zablokowany
Posty: 2 strona: 1 z 1
zatrzymaj avki
Awatar użytkownika
36 y/o
185 cm
hello, it's me
Były detektyw, który stracił rodzinę i chęć do życia, więc zapija smutki i leczy rany alkoholem na rodzinnym ranczu, które jako tako próbuje prowadzić.

Post Weiss L. Hawthorne »

Hawthorne weissman

imiona

Weissman Lanford

nazwisko

Hawthorne

data urodzenia

31.12.1984

miejsce urodzenia

Cape Coral Hospital

orientacja seksualna

heteroseksualny

miejsce pracy

the deep hollow horse ranch

stanowisko pracy

właściciel

narracja

osoba trzecia, czas przeszły
Gyllenhaal Jake
HISTORIA JEGO ŻYCIA ZE WSZYSTKIMI PRZYKRYMI SZCZEGÓŁAMI:
Urodził się jako pierwsze dziecko państwa Hawthorne, którzy od lat prowadzili rodzinne ranczo, przekazywane kolejnym pokoleniom. Jako pierworodny syn od samego początku był typowany na osobę, która przejmie rodzinny interes, gdy przyjdzie na to odpowiedni czas. Dość szybko jednak okazało się, że Weiss ma zupełnie inne plany na przyszłość. Nigdy do końca nie wiedział, dlaczego chce wstąpić do policji, ale było to jego marzenie od dziecka. Być może dlatego, że wierzył w sprawiedliwość oraz w ład i porządek. Wierzył, że ktoś musi nad tym czuwać, aby to wszystko nie rozpadło się w drobny mak i wierzył, że on ma do tego idealne predyspozycje. Zawsze był doskonałym przywódcom. Nie dążył co prawda do tego, aby porywać za sobą tłumy, ale miał charyzmę i umiejętności dowodzenia praktycznie każdą grupą, w której się znalazł. Potrafił być obiektywny i odkładać emocje na bok. Gdy wszyscy inni tracili zimną krew, on potrafił ją zachować i podejść do sprawy z dystansem. Być może czasami aż zbyt dużym, przez co bardzo rzadko mówił o swoich emocjach i uczuciach, ale on sam nie widział w tym nic złego. Miał cel, na którym się skupiał, a tego typu  umiejętności tylko dodatkowo utwierdzały go w przekonaniu, że ta droga jest dla niego idealna. Mimo to mało kto spodziewał się raczej, że wytrwa w swoim dziecięcym marzeniu i będzie naprawdę dążył do jego spełnienia. Jednak po skończonej szkole średniej postanowił aplikować do akademii policyjnej i nawet udało mu się to za pierwszym razem, czym chyba tylko on nie był zdziwiony, bo po prostu czuł, że tam pasuje. I najzwyczajniej w świecie w to wierzył. 

Podobno równowaga w życiu jest niezwykle ważna. Nie jest łatwo ją wypracować, ale im się jakimś cudem udało. Poznali się w szkole policyjnej, gdy Weiss jeszcze był całkiem czarującym i zabawnym człowiekiem. I tym podobno ją urzekł najbardziej. I swoją wytrwałością, bo początkowo wcale nie chciała zgodzić się, aby pójść z nim na randkę. Ostatecznie jednak doszło nawet do tego, że zgodziła się zostać jego żona. Pracowali na różnych posterunkach i zajmowali się różnymi sprawami, starając się nie zabierać ich zbyt często do domu. Oczywiście nie zawsze im się to udawało, bo jednak należeli do osób, które mocno żyły pracą i potrafili naprawdę zrozumieć, że czasami po prostu inaczej się nie da. Łamali nieco zasady, korzystając z tego, że co dwie głowy to nie jedna. Zapominali o urodzinach i świętach, ale co roku mieli swoje małe wakacje tylko we dwoje, aby o tę równowagę właśnie zadbać. I byli całkiem szczęśliwi. Zmęczeni, zapracowani, ale szczęśliwi, bo doskonale rozumieli, jak to jest, gdy praca się przeciąga lub gdy wraca się do domu ze złamanym żebrem, bo sprawy wymknęły się nieco spod kontroli. Potem ich rodzina się powiększyła i był to moment, gdy wszystko wywróciło się do góry nogami. To nie tak, że nie planowali dzieci, ale na pewno nie planowali ich jeszcze wtedy. Jednak skoro życie najwyraźniej miało dla nich nieco inny plan, postanowili stawić temu zadaniu czoła. I chyba naprawdę wychodziło im to całkiem nieźle, a Weiss był nawet skłonny przyznać, że był naprawdę super tatą. 

Praca pod przykrywką była ogromnym wyzwaniem, którego niesamowicie się obawiał, ale chyba nie byłby sobą, gdyby się na to nie zgodził. Trudno chyba go winić, w końcu wszyscy super najlepsi gliniarze na filmach to robili, prawda? To nie było coś, za co mógł zabrać się byle kto, wymagało to też ogromnego poświęcenia i zaangażowania, ale to chyba jeszcze bardziej go nakręcało. Musiał co prawda rozstać się z rodziną, ale wiedział doskonale, że jego żona go zrozumie. Wierzył też, że gdy będzie po wszystkim, znowu będą mogli cieszyć się życiem i funkcjonować jak dawniej. Nie godziłby się przecież na to, gdyby podejrzewał, że cokolwiek pójdzie nie tak. Znał ryzyko, ale w dużym stopniu wierzył, że po prostu to się nie wydarzy. Początkowo nawet wychodziło na to, że to wszystko całkiem się zgadzało, bo wszystko szło momentami aż zbyt dobrze. Być może był zbyt próżny, aby słuchać swojego instynktu, a być może po prostu za bardzo wierzył w to, że system i policja naprawdę mogą coś znaczyć i służą do tego, aby zmieniać świat na lepsze. Teraz, z perspektywy czasu zdaje sobie sprawę ze swojej naiwności, ale wtedy było to wszystkim, w co wierzył i nie wyobrażał sobie ani przez chwilę, aby mógł zmienić swoje podejście. Poświęcał się więc dla sprawy, wypełniał rozkazy, których wolałby nie musieć wypełniać i patrzył na rzeczy, których nikt normalny z własnej woli nie chciałby oglądać. 

Chyba nawet w najgorszych scenariuszach nikt się nie spodziewał, że sprawy wymkną się spod kontroli. Jednego dnia zdawał relację z zachowaniem wszelkich środków ostrożności, aby mogli zaplanować dużą akcję schwytania największej grupy przestępczej, zajmującej się handlem narkotykami w całym stanie, a następnego leżał w jakiejś obskurnej, zawilgotniałej piwnicy, poobijany i kompletnie zdezorientowany. Poświęcił na to wszystko rok swojego życia i przez kolejne dwa dni, albo przynajmniej coś około tego, bo niestety nikt nie przynosił mu świeżej gazety co rano i nie bardzo nawet wiedział, jaka jest pora dnia, próbował znaleźć moment, w którym popełnił błąd i znaleźć jakimś cudem wyjście z tej sytuacji. W pojedynkę miał bardzo słabe szanse, jednak wtedy jeszcze nie tracił nadziei. Do czasu, nie posadzono go na niewygodnym krześle w jakimś pustym magazynie, a naprzeciwko na takich samych krzesłach siedziały dwie doskonale znane mu postacie, których nie widział od ponad roku. Trudno chyba kiedykolwiek będzie mu zapomnieć uczucie bezsilności i paniki, jakie go wtedy ogarnęło, bo doskonale wiedział, dokąd to zmierza i co się za chwile wydarzy. Wiedział też aż za dobrze, że nie jest w stanie nic z tym zrobić. Mógł tylko próbować nie patrzeć na egzekucję swojej żony i pięcioletniego syna, i mieć nadzieję, że po prostu będzie następny i przestanie wtedy czuć cokolwiek. 

Niewiele pamięta z tego, co było potem. Pojawiła się policja, było dużo strzałów, a on sam wylądował w szpitalu z licznymi obrażeniami wewnętrznymi i dwoma ranami postrzałowymi, które niestety jakimś cudem nie okazały się śmiertelne. Spędził w szpitalu kilka długich tygodni, dochodząc do siebie, chociaż naprawdę wolałby nie. Część członków gangu udało się schwytać, a w policji posypały się głowy, gdy wyszło na jaw, że jego własny kapitan we współpracy z kilkoma jeszcze wyżej postawionymi przedstawicielami policji byli skorumpowani i od kilku miesięcy działali nie po tej stronie, co mieli. Fakt, że trafili za kratki z wyrokiem, do którego końca pewnie nie dożyją, nie dał mu ulgi. Tak samo jak odwiedziny, na które zdecydował się, chociaż sam nie wiedział po co. Właściwie od tego momentu wszystko nagle w jego życiu zaczęło być nie wiadomo po co. Prac w policji straciła dla niego jakikolwiek sens, a całe jego podejście do życia, jak i zresztą całe jego życie, legło w gruzach. Oddał broń, oddał odznakę i podpisał kilka głupich papierków, nie stawiając się na odebraniu jakiejkolwiek nagrody i podszedł na wcześniejszą emeryturę. Od ponad pół roku mieszka ponownie na rodzinnym ranczu, które jako tako prowadzi. Chociaż to naprawdę sporo powiedziane, bo rodzice obstawili każde możliwe stanowisko ludźmi, którzy na szczęście potrafią załatwić większość spraw samemu, a on w spokoju może pić, czasami zająć się końmi i pędzić bimber w stodole, bez słuchania od kogokolwiek, że powinien w końcu wziąć się w garść. I być może powinien, ale ostatecznie jednak chyba nikt nie ma prawa go oceniać.


BARDZO INTRYGUJĄCE CIEKAWOSTKI, KTÓRE NAJLEPIEJ GO DEFINIUJĄ:
- przejęcie rodzinnego interesu nie jest spełnieniem jego marzeń, jednak chyba w pewnym stopniu zdaje sobie sprawę, że potrzebuje jakiegokolwiek zajęcia i obowiązku, aby jakimś cudem wstawać każdego kolejnego dnia z łóżka,
- od czasu, gdy na jego oczach dokonano egzekucji jego żony i syna, cierpi na poważne ataki paniki, z którymi bez leków i alkoholu radzi sobie słabo, 
- bierze też silne leki nasenne, bez których absolutnie nie potrafi spać i jest od nich uzależniony, ale nie przejmuje się tym wcale, tak samo jak tym, że nie powinien ich zapewne zapijać alkoholem, 
- pędzi bimber w stodole, i to chyba obecnie jego główne zajęcie życiowe, 
- siłą rzeczy od dziecka jeździ konno, ma też uprawnienia instruktora, ale biorąc pod uwagę, że przez większość czasu jest mniej lub bardziej pijany, to ma na szczęście tyle rozumu w głowie, aby z tego nie korzystać,
- był przez długi czas człowiekiem ślepo zapatrzonym w swoją misję i w pilnowanie tego, aby system działał poprawnie, ale niestety teraz nie potrafi patrzeć na swoją dawną odznakę i ludzi w mundurach inaczej niż z pogardą i politowaniem, że są tak samo naiwni, jak on kiedyś, 
- oficjalnie jest na emeryturze, dostał jakieś żenujące nagrody za specjalne zasługi i piękne tytuły, ale wszystko to leży na dnie kartonu na jakimś strychu, jako pamiątki po jego największej życiowej porażce,
- swój smutek i złamane serce postanowił bardzo klasycznie i sztampowo przykrywać rozgoryczeniem i złością na wszystkich dookoła, więc bardzo rzadko zdarza mu się być miłym człowiekiem,
- w połączeniu z tym, że jest nieco zarozumiały i raczej oszczędny w uczuciach, można śmiało uznać go za koszmarnego gbura i chama, 
- gra na gitarze i śpiewa, albo raczej robił to w poprzednim życiu, bo teraz jakoś tak wyszło, że nie ma na to nastroju,
- jedyne zdrowe nawyki, jakie pozostały mu w życiu to sport, kiedyś trenował box, teraz ma tylko worek treningowy w domu i głównie stawia na bieganie i pływanie, bo to może robić sam,
- na ranczu mieszkają cztery przepiękne psy i plącze się sporo bezdomnych kotów i to chyba jedne z nielicznych istot, dla których potrafi być naprawdę miły, 
- ogólnie wyznaje zasadę w życiu, że zwierzęta są lepsze niż ludzie, bo żadne z nich nie zrobi Ci aż takiej krzywdy, jak drugi człowiek,
- nienawidzi rozmawiać przez telefon i można mieć pewność, że jeśli ktoś mu wyślę wiadomość głosową, to ją oleje i nigdy nie odsłucha,
- nigdy nie był fanem tego, że ma urodziny w sylwestra ani samego sylwestra w ogóle, 
- teraz tym bardziej nie świętuje ani jednego, ani drugiego, bo trochę nie jest w nastroju.  
MIEJSCOWY outlanders
Przeżyłem koniec świata w styczniu 2021 roku

Awatar użytkownika
00 y/o
000 cm
hello, it's me
<3

Post Hope Valley »

Twoja karta została zaakceptowana!


Cieszymy się, mogąc Cię gościć w Hope Valley. Prosimy, czuj się u nas jak w domu! Aby ułatwić Ci rozpoczęcie rozgrywki, przygotowałyśmy listę tematów, które powinieneś odwiedzić w pierwszej kolejności:
> relacje zapewnią Ci niekończące się możliwości rozwoju postaci;
> telefon pozwoli Twojej postaci kontaktować się z przyjaciółmi;
> w kalendarzu możesz porządkować swoje rozgrywki, by już zawsze pamiętać o odpisach.

Koniecznie zerknij też do forum z odznakami i wybierz te, które chciałbyś zobaczyć w swoim profilu! I pamiętaj — w razie jakichkolwiek wątpliwości, nie wahaj się z nami kontaktować!
miejscowypowodzenia!
WŁADZA BĄBELEK - dla każdego, z okazji Dnia Dziecka 2020! SŁODKIEGO, MIŁEGO ŻYCIA - dla każdego, z okazji trzech miesięcy aktywności forum! Przeżyłem koniec świata w styczniu 2021 roku