długo była gotowa boki zrywać z mężczyzny, jednak spoważniała gdy on obrał ten sam poważny ton. Przez chwilę wpatrywała się w niego niepewnie, bo naprawdę wyglądał tak, jakby miał jej do powiedzenia coś, czego raczej nie chciałaby usłyszeć. Ale sama tego chciała, zatem była gotowa na wszystko, cokolwiek usłyszy. A następne słowa mężczyzny były niczym miód na jej serce, oszukał ją jej bronią, cwany.
- Ojej, ale to słodkie i miłe... mamy bardzo mądre dzieciaki, przepraszam, szczeniaki, wiesz? I zgadzam się z nimi, powinniśmy spędzać razem więcej czasu, jak prawdziwa rodzina. - znów na jej twarzy pojawił się delikatny rumieniec, a jej serce zaczęło bić mocniej z tego względu, że Carter znów był tak blisko. Jego zapach był wręcz odurzający...
- A wspominałam już, że ja też je bardzo kocham? - oblizała dolną wargę zanim zadała to pytanie, wpatrując się to w jego twarz, to w jego głębokie spojrzenie błękitnych oczu, następnie na jego usta i ten zarost, który chętnie pogładziłaby dłonią... Zrobiło się tak miło i romantycznie, aż oboje usłyszeli wesołe szczekanie. Hepburn od razu odwróciła głowę w stronę maluchów, by znów zwrócić się po chwili do Cartera.
- Wydawało mi się, czy właśnie słyszałam jak wołają nas "mamo" i "tato" z dodatkiem "chodźcie się bawić"? - zapytała towarzysza. Maluchy zaś "upolowały" duży kijaszek i zapewne spierały się, które z nich znalazło jako pierwsze swoją zabawę. Jak nic potrzebny będzie jakiś sędzia, lub negocjator w takiej zawziętej psiej dyskusji.
https://64.media.tumblr.com/cb4a2fdbe1c ... 8_100.gifv')">

Awatar użytkownika
33 y/o
183 cm
hello, it's me
Detektyw w wydziale narkotykowym, pracoholik który przyjechał do Hope by odzyskać żonę. Szybko jednak spostrzegł że rozwód jest jedynym wyjściem. Próbuje się z tym pogodzić, jednocześnie nie zamykając na otaczających go ludzi i czekając chociaż na jeden promyk szczęścia.

Post Carter Holloway »

I z tej walki się cieszę, plus dla ciebie. Najwidoczniej właśnie to, że potrafiła rozmawiać jak ktoś znacznie bardziej dojrzały sprawiło, że tak go do niej ciągnęło. Nie podejrzewał, że ktoś tak młody może mieć po pierwsze, takie podejście do życia, a po drugie, być w stanie dotrzeć do kogoś, kto stracił nadzieję na szczęście razem z rozwodem. Nie potrafił określić tego, co szalało mu w głowie, w duchu dziękował jej za okazywaną pomoc, chociaż uważał, że na nią nie zasługuje. Nadal się nie pozbierał po tym, co ostatnio się u niego dzieje, może popełnia błędy, jednak stara się jakoś żyć na nowo, zaczynając od początku.
- Jestem pewien, że w żadnej kwestii byś mnie nie okłamała. – przekrzywił na bok głowę, parząc na nią uważnie, posyłając także delikatny uśmiech. Nie dało się ukryć, że cieszył się z tego spotkania, wiedząc że ostatnio wywiązała się między nimi nić porozumienia, którą chciał podtrzymać, z cichą ciekawością sprawdzić dokąd go to zaprowadzi, oczywiście mimowolnie uważając na każdy swój gest, by przypadkiem nie stracić w jej oczach. Zerknął na nią, gdy pozbawia się wierzchniej warstwy ubrań, a po jego ustach błąkał się lekki uśmieszek, mimowolnie wróciły do niego wspomnienia tamtego dnia gdy dał się ponieść.
Podrapał się po karku.
- Wstyd przyznać, ale sam nie wiem. Nie miałem za dużo czasu na wyjazdy, nawet wakacje spędzałem w Bostonie. Chyba muszę to odkryć, jak wiele innych rzeczy. – tym razem posłał jej przepraszający uśmiech. Poczuł lekkie ukłucie wstydu, gdy zrozumiał że przez ostatnie trzynaście lat wiele rzeczy nie robił, wiele umykało mu przez palce bo skupiał się na małżeństwie i swojej pracy, pogłębiając jeszcze bardziej swój pracoholizm. Oczywiście, rozpraszał ją nieświadomie, dopiero przyswajał jak na nią działa. Nie wykorzystywał tego, ale mimowolnie połechtała jego męskie ego.
Pokiwał jej głową, w duchu uradowany że będzie miał jakąś typowo, kobiecą opinię w sprawie zakupu mebli. Jego siostra była zabiegana, a i tak zapewne długo u niego nie pomieszka, wiele razy wspominała o tym, że szuka mieszkania. Trochę się tego obawiał, bo znowu odczuje tą dojmującą samotność i rzuci się w wir pracy, aby nie myśleć o powrocie do pustego domu, co zapewne dobrze na niego nie wpłynie, zapewne jednak, jak Rose to wyczuje, będzie w stanie odpowiednio zareagować, byleby tylko tego nie odczuwał.
Nie pozostawał jej oczywiście dłużny, skoro sama podjęła tą grę, musi liczyć się z konsekwencjami, Holloway jest słownym człowiekiem, też jak coś sobie postanowi, to osiąga swój cel, tutaj jednak podejmował dosyć niebezpieczną grę, znowu działając pod wpływem impulsu, znowu nie patrząc na konsekwencje swoich działań, ale sama się o to prosiła, teraz musi cierpieć, ale przynajmniej może mieć pewność, że nie grozi jej żaden uszczerbek na zdrowiu, jedynie ciągły rumieniec i nieco szybsze bicie serca, jak sądzę.
- No właśnie. Nie znam rodziny, która nie spędzałaby ze sobą wolnego czasu, nawet sporadycznie, więc weź sobie te słowa do serca. – mruknął, a w jego niebieskich oczach pojawiły się dziwne iskierki, kiedy spokojnie odchylił się, poszerzając uśmiech, gdy dostrzegł ten rumieniec. Całkiem urocze, musiał to przyznać, oczywiście nie na głos, chociaż to pewnie sprawiłoby, że jeszcze bardziej by się zarumieniła. Już sam miał coś z tym fantem zrobić, gdy szczeniaki przypomniały o swoim istnieniu. Łypnął na nie. Ciekawe po czyjej są stronie, że przerywają takie momenty. - Cóż, jak widać sprawdzi się tutaj przysłowie, najpierw obowiązki, potem przyjemności. Więc chodźmy. – odparł i niewiele myśląc, złapał ją za nadgarstek i pociągnął w stronę dwóch kulek które teraz siłą małych szczęk chciały rozerwać patyk na dwie części.

Rosalie Hepburn
https://media.tenor.com/images/90bc3c78 ... /tenor.gif')">

Awatar użytkownika
21 y/o
170 cm
hello, it's me
Była tancerka, która przez kontuzję straciła marzenia o wielkiej karierze, obecnie studentka weterynarii, która kocha zwierzęta i swoją nową pasję, do niedawna podkochująca się w swoim przyjacielu, teraz jednak otwiera swoje serce na nowo

Post Rosalie Hepburn »

Carter Holloway

Kiedyś na pewno była bardziej beztroska i dziecinna w myśleniu o życiu. Pewnie każdy młody człowiek to ma, wywodzi się to z naszego dzieciństwa. Kto w końcu widział wiecznie poważne dziecko? Mówi się że takie dzieci mają potwornie smutne życie. To właśnie los rzuca nam kłody pod nogi, byśmy mogli ćwiczyć swój charakter, uczyć się tego, jak postrzegać życie i że wcale ono nie wygląda jak przez różowe okulary. Rose wiedziała już, że nie zawsze marzenia się spełniają, że są przeciwności losu, przez które nie przeskoczysz, a które zaważą na twoim życiu. Wtedy też dowiedziała się, że czasami trzeba po prostu nauczyć się zacząć żyć od nowa, aniżeli wciąż błądzić w przeszłości, która już nie wróci. Może dlatego tak doskonale umiała mu pod tym względem doradzić, chcąc by wykonywał te same kroki co ona gdy pożegnała się ze swoją pasją i marzeniami raz na zawsze? Oj gdyby on tylko powiedział, że nie zasługuje na jej pomoc to otrzymałby od młodej damy ostrą reprymendę.
- Aż tak mi ufasz? Dziękuję, bardzo to doceniam. - tak miło było jej usłyszeć, że on nie wierzył by mogła go okłamać. Nie żeby chciała to zrobić, ona była z nim naprawdę szczera. I w dodatku darzyła go dużym zaufaniem, on pewnie ją także, ale oboje nie ufali sobie aż tak mocno, by zdradzać swoje największe tajemnice, choć dzielili się obawami.
- Okej, w takim razie zaliczamy dzisiejszy dzień jako dzień na plaży, a następnym razem wybierzemy się w góry, co powiesz na kolejny weekend o ile pogoda dopisze? - zaproponowała to tak spontanicznie, że nawet nie zastanowiła się, co zrobią z psami. Ale jeśli wybraliby jakieś niskie wzgórza to może mogliby zabrać ze sobą szczeniaki? Choć dobrze by było pobyć sam na sam...
- Tylko mam pewien warunek, musisz wziąć ze sobą mapę, gps'a i dobrze orientować się w terenie, bo ostatni raz gry wybierałam się w góry i uważałam że poradzę sobie tam doskonale to zgubiłam mapę i skręciłam w niewłaściwą ścieżkę wraz z koleżanką. Na szczęście w porę się opamiętałyśmy i wróciłyśmy tą samą drogą, co przyszłyśmy. - przy okazji opowiedziała mu o tym nieszczęsnym spacerze po górach, który miał być doskonałym relaksem dla dwóch dziewczyn, a okazał się nerwówką przez jakiegoś żartownisia, który podmienił znaki na szlakach, a one zgubiły po drodze mapę. Tak, to był pechowy dzień i wraz z Delilah miały dużo szczęścia że zawróciły w porę i wróciły zanim zrobiło się tak ciemno, by nie były w stanie rozpoznać jakichkolwiek znaków. Opowiedziała mu oczywiście całą tę historię, wraz z przekręconym znakiem. Miała jednak nadzieję że nie straciła nieco w jego oczach za tę niezdarność i zgubienie mapy, którą luzem położyła na kamieniu, nie przyłożywszy jej niczym ciężkim by nie odleciała wraz z wiatrem. Jednocześnie chciała z nim odkrywać te nowe rzeczy, pewnie dlatego tak szybko zaproponowała mu kolejne spotkanie. Rose była bardzo wyrozumiała, więc nie raziło jej to, że mężczyzna mało wyjeżdżał w swoim życiu, wcześniej prowadził zupełnie inne życie, teraz miał okazję to zmienić. Z jej pomocą oczywiście. I wystarczy tylko, że Carter zadzwoni do niej czując, że rzuca się w wir pracoholizmu to ona już go stamtąd wyciągnie by pokazać, że nie warto się zamykać na świat. Sama również go będzie pod tym względem sprawdzała, jeśli nie będzie się odzywał zbyt długo, pochłonięty oczywiście pracą. Sama nie mogła uwierzyć w to, że tak łatwo dała się pokonać swoją własną bronią. Jednak to było konsekwencją jej działań, jak to mówią kto nie ryzykuje ten nie pije szampana czyż nie?
- Oczywiście, że wezmę je sobie do serca. Ale chyba nie uważasz że was trochę zaniedbuję, prawda? - jeszcze bardziej zbliżyła swoją twarz ku niemu, musnęła nawet delikatnie jego usta, wtem przerwały im dwa małe i kudłate urwisy. No tak, jak się ma dzieci to trzeba poczekać aż zasną, by móc przejść do przyjemniejszej części posiadania rodziny. Jeszcze goręcej się jej zrobiło, czując jak on chwyta ją za nadgarstek, a chwilę potem już coś świergotała do maluchów, które walczyły o dominację, a może podział zabawki?
- Skoro obowiązki to musimy nauczyć się chodzić o smyczy i się nie ciągnąć mocno. - tutaj zwróciła się do Cartera, wciąż nie puszczając jego dłoni, a wręcz przeciwnie, splotła swoje palce z jego palcami, a drugą ręką poprosiła niemo o smycz jednego ze szczeniąt. Zabawa zabawą, ale trzeba się nauczyć poruszać z gracją o smyczy, coby inne psiaki im tego zazdrościły.
https://64.media.tumblr.com/cb4a2fdbe1c ... 8_100.gifv')">

Awatar użytkownika
33 y/o
183 cm
hello, it's me
Detektyw w wydziale narkotykowym, pracoholik który przyjechał do Hope by odzyskać żonę. Szybko jednak spostrzegł że rozwód jest jedynym wyjściem. Próbuje się z tym pogodzić, jednocześnie nie zamykając na otaczających go ludzi i czekając chociaż na jeden promyk szczęścia.

Post Carter Holloway »

Każdy taki był. Czując wolność, brak zobowiązań miał poczucie, jakby świat leżał u jego stu. I on miał takie podejście do życia, szybko jednak dorósł, odnajdując swoją własną ścieżkę, którą chce podążać aż do końca. Jeszcze te dwa lata temu, może rok, pewnie by myślał, że ma wszystko, że jego marzenia się spełniają. Brutalnie jednak wrócił do rzeczywistości, przyswajając do siebie myśl, że nie wszystko jest takie, jakby chciał. Znał wielu ludzi, którzy w takich sytuacjach, w jakiej on się teraz znalazł, załamywało się, porzucało pracę, zaniedbywało wszystko dookoła, aż uderzało boleśnie o dno. I wiele z nich się już nie podniosło, mimo oferowanej im pomocnej dłoni. On nie chciał tak skończyć. Nawet jeśli czuje się źle sam ze sobą, nie chce dotknąć stopami dna, bo wie jak cholernie się stamtąd źle podnieść.
- Zaufanie to podstawa. – podsumował jedynie temat. W gruncie rzeczy można powiedzieć że jakaś nić zaufania wytworzyła się w momencie, gdy zaczęli gadać o pierdołach, godzinami mając telefon w rękach. Wiadomo, Holloway nauczył się że w życiu nie należy bezgranicznie ludziom ufać. Należy dawkować to z umiarem i po prostu czekać na dalszy rozwój wypadków.
Zamyślił się.
- W sumie, czemu nie? Przyda mi się wolne, bo powoli zaczynam się czuć jak w Bostonie. – wzruszył lekko ramionami. Znowu niepotrzebnie skupiał się na pracy, w domu będąc tylko wtedy, kiedy chciało mu się spać, nawet jadał na mieście, nie mając specjalnie czasu gotować. Co do szczeniaków, zawsze można zatrudnić psią nianie w postaci bliźniaczki Cartera, która sama ma zwierzęta, więc będą bezpieczne, a wizja wyjazdu sam na sam okaże się bardziej kusząca, niż mogłoby się wydawać.
- To może dla pewności wezmę też jakiś namiot, bo moja orientacja w terenie pozostawia wiele do życzenia ostatnio. – wywrócił oczami. O tym namiocie to oczywiście żart, ale nie daj Boże się oboje zgubią i nastanie noc, wtedy nie będzie za ciekawie, jeśli nie uda mu się zaprowadzić jej do samochodu. Potrząsnął głową. To jedynie szczegóły, nic nieznaczące w tej chwili elementy które będzie można na spokojnie zaplanować w ciągu najbliższych dni, prawda?
Już teraz miał świadomość, że w razie naprawdę nagłych wypadków, może do niej zadzwonić, chociaż jest bardziej typem człowieka, który próbuje sam rozwiązywać wszystkie swoje problemy, nie lubi zrzucać swoich trosk na barki innych. Starał się postępować rozważnie, ale pewnych odruchów nie był w stanie powstrzymać, tych rzucanych jej spojrzeń, lekkiego uśmiechu który automatycznie pojawiał się na jego twarzy. To są rzeczy niby nieistotne, a stawiające wszystko w zupełnie innym świetle. Z tym samym uśmiechem słuchał jej historii, kilka razy wtrącając zapewne jakiś komentarz i zapewniając z pewnością w głosie, że tym razem się nie zgubi, mając go za towarzysza. Musiała liczyć się z tym, że Carter jako starszy (i względnie poważniejszy) zna sporo zagrywek i potrafi je perfidnie wykorzystywać, jeśli zajdzie taka potrzeba. Niemniej, musiał delikatnie, w uroczy sposób utrzeć jej nosa.
- Może odrobinkę, ale taką dosłownie odrobinkę mnie samego. Ale jakoś to przeżyję, jestem w końcu facetem, prawda? – wzruszył lekko ramionami, nieco się z nią drocząc. Zarejestrował że znacznie się przysuwa, ba, poczuł nawet muśnięcie jej warg, ale nim zdążył w jakikolwiek sposób chociażby to pogłębić, kudłate istoty przypomniały o swoim istnieniu, niszcząc tą chwilę. Westchnął ciężko, wznosząc oczy ku niebu.
- Z tym ciąganiem to nie wiem, siłę mają. – odparł, automatycznie splatając ich palce razem, jakby to była najzwyczajniejsza rzecz na świecie. Podał jej różową smycz, należącą do suczki, sam kucnął widząc jak Prince porzuca patyk i podbiega z ciekawością w psich oczach. Warto nadmienić, że ani na sekundę nie puścił jej ręki, a zapinanie smyczy psu jedną dłonią jest sporym wyczynem. Czy się tym przejmował? Nie. Jakoś mu się to jednak udało, poczekał aż sama zapnie drugiego szczeniaka i rozejrzał się dookoła. – To co? Wzdłuż brzegu i zobaczymy co dalej? – muskał kciukiem kostki na jej dłoni.


Rosalie Hepburn
https://media.tenor.com/images/90bc3c78 ... /tenor.gif')">