zablokowany
Posty: 2 strona: 1 z 1
zatrzymaj avki
paradise
cotton nam
Awatar użytkownika
19 y/o
176 cm
hello, it's me
Once you choose Hope, everything is possible.

Post cotton nam »


cotton
nam
data i miejsce urodzenia
07/04/01, Tampa
orientacja seksualna
biseksualny
miejsce pracy
mobile gas station
stanowisko pracy
pracownik nocnej zmiany
narracja
trzecia / przeszły
wizerunek
jeon jeongguk
about me
Był z góry skazany na porażkę - a w każdym razie do takiego wniosku doszedł jakoś na początku szkoły średniej, kiedy w końcu zdał sobie sprawę, że wszyscy dookoła już dawno spisali go na straty. Nie uczył się źle, ale to zdecydowanie dalekie było od zostania kartą przetargową w jego życiu, bo nie był też orłem, żeby miało go to unieść aż na studia i z dala od domu, prosto do lepszego życia. I, choć niektórzy mogliby gorzej znieść taki moment nagłej realizacji, dla niego to nie było nic specjalnego. Nie był zdziwiony. Właściwie, jeśli miał być w pełni szczery, nigdy chyba nie oczekiwał, że w przyszłości stanie się kimś więcej, czymś więcej, że przerwie pasmo niepowodzeń w rodzinie. To były realia, do których przywykł i brak mu było motywacji, żeby chociażby spróbować się z nich wyrwać; o wiele łatwiej było się im poddać i bez walki przyjąć na klatę fakt, że niedaleko pada jabłko od jabłoni i skoro jego ojciec był pasożytem, to on też w mniejszym lub większym stopniu sobie na podobne łatki zapracuje.
Kiedy był dzieckiem nie zauważał jeszcze tego, że warunki, w których przyszło mu się wychowywać były raczej nieciekawe. Fakt faktem, nie cierpieli wtedy na brak pieniędzy - jego ojciec pracował w warsztacie samochodowym, matka z kolei wykorzystywała wyniesione z domu umiejętności kulinarne w restauracji z kuchnią koreańską. Wtedy jeszcze spędzali razem czas, jako rodzina, wychodzili razem do parku, urządzali grille latem, grali w piłkę; swego czasu Cotton razem z bratem próbowali nawet swoich sił w kuchni, chcąc pomagać w pieczeniu ich ulubionych ciastek, ale dość szybko okazało się, że oboje mają dwie lewe ręce do gotowania. To, że oboje jego rodziców już wtedy codziennie sięgało przynajmniej po jedno, dwa piwa nie budziło w nim niepokoju, nie miał w końcu porównania, żeby zauważyć, że nie jest to norma. Nie zadawał pytań, kiedy mama znikała ze swoimi przyjaciółkami na całe weekendy; udawał, że nie słyszy awantur, kiedy wracała, choć nie potrafił pozostać głuchym na niektóre określenia, które pod jej adresem rzucał jej małżonek. Wtedy jeszcze miał starszego brata, który w takich momentach zajmował jego uwagę i nieraz wyciągał z domu, do którego wracali dopiero, kiedy sytuacja się uspokajała. Ale z upływem lat przestała się uspokajać. Piwo zostało wymienione na silniejsze trunki, słowo "ćpunka" padało z ust głowy rodziny niemal codziennie, kłótnie stawały się coraz bardziej zażarte, częściej w ich trakcie zaczynały lecieć talerze, dochodziło do rękoczynów. Sam Cotton niewiele czasu spędzał już w domu, chcąc unikać nie tylko awantur rodziców, ale też tych, do których dochodziło między jego starszym bratem, a ojcem. Obaj go nienawidzili, co do tego nie było wątpliwości - nienawiść ta zakiełkowała już za pierwszym razem, kiedy podniósł rękę na ich matkę, rosła, kiedy zaczął podnosić ją także na nich, a swoje apogeum osiągnęła, kiedy stracił pracę i stał się już pełnoetatowym alkoholikiem, który kradł, kiedy zaczynało mu brakować na kolejną wódkę. A brakowało coraz częściej; w końcu stracili połowę dochodu, co w końcu doprowadziło do przymusowej przeprowadzki do o wiele mniejszego mieszkania. To był prawdopodobnie ten moment, w którym Cotton zdał sobie sprawę, że dla całej ich rodziny nie ma już odwrotu i, cóż, nie pomylił się - później poszło już z górki. Jego starszy brat jeszcze w szkole średniej zaczął handlować narkotykami, zaczynając od marihuany, by stopniowo łapać się za coraz cięższe środki; zdecydowanie nie rwał się do legalnej pracy, z każdym rokiem pakując się w coraz większe bagno. Był o osiem lat starszy od Cottona i z rodzinnego domu wyfrunął przy pierwszej nadarzającej się okazji, by więcej już tam nie wrócić, więc chłopiec i wobec niego zaczął odczuwać niechęć. I żal, przede wszystkim; nigdy nie wybaczył mu tego, że zostawił go tam samego. Przez pewien czas oparcia szukał jeszcze w mamie, choć i to w końcu stracił, bo kobieta pogłębiając swoją więź z kokainą i dopalaczami stawała się coraz bardziej oderwana od rzeczywistości, coraz bardziej nieznośna dla Cottona, który w pewnym momencie zdał sobie sprawę, że nie może już na nią patrzeć. Miał szesnaście lat, kiedy spakował się i wyniósł do znajomych - nie był pewien, czy jego rodzice w ogóle zauważyli, że zostali tam już tylko we dwójkę, ale nawet jeśli, to nigdzie tego nie zgłosili, a już tym bardziej nie próbowali go szukać na własną rękę.
Wszyscy oczekiwali, że pójdzie w ślady brata i znajdzie sobie jakieś nieciekawe towarzystwo, więc to zrobił. Zaczął coraz częściej testować jak daleko będzie w stanie przekroczyć granice i nadal uniknąć konsekwencji - małe przestępstwa niosły za sobą kolejne, a oni świetnie się przy tym bawili, przy okazji coraz bardziej się do siebie zbliżając, aż w końcu stali się praktycznie nierozłączni. Byli dla Cottona rodziną; dysfunkcyjną, trochę zagubioną i bardzo nierozgarniętą, ale rodziną. Zawsze stali za sobą murem i nigdy nie zostawiali nikogo w tyle, bo wiedzieli, że w gruncie rzeczy mają tylko siebie. Nikt spoza ich grona ich nie potrzebował, nikt za nimi nie tęsknił, nikt ich nie szukał - byli traktowani jak pasożyty, jak skaza na społeczeństwie, co w końcu zaczęli traktować jako rzecz, z której warto jest być dumnym. Byli karaluchami, a karalucha, jakby nie patrzeć, najtrudniej jest zabić.
Nie był pewien, czemu dokładnie mieli wyjechać; nie było to coś, o co chciał czy zamierzał pytać, bo w Tampie i tak nie było nic, co by go zatrzymywało. Wystarczyła mu informacja, że zaczynają się coraz większe problemy z lokalną policją, żeby zaraz po swoich osiemnastych urodzinach na dobre pożegnał się ze szkołą, spakował wszystko, co miał i razem z resztą wyjechał z rodzinnego miasta. To miał być ich świeży start. Nowy rozdział w życiu, który zaczynali razem, w którym mieli (musieli) być grzeczniejsi. Hope Valley nie było pierwotnie celem ich podróży, ale kilka nocy spędzonych w miejscowym motelu skutecznie uwiązało ich z tym miejscem i kiedy przyszedł dzień, w którym mieli ruszyć dalej, nie rwali się do tego specjalnie. Więc tu zostali; trochę spokojniejsi, choć bez złudzeń, że to koniec ich konfliktów z prawem. Z pewnych nawyków mimo wszystko ciężko jest zrezygnować, szczególnie, kiedy człowiekowi na tym ani trochę nie zależy.
Cotton osobiście był... Zadowolony, to chyba dobre słowo. Znalazł pracę na stacji benzynowej, przygarnął bezdomnego kota, w paru miejscach zdążył też już zostawić po sobie ślad w postaci graffiti i po upływie roku zaczął łapać się na tym, że zaczyna traktować to miejsce jak dom.

midtown avenue
BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! BOGATE CV LGBT+ BARAN KOCIARZ

hope valleyhope valley


Awatar użytkownika
00 y/o
000 cm
hello, it's me
<3

Post Hope Valley »

Twoja karta została zaakceptowana!


Cieszymy się, mogąc Cię gościć w Hope Valley. Prosimy, czuj się u nas jak w domu! Aby ułatwić Ci rozpoczęcie rozgrywki, przygotowałyśmy listę tematów, które powinieneś odwiedzić w pierwszej kolejności:
> relacje zapewnią Ci niekończące się możliwości rozwoju postaci;
> telefon pozwoli Twojej postaci kontaktować się z przyjaciółmi;
> w kalendarzu możesz porządkować swoje rozgrywki, by już zawsze pamiętać o odpisach.

Koniecznie zerknij też do forum z odznakami i wybierz te, które chciałbyś zobaczyć w swoim profilu! I pamiętaj — w razie jakichkolwiek wątpliwości, nie wahaj się z nami kontaktować!
mieszkaniecpowodzenia!
WŁADZA BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! SŁODKIEGO, MIŁEGO ŻYCIA - dla każdego, z okazji trzech miesięcy aktywności forum! Przeżyłem koniec świata w styczniu 2021 roku